piątek, 14 sierpnia 2009

Myślenie w fotografii


Czy potrzebne jest nam myślenie refleksyjne w trakcie robienia fotografii?
Czy może wystarczy nam wrodzona intuicja estetyczna i doświadczenie?

Kiedy reporter wojenny udaje się na dziesiątą w życiu wojnę w dziesiątym zakątku świata, wie na 90% jakie kadry ponownie zrobi i jakie płaczące matki sfotografuje.
Kiedy reporter z lokalnego dodatku Gazety Trójmiasto jedzie na otwarcie miliardowego kawałka ścieżki dla szaleńczo pędzących rowerzystów nieparzących na nic i taranujących dzieci jadące tą sama ścieżką, to też wie, że co pokaże i co sfotografuje.
Gdy reporter udaje się pod Pałac Kultury aby wepchnąć swój aparat między ochroniarzy a handlarzy w jakimś obleśnym targowisku z chińskimi stanikami w centrum miasta, to już w góry wie co pokaże.
Jadąc nad morze, wiem, że zobaczę fale, piach i może wiatr mi wepchnie w aparat trochę piachu. A na długim czasie rozmyję ładnie wodę z filterkiem czarnym jak smoła.

Wyrobiony doświadczeniem automatyzm zwalnia z myślenia?
Czasami mam wrażenie, że tak. Na własnym przykładzie wiem, że tak. Że czasami robie, bo wiem, że to będzie ok. OK, ale bez "Ach!" i "Och!".

A fotograf studyjny. Nazwijmy go kreacyjnym. Taki, co to musi wymyślić kolejną sesję dla kolejnego klienta. Czy taki ktoś też stosuje automatyzm...?
Na ile sposobów oryginalnych i fajnych da się pokazać kanapkę z sezamem?


Czy prawdziwymi Mistrzami, artystami co się zowią zostają tylko ci, co myślą refleksyjnie zanim nacisną migawkę?
Czy mamy czas na myślenie jeszcze?

Kiedy czytam, że ktoś w nocy na ulicy ustawia jeden kadr przez 9 minut, to zastanawiam się czy to kwestia mistrzostwa, które chce osiągnąć czy może tylko kwestia celebracji...?

Kiedy czytam, że jakiś niewydarzony fan wielkiego formatu rzeźbi w tzw. ... :) i robi na jakiś dziwnych fiszkach 4x5 cala i w dodatku używa materiałów nieprodukowanych od wielu lat - to się zastanawiam czy to kwestia myślenia, planowania w głowie czy może tylko forma.
Takie właśnie rzeźbienie w... bo przecież cyknąłby to od reki w stu wersjach innym aparatem.

A może myślimy za dużo..?
Może wrodzony lub wyuczony automatyzm kadrów daje nam przewagę nad myśleniem..?



3 komentarze:

Adam Jędrysik pisze...

Ależ blisko mnie osadziłeś ten artykuł...w zasadzie to troche jakby ktoś spisał moje myśli :)
Dokładnie ten automatyzm mnie męczy i dlatego wiem, że niemógłbym pracować jako "reporter/dziennikarz".
Fotografuję koncerty. Najcięższa myśl, która mi towarzyszy podczas najlepszej nawet muzycznie imprezy to: "f**k, przeciez to już było...skup sie i poszukaj". Nie zawsze jest czas. Często to tylko 3 utwory podczas których trzeba możliwie najlepiej pokazać artystów - możliwie najlepiej z perspektywy klineta/prasy. Często...no dobra, bez przesady...czasem słyszę od decyzyjnych ludzi: "fajne, lubię takie koncertowe z pomysłem, ale wiesz Adam, to nie przejdzie w artykule, a szkoda".
Odniosę się do muzyki. Obserwując różnych gitarzystów/perkusistów zauważyłem, że to "w zasadzie proste". Często słyszymy coś podobnego, interwały, charakter - wystarczy się przez lata wyuczyć wielu różnych kombinacji dźwięków i voila - gramy "z pamięci". A kim jest wirtuoz? Ten, który tworzy te schematy, potrafi z nimi improwizować, w locie zmieniać i bawić się dzwiękiem.
Odpowiadając na Twoje pytanie. Automatyzm daje nam przewagę w postaci komfortu i świadomości materiału. Czy przewagę nad myśleniem? Raczej przewagę gdy szukamy jak ten schemat przełamać...zawsze to krok bliżej.

guerilla pisze...

Bez automatyzmu, a lepiej można to nazwać - pewnych stereotypowych ujęć ani rusz. Dlaczego? Dlatego, że nie da się skonstruować czytelnego dla WSZYSTKICH przekazu bez opierania się na wizualnych stereotypach, kliszach. A w takich zastosowaniach jak wymieniłeś, tylko i wyłącznie chodzi o pełne zrozumienie i prosty, czytelny komunikat dla każdego..

A tam gzie kończy się powyższe, zaczyna się rola artysty, który do stereotypu (którego w mniejszym czy większym stopniu użyć musi - nawet w sztuce konceptualnej (a może zwłaszcza) dorzuca ziarenko kreatywności i talentu.

Aha, i nie sądź że robienie wielkim formatem od czegokolwiek uwalnia - twoje zdjęcia na przykład są obarczone tak samo jak i reporterów, tylko konwencja (i natężenie) zupełnie inna :-)

jakub Cieplinski pisze...

Piotr poruszyłeś tutaj bardzo złożone zjawisko. Ogólnie nazwałbym to wzorcem. Poprzez powtarzanie pewnych czynności, ludzki mózg programuje się na wykonywanie ustalonych zadań. Fajne jest to, iż taki wzorzec ulokowany jest w podświadomości. Dlatego jesteś w nałogu fotograficznym, a alkoholik kocha procenty. Jednak człowiek potrafi wykorzystać drugą stronę mózgu, a mianowicie swiadomość. Jeśli myślisz świadomie, jesteś w stanie być kreatywny i automatyzacja ci nie grozi. Chyba, że strzelasz tylko cyfrą na P...
Często porównuję akt tworzenia fotografii do malarstwa. Ile wysiłku i czasu potrzeba, aby stworzyć obraz na płótnie, powiedzmy???
Jaką satysfakcję mam z tego, że wystrzelę 100 klatek dla portfolio aktora? Zarobiłem pieniądze!!!
A jak mogę się czuć, jeśli ciężkie kilogramy zaniosłem do domu portretowanej osoby, ustawiając wszystko odprawiałem modlitwę, i zrobiłem tylko jedną klatkę filmu? Wspaniale!!!
Nienawidzimy wszystkich...
Rzeźbienie to dobre określenie...