poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Młoda Osoba... wyzwanie?


Przydarzyła mi się ciekawa rzecz.

Oto
Młoda Osoba (stażem, nie wiekiem), której imię nie ma tutaj znaczenia, zafascynowała się fotografią. Zobaczyła film. Jeden ze wspanialszych filmów o fotografii jako zjawisku umysłowym, o pięknie jako zjawisku względnym i o miłości jako zjawisku wszechmocnym.
Tak, tak... jeden film to zawiera.
Nie. Nie jest polski. To akurat oczywiste :)

Ten film to:
"Fur. An Imaginary Portrait of Diane Arbus", o którym pisałem już.

Młoda Osoba, a napomnę tylko, że jest to Osoba niezwykle uzdolniona plastycznie i manualnie, postanowiła kupić aparat podobny temu, który miała Diana. Zakupiła więc Flexarata. Na start.
Dotąd ta
Młoda Osoba fotografowała cyfrą. Wiedziała coś niecoś o tym, co to jest przysłona, ale raczej działała na wyczucie.
Jej zdjęcia już wskazywały duży talent.

Ale teraz stanęło przed nią nie lada wyzwania.
Oto - otworzyła drzwi prawdziwej fotografii. Fotografii, gdzie myślenie i koncepcja przed naciśnięciem migawki wymaga już nie tylko intuicji, ale też... odrobiny podstawowej wiedzy.
Wiedzy, którą każdy szanujący się fotograf mieć powinien.


Zadzwoniła
Młoda Osoba.
- Piotr, wyjaśnisz mi jaki światłomierz kupić, bo tutaj nie mam pomiaru... Chcę nauczyć się mierzyć światło. Używać tego aparatu.
- ...? Co wiesz o świetle w ogóle...?
- No a co muszę wiedzieć?
- Dobrze, że pytasz..:)
- Czyli...

I tutaj zaczyna się cześć najważniejsza. Otóż miałem problem jak to klarowanie i węzłowato wyjaśnić...!:(
Bo oto, jak rzeczy tkwiące we mnie intuicyjnie przełożyć na język dla początkującego?

Jak opisać mu czym różnią się rodzaje pomiaru przy użyciu światłomierza zewnętrznego itd...?

Możecie to potraktować jako zadanie, ćwiczenia lub po prostu wyzwanie! Pomyślcie.. od czego zacząć. Jakiego języka używać? Młoda Osoba chce zrozumieć by być świadomą i odpowiedzialną za swoją pracę, bo w myśl słów Małego Księcia: "Odpowiadamy za rzeczy oswojone, a fotografię by ją robić dobrze trzeba oswoić".

Użyjcie wyobraźni, ale nie traktujcie Jej z góry.
Od czego zaczniecie?:) Ja sam zacząłem od pytanie:
- Dlaczego widzisz przedmioty i kolory? Wiesz czym różni się dla Twojego mózgu czerwona szafka od czarnego swetra?

Okazuje się, że niewielu z nas wraca do podstaw. Bo nie musimy. Mamy wszystko zamknięte w skrzyneczce za 5tys zł. Nie wiemy już dlaczego widzimy przedmioty. Że coś odbija światło, a coś je pochłania w 80%, że długość fali to coś istotnego dla fotografii.

A może warto to zrozumieć? Zwłaszcza teraz, kupując magiczne "wszystkorobiącesame" cudeńka...


14 komentarzy:

krzychu pisze...

ojejku... kolejne biadolenie na nieuka, któremu się nie chce czytać, aby zrozumieć i woli zamiast tego mieć podane na tacy...
... po chwili zastanowienia zaczynam myśleć, że prawidłowo zacząłeś tłumaczenie od takiego bezsensownego punktu... :P

[rK] pisze...

Koniecznie! Prawdziwy urok fotografii. Taniec halogenkow srebra na szklanej plytce. Jony wywolywacza buszujace w zaglebieniach barytowego papieru. Tak. To caly urok fotografii. Esencja tego co w niej najwazniejsze.
Slyszales, ze Kodak postanowil nawiazac do tradycji i wypuszczaja nowa kamere 20x25 cali z nowym materialem - szklanymi plytkami o grubosci 0,25 cala. Postanowili nie isc na kompromisy. Bedzie sie to nazywalo "TPP 2025 System" od True Pure Photography. Skladasz zamowienie?

iczek pisze...

W badaniach na temat aktywności różnych nacji w Internecie, wyszło, że żadna narodowość, jak nasza jest: chamska w Internecie, nieżyczliwa, złośliwa i opluć potrafią wszystko i wszystkich.
Byle zaistnieć.

Nieżyczliwość i kpiarski ton przebrzmiewa przez ponad 50% komentarzy zamieszczanych w 'polskiej sieci'.

Cieszę się [!!!], że Tutaj tego nie ma :)!!!


Gdyby to było biadolenie krzychu, to bym o tym nie pisał.

Całkiem poważnie traktuje ten temat, zwłaszcza patrząc na ilość ludzi, dla których fotografia kojarzy się wyłącznie z "zielonym programem" na wierzchu aparatu, który ma dwa programy: film i zdjęcie.

Proponuje więc odpuścić sobie komentarze złośliwe, o ile nie wnoszą czegoś zabawnego chociaż do rozmowy.

Tak na tydzień... choć dwa dni... :)

Pax...

Zover pisze...

a czy zamiast filozofować nad światłem nie prościej i lepiej, polecić dobry światłomierz, taki w sam raz na kieszeń debiutanta, wspomnieć o świetle odbitym i padającym, i kiedy warto zwrócić uwagę na te zjawiska (posługując się prostym przykładem), i zostawić miejsce na odkrywanie własnych dróg i filozofii :) gdyby Diana, tak dumała nad światłem, w życiu nie zrobiła by tych zdjęć które zrobiła :) bo jak wiadomo akurat ona nie jest żadnym świetlnym, czy technicznym fetyszystą, tylko poszukiwaczem prawdy o ludziach, próbującym opowiedzieć o różnorodności ludzkiego doświadczenia. tak prywatnie też uważam, że to jeden z ciekawszych i bardziej inspirujących filmów o fotografii, bo udało się w nim odsłonić (uchwycić) jedno z podstawowych źródeł fotografii i sztuki być może - czyli spotkanie z innym człowiekiem, a może nawet poszukiwanie prawdy w drugim człowieku, poszukiwanie bez przyjętych z góry aksjomatów o tym co dobre czy złe (np). Co ciekawe, poszukiwanie idealnego obrazu, którym zajmujesz się w tym blogu, czy idealnej fotografii, zostało tam zupełnie pomięte.

sarniak pisze...

Ja myślę, że dobrze zacząłeś... Pociągnij temat widzenia fotograficznego i reszta jakoś sama się będzie układała ;). Oko ludzkie widzi inaczej niż aparat fotograficzny i zrozumienie tych różnic pozwala na świadome tworzenie zdjęcia.

sarniak pisze...

Zover, tyle że w filmie Diane, zanim sama zaczęła fotografować, pomagała swojemu mężowi przy wszystkich sesjach. Nie wiem, jak było w rzeczywistości, ale troszkę nietrafione porównanie - ona nie dumała nad światłem, bo pomagając profesjonalnemu fotografowi z pewnością zdążyła się wiele rzeczy nauczyć.

Po co wywarzać otwarte drzwi?

iczek pisze...

Zover - ładnie piszesz. Sarniak słusznie zauważył, że Diane żyła wiele lat z sesji komercyjnych i dla niej technika to było jak sól do kartofli. Po prostu być musi, ale głowy na tym etapie się tym już nie zawraca.
Co innego na początku...:)

szewska pisze...

zaintrygował mnie ten kawałek. - otworzyła drzwi prawdziwej fotografii.
które drzwi?
i czy były zamknięte?
i dlaczego były zamknięte?
i co to jest ta prawdziwa fotografia?



PS.mogłeś Młodej Tej Osobie pożyczyć Szkołę Fotografowania NG.

Kraftsman pisze...

Z moich skromnych doświadczeń wynika, że światła najlepiej uczymy się fotografując i analizując fotografie. Do nauki teorii światła jako zjawiska fizycznego i o jego decydującej roli w fotografii można poczytać w świetnej pozycji Hunter'a, Biver'a i Fuqua.

iczek pisze...

Mam coraz częściej wrażenie, że kompletnie nie rozumiany jestem....

Kraftsman - jak do ciasnej anielski chcesz uczyć totalnego amatora światła na podstawie fotografii robionej przez niego...?:)


Toż trzeba najpierw skumać co to jest światło..:)

Moje świadome fotografowanie rozpoczęło sie wraz z podręcznikiem "Fotografowanie nie jest trudne" J. Płażewskiego.

Do dzisiaj najlepsza książka dla amatorów fotografii.
Żadne współczesne wypociny kolorowe z empiku niczego nie nauczą.
Ta książka i owszem.

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie, że do fotografowania i analizowania światła to akurat nic się lepiej nie nadaje jak cyfrówka. Przynajmniej można sobie to wszystko analizować bezkosztowo. Wystarczy całą tę przez Ciebie nielubianą "cyfrówkową" automatykę wyłączyć i mierzyć światło światłomierzem zewnętrznym. A zresztą, jakie to ma do cholery znaczenie jakiego światłomierza używamy... dla mnie to nigdy nie miało większej różnicy. Po prostu jakiś fetyszyzm tylko przesunięty w inną stronę, ot co.

Aha, i książkę jakąś z podstaw fotografii niech sobie dziecko przeczyta.


--
pzdr
Leon

Kraftsman pisze...

@iczek: Piszę:

(1) o efektywnym studiowaniu światła na własnych fotografiach;
(2) o dekompilowaniu oświetlenia tam gdzie zostało mistrzowsko wykorzystane;
(3) o konieczności złapania podstaw fizycznych właściwości światła (głównie po to aby wykorzystać tę wiedzę w celach opisach w pkt 1 i 2).

Tak ja próbuję uczyć się światła - ale nie upieram się. Można też inczej :-)

rbit9n pisze...

przypomniał mnie się cytat jednego doktora z Katedry Chemii Analitycznej AM w L., otóż ów doktor zwykł mawiać: można nie wiedzieć czym jest światło i żyć, ale co to za życie?. słyszała to każda grupa studencka podczas zajęć z fotometrii, ale to tak na marginesie.

miałem też podobny zgryz jak Iczek, kiedy koledze sprzedałem swierdłowska. kolega spytał: jak mierzyć? oczekując góra pięć zdań wyjaśnienia lub maksymalnie 2 stron maszynopisu, a ja skamieniałem, bo posiadając kilka lat tegoż swierdłowska, wypracowałem własną metodę pomiaru (kto ma lub miał ruską świtłomiarkę ten wie, o co chodzi), której na prawdę nie dało rady wyjaśnić ot tak.

trzecia sprawa to książka. książka, która otworzył mnie oczy na niektóre sprawy, szczególnie te techniczne to "fototechnika" Solf'a, mnóstwo wzorów i fizycznych definicji (przynajmniej w dziale optycznym), ale na prawdę uświadamia to ograniczenia fizyczne sprzętu.

pozdrawiam
Piotrekk

Jakub Cieplinski pisze...

Pytanie o światło jest najtrudniejszym z możliwych pytań zadanych na temat fotografii.
Kiedyś wpadłem na pomysł opisu "światła".
Otóż, od dawien dawna, ludzie kojarzyli słońce z Bogiem. Swiatło na przestrzeni wieków stało się wyznacznikiem Boga. Fotografia umożliwia złapanie tych fal świetlnych i ujarzmienie ich na materiale światoczułym.
Wielu z nas, fotografujących nie zdaje sobie sprawy, jak potężną mocą operujemy, aby uzyskać obraz. Trzeba poprostu próbować ujarzmić swiatło, ale czy ktoś zdołałby ujrzmić Boga???