niedziela, 9 sierpnia 2009

Jest takie zdjęcie...


Zamierzam wprowadzić nową kategorię w blogu.
Otóż, każdy z nas ma swoją kategorię Idealnego Zdjęcia. Czasami jest to pojęcie bardzo szerokie i pojemne. Czasami tak wąskie, że do końca życia nie znajdujemy Idealnego Zdjęcia.

Otóż ja mam wiele idealnych zdjęć. I zamierzam od czasu do czasu takie perełki z historii fotografii Wam pokazać. Będę starał się unikać pokazywania okrzykniętych przez wszystkich i znanych jako ikony, zdjęć Bressona czy Parra, Kertesza czy Adamsa.

Będę wyszukiwał czegoś innego. Takich cichszych foto-bohaterów, choć autorzy często pozostają Ci sami :)

Ponieważ moje zainteresowania są znane, więc nie dziw, że cykl rozpoczyna portret.
Portret idealny!
Idealny w warstwie techniki i w warstwie estetycznej. Idealny jako całość.
Nie dość tego - to zdjęcie zrobił portrecista idealny i zrobił je aktorowi idealnemu, bo John Gielgud uznawany był za aktora doskonałego. Może czasami stawiano przed nim Laurenca Oliviera, ale ja jakoś wolę Gielguda.

Irving Penn złapał i stworzył dzieło sztuki fotograficznej.
Spełnił marzenia wielu.
Dostał chwilę z mistrzem i wykorzystał ją, jak na fotografa przystało.

Czy widzicie tę scenę?! Tę pozę?! Ten oddech wielkości w młodym ciągle aktorze?!
I wszystko to na szarym tle, starym dywanie i dwóch skrzynkach. Spełnione, dopełnione, wielkie.

John Gielgud by Irving Penn for Vogue!

fot.: Irving Penn

PS
Zadzwonił do mnie kolega:
- Iczek, czemu nie napisałeś, że to zdjęcie robi ten emblemat na koszuli, ten mankiet, ten papieros. Ludzie tego często nie dostrzegają twierdząc, że detal nie jest ważny. A przecież w portrecie jest on bardzo istotny!?

Tak... więc powtarzam za kolegą. Detal robi to zdjęcie. Emblemat też :)


12 komentarzy:

Anonimowy pisze...

trochę to przypomina klasycyzujący portret na zamówienie w lokalnym zakładzie foto :) nie ulega wątpliwości, że światło jest dobre. technika bez zarzutu, zdystansowanie, brak psychologii, czysto, schludnie. równie dobrze mógłby to być portret właściciela fabryki, albo wyluzowanego księcia karola :) czy też putina. doskonale pasuje do wysokich salonów - w każdym miejscu i w każdym czasie :) na tym zdjęciu jest ktoś czyli nikt :) sory, że tak satyrycznie i prowokacyjnie, ale tak właśnie wygląda ten portret.

Przemek pisze...

hej,

mam pytanie - czy widzieliście to zdjęcie na żywo?
Jestem wielkim fanem Penna - bardzo lubię jego zdjęcia.
Pytam - bo kiedyś rozmawiałem o nim z wykładowcą z poznańskiego ASP - twierdził, że był jego fanem, dopóki nie zobaczył wystawy na żywo (chyba w Berlinie).
Podobno słaba techniczna jakość zdjęć.

krzychu pisze...

bardzo popieram ten pomysł. jakiś czas temu zacząłem coś podobnego - wyszukuję zdjęcia, które mnie zaskakują. czymś. w różnych wymiarach.
Co do portretu Gielguda - bardzo dobrze wybrałeś. to przykład idealnego portretu. zgadza się. idealne zdjęcie charakteryzuje się jeszcze czymś - jest kompletne. taki jest portret, który przypomniałeś.

iczek pisze...

Anonimowy - podpisz się, bo usunę pomimo, że merytorycznie...
Przemek - nie nie widziałem jego odbitek... ale nie za bardzo rozumiem poznańskiego wykładowcy, który przestaje cenić fotografa po zobaczeniu odbitki (lepszej czy gorszej)..?:)

Anonimowy pisze...

A ja jestem "szczególantem" strasznym i patrząc na ten portret czuję niepokój. Otóż postać nie jest wyluzowana (tylko pozuję na taką). A wszystkiemu winna jest przyjęta poza. To niewygodne przycupnięcie na jednym pośladku, aż czuję te napięte mięśnie w nogach aktora by się nie zsunąć, by utrzymać przybraną pozę...
A tak w ogóle to moja estetyka...

Swoją drogą Piotrze stosunkowo łatwo jest uzyskać takie światło (a właściwie jego imitację) w Photoshopie i zrobić podobny portret (dla Ciebie to już nie byłaby fotografia, ale czy zauważyłbyś to...) z dużo słabszego technicznie zdjęcia. To tylko kwestia wyobraźni jak to światełko powinno wyglądać. Zresztą moje pierwsze wrażenie (bo najpierw patrzę, a potem czytam Twój wpis) właśnie takie było :)))

Mariusz

iczek pisze...

Boże Mariusz... co ty z tym fotoszopem?!
Ja tu o fotografii mówię.., o portrecie, a ty używasz tak brzydkich słów..!? Fuj :(
:)

Wyobraźni to się Mariuszu używa zanim się naciśnie spust migawki...
To się nazywa fotografia! :)
Używanie głowy do działań przed.


To, o czym mówisz nie jest używaniem wyobraźni, ale zastępowaniem jej braku :):)


Ot i taka różnica między fotograficznym portretem, a fotoszopem :)
W pierwszym wypadku trzeba trochę pomyśleć, w drugim zawsze można używać opcji "Undo" w nieskończoność...:)

Przemek pisze...

może za mocno napisałem. Nie przestał cenić go jako fotografa, ale był zawiedziony/rozczarowany.
Nie pamiętam całej dyskusji, ale utknęło mi to w pamięci, bo Penn to jeden z moich ulubionych fotografów.

Anonimowy pisze...

Ja tylko Piotrze w tym sensie, że można uzyskać to samo i nawet się nie zorientujesz... z naciskiem, że się nie zorientujesz (chyba?) :) szczególnie w fotografii BW...

(Aha i nie zgodzę się, że używanie... nie wymaga wyobraźni:)))

Poza tym jako odbiorca (co cały czas podkreślam) nie przywiązuję większej wagi do tego jak coś zostało zrobione tylko czy praca działa na mnie czy nie :) (a ta jest ładna)

I jeszcze raz podkreślam, moje może nie uprawnione w Twoim blogu wpisy, to tylko wpisy odbiorcy, który i tak nie kuma większości tych fotograficznych czarów, o których piszesz :)

--
Mariusz

Yoonson pisze...

uchylę się od dyskusji na temat tej konkretnej fotografii, bo w tym miejscu ważniejsze mnie się jednak wydaje samo podniesienie tematu. Czasami może to wiecej powiedzieć o człowieku niż długa rozmowa... Pokazywanie tego, co powoduje w nas uczucia, co pozwala dosięgać obecności sztuki - jest jak szczera spowiedź.
w kontekście tego, co napisałem - dziękuję Iczku za ten temat, za ten kawałek Twojego wnętrza...
zbyt patetycznie? może...

iczek pisze...

No tak Mariusz, ja rozumiem Twoją role tutaj :)
Ale... jak używasz odniesień do fotoszopa w kontekście tego typu wpisów, to wiesz... sam generujesz niepotrzebne porównania rzeczy nieporównywalnych :)


zdrówka!

Anonimowy pisze...

Dla mnie najgenialniejszym detalem w tym zdjęciu jest światło odbijające się od buta na samym dole kadru. Patrząc na ten portret praktycznie cały czas gapię się na ten fragment.

Michał W.

zover pisze...

umknął mi podpis w pierwszym poście. więc to naprawiam& pozdrawiam. Zover