poniedziałek, 31 sierpnia 2009

A co to znaczy 'program'...?


Każdy kto ma dziecko w wieku minimum 3-4 lat wie, że często używanym zwrotem u tych młodocianych osobników naczelnych jest zwrot: 'a co to znaczy' lub 'a dlaczego'.

Jednak ostatnio zdałem sobie sprawę, że biorąc pod uwagę zakres sensownego słownictwa (sic!) jakim się posługuje to małe Coś, nie opuszczające deski za sobą w łazience, jest niewspółmiernie wielki do ilości przytoczonych pytań, które mi zadaje.
Innymi słowy - zadając tak niewiele pytań o znaczenie słów i zwrotów - ten bąbel niewiele większy od mojego aparatu przyswoił sobie olbrzymi, wprost gigantyczny zakres wiadomości i sensu życia.

Oj tak... wielkie słowa. Sens życia.... ale uzasadnione...


Oto bowiem, jak nie trudno wywnioskować, młody naczelny przyswaja pewne rzeczy z kontekstu. Nie pyta mnie o każdą rzecz. Nie usłyszałem nigdy pytania: A co to jest piżama? A co to jest telewizor. Nauka jest kontekstowa. Znaczenie słów wyłapywane jest z kontekstu zdarzenia.

I juz zapewne wiecie, że zamierzam coś napisać o kontekście, bo zrobiło się jakoś ostatnio głośno o kilku książkach traktujących o kontekście w fotografii. Jak czytać zdjęcie, czy kontekst jest ważny. Jakie znaczenie ma wiedza fotografa w kontekście odczytania jego zdjęcia itd..

Barykada w tym wypadku nie dzieli jednak stron na dwie pozycje. Pozycji bowiem jest tutaj wiele. Barykada przypomina więc raczej rozgwiazdę. Pomiędzy jej ramionami znajdują swoje pozycję wszelacy filozofowie fotograficzni.
Bo mam nadzieję, że trochę filozofami jesteście i Wasza fotografia to nie jedynie obrazek i koniec.
Jest coś za tym.
I tutaj już jest kontekst...:)

Ja, będąc pewnym swego, twierdziłem uparcie, że obraz fotograficzny powinien istnieć bez kontekstu. Bez uświadamiania odbiorcy o co chodzi. Że obraz ma wyrażać w sobie wszystko, co pozwoli mu stać się niezależnym bytem, tworem. Dziełem zachwytu, zadumy, przerażenia, podniecenia...
Wraz z rosnąca ilością zakupionych w życiu pampersów, kwiatów na kolejną rocznicę, zamówionych stolików w restauracjach i wreszcie wraz z ilością zmarnowanych fiszek i klatek oraz bajtów... tak, tak.. bajtów na karcie... jakoś mi się zmienia.

Przechylam się ku zwolennikom umieszczania fotografii w kontekście. Z wyjaśnieniem. Z opisem. Z wprowadzeniem czytelnika w świat, który pokazujemy i w kierunku nawet (!!!) nakierowywania go w odbiorze.
Wiem... karkołomne.

Ale jednak.

Spodobała mi się książka Ian Jeffrey'a "Jak czytać fotografię". I zupełnie inaczej do niej podszedłem uprzedzony tekstem Rudolfa.
Nie traktowałem jej jak coś, co muszę przeczytać od a do z po kolei. Ja sięgałem po nią i otwierałem na chybił trafił. I nie czytałem więcej niż 2-3 autorów.
To się sprawdza. W wypadku tej książki, nie możemy jej traktować jak podręcznik historii fotografii, ani jak spójną opowiastkę. To jest zbiór. Zbiór bardziej lub mniej głupich kontekstów zdjęciowych. Bardziej lub mniej mądrych uwag o zdjęciu.

Ale w sumie ciekawych.

Tak spoglądam czasami na to, co trzymam w klaserach na półce. Staram się sam opowiedzieć historię, kontekst mojej fotografii. Cholernie trudne zajęcie. Bo w sumie odpowiedzieć sobie muszę na zasadnicze pytanie - dlaczego ja fotografuje?!

Dlaczego akurat portrety?
Po cholerę zakładam na głowę modela czapkę?
Co tkwi pod skórą?

Jaki kontekst mają moje fotografię? Co nimi chcę pokazać?
Zakładając, że nie pstrykam dla zabawy, to jak chcę przekonać do swojej fotograficznej wizji odbiorcę?
Jak go zaprosić do mojego świata?!

I tutaj przydaje się kontekst. Wprowadzenie. Opis. Narracja niejako...
Pójście na łatwiznę - powiesz!?

Może...






czwartek, 27 sierpnia 2009

Fora... na dwora


Trochę kiepska gra słowna, ale sens jest prosty.
Oto, miałem okazję być dzisiaj pół dnia w Toruniu. Miasto, które wspominam z cudownym sentymentem kilkulatka, który na ul. Chopina budzony był w wakacje przez osły wyjące rano z ogrody zoologicznego przy tej samej ulicy. Zamiast kogutów. Babcia prowadzała mnie wokół hotelu Kosmos i pomnika ucieczki ks. Popiełuszki, taplałem się w basenach odkrytych niedaleko mostu... obu tych rzeczy niestety już nie ma, ale sentyment pozostał. Toruń mi się bardzo podoba. Starówka naprawdę ma charakter.

Oto więc trafiłem na wystawę grupy Fotokujawy w Dworze Artusa. Nie chcę tutaj pisać o zdjęciach, choć kilku znajomych tam znalazłem (pozdro Phoenix :)), ale raczej o tym, że wystawa ta zaistniała najprawdopodobniej tylko dlatego, że istnieje Forum Nikona. Bo członkowie grupy, jak piszą na ogłoszeniu, wywodzą się z tego środowiska i jednocześnie wystawa wpierana jest przez te forum.
I tak sobie sięgam pamięcią w moją przeszłość internetową i muszę przyznać,że "fora dyskusyjne sprzętowe" (cudzysłów ważny!) spełniają naprawdę wspaniałą rolę!
Akurat byłem przy czy też zaraz po urodzeniu się Nikona. Przedtem raczej zajmowała mnie grupa pl.rec.foto, ale fora szybko wyparły te formę komunikacji. Po Nikonie przesiadłem się na Canona i tam już pozostałem.

Wstawiłem cudzysłów w nazwie "fora sprzętowe", bo o ile powołanie ich do życia zasadza się na połączeniu użytkowników jednej marki, o tyle forma tego typu przedsięwzięć wychodzi dalece poza gadanie o sprzęcie i to jest to!

Pomysł jednoczenia się wokół marki nie jest pomysłem nowym. Właściwie nie wiadomo czy pierwsi wpadli na to marketingowcy, którzy wprowadzali 100 lat temu pierwsze "programy lojalnościowe" :), czy też po prostu sami użytkownicy chcieli współdzielić się "szczęściem" użytkowania tej samej marki.
W każdym razie działa to w obie strony. Zarówno przywiązuje ludzi do danego znaku, jak i pozwala im poznawać lepiej produkty i wpływać na producenta (czasami).

Jednak najważniejszym odłamem internetowych forów jest samo jednoczenie ludzi. Po prostu. Znak jest obojętny. Ważni są ludzie i ich działania. Pomysły na wzbogacenie forów są naprawdę wyśmienite. Nikon ma swój klubowy charakter spotkań (NKP), Canon prowadzi lekcje i wykłady. Każdy znajduje coś ciekawego do przekazania poza suchą wiedzą techniczną. Do tego motywują ludzi do '
świadomego fotografowania'. A to już jest coś naprawdę ważnego!

Dlatego zrobiło mi się przyjemnie, gdy w sali na pierwszym piętrze w Toruniu, zobaczyłem te zdjęcia. Różnorodne. Ale połączone "instytucją", którą wszyscy szkalują za jej nieosobowy charakter.
Internet ma wiele wad. Ma jednak też zalety. Fotograficzne zwłaszcza. Poznawcze i edukacyjne.

Cieszy mnie, że nikonowcy i kanonowcy trwają i to coraz prężniej. Trzymam kciuki za to, by balans między liczeniem pikseli a fotografią znajdował swe odzwierciedlenie właśnie w takich wystawach.
Gratuluje kujawiakom i Forum Nikona inicjatywy i realizacji!!


PS
W sali poprzedzającej wystawę fotokujawiaków, jest wystawa 'Jazz w Toruniu' Karola Frontschka. Przykro mi jest kiedy ktoś wystawia swoje prace w tak słabej jakości. Na drukach widać ślady drukarki, pionowe linie na całości. Strasznie szkoda pracy autora. Czemu! Czyż nie warto jednak zainwestować i zrobić to tak jak sąsiedzi z nikona forum..?. Ładnie!?
Karolu! Zdjęcia nienajgorsze, ale podanie dania jest równie ważne, jak sam smak :)




wtorek, 25 sierpnia 2009

Remake...


Czasami naszą wyobraźnią rządzą znane obrazy, zdjęcia, dźwięki tkwią nam w głowie. Nie potrafimy się z nich otrząsnąć, za to zaczynają wpływać na to, co robimy.

Uparte obrazy fotograficzne są szczególne złośliwe.

Sesja trwa w najlepsze. Wszystko gotowe, ludzie czekają, a ja mam w głowie obrazy, które już ktoś zrobił, które nie dają mi przestrzeni do oddechu dla własnej wyobraźni. Kręcę się. Miotam. Jednak wbite w mózg kompozycje, za każdym razem mieszają się z własnymi... świeży zapach nowych kadrów oplata gęsta, słodkawa woń czegoś znanego.
Jak nałożony na świeżą skórę ciężki perfum Paula Gaultier.

Jedna teoria mówi, że fotografii uczymy się oglądając zdjęcia, i że jest to najlepsza szkoła dla każdego fotografa. A ja mam wrażenie, że to
szkoła podobna matrycy. Odznaczamy w sobie bowiem ślad tak trwały, jak matryca w metalu wytłoczona. I prędzej czy później ta matryca się nam zwali na głowę. Jakby nam ktoś w czoło przybił znak.

A gdyby tak nie oglądać?
Czy można to sobie wyobrazić?
We współczesnym świecie?
Jakże to?!

Ano czy udałoby się Wam wyobrazić sytuacje, w której głowa Wasza pusta jest od obrazów znanych od lat?
Jakże łatwiej byłoby wtedy kadrować. Jakże łatwiej byłoby zaskoczyć samego siebie nowym kadrem..?
A może wcale nie?

Ja mam z tym coraz poważniejszy problem. Kiedy dostaje w prezencie album znanego fotografa (powiedzmy: Avedona), to ja się boje go otworzyć. Bo przecież ja tak trochę chciałbym robić takie zdjęcia, ale... własne!
Nie chce tego sprowadzić do prostej relacji: oryginał-kopia.
Nie chodzi bowiem o kopiowanie, ale o "uwarunkowanie pamięcią". Osaczenie przez obrazy.
Ech... filozoficznie się zrobiło...




niedziela, 23 sierpnia 2009

Mistrz mody... Meisel


Każdy ma swojego Mistrza.
Niektórzy toczą z nim niekończące się dysputy i rozważania niepoparte zdjęciami.
Ba! Czasami nawet Mistrz nie pokazuje swoich zdjęć dla zasady, bo wówczas mógłby... przestać być Mistrzem.

W dziedzinie modowej, mistrzów jest wielu.
Jednak mam wrażenie, że tylko jeden fotograf osiąga poziom, który pozwala mu być nauczycielem dla wszystkich pozostałych uznanych Mistrzów.

Jest nim Steven Meisel. To, co zrobił on z Lindą Evangelistą w najnowszym numerze włoskiego VOGUE to Creme de la Creme...
Polecam odwiedziny w saloniku jakimś prasowym i przeglądnięcie tego Vogue. O ile trendy we współczesnej, nowoczesnej stylistyce modowej wyznaczają takie pisma jak Numero, NOI.se, ID, WAD i tym podobne, o tyle Vogue zawsze będzie z nimi wygrywał sesjami, które zapisują się w historii fotografii fashion.
Meisel jest wielki i więcej pisać nie ma co... A sesja jest... uch...

Steven Meisel Captures Linda Evangelista For Vogue Italia (VIII 2009)
Oczywiście zdjęcia w sieci nie oddają nawet w połowie efektu na papierze....



sobota, 22 sierpnia 2009

Migawka...


Zadanie było proste. Nie posiadając obiektywu z centralną migawką, zrobić zdjęcie aparatem 4x5 cala...:)
Do dyspozycji szkło z początku XX wieku, Polaroid 59 oraz kamera. Szkło dla utrudnienia osadzone na płytce niepasującej do kamery.


Problemem była jedna sprawa... migawka. Jak w dzień zrobić zdjęcie na materiale 80 ISO nie posiadając migawki, żadnego mechanizmu...?!
Rozwiązanie: długi czas naświetlania i migawka manualna :)
Długi czas to wysoka przysłona. Szkło posiadało jasność f8-f45. Więc długi czas da się wyciągnąć w cieniu. Wyszło 2s przy f-45.
I oto poniżej jedna z najnowocześniejszych migawek nieszczelinowych. Wykonana ze stopu bawełny i nylonu. Realizuje bez pudła czasy pomiędzy 2s a nieskończonością. Posiada precyzyjny uchwyt zaczepu. Przebieg pionowy lub poziomy w zależności od potrzeby. Zakładana przed obiektywem jest łatwa do zamontowania i do demontażu...:)


Migawka działa. Aparat działa. Szkło działa. Kaczka działa.


Fajna zabawa w historię fotografii... :)



piątek, 21 sierpnia 2009

Brody autoportret... :)



Coś niesamowitego...
Przypomniał mi to 'krzychu' na swoim blogu...

Polecam :)
Koniecznie HD...


Kulturwa gdańska...


...tak, to świetne jest słowo.

(źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto, 21 sierpnia 2009)


Nie znam wprawdzie całego tematu. Nie wiem czy dziewczyna szukała czy tylko mówi, że szukała, ale żeby półmilionowe miasto nie miało kasy ny wysłanie jednej artystki...!?
Nie wiem jaki prestiż ma owa impreza i jakie zasady przyświecają zaproszeniu gości...
Czy autorka zasłużyła tym bardziej nie wiem.., ale czytam TUTAJ, że nie wypadła sroce spod ogona.

I ja czytam, że budżet miasta został po raz drugi obcięty i cięcia dotknęły (już tradycyjnie) wydatków na kulturę i promocję miasta. Gratuluje Panie Prezydencie! O jakiej my k..... kulturze mówimy w naszym kraju?!

A pisze o tym, bo równie dobrze mógłby to być jakiś fotograf. No po prostu nóż się otwiera w kieszeni...

Ja rozumiem, że takich artystów jest mnóstwo i gdyby miasto każdemu finansowało wyjazd, to by nic innego nie robili jak jeździli po świecie. Ale jeśli sukces, to chyba trzeba jakiegoś urzędasa za tyłek wziąć aby przyjrzał się sprawie. Gdańsk ma być Stolica Kultury w 2016.... tia...

Dziewczyno - trzymam kciuki aby znalazł się jakiś bogacz, co wysupła parę złoty..
A może Gazeta zapłaci..?!







IPA 2009... wrażenia


Tak po krotce, co mi się spodobało, a co nie.

Zachwyciły mnie zdjęcia basenów angielskich w wykonaniu Afgańczyka Gigi Cifali. Oczywiście zachwyciły mnie jako miejsca na plenery i niesamowite wrażenie, które robią te piękne budowle bez wody. Jak człowiek bez rąk.fot.: Gigi Cifali

Historia wokół tej serii, pomimo, że zdjęcia nie kładą mnie na kolana jest naprawdę miła. I dlatego doceniam fotki. Lubię też ostatnio w portrecie trochę przestrzeni. Kurt Hoerbst umiejętnie to zrobił.fot.: Kurt Hoerbst

Skupiając się na ludziach i portretach muszę powiedzieć, że nagród dla takich serii, jak poniżej to już w ogóle nie rozumiem. Nadav Kander sportretował ekipę Obamy dla NYMagazine. Ale o co kaman? Ten sam autor zgarnął wszystkie nagrody w całej kategorii Editorial>>Personality (pro)

fot.: Nadav Kander

Cały sport mnie totalnie rozczarował. Mam wrażenie, że jury chciało nagrodzić inne zdjęcia niż dynamiczne fotki sportowe znane od lat, ale chyba im nie wyszło.

Portret w wykonaniu zawodowców jakoś mnie nie powalił. Zbytnio to dla mnie wydumane z kolei. Zasada jest jedna i chyba zacznę ją wprowadzać w życie: "im bardziej frikowy człek (dziwaczna persona fizjonomicznie), tym lepsze zdjęcie" :)
Trochę taki kierunek Diane Arbus.
Stąd zwycięstwo przypadło Matt Hoyle za serię poniższą.

fot.: Matt Hoyle
Tak więc jeśli jesteś frikowy, dzwoń do mnie :)


No i mania a'la Lach.. lub też to Lach robi a'la inni.
Winieta na pól klatki i gołe dzieciaki. Musiało być pierwsze miejsce dla Ross Deverson. Ych...

fot.: Ross Deverson

No dobrze... ogólnie rzecz biorąc przy tej ilości zdjęć trudno generalizować. Kategoria zawodowców cechuje się mocną obróbką plików, co zrozumiałe w takich kategoriach jak reklama czy okładka, ale prace w PS widać na dużej części normalnych zdjęć. Szkoda.
Nadal tkwimy w tym problemie uważam. Co dopuszczać, a czego nie.

Portrety mnie jakoś nie powaliły... Oczekiwałem mocnego uderzenia, bo w sieci można znaleźć naprawdę perełki. Tutaj już mniej.

Reportaż na poziomie bardzo niskim, ale ten konkurs chyba nie ma na celu propagowanie fotografii prasowej. To bardzo dziwny konkurs. Zbyt dużo kategorii, zbyt wiele zdjęć.... ale w sumie trza się cieszyć sukcesami innych, Polaków zwłaszcza :)



czwartek, 20 sierpnia 2009

Piąta Kolumna domowa...


Tego się nie spodziewałem.
Czasami najdotkliwsze ciosy spadają na nas tak znienacka, że samo źródło bólu jest bardziej przerażające, niż ówże.
Wszystko zaczęło się niewinnie...

- Daj zrobię Ci zdjęcie Młody.
- Yyy... oglądam.
- Co oglądasz..?
- Przecież widzisz...?!
Czteroipół latek nie jest w ciemię bitym dwulatkiem. Logika działa na obrotach czwartego roku socjologii.
- Ale oglądałeś to już ze trzy razy... to powtórka.
- No i..?
- Zrób sobie przerwę. Ładne światło jest. Pięć minut i będziesz dalej oglądał te stwory.
- To nie są stwory. To "Wymiennicy".
- ...?
- Noo dobra...

Ustawiania zajmuje kilka chwil. Głowa niezmiennie przyklejona w kierunku telewizor. Zresztą jeśli coś zajmuje pół ściany, to praktycznie gdzie nie spojrzysz - masz telewizor. Obłęd!

- Już?
- Coś taki niecierpliwy. Ustawiam aparat.
- Ych...

Matówka, ostrzenie, kaseta..

- No już?!
- Moment...

I tutaj padają słowa, które mrożą mi krew w żyłach i z nienawiścią godną ojca patrzę na produkt "własnej genetyki", na ten niewierny i niewdzięczny byt stojący przede mną z głową odwróconą w przeciwnym kierunku.

- Mama zrobiłaby to szybciej. Ona ma cyfrę.... i wszystko widać zaraz po zrobieniu.

Słowa wypowiedziane ot tak sobie, bez przerywania śledzenia wątku w "Wymiennikach". Tak rzucone od niechcenia zdanie boli jeszcze bardziej. Na pół włożona kaseta grzęźnie za Graflockiem, jak sucha bułka w gardle więźnia wystawionego na słońce. Gorycz. Dziwny posmak w ustach... taki trochę metaliczny, jak po dużym, nagłym wysiłku.

Młody odwraca spokojnie głowę...
- ..?
- Możesz iść. Synu...




środa, 19 sierpnia 2009

Masz dokumentacje Polaroid - podziel się!


Mam apel do Was!

Ponieważ globalna strona Polaroid.com zlikwidowała cały dział poświęcony starym materiałom polaroida, który był kompendium wiedzy o materiałach natychmiastowych. A w dodatku zrobili to bez żadnego uprzedzenia... fanatycy tej techniki postanowili stworzyć własną stronę z tą dokumentacją.
W obiegu nadal znajduje się naprawdę mnóstwo tych materiałów, a specyfikacji technicznych nie da się już ściągnąć po prostu ze strony Polaroid.

Apeluje więc, jeśli ktoś z Was ma na swoim dysku oryginalne PDF (!), które kiedyś tam ściągał z tamtej strony i jeśli nie ma ich w specyfikacji na TEJ stronie, to przeslijcie je do mnie. Jestem w kontakcie z właścicielem strony 125PX i chcemy pomóc wszystkim w sieci.

Proszę sprawdźcie tylko czy nie wysyłacie mi czegoś, co jest już na tej stronie.
Z góry dziękuje wszystkim za pomoc...

Mój mail: piotrbiegaj@yahoo.pl



IPA Awards... polska natura!!


Polacy kontynuują dobrą passę zeszłego roku. Ba! Jest coraz więcej nas wśród nagrodzonych.
Tegoroczny konkurs dla naszych stał pod znakiem natury..:)
Dominatorem okazał się mój krajan (wprawdzie z Gdynia, a nie Gdańska)
Kacper Kowalski, który zwyciężył przede wszystkim w kategorii Natura (pro) - gratuluje!
Choć serie "wyspa" znam już od dawna, to rzeczywiście potrafi zachwycić...
Ta sama seria zwyciężyła też w kategorii Nature>>Seasons (pro), a inna seria Kacpra "winter in squares" otrzymała drugą nagrodę w tej kategorii. Ale też dostała nagrodę trzecia w kategorii Nature>>Trees.. :):) Jeden lot, a tyle radości...
Aby Kacprowi sprawić jeszcze więcej radochy, jury postanowiło tez nagrodzić kolejne jego zdjęcie, tym razem pojedyncze w kategorii Aerial Pro...:)

Widać, że fotki lotnicze stały się popularne na konkursach. Kacper może zaliczyć rok 2009 do udanych...:) Jeśli dostał jeszcze jakąś nagrodę to już nie zauważyłem chyba w natłoku imienia Kacper na każdej stronie :) Wyjaśniam, że IPA ma tyle kategorii, że głowa mała :)


(fot.: Kacper Kowalski)

W kategorii Editorial>>Feature Story (non-pro) nagrodę drugą dostał
Piotr Kowalski za reportaż z monastyru buddyjskiego.

(fot.: Piotr Kowalski)

Mamy widać nadal dziką naturę, bo ilość nagród w tej kategorii jest spora :) Kolejnym Polakiem jest Paweł Bieniewski, który otrzymał trzecią nagrodę w kategorii Nature>>Wildlife (non-pro)

fot.: (Paweł Bieniewski)

A świat micro to już w ogóle zdominowaliśmy.
Kategoria Special>>Micro (non-pro) to drugie miejsce dla Tomasza Dziubińskiego i trzecie dla Małgorzaty Skoczylas.

fot.: Tomasz Dzubiński

fot.: Małgorzata Skoczylas


Tyle o Polakach. Ogólne refleksje na temat tegorocznego IPA w następnym poście. Muszę bowiem przebrnąć przez te olbrzymia galerię nagrodzonych.

Naszym gratuluje z całego serca!!!


*
Tekst chroniony prawem autorskim. Uprasza się by portale Internetowe nie kopiowały zawartości :)





Ma 170 lat... wszystkiego naj!!!


Tak, moi drodzy. Wiadomości w mojej skrzynce dzisiaj rano natarczywie przypominają mi, że...
...dzisiaj swoje urodziny obchodzi FOTOGRAFIA*.

Rzecz rodzaju żeńskiego i jak wielokrotnie tutaj pisałem, posiada wszelkie cechy kobiety. Jest zaborcza, kusząca, ma piękne kształty, potrafi omamić, przeżuć, wypluć i potem znowu przytulić.

Potrafi też być wierna.
Potrafi nas cudnie hołubić.
Potrafi wynagrodzić niepowodzenia i potrafi być tolerancyjna dla naszych ułomności - zwłaszcza męskich męskich.
Nasze niedoskonałości maskuje swoją elastycznością.

Składam Ci Fotografio najserdeczniejsze życzenia wszelakiego zdrowia i szczęścia na przyszłość.
Obyś miała z nas - fotografio - pożytek równie wielki jaki Ty dostarczyłaś ludzkości na przestrzeni tych 170 lat.

Obiecuje, że będę dbał o Ciebie i będę Cię głosił gdziekolwiek mnie zaniesie. Nie zdradzę Cię tez dla bożków, które z Tobą niewiele mają wspólnego, za to mamią swą powszechnością i łatwością.

Fotografio!
Żyj nam kolejne 170 lat!

W prezencie mogę złożyć tylko Ciebie samą... :)
A więc na zdrowie...

(>>...wojownicza fotografia...<<)

*
Wynalazek Daguerre'a, nazwany przez autora dagerotypią, został przedstawiony publicznie 19 sierpnia 1839 roku w Akademii Francuskiej. Datę tę przyjmuje się umownie za dzień narodzin fotografii.





wtorek, 18 sierpnia 2009

Annie, Droga Annie - why!?


Po prostu smutno mi.
Nie wiem czy to jakaś zasada, że twórcy są oderwani trochę od rzeczywistości i nie myślą racjonalnie?!
Czy oni naprawdę nie czują ziemi pod nogami?
Czy to wina doradców i tych, którzy chcieli przy niej po prostu zarobić?
Gdzie są spece od inwestowania?

Smutna historia pozafotograficzna wielkiej (bądź co bądź) Annie Leibovitz...
Sprawa w sądzie. Kupa kasy do oddania. Żal.

New York Magazine





niedziela, 16 sierpnia 2009

Akt na mokro... Igor Vasiliadis


Kolodion to kapryśna technika. Można wszystko zepsuć źle susząc płytę, można schrzanić całe zdjęcie nieumiejętnie rozlewając kolodion, a potem źle go werniksować.

Poza tym, niektóre tematy były niejako z klucza zamknięte dla techniki, w której czułość płyty szklanej polanej jakąś cieczą osiąga max 5 ISO, a to daje czasy naświetlania rzędu 6-10 sekund.

Próba zatrzymania mimiki twarzy, spojrzenia modela jest niebywale trudna.
Wydaje się, że napięcia, które towarzyszy dobrym zdjęciom aktu, nie da się zatrzymać na płycie kolodionowej. A jednak.

Igor Vasiliadis udowadnia, że można. Polecam!


fot.: Igor Vasiliadis



sobota, 15 sierpnia 2009

Globalne dno TVN24...


Czytaj w stylu Max Kolonko... Relacja LIVE.

- Jeszcze dzisiaj rano, toaleta w której właśnie stoję była zwykłym miejskim szaletem na tym lotnisku. Pracujący tutaj od 15 lat pan Zdzisio nie przypuszczał, ze już wkrótce w tej toalecie mogą zajść zmiany nieodwracalne dla całej społeczności zamieszkujące to miejsce.

Kamera ślizga się po sedesach, szczotkach klozetowych i pisuarach. Pan Zdzisio z mokra szmata zamiata po ścianach brudną wodą.

- Gdyby nie fakt, że wszyscy ją znamy, nikt nie zwróciłby uwagi, że przez ostatnie 15 lat, ta toaleta nie znaczyła nic. Po dzisiejszym wieczorze nikt nie wątpi, że toaleta ta będzie nie tylko świadkiem najgłośniejszego wydarzenia w ostatnim 100-leciu, ale i ich uczestnikiem.
Właśnie tutaj, przed koncertem będzie prawdopodobnie sikała Madonna...!
Trzymajmy kciuki.

- Dla TVN24 - Jan Tefałenowski, prosto z kibla dla Madonny.



Nie powinienem publikować tutaj czegoś co nie dotyczy fotografii, ale poziom stacji TVN24 w dniu dzisiejszym sięgnął dna totalnego.Latający helikopter na miejscami, w których stąpała, spojrzała czy też trawnika, którego będzie dotykała ta pani jest jedyna wiadomością dnia. Nic innego się nie dzieje na świecie. Niczemu innemu nie poświęca się tylu godzin i w ten sposób.
I dlatego właśnie nie lubię wszystkiego co jest globalne, powszechne i do czego każdy ma dostęp. Jak cyfrowego świata.
Myślałem, że się dziś porzygam zerkając na kolejną relację z helikoptera...


piątek, 14 sierpnia 2009

No i stało się.. warsztaty klasycznej fotografii :)


Trzymam za Was kciuki chłopaki..:)
Pierwsze warsztaty fotografii. W odróżnieniu od kursów cyfryzacji..:)
"18x24 - Warsztaty klasycznej fotografii wielkoformatowej"


To pierwsza tego typu inicjatywa publiczna o jakiej słyszę, poza szkołami, które poświęcają trochę czasu fotografii.

Chłopaki robią swój projekt i zarazem edukują. Fajnie. Mentorek się przynajmniej nie zakurzy...
Sam bym się wybrał... a ponieważ granica sprzed 1939 roku przebiegała też koło Wolnego Miasta Gdańsk, to czekam na Was!:)

3mam kciuki




Portret prawdę Ci powie... zabawa nr 1


Zaprosić Was chciałem do zabawy. A może to nie będzie zabawa, a poważny socjologiczny flash mob? No zobaczymy...

Zabawa ma jedną ważną regułę. Inne reguły nie obowiązują, bo ich nie ma.
Ta reguła mówi, że nie mogą w zabawie brać udziały osoby, które rozpoznają na zdjęciu osobę znaną sobie! Innymi słowy - jeśli znasz bohatera zdjęcia, nie komentuj. Nie loguj się jako kto inny i nie rób sobie jaj. Traktuje Was poważnie więc liczę na zrozumienie i nie szukanie zabawy z bohaterów!


Zabawa - zasady
Celem jest opisanie człowieka na podstawie portretu!
Dla ułatwienia podaje konkretne pytania, na które należy podać krótkie odpowiedzi i na koniec opis generalny, który wynika z Waszych odczuć po obejrzeniu zdjęcia.


1. Wiek...
2. Zawód...
3. Stan cywilny...
4. Narodowość...
5. Płeć... ?:) (dobra to dla jaj)
6. Jakiego aparatu używa...
7. ogólny opis osobowości (czy jest zabawny, inteligentny, smutny, przyjazny itd...)

Czy ujawnię na końcu dane bohatera..?
No jeszcze nie wiem :)
Ale ponieważ będą to w większości osoby, które znam więc powiem Wam czy trafiliście..?:)


Myślenie w fotografii


Czy potrzebne jest nam myślenie refleksyjne w trakcie robienia fotografii?
Czy może wystarczy nam wrodzona intuicja estetyczna i doświadczenie?

Kiedy reporter wojenny udaje się na dziesiątą w życiu wojnę w dziesiątym zakątku świata, wie na 90% jakie kadry ponownie zrobi i jakie płaczące matki sfotografuje.
Kiedy reporter z lokalnego dodatku Gazety Trójmiasto jedzie na otwarcie miliardowego kawałka ścieżki dla szaleńczo pędzących rowerzystów nieparzących na nic i taranujących dzieci jadące tą sama ścieżką, to też wie, że co pokaże i co sfotografuje.
Gdy reporter udaje się pod Pałac Kultury aby wepchnąć swój aparat między ochroniarzy a handlarzy w jakimś obleśnym targowisku z chińskimi stanikami w centrum miasta, to już w góry wie co pokaże.
Jadąc nad morze, wiem, że zobaczę fale, piach i może wiatr mi wepchnie w aparat trochę piachu. A na długim czasie rozmyję ładnie wodę z filterkiem czarnym jak smoła.

Wyrobiony doświadczeniem automatyzm zwalnia z myślenia?
Czasami mam wrażenie, że tak. Na własnym przykładzie wiem, że tak. Że czasami robie, bo wiem, że to będzie ok. OK, ale bez "Ach!" i "Och!".

A fotograf studyjny. Nazwijmy go kreacyjnym. Taki, co to musi wymyślić kolejną sesję dla kolejnego klienta. Czy taki ktoś też stosuje automatyzm...?
Na ile sposobów oryginalnych i fajnych da się pokazać kanapkę z sezamem?


Czy prawdziwymi Mistrzami, artystami co się zowią zostają tylko ci, co myślą refleksyjnie zanim nacisną migawkę?
Czy mamy czas na myślenie jeszcze?

Kiedy czytam, że ktoś w nocy na ulicy ustawia jeden kadr przez 9 minut, to zastanawiam się czy to kwestia mistrzostwa, które chce osiągnąć czy może tylko kwestia celebracji...?

Kiedy czytam, że jakiś niewydarzony fan wielkiego formatu rzeźbi w tzw. ... :) i robi na jakiś dziwnych fiszkach 4x5 cala i w dodatku używa materiałów nieprodukowanych od wielu lat - to się zastanawiam czy to kwestia myślenia, planowania w głowie czy może tylko forma.
Takie właśnie rzeźbienie w... bo przecież cyknąłby to od reki w stu wersjach innym aparatem.

A może myślimy za dużo..?
Może wrodzony lub wyuczony automatyzm kadrów daje nam przewagę nad myśleniem..?



czwartek, 13 sierpnia 2009

Masz to w cyfrze...?!


Parafrazując rewelacyjny okrzyk Pazury w filmie "Szczęśliwego Nowego Jorku", pytam czy wspominane sporadycznie tutaj aparaty cyfrowe potrafią coś takiego... jak potrafi Polaroid 55 wywoływany ręcznie 20 sekund ?:)

Przypominam. Polaroid to technika polegająca na natychmiastowym wywołaniu pozytywu za pomocą chemii ukrytej pomiędzy dwoma wartami papieru w specjalnych torebeczkach.
W trakcie przeciągania materiału pomiędzy dwoma rolkami stalowymi, chemia zawarta w torebkach jest rozprowadzana równomiernie na powierzchni papieru. Proces trwa między 20 sekund a 2 minuty zależnie od rodzaju materiału.

Polaroid produkowany był w wersji BW i kolorowej!

Wydawałoby się, ze ta prymitywna metoda (bo jest prymitywnie prosta) nie może być dokładna i precyzyjna. Ten brak precyzji stał się zaletą tych materiałów, zwłaszcza obecnie.
Jednak to nie do końca prawda...

Polaroid 55 to wyjątkowy materiał w stajni Polaroida. Poza pozytywowym obrazem posiada też negatyw. Wyobraźcie sobie teraz jak oni to skumali, aby chemia w tych torebkach była tak intensywna by w 20 sekund wywołać negatyw i jeszcze w tym samym procesie zarejestrował się pozytyw.

Jaka jest tego jakość?
ZABIJAJĄCA! Żadna cyfra produkowana współcześnie (z zastosowaniem kosmicznych technik) nie jest w stanie dorównać temu prymitywnemu procesowi...
Dowody...

Poniżej...:)



(crop 100%, skan Epson 4990, Polaroid 55, fot. światło zastane)

Poproszę o przykładowy wycinek z czystego RAW, który posiadac będzie te sama plastykę i szczegół w obrazie?:) I szczegóły w światłach i detal w cieniach ?:)

Inny przykład...?
A proszę..


(crop 100%, skan Epson 4990, Polaroid 55, fot. światło błyskowe, zwróćcie uwagę na rzęsy!!!)


Wczoraj spotkałem pana...

- Halo! Halo! Proszę Pana!
- ...?
- Co Pan tutaj robi?
- Fotografuję...
- To widzę!
- To co się Pan pyta?
- Pytam dla kogo, kto Pana przysłał i czy ma Pan zgodę?
- Czyją?
- No jak to czyją...!
- ...?
- Zgodę właściciela terenu.
- No, ale właścicielem jest gmina, czyli miasto.
- ... właśnie! Czy wyobraża Pan sobie co by było, gdyby tak każdy sobie chodził i fotografował...?!
- No co by było...?
- .. no... no ten... BAŁAGAN by był!


Cóż... dzisiaj każdy "fotografuje"...:)
Wieszcz jakiś czy co!?


Polecane... Tim Mantoani "Behind Photographs"


Mam nadzieję, że znacie ten cykl, a jeśli nie, to oczywiście musicie to poznać.
Tim postanowił sfotografować autorów najbardziej rozpoznawalnych zdjęć w historii fotografii. Zrobił to w sposób prosty, schludny i czysty. Dokładnie więc tak, jak ja pojmuję fotografię. Bez zbytnich upiększeń, bez wodotrysków, bez soczystych teł i tłustych anturaży.
Just like that! powiedziałby hamerykaniec.


Więc promując czystość, prostotę, a tym samym estetykę człowieka rozumnego... nakazuję Wam wrzucić do Ulubionych zarówno sam projekt Tim'a, jak i jego stronę z jego pracami.
Jeden z lepszych obecnie portrecistów jakich znam. I jeszcze chłop pożyje, bo młody jest... :)

Od 9 sierpnia możecie to oglądać w Santa Barbara w Brooks Institute :)
Na stronie ciekawy materiał backstage również.
Pragnę zauważyć, że zgodnie z klasyczną zasadą klasycznych mistrzów... jedna lampa w studio odpowiada jednemu słońcu na niebie i wystarczy! :)
Resztę lamp należy sprzedać...
Zdjęcia wykonane na kamerze Polaroid (Wisner Camera) 20x24.

Na jego blogu znajdziecie info, że niektórzy z tych, których zdążył sfotografować zmarli w międzyczasie...
Ukryta moc fotografii...


(strona: Tim Mantoani)


środa, 12 sierpnia 2009

Wernisaż... jak?


Sprawa ta, jak każda niby prosta rzecz, wydaje się być banalna.

Zadaniem jest zrobienie wernisażu.
Pytanie podstawowe: jak!?

Byłem w swoim krótkim fotograficznym życiu na kilkudziesięciu wernisażach. Większość z nich, a może nawet i wszystkie wyglądały podobnie. Co by nie rzec - tak samo?!

Może więc zacznijmy od początku...

Wernisaż - uroczyste otwarcie wystawy (zazwyczaj dzieł sztuki, ale także innych osiągnięć, np. naukowych lub dorobku miasta), odbywające się przed oficjalnym rozpoczęciem dostępu dla publiczności.
Celem wernisażu jest podniesienie rangi oraz nadanie rozgłosu wystawie, a jednocześnie jest on okazją do spotkania się przyjaciół i znajomych bohatera wystawy oraz osób interesujących się bądź związanych z branżą, którzy często mają unikalną okazję zetknąć się osobiście z autorem wystawianych prac.
Tyle na ten temat Wikipedia. W sumie jasne i proste.

Idźmy dalej.

Jak zrobić wernisaż, aby nie zanudzić gości i aby twórca i twory jego były w środku uwagi, bo taki przecież jest cel.

Klasyczny wernisaż wygląda tak i zamyka się w kilku punktach:

  1. Knajpa, kawiarnia, pub. Fotografie wiszą miedzy jedzącymi gośćmi. Zostały powieszone dzień wcześniej. Wernisaż jest na 19:00.
  2. Od godziny 18:30 schodzą się goście i co robią...? Lecą między stoliki i przypadkowych gości i oglądają fotografię.
  3. Po 30 minutach oglądnęli wszystkie potrącając przy tym 5 kieliszków i narażając się na uwago gości aby nie pochylać się nad zdjęciami, bo krawat wpada do pomidorowej.
  4. Z tradycyjnie polskim opóźnieniem (!), o 19:20 pojawia się zapowiadacz. Ma mikrofon albo go nie ma i wówczas słyszą tylko Ci w pierwszym rzędzie, bo szczęk sztućców pana obok, który rozprawia się z twardym befsztykiem popijając piwo, skutecznie zagłusza słyszalność w drugim rzędzie.
  5. Przemowa to krótkie podsumowanie dorobku autora... kilka ciepłych słów na temat zdjęć... jeśli robi je znajomy to mówi, że docenia współpracę i sposób pracy autora... ogólne ble, ble, ale potrzebne i konieczne.
  6. Potem autor bierze mikrofon (którego najczęściej nie ma) i skromnie mówi coś na temat siebie. Idzie mu opornie. Wygląda na przestraszonego i nieprzygotowanego do własnego wernisażu. Nie potrafi uzasadnić po jaką cholerę zaprosił pół rodziny i kolegów i ...
  7. ... zaprasza do oglądania zdjęć, które już dawno zastały oglądnięte przez wszystkich.
  8. Po 20 minutach kończy się wino i suche ciastka. Grupki towarzyskie powoli znikają. Zostają najbliżsi i przyjaciele totalni.
  9. Koniec wernisażu jest niezauważalny.
Tak to wygląda w 99,99% przypadków.
Tylko jeszcze zwrócę uwagę na punkt 4. Nie wiem czy wiecie, ale to spóźnianie się w Polsce ze wszystkim w imię dobrze pojętego "żu żu lansu" jest żałosne! Największe nawet koncerty, największych gwiazd i wystawy największych fotografów w cywilizowanym świecie rozpoczynają się z punktualnością szwajcarskiego zegarka! U nas pokutuje jakaś mania, że jak się coś nie spóźni to jest mniej warte...
Żałosne.

Ale do meritum.

Uważam, że ta forma wernisażu jest... jakby to rzec, aby koledzy się nie obrazili... no jest idiotyczna!

Po pierwsze: pokazywanie zdjęć przed oficjalną częścią jest bez sensu. Nikt potem i tak nie ogląda tych fotek. Efekt zaskoczenia jest więc żaden.

Po drugie: za najlepsze miejsce wystawy fotografii w Polsce (nie wiem czemu!) przyjęło się uważać kawiarnie, knajpy i bary. Otóż informuję Was, że to jest najgorsze miejsce do prezentacji swoich zdjęć w postaci wernisażu. Już lepszym byłby parkan w bocznej ulicy miasta. Sprowadzanie fotografii autorskiej (bo o takiej tu mówię) do tła dla befsztyka i filtra dla dymu tytoniowego to profanacja!

Po trzecie: autorzy, którzy nie potrafią wydusić z siebie jednego składnego gramatycznie zdania po polsku na swój temat nie powinni mówić wcale lub napisać sobie przemowę. Dla mnie to lekceważenie mnie jako widza i idiotyczny dowód, że artysta musi być debilem intelektualnym, który poza tworzeniem nie pamięta składni języka polskiego. Zrobiłeś coś, powiedz coś o tym. Wyjaśnij. Pokaż, że Ci zależy na odbiorcach. No chyba, że zyskasz status Williama Egglestona..:)

Po czwarte: dlaczego wszystkie wernisaże są tak przerażająco smutne!? Do cholery, nawet jak oglądam zdjęcia wernisażowe gołych babek w pozach rodem z myjni samochodowej, to twórca prac ma tak grobową minę, że zastanawiam się czy on czasami nie został wielokrotnie zgwałcony przez te panny...? I teraz boi się, że się wyda przed żoną obecną na wernisażu. Co jest takiego w wernisażach, że zachowujemy się jak na stypie?!

Po piąte: autor na wernisażu musi być organizatorem, kelnerem, gościem, artysta i wykidajłą w jednym. Musi ogarnąć wszystko, aby to jakoś wyglądało. Pozostawianie wszystkiego samemu sobie na zasadzie: a wysłałem zaproszenie, resztę mam w dupie - to chamstwo. Niestety coraz bardziej popularne. Przeraża mnie, że w imię debilnego
wszechogarniającego nas luzu, młodym ludziom przez łepetynę nie przejdzie by o cokolwiek zadbać. Ech...

Po szóste: z wyżej wymienionych powodów nie robię wernisaży dopóki nie zbiorę kasy na imprezę równą koncertowi U2 :):)

zdrówka!




wtorek, 11 sierpnia 2009

Słup ogłoszeniowy... Graflex 4x5


Na wstępie
bardzo przepraszam za to, że publikuje tutaj ogłoszenie, ale pomyślałem, że zanim wrzucę to na alledrogo, to może trafi w znajome ręce.

Tak więc tylko krótko i więcej napiszę już na priv do ew. osób zainteresowanych:

  • sprzedaje mojego Graflexa Crown Graphic (ta wersja ma płócienną migawkę, co umożliwia stosowanie szkieł bez centralnej migawki!!! - dlatego to kupiłem, jest to ostatnia wersja z dalmierzem u góry)
  • dalmierz w pełni sprawny (trzeba tylko skalibrować), podświetlany "focus" także :)
  • jest to sprzęt używany z roku 1947, ma kilka defektów, które opisze zainteresowanym, ale jest w pełni sprawny
  • szkło Kodak EKTAR 127mm/f:4,7 z przerobionym gniazdem do lamp współczesnych więc nie trzeba stosować żadnych przejściówek
  • Spring Back (tylna ścianka, która akceptuje wszystkie standardowe kasety i tylne ściany Polaroid (matówka ma kreski do innych formatów naniesione flamastrem)
Dodaję:
  • kasetę Polaroid 545 (używana mocno, ale działa)
  • oryginalną kasetę na film zwojowy "23 Graphic"[120 Roll Holder], która umożliwia pracę na filmach 120mm, robi klatki 6x7, stan idealny, nie używałem tego nawet
  • oryginalną lampę spaleniową (nie mam żarówek) + komplet kabelków
  • oryginalną (!) skrzynię metalową
  • dorzucę trzy kasety 4x5 cala (mogą delikatnie zaświetlać - trzeba przetestować)
  • na rozruch pudełko KODAK Portra 400NC przeterminowany (10 fiszek)
Cena za całość: 2153,00 zł
Gdyby ktoś reflektował to proszę o mail: piotrbiegaj(małpeczka)yahoo.pl








poniedziałek, 10 sierpnia 2009

Garść statystyk...



Moi Drodzy - będzie o Was :)

Mija już prawie 20 miesięcy istnienia tego bloga. Pierwszy wpis dodano 5 lutego 2008 roku.
Pomyślałem, że pora najwyższa na małe, bezduszne, statystyczne zestawienie tego co się tutaj za Waszym pośrednictwem dzieje.
Ponieważ nie mam odniesienia do innych statystyk więc nie jest to żadna kwestia rywalizacji. Ot, suche dane.


Źródło:
Google Analytics, na dzień 11 sierpnia 2009

  • do dzisiaj blog zanotował 185 255 Odwiedzin oraz 286 584 Odsłon
  • średnio dziennie (trzy ostatnie miesiące) przychodzi do mnie 510 osób, najwyższa zanotowana dzienna aktywność to 780 osób (12 marca 2009)
  • 223 854 to liczba niepowtarzalnych wyświetleń
  • bezwzględna liczba niepowtarzalnych użytkowników to 44 275
  • średnio spędzacie na moim blogu 2 minuty i 14 sekund
  • 63% z Was używa Firefoxa, IE to 16%, Opera 10%, Safari 8%
  • blisko 28% z odwiedzających czyni to bezpośrednio, a 48% korzysta z innych stron by wejść do mnie...
  • z ciekawostek: odwiedzają mnie 2 osoby z Kenii i jedna z Tanzanii :), 2 osoby z Novosibirska i 9 z Nowej Zelandii :), w Polsce upatrzyła mnie sobie Warszawa?! 35 tys odwiedzin :)
  • a na koniec coś co i mnie przeraziło... wychodzi, że publikuje ponad jednego posta dziennie... rany! (łącznie 584 posty już napisałem)
To chyba na tyle.
Nie wiem czy Wam to coś mówi, ja jako socjolog mogę teraz żonglować tymi danymi na lewo i prawo... Ale mi się nie chcę :)

Chce za to mi się Wam podziękować...
Niniejszym więc
DZIĘKUJE! czyniąc to za pomocą mojego zdjęcia sprzed lat wielu.
Jesteście jedną nogą tego przedsięwzięcia! :)


[Siewka Złota, Ptasi Raj - Gdańsk, sierpień 2003]


Młoda Osoba... wyzwanie?


Przydarzyła mi się ciekawa rzecz.

Oto
Młoda Osoba (stażem, nie wiekiem), której imię nie ma tutaj znaczenia, zafascynowała się fotografią. Zobaczyła film. Jeden ze wspanialszych filmów o fotografii jako zjawisku umysłowym, o pięknie jako zjawisku względnym i o miłości jako zjawisku wszechmocnym.
Tak, tak... jeden film to zawiera.
Nie. Nie jest polski. To akurat oczywiste :)

Ten film to:
"Fur. An Imaginary Portrait of Diane Arbus", o którym pisałem już.

Młoda Osoba, a napomnę tylko, że jest to Osoba niezwykle uzdolniona plastycznie i manualnie, postanowiła kupić aparat podobny temu, który miała Diana. Zakupiła więc Flexarata. Na start.
Dotąd ta
Młoda Osoba fotografowała cyfrą. Wiedziała coś niecoś o tym, co to jest przysłona, ale raczej działała na wyczucie.
Jej zdjęcia już wskazywały duży talent.

Ale teraz stanęło przed nią nie lada wyzwania.
Oto - otworzyła drzwi prawdziwej fotografii. Fotografii, gdzie myślenie i koncepcja przed naciśnięciem migawki wymaga już nie tylko intuicji, ale też... odrobiny podstawowej wiedzy.
Wiedzy, którą każdy szanujący się fotograf mieć powinien.


Zadzwoniła
Młoda Osoba.
- Piotr, wyjaśnisz mi jaki światłomierz kupić, bo tutaj nie mam pomiaru... Chcę nauczyć się mierzyć światło. Używać tego aparatu.
- ...? Co wiesz o świetle w ogóle...?
- No a co muszę wiedzieć?
- Dobrze, że pytasz..:)
- Czyli...

I tutaj zaczyna się cześć najważniejsza. Otóż miałem problem jak to klarowanie i węzłowato wyjaśnić...!:(
Bo oto, jak rzeczy tkwiące we mnie intuicyjnie przełożyć na język dla początkującego?

Jak opisać mu czym różnią się rodzaje pomiaru przy użyciu światłomierza zewnętrznego itd...?

Możecie to potraktować jako zadanie, ćwiczenia lub po prostu wyzwanie! Pomyślcie.. od czego zacząć. Jakiego języka używać? Młoda Osoba chce zrozumieć by być świadomą i odpowiedzialną za swoją pracę, bo w myśl słów Małego Księcia: "Odpowiadamy za rzeczy oswojone, a fotografię by ją robić dobrze trzeba oswoić".

Użyjcie wyobraźni, ale nie traktujcie Jej z góry.
Od czego zaczniecie?:) Ja sam zacząłem od pytanie:
- Dlaczego widzisz przedmioty i kolory? Wiesz czym różni się dla Twojego mózgu czerwona szafka od czarnego swetra?

Okazuje się, że niewielu z nas wraca do podstaw. Bo nie musimy. Mamy wszystko zamknięte w skrzyneczce za 5tys zł. Nie wiemy już dlaczego widzimy przedmioty. Że coś odbija światło, a coś je pochłania w 80%, że długość fali to coś istotnego dla fotografii.

A może warto to zrozumieć? Zwłaszcza teraz, kupując magiczne "wszystkorobiącesame" cudeńka...


niedziela, 9 sierpnia 2009

Jest takie zdjęcie...


Zamierzam wprowadzić nową kategorię w blogu.
Otóż, każdy z nas ma swoją kategorię Idealnego Zdjęcia. Czasami jest to pojęcie bardzo szerokie i pojemne. Czasami tak wąskie, że do końca życia nie znajdujemy Idealnego Zdjęcia.

Otóż ja mam wiele idealnych zdjęć. I zamierzam od czasu do czasu takie perełki z historii fotografii Wam pokazać. Będę starał się unikać pokazywania okrzykniętych przez wszystkich i znanych jako ikony, zdjęć Bressona czy Parra, Kertesza czy Adamsa.

Będę wyszukiwał czegoś innego. Takich cichszych foto-bohaterów, choć autorzy często pozostają Ci sami :)

Ponieważ moje zainteresowania są znane, więc nie dziw, że cykl rozpoczyna portret.
Portret idealny!
Idealny w warstwie techniki i w warstwie estetycznej. Idealny jako całość.
Nie dość tego - to zdjęcie zrobił portrecista idealny i zrobił je aktorowi idealnemu, bo John Gielgud uznawany był za aktora doskonałego. Może czasami stawiano przed nim Laurenca Oliviera, ale ja jakoś wolę Gielguda.

Irving Penn złapał i stworzył dzieło sztuki fotograficznej.
Spełnił marzenia wielu.
Dostał chwilę z mistrzem i wykorzystał ją, jak na fotografa przystało.

Czy widzicie tę scenę?! Tę pozę?! Ten oddech wielkości w młodym ciągle aktorze?!
I wszystko to na szarym tle, starym dywanie i dwóch skrzynkach. Spełnione, dopełnione, wielkie.

John Gielgud by Irving Penn for Vogue!

fot.: Irving Penn

PS
Zadzwonił do mnie kolega:
- Iczek, czemu nie napisałeś, że to zdjęcie robi ten emblemat na koszuli, ten mankiet, ten papieros. Ludzie tego często nie dostrzegają twierdząc, że detal nie jest ważny. A przecież w portrecie jest on bardzo istotny!?

Tak... więc powtarzam za kolegą. Detal robi to zdjęcie. Emblemat też :)


piątek, 7 sierpnia 2009

Dzięki...


Uwielbiam dostawać listy.
Listy. Takie, co to je przynosi listonosz.
Rzecz niezwykle już rzadka, bo mam wrażenie, że poczta to już tylko firmy wysyłają i paczki z alledrogo się wozi.

W każdym razie, wysyłanie listów zostało już tak zapomniane, że kiedy poprosiłem esemesem kolegę o adres pocztowy, to wysłał mi... adres maila zdziwiony, że pytam.

Dzisiaj był dla mnie miły dzień. Właśnie z powodu poczty.
Dostałem oto trzy paczki-listy. Wszystkie związane z fotografią i wszystkie od ludzi, których naprawdę coraz ciężej znaleźć. Od ludzi porządnych!

Pierwszy był Paweł i jego wydruk na matowym Harmanie Warmtone Matt... No i nie tylko Paweł się postarał o materiał, ale dobrał moje zdjęcie, które idealnie pasuje do tego ciepłego papieru. Generalnie jestem w miłym szoku. Lubie te wydruki. Naprawdę z namaszczeniem rękawiczki zakładam do oglądania prac Pawła. Moje zdjęcie staje się tylko dodatkiem.

Druga paka to Marcin. Ciężka. Zapakowana jak na wojnę. I znowu zdjęcie. Odbitka powiększalnikowa. Odcisk autorski suchą pieczęcią. Ramka matowa. Piknie no! Ach... jak fajnie jest mieć w rękach czyjąś pracę. Autorską. Unikalną. Zawisła. Zdjęcia na ścianie nabierają przestrzeni i oddychać zaczynają. To jest jakiś fenomen... to samo zdjęcie na monitorze staje się tylko kolejnym obrazkiem. Zawieszone nad głową potrafi rozmawiać z Tobą. Mruczeć jak kot. Syczeć jak wąż. Cykać jak cykada sierpniowa.

Trzecia paczka przyszła wieczorem. Zielony. Rozciąga się. Pachnie klejem stolarskim. Sztywny. Składa się w trąbkę. Młody pyta czy to "harmoniszka"?
- Nie, to miech synku. 8x10 cala. Wujek Michał go zrobił dla taty.

Czyż może być milszy dzień?
No nie.

Dzięki Wam chłopaki!
Nie za te rzeczy.
Za to, że jesteście gdzieś tam w Polsce rozsiani... :)

(ten płatek sam opadł - znak jakiś czy co!?)




Powiedz TAK "fast-foodom"!


[00:00]... przykładam aparat do oka.
[00:01]... mam już 8 klatek. Człowiek w tym czasie zdążył mrugnąć tylko raz. Złapałem wspaniały moment przymkniętego delikatnie lewej powieki.
[00:015]... karta zapełnia się zbyt szybko. Musze przełączyć z zapisu RAW na JPG. Zyskałem dodatkowe 50 klatek. Oczy portretowanego ciągle mrugają. Nadal szukam tego najlepszego momentu aby złapać jego wnętrze. Odkryć prawdziwe ja modela w tym ułamku sekundy.

W tym celu odejmuje na chwilę palec ze spustu migawki. Aparat jakby odetchnął. Ludzie wokół powoli wstają ze znalezionych szybko kryjówek, w które pochowali się na dźwięk migawki mojego aparatu przypominający długą serię z AK-47.

[00:20]... pochylam głowę nad wizjerem i oceniam zdjęcia na monitorku wielkości połowy paczki papierosów. Lewa ręka kasuje szybko klatki aby zyskać nową powierzchnię. Oceniam "prawidłowość pomiaru" w blasku słońca, które odbija się w monitorku... Mało widzę. Szkoda.
[00:28]... znowu mam prawie pełną kartę. Kciuk drętwieje od kasowania 150 plików. Kółko rollera na tylnej ściance jest rozgrzane.
Podnoszę głowę by znowu wycelować w modela... ale zaraz... gdzie on jest...?
Pochylony i zajęty kasowaniem nie zauważyłem jak zniknął.
[00:35]... szukam nowej twarzy.
Mam wrażenie, że mój aparat jest nadal za wolny.
[00:40]... w pobliskim kiosku kupuje 8 baterii Energizer najnowszej generacji, które same biegają po ulicy i wskakują w gniazda zasilania cyfrówek. Uprzednio wyprzedziwszy pluszowe zajączki.
[00:41]... robię test wydajności.
[00:42]... ludzie znowu kładą się na ulicy. AK-47 rozbrzmiewa na całej dzielnicy.
[00:45]... mam wrażenie, że bardzo długo już fotografuje. Boli mnie ręka. Pasek wrzyna się w ramię. Moje szkła: 70-200IS L SUM CB UE TK, 85/1,2L IS USM, WTU oraz 50/1,2L IS CSU MT TY swoje ważą.
[00:50]... postanawiam skończyć dzisiejszą sesję portretową w ramach projektu: "Wszyscy ludzie inni są"
[00:55] do [20:53]... zgrywam zdjęcia na przenośny dysk twardy.
[20:54]... wracam do domu.


Uwielbiam fast foody. Lubię tę klasyczna takosamość bułki w każdym mieście.
Lubię słony smak frytek smażonych w tym samym oleju na całym świecie.
Czuję się częścią globalnej społeczności.
Społeczności "takosamych" ludzi.
"Takosamych" zdjęć i "takosamych" dźwięków AK-47.



środa, 5 sierpnia 2009

Paula Stranda myśli...


- postulat "czystej fotografii", rozrachunek z piktorializmem

"[...] Gumy, oleje, miękkorysujące obiektywy to najwięksi wrogowie - nie fotografii, ta obroni się sama, ale samych fotografów [...]
Niegdyś te metody mogły być potrzebne jako zespół prób i doświadczeń. Nie ma jednak żadnej potrzeby, by kontynuować je i dziś. Ludzie w rodzaju Kühna czy Steichena, którzy byli mistrzami miękkości i manipulacji obrazem sami odrzucili te metody, stwierdziwszy, że ich rezultatem jest dziwaczna i bezwartościowa mieszanka malarstwa z czymś, co z całą pewnością nie jest fotografią. [...]
Nie ma to nic wspólnego z fotografowaniem, nic wspólnego z malarstwem i jest wynikiem mylenia jednego drugim [...]"






KUMAKA Studio '2009
(współpraca: Darek Gdaniec, Beata Fryz)




wtorek, 4 sierpnia 2009

Atrybut...


Pamiętacie co było podstawowym atrybutem Brudnego Harrego..?:)
Oczywiście Magnum kaliber 44 - najpotężniejsza broń krótka na świecie. Bez tego narzędzia w dłoni, Clint nie wydawałby się taki mocarny przy jednoczesnym lekceważącym spojrzeniu, które rozbraja.
Gdy jednak w Jego dłoni zabłyszczała czarnym chromem lufa Magnum, świat zamierał i truchlał czekając na wspaniały odrzut broni po każdym strzale.


Jeszcze bardziej wyrazistym atrybutem znanym powszechnie był lizak Kojaka (Telly Savalas). Łysa, bandycka głowa i ciemnie okuilary dawały świetny kontrast. Lizak, wymyślony przez scenarzystę dopełnił obrazu dobrodusznego, ale ostrego policjanta.

Żeby było nieparzyście, to jeszcze wspomnę tylko o atrybucie, którego nie mogłem pominąć :)
Cygaro to jeden z najpopularniejszych chwytów charakterologicznych:) Mi kojarzy się niezmiennie z jednym aktorem :)


Do czego zmierzam. Ano w prostej drodze do atrybutów fotografa.
Może już nie tego filmowego, ale raczej tego na ulicy spotykanego. Zwróciliście uwage na modę fotografów...?
Na elementy niejako obligatoryjnie przypięte do różnych kategorii fotografów. Na swoiste atrybuty bycia fotografem?

Nie dość na tym, każda "rasa fotograficzna" ma swój własny kod ubioru:


Prasa, reportaż - atrybut wojskowy

Nie wiem skąd wzięła się na to moda, ale każdy praktycznie fotoreporter swego czasu nosił spodnie moro lub khaki i miał kamizelkę wojskową, w której niby miał jakieś rolki filmów. Teraz filmów nie ma, ale kamizelki zostały, tylko zmieniły wygląd. Ostatnio widuję na ulicy reporterów ubranych jak jednostka specjalna SAS...
Czarne szelki, pełno wiszących toreb. Ładownice (?) przy pasie na na ranieniach. Jakieś magiczne paski zwisające po każdej stronie tyłka.
A kiedyś przecież wystarczała koszula i spodnie jasne, nawet na wojnie.


Street

A to już "elyta" :) Te chłopaki i dziewczyny lubią tak trochę nosek górze nosić, bo to przecież najwięksi indywidualiści i jednocześnie dotykają najwrażliwszej tkanki społecznej. I to dotykają bez rękawiczek. To tak trochę jakby włożyć rękę w gorące ciasto drożdżowe, które na słońcu rośnie nad miarę.
Oni mają swój styl. Mały aparacik na ramieniu. Jakaś torba zgrabna i luzacki strój zlewający się z otoczeniem. Snują się gdzieś pod murem i szukają, i czekają... jak jamnik przed norą lisią.



Przyroda
No tutaj nie ma co pisać, bo im mniej go widać, tym lepiej :)
Nawet zdjęcia nie mam, ale załączam fotki mojego kolegi Henryka Janowskiego... Ten to się chować potrafi :)


Turysta

Tutaj to naprawdę trudno złapać jakąś nić wspólną. Ja zauważyłem jeden, stale powtarzający się atrybut: pasek z logo producenta! No musi być!
Jak Nikon, to wypasiony pas z żółtym napisem walącym po oczach. Nie mówię już o Olypmusach, które tak rozciągną sobie czcionkę, że napis ciągnie się od bloczka do bloczka :) Fajne to w sumie... taka identyfikacja z marką :)



Tak.
Zapewne można znaleźć inne mianowniki. Inne dziedziny pokazać jakoś. No jest jeszcze cała grupa modowców - lanserowców. W studio wyglądają jakby wyszli z salonu mody. Tyszki, Wolańskie... chłopaczki przecudne.


niedziela, 2 sierpnia 2009

Transfotografia wpada w trans...


Śledzę ten festiwal (!?) od samego początku. Tegoroczna edycja wydaje się jednak być wyraźną oznaką zmęczenia materiału, a może po prostu braku funduszy? Bo byłoby przerażające gdyby stan i kondycja tego festiwalu była efektem braku pomysłu na ówże!

Niestety wszystkie znaki na ulotce reklamującej tegoroczną edycję Transfotografii wskazują, że tak jest.
W sumie, to zacząłem sięgać do archiwalnych tekstów o festiwalu, aby się dowiedzieć o co w sumie chodzi z tą transfotografią...? Trans co?


Pierwsza edycja ( 2006) to była fotografia polska i francuska. Miała jasny przekaz:
[...]Transfotografia przypomina o związkach kulturalnych, które od zawsze istniały pomiędzy Francja i Polska. Angażując kawiarnie, galerie, opuszczone fabryki, jak również place, ogrody czy promenady dzięki festiwalowi Transfotografii sztuka wyjdzie bezpośrednio na spotkanie z widzem. Nowoczesne zbliżenie fotografii i panoramy aktualnej Europy, Transfotografia otwiera nowe spojrzenie na świat[...].

Potem (2007) zaczęły się już małe rozjeżdżanie się idei w kierunku czegoś bliżej nieokreślonego:
[...]Zgodnie z propozycja Krzysztofa Miekusa, tegorocznego Głównego Kuratora festiwalu, Transfotografia zgłębiać będzie ważny i aktualny temat – idee granic oraz przekraczania. Program, prezentujący współczesną twórczość fotograficzna, skupi się szczególnie na pracach fotografów z Francji, Polski i Szwajcarii[...].

Jak chwalili się później organizatorzy, oglądnęło ją ponad 300tys. widzów. Nie wiem wprawdzie jak oni to liczyli, bo festiwal zakłada umieszczanie zdjęć w przestrzeni użytkowej (puby, knajpy, restauracje) wiec policzenie odwiedzających jest nielogiczne. Chyba po prostu założyli ile statystycznie osób odwiedza średnio latem w Trójmieście wymienione knajpy i mamy widownie :)

Okey - jak widać granice zostały przekroczone między trzema Państwami.
Pamiętam tamta edycje dobrze, bo zdjęcia mi się nie podobały.

Potem przyszedł rok 2008, który mnie uradował z jednego powodu... :)
Zobaczyłem oryginalne odbitki Piotra Lindbergha w pięknym wnętrzu Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance i padłem pod ich wrażeniem. Bez żadnej ideologii o przekraczaniu barier, gość stwarza fotografię, która nie musi posiłkować się zapleczem kontekstowym i ideologicznym. Klasa sama dla siebie.
Tematyka się tez zmieniła na bardziej ludzką (fotografia a kino) i od razu pojawiły się zdjęcia "normalne". Tamta edycja naprawdę była ok. Może ja po prostu prosty chłopak jestem i wole jak zdjęcie samo gada, a nie gada za nie pięć kartek A4 ideowego wsparcia i wyjaśniania, co autor miał na myśli.

Przedwczorajszy wernisaż edycji 2009 przygniótł mnie.
Po pierwsze ilością osób na wernisażu. Było ledwie ze 30 osób :)
Zresztą zawsze tych samych :)
Nagłośnienie imprezy żadne praktycznie. W Gdańsku to nawet jednego plakatu nie widziałem!? Żadne głośne nazwisko fotograficzne się nie pojawiło więc i ludzie przyszło na nieznane.

Jaka idea w tym roku ma przyciągnąć widzów...?
Otóż po skoku w bok w kierunku kultury masowej i popularnej, jakim było zeszłoroczne "kino a fotografia", tegoroczna edycja wraca do "poważnych" tematów :)
Przekraczanie barier jest w tym roku osią kilku wystaw. mam jakoś wrażenie, że generalnie wystaw jest mniej.
Ale to mniejszy problem.
Większym jest jakość... :(

Otóż pierwsze trzy autorskie prezentacji zamontowane w CSW Łaźnia nie budzą żadnych emocji.
Może poza znanym i już przeze mnie opisywanym cyklem Oiko Petersena "Downtown". Można nie lubić tego pomysłu i takiego potraktowania bohaterów zdjęć, o czym co poniektórzy już pisali, ale jedno oddać trzeba tym zdjęciom w starciu z konkurencją na przeciwległej ścianie. Są one spójne w warstwie estetycznej, wizualnej i ideowej. Nawet technicznej.
Jak zasugerował stojący za moimi plecami Mój Partner Nieseksulany: "Weź nie patrz na te zdjęcia, tylko przeczytaj te dołączone kwestionariusze wypełnione ich ręką.!"

I to jest to.
Polecam Wam najpierw podejść na tyle blisko by nie widzieć fotografii i przeczytajcie te wpisy modeli. Rewelacja. Są 10 razy lepsze od fotografii!

Ale wracając do meritum.
Mam nieodparte wrażenie, że tak długo, jak organizatorzy nie określą jakiś jasnych, spójnych celów i dróg, którymi ma podążać Transfoto..., tak długo będzie to zupełnie oderwany od przeszłych edycji i kompletnie niespójny ideowo pokaz prac bliżej nieznanych autorów, których dobór pozostaje słodką tajemnicą gremium, które też pozostaje słodko niejawne.. :)

Nie widzę w tym całym festiwalu - zresztą dlaczego festiwalu!? - przemyślanej głębi. Ot, ktoś ma trochę kasy i zbudował coś, co z biegiem lat zaczęło się rozmywać. Idzie to siłą inercji i dzięki zaangażowaniu miast, które wspierają to chyba z rozpędu.
Ja, nie nie wiem już o co kaman....!?

A na koniec apel do organizatorów...
Tematyka przełamywania barier powinna być spójna nie tylko w warstwie obrazu i artyzmu!
Mój kolega jeżdżący na wózku inwalidzkim nie mógł zobaczyć wernisażu. Musiałby zostać przed Łaźnią, bo władze galerii nie przewidują możliwości uczestnictwa w swoich wystawach osób na wózkach. Do galerii nie sposób wjechać inwalidzie. A sama wystawa odbyła się na drugim piętrze, gdzie sam musiałem taszczyć wózek, bo windy w budynku nie ma ani nawet podjazdu do sieni.
Gratuluje takiego "przełamywania barier"
A to Polska właśnie! :)

PS
I żeby była jasność. Trzymam kciuki za ten festiwal, szczególnie w Gdańsku, gdzie życie fotograficzne nie istnieje. Władze miasta nie wiedzą nawet co to fotografia.... niestety.


Śladami Susan Sontag...


"Interpretując Fotografię. Śladami Susan Sontag" to rzecz, którą warto mieć, przeczytać, ale nie należy się zbytnio nastawiać do tej lektury.

Ponieważ książka jest zbiorem tekstów odnoszących się do "O fotografii..." rzeczonej autorki więc raz trafimy na logiczny i spójny tekst, a kilka kartek dalej czytamy nieskładne myśli odnoszące się do wszystkiego i niczego, nie idące w żadnym sensownym kierunku.

Ponieważ "O fotografii..." jest rzeczą dość trudną do zdobycia za ludzkie pieniądze (ostatnio na Allegro odpuściłem licytację na 113zł), to wielu z nas pewnie nie miało okazji zapoznać się z materiałem źródłowym.

Myślę, że to konieczne, bo interpretować czyjeś słowa przez pryzmat kolejnych osób, to już przesada :)
Ja przeczytałem i dało mi do myślenia wiele akapitów, ale teraz trzeba w końcu przeczytać Sontag. Tak przyznaje się... nie czytałem tego. Strach aż :)

Nie zmienia to faktu, że "Interpretując..." trzeba mieć na półce.
Tuż obok Barthesa.. :)