czwartek, 4 czerwca 2009

Sen to ruch, jawa to....


Czy zauważyliście, że śnicie raczej filmowo? Że obrazy układają się w film. Obraz ciągły.
Natomiast jak na jawie przypominacie sobie coś, to są to raczej pojedyncze kadry? Klatki fotograficzne?
No ja tak mam.

Jestem gdańszczaninem. Urodziłem się tutaj w latach 70, wykształciłem, założyłem rodzinę i pracuje. Siłą rzeczy nie jest mi obojętne co dzieje się w tym miejscu.

Nie mogę więc przemilczeć tej rozdmuchanej już przez wszystkich daty 4 czerwca.
Ale nie będę mówił o wyborach. Chcę tylko wspólnie z Wami przypomnieć sobie jedną rzecz, która tkwi we mnie tak jakoś szczególnie mocno fotograficznie.

Ma oto w głowie taki kadr...

Najpierw okoliczności: korytarz w klasycznym M4 na gdańskiej Żabiance, drewniane ściany boazeryjne (a jakże!), dźwięk takiego samego dzwonka u wszystkich. Jestem w domu z babcią. Mama o tej godzinne zazwyczaj wraca do domu.... lecę do drzwi i kadr:

- kobieta z prawie całkowicie czarną twarzą stoi w progu z siatkami w jednej ręce i torebką opuszczoną w drugiej ręce, płacze. Światło z nikłej 60Watowej żarówki oświetla ją praktycznie z góry. Cienie głębokie wzmacniają obraz tragicznymi kontrastami. Szaro-szare palto prawie zlewa się z cieniem klatki za plecami. Twarz jest znajoma, ale tak nierealnie teatralna, że jako kilkulatek mam wątpliwości. Mama? Ale dlaczego płacze!? Przecież do tej pory nie widziałem mamy płaczącej i to czarne pod oczami...? Czemu takie rozmazane?

To był już Stan Wojenny... gaz łzawiący robił swoje. Powrót kolejką SKM z Gdańska trwała parę godzin.

Takie są moje wspomnienia z tamtego czasu. A właściwie jedno wspomnienie jak kadr.

Macie dzieciaki? By one nigdy nie zapamiętały takich kadrów, warto może docenić, oddać głos, pomyśleć trochę jak to fajnie, że możemy fotografować na ulicy... po prostu.


Wiem.. patetyczne.
Wiem.


5 komentarzy:

krzychu pisze...

ja dziś mam niż intelektualny ;)
ale nie widzę związku między datą 4go czerwca, a wspomnieniem czasu stanu wojennego?

iczek pisze...

Spoko... dla niektórych nie ma związku. Dla mnie ścisły :)

jarek pisze...

To ja mam dwa wspomnienia. Ruchome jednak.

Grudzien 81. Obejrzalem nie-animowana wersje "Bromby i przyjaciol" zamiast Teleranka. Tego samego dnia poleciala jeszcze chyba z 5 razy. Potem ojciez wzial mnie i sanki i poszlismy do wujka Andrzeja na druga Zaspe. Siedze na sankach, kocyk na kolanach, cisza, slychac tylko jak zmrozony snieg skrzypi pod plozami sanek i butami ojca. Mruze oczy, bo razi mnie swiatlo odbite od bezkresnych polaci sniegu w parku na Zaspie. W dloni, pod rekawiczka, sciskam srebrny, metalowy gwizdek z korkowa kuleczka w srodku. Wujek przywiozl mi z rejsu, z zachodu. Chwile sie zastanawiam i zadaje pytanie - "Tato, czy w stanie wojennym wolno gwizdac?"

Maj 1989. Mam nowe hobby. Zbieram wszystkie mozliwe ulotki wyborcze Solidarnoci. (Co ja z nimi zrobilem?) Przed wyborami 4 czerwca tez byly bloki wyborcze w telewizji. Zamykam sie w pokoju. Mamy z bratem swoj cz-b telewizorek Neptun. Czekam z aparatem przy oku na plansze z logo Solidarnosci. Pan Krzysiu na kolku fotograficznym powiedzial, ze aparat trzeba ustawic na 1:30, inaczej wyjda czarne pasy na zdjeciu. Tydzien pozniej wywolam te odbitke. Zaraz potem siadam w oknie duzego pokoju. Na rozgrzanym poludniowym sloncem parapecie klade kartke papieru z odrecznie narysowanym logo S. Wyciagam lupe i zaczynam jedno z ulubionych zajecie gowniarza z lat 80'tych. Dymek pojawia sie bardzo szybko, tak pieknie sie wije w swietle slonecznym. Ognisko soczewki powoli przesuwam po solidarycy i juz po kilku minutach mam swoj wlasny szablon. Kilka razy go uzylem.

guerilla pisze...

Jarek, wspaniałe historie!

bogna pisze...

Iczek, jak fajnie, że o tym piszesz!
stan wojenny: krew na łące. Żołnierze zastrzelili psa sąsiadki. Banał? nie dla dzieciaka. Przepustki, żeby pojechać do babci 12 km za miasto! i stach. Cholera - został do dzisiaj. Jak widzę czołgi, parady i takei tam militarne popisy - ryczę jak bóbr. Nie umiem się nie bać.
13.grudnia chodziłam cały dzień z psem na smyczy, bo przecież jak wybuchnie wojna, to mogę nie zdążyć go zabrać ze sobą...
a 4 czerwca? :) mój synek ma urodziny.
I dlatego sczególnie lubię ten dzień: bo on chyba już nie będzie musiał się bać tego co ja... :DDDD

I wiesz co? Takie daty będą ważne i wyjątkowe tylko dla tych, którzy nosili relaxy kupione na kartki.