wtorek, 30 czerwca 2009

Czysty jak łzy...


Kartka z kalendarza uparcie pokazywała, że wczoraj było jakieś święto...
W papierowej torbie na podłodze, tuż pod nogami, czerwona okładka...

Camera Work, tytuł znany każdemu kto choć trochę polubił z fotografią chodzić za rękę...

I ten krótki wstęp...
fotografia nie jest po to, by pokazywać rzeczywistość. To Widzi każdy. Fotografia służy stwarzaniu rzeczywistości oczami fotografa... Na jego modłę.. Pięknie...

Przemieszczenie się w bajkowy świat grawiur i rozświetlanych ceni naprawdę potrafi sprawić przyjemność. Estetyzacja. To jakieś cudaczne słowo oddaje chyba w pełni piktorialne podejście do fotografii. Coś nierealnego, sztucznie rozdmuchanego. Ale jak pięknego.

Stieglitz to coś wartego oglądania. I niech sobie marudzą ci, którzy doszukują się jakiejś treści w fotografii. E tam... Forma ma swój piękny sznyt.

Chyba pójdę w totalny formalizm.
Chrzanić treść i te wszystkie prawdy, które niby chcemy wycisnąć z naszych fotek, portretów.
Portret formalny.
Ot - walnięte pomysły fotografa.
Zero treści.
Bierze mnie to!

A poza tym, zgodnie z zasadą Stieglitza - to ja, autor, mam narzucać to, co ma myśleć widz. Nie wolno pozostawić mu zbyt szerokiej przestrzeni na interpretacje.
To dobre jest!




Alfred Stieglitz (x4)


5 komentarzy:

krzychu pisze...

A poza tym, zgodnie z zasadą Stieglitza - to ja, autor, mam narzucać to, co ma myśleć widz. Nie wolno pozostawić mu zbyt szerokiej przestrzeni na interpretacje.

No cóż - co innego praktyka (tu: praktyka Stieglitza), a co innego teoria estetyczna. Osobiście daję wiarę przekonaniu, że kontekst i idee, jakie z dziełem wiąże jego autor, nijak mają się do wielości interpretacji, jakie można poprawnie narzucić na dzieło. W myśl tej idei, dzieło ma wartość wyłącznie w interpretacjach odbiorców bez względu na to, co chciałby autor.

Ale skądinąd rozumiem twoją reakcję na formalizm ...

Rosomak pisze...

zgrabny ten cytat :) bardzo zgrabny..

Anonimowy pisze...

patrząc po prostu na te zdjęcia muszę przyznać, że taka fotografia (w tym wypadku rozdmuchane hasło) jest naciągana. To tak jak kiedyś (teraz niektórzy też tak robią, ale nikt już się na to nie nabiera, chyba że chce) w malarstwie modne było gadanie, że zielone koło symbolizuje cierpienie w obozie koncentracyjnym. Podobna sytuacja była ostatnio z maturą, gdzie jeden tekst był felietonem jakiegoś publicysty. Autor spróbował zinterpretować własny felieton i kilka zadań miał nieuznanych. Tak też jest tutaj. Sztuka, forma, treść jak dla mnei nie istnieją. Sztuka dla mnie to coś na co patrzę z przyjemnością lub zainteresowaniem, jest wytworem ludzkiego umysłu, jest stworzone (nie zgapione, tak jak ostatnio było z ustawionym fotoreportażem na jakimś konkursie), to powinno być coś nowego, niepowtarzalnego i stworzonego przez człowieka. A to są fotki czarnobiałe rąk i jakiegoś paszteta, nic intrygującego nic ciekawego, nic specjalnego, ludzie opamiętajcie się trochę z tym bałwochwalstwem. Ostatnia fotografia ma faktycznie jakieś estetyczne wartości. Reszta to zwykły kicz który nie powinien opuścić studia.

Anonimowy pisze...

Hmmm, bez Stieglitza nie byloby chocby Ansela Adamsa... poza tym to tylko wybrane zdjecia tego autora, mnie osobiscie tez bardziej podobja sie tego jego miejskie, uliczne strzaly, niz te "studyjne" zdjecia. Jednak z perspektywy czasu, kazde zdjecie zrobione w tamtym okresie, jest obecnie traktowane jako dzielo historyczne, zwane rowniez dzielem sztuki.

pzdr
M.

wujek db... pisze...

miejsce do interpretacji mi sie nie podoba, ale miejsce do nadinterpretacji juz bardzo ;)