wtorek, 16 czerwca 2009

Być jak Ansel Adams...


Czy w obecnych czasach da się spotkać ludzi, którzy łączą w sobie pasję, talent i poszanowanie tego co wokół nas, a jednocześnie są artystami?

A taki Adams... to w sumie był jednym z pierwszych w Stanach "Zielonych", ale nie z tych nawiedzonych idiotów zarabiających na oprotestowywaniu każdej inwestycji. On był z duszy Zielony, a z oczu czarno-biały :)

Jak czytam o nim, to się zastanawiam czy kultura i cywilizacja, w której żyjemy potrafi cofać swój naturalny zegar. Czy czasy się mogą powtarzać w ujęciu społecznym, tak samo jak w ujęciu modowym? Te powracające w modzie lata 60, 80... czy one mają swój synonim w kulturze? Czy stylistyka powraca cyklicznie...?

Czy na ten przykład, taka fotografia, poddaje się trendom czy raczej jej rozwój posuwa się w linii prostej, tylko w przód...?

No bo, poza aspektami technicznymi (powrót do analoga, odrestaurowywanie technik historycznych), to ja jakoś nie widzę powrotu do fotografii portretowej ze światłem rembrandtowskim, do fotografii modowej rodem z czasów Bailey'a... jakoś tak będzie stylistyka fotograficzna do przodu.
Skręca zazwyczaj w rejony, których ja już nie rozumiem, ale jest to jakiś ciągły rozwój.

A ja to bym chciał tak trochę zawrócić. Używać światła ciągłego i umieć tak oświetlić portret, jak nie da się tego zrobić z błyskiem.
I móc zrobić proste zdjęcie, które będzie docenione właśnie za prostotę, a nie kolejne wygibasy, milion sprzętu i trzysta osób obsługi...

Dążymy stale do rozwoju. Fotografia goni za modami, za sposobem kadrowania, za szybkością w której zamyka się świat. Coś, co jeszcze tydzień temu było unikatowym pomysłem, jest kopiowane w milionach wersji za pomocą toutoriali i presetów.

A taki Adams... doprowadził do perfekcji swoje widoczki i jednocześnie dzięki tym fotografiom rozpoczął kampanię na rzecz parku Yosemite pokazując album samemu prezydentowi US. Czyli miał jakaś ideę. Robił to po coś. Doskonalił się po coś bardziej szerokiego niż te filmy, polaroidy i kadry.

Nie mówię, że musimy być zbawcami świata... ale może czasami warto przestać łupać dla łupania i swą fotografię umieścić w jakimś szerszym kontekście życia...?!
O tak... po prostu wpisać ją nie jako osobną działkę, ale jako element całości Nas.
Może wówczas uda się nam być jak Ansel Adams...

Może...


6 komentarzy:

FUGAZZI pisze...

Przeczytałem powyższe i naszło mnie takowe przemyślenie, że świat jednak kieruje się (bez?)kulturą masową, a to o czy Ty piszesz to jednak nisza.
Odrestaurowywanie starych technik fotografii itp to piękna rzecz, ale dla ludzi, którzy mają na tyle dystansu, żeby na chwilę się zatrzymać, pomarzyć, pomyśleć przede wszystkim.
Pomyśleć o tym, co w życiu ważne, co przyjemne, ale nie tak szybko-przyjemne i powierzchowne.
Świat prze, zjada dzieci swoje. Główny nurt wciąga, a gdzieś w meandrach tej rzeki są rzeczy ciekawe, nieodkryte, albo i też zapomniane. Tylko trzeba umieć się z tego nurtu wyrwać i pozostać przy brzegu. A może bardziej chcieć niż umieć...

GenghisKhan pisze...

bardzo dobra uwaga iczek:)
Od jakiegoś czasu też sobie o tym myślę.
Kiedyś jako dzieciak chciałem robić zdjęcie własnie po coś...nie dla pstryków
dzisiaj po częsci robie to dla pieniędzy - a na fotografię po coś zwyczajnie brakuję czasu
jednak to ona daje mi najwięcej satysfakcji
dzięki - dałeś mi jeszcze więcej do myślenia
pozdrawiam

Łukasz Sulka

krzychu pisze...

Nie ma czegoś takiego jak 'postęp' w fotografii. Jest natomiast 'zmiana'. Ona nie ma kierunku, ani celu. W tym sensie: wszystko wolno.
Co do sprawy drugiej - czyli wykorzystania fotografii w określonym, np. (cokolwiek to znaczy) szczytnym celu... wątpię, aby tu stawiać jakieś zadania, czy sobie, czy innym, lub wreszcie całej dziedzinie estetyki. Nie ma potrzeby. To się dzieje samo. Obecnie najlepiej chyba wychodzi to dokumentalistom, reportażystom - tu flagowym przykładem jest Magnum. Tu jest żywe zaangażowanie społeczne po stronie czegoś lub kogoś. Nie widzę potrzeby szukania podobnych zjawisk w innych dziedzinach fotografii. No bo w sumie, po co...?

Anonimowy pisze...

Piszesz by "umieścić [swoją fotografię] w jakimś szerszym kontekście życia"... Ale czy nadawanie sensu swoim zdjęciom nie jest dorabianiem filozofii to czegoś co tak naprawdę z definicji nie ma głębszego sensu? Sam o tym ostatnio pisałeś.
O ile w fotografii dokumentacyjnej ten sens/cel jest dosyć oczywisty to w przypadku fotografii kreacyjnej jest już o wiele trudniej.
Iczku, czy umiałbyś umieścić z "szerszyk kontekście życia" swoje fotografie studyjne? Np. te które prezentowałeś 12 maja 2009. Te zdjęcia są piękne... dobre światło, kadr, wspaniała plastyka wielkiego formatu, ładna modelka itd. Ale czy chciełeś tymi zdjęciami pokazać coś więcej, wywołać inne emocje niż: "ale to jest piękne zdjęcie!"? Teoretycznie można wymyślać na zasadzie: "kobieta w zbroji i śnieżnobiałym stroju symbolizuje odwieczną walkę człowieka z przeciwnościami losu i dążenie do samorealizacji poprzez pokonywanie własnej ułomności" Ale chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że mało kto tak by to odebrał. I w ogóle czy jest sens takie zdjęcia umieszczać w jakimś konktekście? Oczywiście proszę nie odbieraj moich uwag personalnie.
To czy robisz zdjęcia proste w swojej formie czy bardziej skomplikowane/przekombinowane (wygipasy, sprzęt i trzysta osób obsługi) wynika chyba tylko z Twojego pojęcia dobrego smaku i Twojej estetyki. Nie należy w tym upatrywać jakiegoś większego sensu. Sesja z modelką na plaży ma w sobie tyle samo (bez)sensu co projekty Annie Leibovitz z całą switą obsługi.
Chciałem podać jeszcze jeden przykład, muzyczny. Dzisiaj często uznaje się, że sztuka komercyjna jest gorsza, że Ci "prawdziwi" artyści to Ci co nie podążają tym głównym nurtem. Ale nie zapominajmy, że dzieła najwybitniejszych kompozytorów muzyki klasycznej powstawały właśnie na zamówienie, komercyjnie. Mineło już ponad 200 lat od śmierci Mozarta, a jego symfonie, opery nadal uznawane są za jedne z nawybitniejszych na świecie. Dlaczego? Nie jestem super znawcą, ale mam swoją teorię. Jego muzyka trafia do ludzi, jest zrozumiała, tworzona według klasycznej harmonii (takiej samej jak współczesna muzyka pop), bez udziwnień, jej się po prostu dobrze słucha. I śmiem twierdzić, że dzieła Mozarta przetrwają dłużej niż np Pendereckiego właśnie dlatego, że są bardziej komercyjne i milsze w odbiorze. One spełniają swoje zadanie!
Deoos

iczek pisze...

Deoos - wszytko ok, ale ostatnie zdanie to pojechałeś, bo wychodzi na to, ze Mozart tworzył ładne kawałki , bo płacili m za to.
Alez to sa dwie bledne dane.
Raz - Mozart na swoje czasu tworzyl muzykę, która była kompletne niezrozumiała i uważana za nowatorską :) Nie była miła!

Dwa - nie robił tego bo mu płacili. Błagam. Geniusz Mozarta tworzył poza realiami kasy. Kasa była, a i owszem, zlecenia realizował, ale realizował je po swojemu.
Nikt nie kierował jego ręka na partyturze - no kaman :) A już szczególnie ilość złota w sakiewce nie miała żadnego wpływu, że napisał to, co napisał tak a nie inaczej :)


A ja pisałem o szerszym kontekście niż jedno zdjęcie moje czy kogoś. Chodzi o całe podejście fotograficzne. Aby je jakoś wpisać w nasze całe funkcjonowanie.
By stało się częścią myślenia..
Właśnie wróciłem ze spotkania z Michałem. Nieistotne na razie nazwisko. Ale to było jak wejście w studnie z fotografią i takich ludzi szanuje.
24 lata. Pasjonat. Zatopiony po uszy w fotografii, ale trzeźwy umysłowo, kalkulujący jakoś, co nie przeszkadza odebrać go jak człowieka idei. Fotografia to jego życie... umiejętnie splatane z zawiązywaniem butów i zdobywaniem kasy.
O tym pisałem :)

Anonimowy pisze...

Nie miałem na myśli tego, że muzyka Mozarta jest ładna, bo mu za nią płacili. Jest ładna, bo był geniuszem. Natomiast element komercyjności sprawia, że była ona pisana dla ludzi i taka jest do dzisiaj. Nie była sztuką dla sztuki, której pełno w dzisiejszych czasach. Miała pewien cel, który wypełniła w 100%.
To czy muzyka jest miła w odbiorze czy nie wbrew pozorom jest dosyć proste do oceny. Stare dobre zasady harmonii mówią jak utwór ma być napisany by dobrze się go słuchało, jest w tym po prostu pewien element rzemiosła. I pomimo tego, że Mozart tworzył nowatorsko to przestrzegał wszystkich tych zasad. I wydaje mi się, że na to miała wpływ właśnie komercyjność jego utworów. Komercyjność, która trzyma w ryzach pewne zapędy twórcy, pokazuje mu cel i mówi: sztuka jest dla ludzi.
Deoos