czwartek, 18 czerwca 2009

200, 300, nie ja dam 500...


Milion, pięćset, sto, dziewięćset...

Czytam wzory umów na fotografię ślubną pościągane z sieci i mnie przerażenie ogarnia. W większości ofert, minimalną ilością zdjęć, jaką gwarantują fotografowie to 200 fotek... :) A najczęściej jest to 300 i więcej!!

A ja uważam, że prawdziwie dobrze zrobiony ślub powinien zamykać się maksymalnie 20 zdjęciami. Zresztą nie widzę ani miejsca, ani powodów aby robić więcej zdjęć...!?

No prześledźmy to:

- przygotowanie: panna zakłada suknie, pan zapina spinki, rodzice błogosławią (3 foty)
- ceremonia: wejście, obrączki z przyrzeczeniem, wyjście w fontannie płatków i ryżu (3 foty)
- dom weselny: wejście, taniec, tort (warunkowo!), oczepiny (4 foty)
Jak na razie mamy 10 fotek, które zamykają całość dnia ślubnego.

Żeby nie było gadania można zrobić dodatkowo:
- teściową robiącą makijaż,
- samochód z leżącą na masce panną,
- widoczki w ławkach (błeee!),
- składanie życzeń,
- taniec pijanego wujka z ciotką.
To daje dodatkowe 5 fot.

Mamy już 15 zdjęć.

Pozostaje nam 5 klatek na dobrą sesję plenerową w dniu lub po ślubie.
- po kolana w falach,
- pole z trawą i podwiązka odsłonięta,
- studyjny kiczyk główka do główki,
- stara toaleta i obdarty mur elektrowni...
Czyli dodatkowe 4 foty.

I nadal mamy 1 klatkę w zapasie...

Więc po jaką cholerę komuś dawać 300, 400 czy 800 zdjęć..?
Czy jest jakieś racjonalne wyjaśnienie czemu fotografowie ślubni przekroczyli magiczną granicę jednej rolki filmu 35mm? (dla cyfrowców przypominam, że jest to 36 klatek standardowo - sic!).


Czy chodzi o to, że 300 fotek mieści się na karcie 2 lub 4 GB?
Skąd te ilości się wzięły...?




66 komentarzy:

stolica i okolica pisze...

Ano może te pozostałe to właśnie dla pijanych wujków i ciotków, żeby se wspominały "a pamiętasz, jak..."?

kolouker pisze...

Ilość zdjęć ma być pewnie wyznacznikiem szybkości i wydajności pracy takiego fotografa. W końcu 'Płacę to wymagam...'

get x sick pisze...

200-300 to oczywiście przesada.
ale 20 to też jest naciągane i to mocno. z samego tortu pewnie 2 zdjęcia można zrobić (jak się iskrzy i "pierwsze cięcie") i tak można dodawać sporo i nagle wyjdzie 2 razy tyle. mysle, ze optymalna liczba jest 50, a 100 bezpieczna. wiec to juz napewno przesada i te same ujecia.

z drugiej strony to chyba tego wymagaja placacy. zeby kazdy byl na zdjeciu, zeby byla pamiatka. a tego w 20 zdjeciach nie zrobisz.

PerfectMoment pisze...

hehehe prowokacja? :) na całe szczęście są fotografowie którzy nie patrzą kategoriami - błogosławieństwo jedna fota, odhaczone, pan zakłada spinki druga fota odhaczone - umarłabym z nudów gdybym tak pracowała. A teraz iczku spójrz tutaj - 200 zdjęć - a oglada się to jednym tchem, opowieść porywa, niesie oglądającego i żadna klatka nie jest niepotrzebna. http://whitesmokestudio.pl/blog/index.php/2009/05/28/wedding-photography-lucy-neil-enjoy/

iczek pisze...

Tego się bałem,że chcąc nie chcać bedą pojawiały się linki do konkretnych autorów.
I reklama WhiteSmokom robimy, ale akurat im warto :)

A co do zdjęć... uważam, ze mnie tam ie za bardzo wiele niesie... wywaliłbym polowe tych fotek od reki :)
Pan siedząc na kanapie...3 odsłony, pani na kanapie 3 odsłony, pan na krześle i pani na krześle - 5 odsłon, korytarz i zamieszanie - 3 odsłony, wiązanie welonu i suknia - 3 odsłony... pani patrzy na pana w kościele - 2 odsłony, krewni ryczą - 3 odsłony, ławki stoją - 3 odsłony... dziecko idzie 1 odsłona - ludzie! :)

Po co mi to widzieć z 3 perspektyw jak goście dłubią w nosie ?:) JA wole jedno zdjęcie... a dobre :) Naprawdę dobre.

I w tym konkretnym reportażu wywaliłbym 75% fotek i zyskałbym naprawdę mocny materiał :)


Sorry Smoki :) to przez Waszych wielbicieli :) Ja nie chcialem :)

iczek pisze...

Acha i please - komentarze nie mają służyć reklamie czyjejś firmy :) To tak gwoli wyjaśnienia :)

Mnie interesuje idea sama i konkretne pytanie zadałem... skąd te ilości fotek...?
Po co to komu i czy Młodzi obrazą się jak dostaną 20 fotek..?

krzychu pisze...

Ślubne zdjęcia to zwyczajna umowa - klient musi mieć poczucie, że za określona kasę dostaje naprawdę dużo. Stąd zapewne te limity. Bo tu nie chodzi o jakość - w 99,9% przypadków właśnie chodzi o czyste klezmerstwo i zarobek, a tzw. wartości wyższe (celowo unikam słowa na 's': sztuka). W sumie nawet nie ganię, ani krytykuję tego stylu. Gdybym się tym zajmował, to pewnie robiłbym podobnie. Nie ma nad czym załamywać rąk.

jorge.martinez pisze...

No pewnie nie zapłacą...

PerfectMoment pisze...

iczek - szkoda że nie ma możliwości edytowania postów, przedydtowałabym go tak - "są pewni ludzie w polsce, nazywający się w*****s***** tam u nich na blogu znajdziesz materiał składający się z ponad 200 zdjęć, poszukaj może Cię to przekona że potrzeba większej ilości zdjęć by wyjść poza schemat jakiego oczekuje przeciętny klient" Pomyślałam że będzie prościej podać linka. Smoki mi nie płacą więc żadna to reklama. Ale zapamiętam - nie podajemy tutaj linków.


A teraz wracając do tematu - Ty byś wywalił 75% ja jednak nie, mylisz fotografie studyjną z reportażem, naprawdę nie widzisz różnicy między jedną klatką z panią na krześle, a drugą tez na krześle, między ludźmi na kanapie? Każda z nich gada i dokłada swoje 5 nut do melodii.

Anonimowy pisze...

Ten reportaż, na który powołuje się PerfectMoment to właśnie idealne połączenie. Twojej Iczku dążności do dobrego reportażu i potrzeby zamawiających aby mieć na zdjęciach wszystkich weselnych gości.

Co z tego, że wyrzuciłbyś 75% tych zdjęć. Ja wyrzuciłbym nawet więcej. Ale ani ja, ani Ty nie byliśmy na tym weselu, nie znamy tych ludzi, a więc zupełnie inaczej podchodzimy do tematu. My chcielibyśmy mieć dobry reportaż, a oni dobrą pamiątkę z imprezy.

Howg.

:)


--
Leon

Kraftsman pisze...

Chyba nie jest ważne ile tylko jakie. To jakiś nadmuchany temat.

wujek db... pisze...

Podajesz niewlasciwe dane... 200 zdjec, to rzadkosc. 99% rynku slubnego to klienci ktorzy chca miec 2000 zdjec ze slubu i pstrykacze, ktorzy takie ilosci zgrywaja z karty prosto na plyte...
Ale nic prostszego jak sytuacje naprawic. Do boju Iczek !!! ;)

Artur Kulig pisze...

te liczby to zapewne stąd, że każdy chce mieć dokumentacje ilu przyszło ilu nie i później jeździć po wsi z kijem i "rozliczać się".

innego wytłumaczenia nie widzę :)

Anonimowy pisze...
Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.
iczek pisze...

Proszę się podpisywać!!!
Ludzie, co to za maniera: nabazgrać coś i nawet nie podpisać się...!
Internetowe zwyczaje... :(

iczek pisze...

@wujek - ależ nie musisz mnie zapraszać... Ja coś tam pstrykam cały czas.... Tylko, że ja używałem dotychczas dwóch rolek 35mm i Contaxa G2 :)
I moi klienci to (mam wrażenie) jakaś wymierająca grupa, ale za to bardzo ją cenie i robię za pół darmo...
Ot - za to, że ktoś docenia :)

I daje im, 20 zdjęć.

tentamten pisze...

już więcej nie bazgram....

pjolo pisze...

Ale nie kazdy ma ochote robic za pol darmo, kiedy utrzymuje sie z fotografii. Osobiscie rodzinie i znajomym polecam kolegow :) Reportaz do gazety ze slubu znanej osoby mozna zamknac w tryptyku. Tutaj niestety inaczej to dziala. Spotkalem niedawno pare u której fotografowalem kilka lat temu.
Zdjecia ktore zrobilem ich dziadkom okazaly sie jedynymi ktore po nich zostaly. Świadkowie. Dzieci. Ciezko by Ci Iczku bylo nakarmic rodzine z twoja propozycja 20 zdjec. Popyt=podaz.
Nie wiem o co cala sprawa.
Sa ludzie którzy sa gotowi zaplacic 5k za foty, inni szukaja po znajomych bo nie stac ich na oferte z allegro za 500zl. na terenie calego kraju.

wujek db... pisze...

Iczek, to skomplikowany temat - to nie kwestia wymierania czy nie, moze bardziej tego "poldarmo" - a moze i nie. Napewno sprawa nie do rozwiklania na poziomie dyskusji w necie. No i pytanie co lepsze - 20 rewelacyjnych fot, czy 200 dobrych? Gdybym ja byl potencjalnym klientem - przy reportazu wybralbym wersje druga, bardziej dokumentacyjnie wspomnieniowa. Ale juz z sesji wolalbym zaplacic za 1 genialne zdjecie, niz 200 nawet calkiem niezlych... Moze kwestia priorytetow? Nie wiem. No i pozostaje otwartym temat - co dla kogo oznacza rewelacyjne lub niezle zdjecie...

tomaszhorowski pisze...

mylisz moj drogi reportaz z fotografia studyjna, w 20 zdjeciach nie da sie opowiedziec Tego calego dnia - chyba ze bylo nudno to i owszem :P

a co do psucia rynku i robienia za pol darmo to inny watek....

tomaszhorowski pisze...

...nie zebym Ci wypominal ze za 600zl chciales zrobic kolezance z biura zdjecia :P
a mogles za stowke i bog zaplac....

zielone-buty pisze...

Bo w dzisiejszych czasach fotograf (czy też jak kto woli Fotograf) nie fotografuje rzeczonych ślubów dla siebie, swojego spełnienia artystycznego, swoich “fot” i “klat”.
Fotografuje, bo ktoś chce zapamiętać tę uroczystość w najdrobniejszych szczegółach. A skoro możliwości sprzętowe są, to ten ktoś chce mieć tych fotografii tysiąc pięćset. Zwłaszcza, że za nie zapłacił.

Artur pisze...

iczek, będziesz focił na moim ślubie.

Franz von Rosenberg pisze...

to powyżej napisałem ja. Jakimś magicznym sposobem blogger rozpoznał moje prawdziwe imię i czuję się zdemaskowany O.o

iczek pisze...

tomaszhorowski napisał: mylisz moj drogi reportaz z fotografia studyjna, w 20 zdjeciach nie da sie opowiedziec Tego calego dnia

Tomasz - całkowicie sie z Tobą nie zgadzam. Powiedz to Nachtwayowi, który robi reportaż 15 fot z Afryki Środkowej czy Bośni :)
Przesoliłeś :)

Franz von Rosenberg pisze...

iczek, ale to jest produkt, nie dzieło sztuki. ludzie chcą dużej ilości zdjęć ze ślubów, bo lubią mieć takie kotletowe pamiątki. tak jak lubią mieć duże i mocne samochody, choć większość ich w ogóle nie potrzebuje.

wujek db... pisze...

Ty patrzac na te zdjecia ze slubow - oczekujesz dobrze podanego maksymalnego streszczenia tego dnia. Odpowiednio skadrowanego, ciekawego - ale streszczenia, ktore bedzie opowiescia z sensem. A para nie oczekuje streszczenia - ludzie chca zapamietac kazda chwile, kazdy usmiech, kazda lze - bo sa przekonani, ze to najpiekniejszy dzien w ich zyciu. Wot filozofja ;)

karmazyniello pisze...

Iczek, przyznaję Ci rację, ale...

Jako gość, na ślubie i weselu koleżanki mojej żony postanowiłem zrobić kilka zdjęć. Zabrałem na tę okoliczność Pentaxa ME Super ( full analog) z nawiniętym Ilfordem 400. Nigdy wcześniej nie robiłem zdjęć na ślubie.
Blisko 300 osób było zaproszonych.
Skupiłem się oczywiście na parze młodej i ich najbliższemu otoczeniu. Odbitki z pomocą kolegi zrobiłem na barycie. W sumie 32 zdjęcia.
Minęły 4 miesiące, od daty ślubu i wreszcie była okazja się spotkać. Byli w ciężkim szoku że na 32 zdjęciach zostało aż tyle uchwycone. Moim zdaniem zdjęcia były przeciętnie dobre;-)
Zmieściło się wszystko co dla nich najważniejsze + kilka z cyklu "decydującego momentu".

Oczywiście byłem w o tyle komfortowej sytuacji że byłem tam wolnym strzelcem. Gdybym był tam jako pierwszy fotograf, tych rolek byłoby znacznie więcej - ale czy i dobrych zdjęć byłoby więcej...?
O tym się przekonam już za niedługo, bo zamierzam się tym zająć na serio.
Pozdrawiam

Przemek S. pisze...

A ja uważam, że świetny i pełny reportaż z całego dnia (powiedzmy ok 10h pracy) to ok 100 zdjęć.

Plener w innym dniu (ok 2-3h) 20-30 zdjęć.

Jak w łeb niechcący wyszło po 10 sztuk na godzinę :)

Pozdrawiam.

Anonimowy pisze...

Najlepszy ślub (dla mnie oczywiście) jaki zrobiłem to 14 zdjęć. Umowa była taka - robisz co chcesz. Para zadowolona, ja zadowolony. Dzerry powiedział że to najlepszy ślub jaki widział - dziękuję Ci za te słowa, mam nadzieję że pamięć nie płata mi figla.
Co do ilości 2000 szt. wciąż zastanawiam się jak można przekroczyć taką liczbę? Na dwudniowej imprezie ledwo przekroczyłem 1100 i o 300 było za dużo. Niestety, ilość idzie w parze z jakoścą. Cieszy mnie to że do mnie trafiają ci którzy wiedzą o tym i czesto dostaję wolną rękę.
Rafa

cygan pisze...

Ależ "ramkujecie" tą fotografię przed oczami mam obraz Iczka aptekarza odmierzającego właściwą ilość zdjęć. Wybacz Iczku ale mam wrażenie, że się starzejesz i próbujesz to jakoś wszystko opisać i opasać a przecież to nie matematyka ani geometria to fotografia ze swoim momentem decyzyjnym, z niedefiniowalną plastyką zdjęcia i kwantowym światłem :)

iczek pisze...

Dziękuje Ci Cygan za przypomnienie mi, że się starzeję :) Wiem o tym. Za każdy razem jak znoszę rower Młodego po schodach mi się to przypomina.

Ale ja właśnie wyszedłem od tego, że to nie ja klasyfikuje i opasam (opasuje), tylko fotografowie ślubni zrobili jakieś założenie idące w setki czy tysiące... :) i wpisali to w umowę.

Odwracasz więc kota ogonem i przypisujesz mnie ich "winy" :)

A nie lepiej byłoby napisać w umowie, że fotograf decyduje ile zdjęć dostarcza i np. nie będzie to mniej niż 30 fotografii...

Natomiast zupełnie co innego, że Para Młoda może odrzucić te zdjęcia i poprosić o inne... :)

Przecież kwestia zaufania nie buduje się po fakcie i nie na podstawie ilości zdjęć.

Można być równie niezadowolonym z 15 zdjęć, co i z 1500 :)?!
Tak czy nie!?

Marcin Rusinowski pisze...

Iczek napisał: Tomasz - całkowicie sie z Tobą nie zgadzam. Powiedz to Nachtwayowi, który robi reportaż 15 fot z Afryki Środkowej czy Bośni :)
Przesoliłeś :)

Piotrze mylisz się, robi ich kilkaset, po prostu publikowanych jest te 15cie :)

areksoltysik pisze...

Iczek - War Photographer się kłania w kwestii Nachtwaya.

iczek pisze...

Rozgraniczmy wiec.
Ile robi się, a ile się daje klientowi, bo widzę, ze się nie zrozumieliśmy.

Ja mówiłem o tym ile w umowie się gwarantuje, ze się DAJE parze.
Ile Ty Marcinie wpisujesz w umowę.

A nie ile zrobisz.

Jeśli masz potrzebę na ślubie wywalić 5000 fotek to ok... ale co to ma wspólnego z dawaniem klientowi tych 4500 ostrych, które zrobisz?:)

O tym pisałem...

Wiec proszę mnie tutaj za słówka nie łapac :)

iczek pisze...

@arek - nie rozumiem...?

Marcin Rusinowski pisze...

Piotrze - pytasz o ilość zdjęć/odbitek w pakiecie czy ilość zdjęć pokazywanych w ogóle klientowi?

areksoltysik pisze...

Już rozjaśniam temat http://www.filmweb.pl/f158832/Fotograf+wojenny,2001 - dodam, że dokument można było obejrzeć na itvp. Tam można zobaczyć jak często James naciska spust migawki.

jarek pisze...

Arek, przeciez nie chodzi o to ile zdjec sie robi, tylko ile pokazuje. Selekcja jest rownie waznym srodkiem tworczym jak naciskanie spustu. Moze nawet wazniejszym. Winogrand robil po kilka rolek dziennie, potem wrzucal to do szufaldy na rok, zeby oczyscic sie z chwilowych emocji, robil stykowki i niewielkie powiekszenia z kadej klatki na szybko, a na koniec wybieral 1 zdjecie na 300.

jarek pisze...

Tfu, jakie 300. 3000 mialo byc.

A poza tym po cholere ja znowu wdalem sie w dyskusje. Tyle razy sobie obiecalem, ze nie bede sie znizal do dysksuji o oczywistosciach :-/

Marcin Rusinowski pisze...

jeszcze jedna sprawa: bo wydaje mi się że tu temat głównie leży. sama fotografia ślubna to fotografia produktu. tym produktem jest dzień (wydarzenie) i ludzie (para, rodzina, goście). troszeczkę inaczej wygląda to w przypadku reportażu ślubnego wg mnie bo walczymy o kontekst, pokazanie relacji, emocji. mniej planowania, więcej chaosu (jestem zwolennikiem tezy, że im więcej chaosu na ślubie tym bardziej reporterski może być materiał - oczywiście kluczowy jest czynnik ludzki, im bardziej wszystko zaplanowane i poukładane tym większa nuda w kadrze).

amerykanie i brytyjczycy poukładali sobie fotografię ślubną listą ujęć którą chcą mieć. w czasach średniego formatu załatwiali to dziesięcioma rolkami srajtaśmy. czyli 120 fot. 120 ujęć/fot które jest szansa sprzedać. pan młody z mamą, pan młody z tatą, pan młody z rodzicami etc. można się pociąć. zrobiłeś Piotr podobną klasyfikację listą ujęć w poście.

problem Piotrze umów to to że wykonujesz dzieło i jakieś jego ramy niestety MUSISZ nakreślić. tzn. minimum do którego się zobowiązujesz. inaczej - nie uszukujmy się - ryzykuje tylko Para. nie będzie dubli, drugi raz ślubu nie wezmą. a jeżeli nie sprostasz ich wymaganiom? jeżeli nie dojrzeli jednak do Twojej 15 zdjęciowej wizji? powiem Ci co będzie: będą mieli spierdoloną na całe życie pamiątkę, być może co święta osobie która zadecydowała o wyborze artysty Iczka (czyli np. młodemu) będzie teściowa z resztą rodziny jechała po pagonach, że głupota na całe życie, że nie ma babci na zdjęciu a babcia zmarła rok później, że po co te zdjęcia dziwact.

fotografia ślubna to forma użytkowa. sztuka przynależy do galerii i tym, którzy potrafią z cosobotniego kotleta obronić się przed powtarzalnością kadrów i sytuacji. mało takich. ilość fot nie ma znaczenia, jeżeli jest ciekawa historia, ciekawie opowiedziane obrazem sytuacje i miejsca, ale przede wszystkim - dla mnie- ludzie, często na drugim planie. generalnie - temat ciężki w tym kraju, bo tutaj zawsze da się taniej, a lepiej nie będzie. żeby o tym kotlecie Piotr pogadać to go trzeba najpierw pojeść i posmażyć samemu - fajne teorie, kończą się gdy bierzesz za coś kasę i masz coś zagwarantować. co tak naprawdę możesz zagwarantować?

chyba że istnieje magiczna nisza na 500 zł pakiet 15 zdjęć z całego dnia. tylko ekonomia tego rozwiązania szczególnie na analogu przypomina nieco dokładanie do czegoś. fajne hobby, ale co z pracą? rachunków z tego nie popłacisz :D

areksoltysik pisze...

Jarku zgodzę się z Tobą nie zrozumieliśmy się. Mnie chodziło o myślenie typu mam 3 foty, wystarczy....

Marcin Rusinowski pisze...

myślę, że z 12-14h reportażu spokojnie można wykrzesać circa 500 dobrych fot. sam temat historii tego dnia zamyka bez napinania pośladów 100 fot. tzn. taka ilość dobrze odda całą historię. bez katalogowania, bez listy zdjęć, po prostu - opowiedzenie historii, ale nie tej oczywistej pt. założyli obrączki i rzucili welonem.

Jarek: nie porównujmy w koło macieju fotografii użytkowej jak ślubna z fotografią koncepcyjną czy nawet artystyczną. zdjęcia ślubne robisz dla konkretnych ludzi, oni Ci płacą. to lekcja pokory - jak chcesz być arhtystą to śmiało do galerii uderzaj.

guerilla pisze...

a ja uważam że nie powinno się robić w ogóle zdjęć na ślubie/weselu, poza kilkoma ładnymi średnio/dużo formatowymi portretami głownych aktorów tego cyrku.

dlaczego?
przewaga reprezentacji nad wydarzeniem, czyli zdjęcia są ważniejsze niż ten cały weselny cyrk,

Fotografia ślubna to jakiś kleszcz i pasożyt który się rozpanoszył niewiadomo czemu. (tzn wiadomo,ale ładniej brzmi że nie)

Marcin Rusinowski pisze...

Guerilla, jak mnie ząb bardzo bolał to go wyrwałem...

i pytanie na koniec, skoro się nie powinno i skoro to kleszcz i pasożyt dla ciebie to... WTF?!?

http://www.ultradeluxe.pl/index.php?/project/galeria/

się tym parasz? pytanie retoryczne - odpowiedź znana :)

iczek pisze...

@arek -Ty naprawdę założyłeś, że ja nie znam tego filmu? :) :)

@Marcin - ależ to jest spór akademicki w 80%. Twoje argumenty ekonomiczne są nie do podważenia, ale to nie zmienia faktu, że nadal nikt z WAS Profesjonalistów (ja skromny amator i gaduła) nie podał ŻADNEGO merytorycznego argumentu za podarowaniem klientowi 300-500 czy 1000 zdjęć zamiast 15-20-30 :)

Żadnego!
:)

Całe to marketingowo-ekonomiczne argumenty trafiają do mnie zdecydowanie bardzij na zasadzie, usprawiedliwiania się, niż faktycznej potrzeby by Młodzi tarzali się w tych plikach :)

Oglądnąłem przed chwilą Twoje reportaże i Smoków... im dłużej oglądam, tym bardziej się przekonuje, że powinno być tego mniej.
Wcale nie dlatego, że jest to słabe.
Tylko dlatego, że ilością przeskakujecie sami siebie i kręci się to potem w miejscu.

Film lepiej nakręcić... :)
Przecież z 1500 fotek to będzie pewnie jakieś 60 sekund (licząc po 25kl./s).. :)

areksoltysik pisze...

TAK

Marcin Rusinowski pisze...

Piotr: nie ma argumentu, który może przekonać takiego cynika jak Ty :) zresztą cały temat raczej w formie prowokacji niż dotarcia do sedna sprawy.

żeby nie być laikiem: podszedłem do półki z albumami: Inferno Nachwaya.

Romania: str. 16-65, łącznie 35 fot. nie chce mi się liczyć dalej następnych tematów i zdjęć - wolę popatrzeć na zdjęcia i chyba tak mam też z fotami z reportażu ślubnego - wolę na nie patrzeć niż skrupulatnie wydzielać. bo wiem ile wyrzeczeń kosztowało kogoś żeby mi zapłacić za zdjęcia, bo może zostawiam w każdej focie - banalne, wiem - coś z siebie, bo może robiąc zdjęcie żebraka czy lumpa w jednej klatce z ślubnym autem i ślubnym szczęściem liczę na okruch kontrastu i prawdy jaki wybrał Nachtway? ja wybrałem rodzinę, być może tego zazdrości mi z kolei tułacz-samotnik James?

iczek pisze...

@Marcin - ależ się przyczepiliście do tego Nachtwey'a. Ja go przywołałem w konkretnym momencie dyskusji w odpowiedzi na zarzut, że 20 fotami nie da się opowiedzieć całego dnia.
I tylko tego się dotyczył mój skok do Nachtwey'a :)

Co do cynizmu... ja wiem...
Po prostu zaskoczyła mnie kobieta, która sama poprosiła mnie na spotkanie w sprawie fotek ślubnych i na pytanie ile mi Pan zdjęć dostarczy, odparłem, że tyle ile uznam za stosowane i które będą dobre, ale nie więcej niż 30 odbitek.

Na co otrzymałem odpowiedź, ze INNI dają jej 200 fotek minimum...

No i co ja mam jej odpowiedzieć..? :) He?
Że widocznie tamten ktoś jest lepszy?:)
No może jest... wolny rynek.

pozdrawiam Cie i trzymajcie poziom!

jarek pisze...

Marcin, to jeszcze pytanie. Ja jestem w stanie zrozumiec, ze taki jest rynek i klient wymaga. Nie wiem po co komu kolejna dokumentacja na pincet zdjec, no chyba, ze zanudzanie znajomoych i rodziny podwyzsza poziom serotoniny. Nasi rodzice maja pewnie po 4 zdjecia ze slubu i niczego im brakuje, ale OK, nie wracajmy do tego. A treaz pytanie - po co wy te wszystkie zdjecia wrzucacie na swoje blogi? Odkad smoki zmergowaly bloga streetowego i slubnego, przestalem zagladac, bo mnie nadgarstek od przewijania ekranu boli.

B&W PHOTOGRAPHY pisze...

Temat rzeczywiście raczej w formie prowokacji niż sensownej rozmowy na temat "ile powinno byc fotografii oddawanej parze młodej z ich dnia ślubu". Myślę, że po pierwsze jeśli ktoś nie zna tematu, robi to tylko okazjonalnie, plus dodatkowo jeszcze tego "nie czuje, nie lubi", robi dla znajomych tylko dlatego, że został o to poproszony, to taka osoba nie za wiele może powiedziec na temat tego jaka ilośc opisująca dzień ślubu jest perfekcyjna. A jeszcze weźme pod uwagę inne zagadnienie - perfekcyjna dla kogo: dla innego fotografa? czy dla Pary Młodej? Kwintesesncję tego dnia jasne, że można ując w 20 klatkach i właśnie to pokazac w albumie, czy na blogu - ale czy to jest wystarczające dla Pary Młodej? Czy to będzie opisywało cały dzień ślubu od przygotowań np. do oczepin, czyli średnio 11 h. Przygotowania do ślubu trwają rok, czasami dłużej, ludzie wydają masę pieniędzy na ten dzień i całą otoczkę wokół, a jeszcze więcej poświęcają energii w zaplanowanie tego dnia - czy dla nich te 20 klatek będzie adekwatne do ich wysiłku...To nie fotografia reklamowa, ani portretowa, ani modowa...to fotografia ślubna - sentymentalna, do której wraca się latami...nie warto kasowac ludziom wspomień...

jarek pisze...

"nie warto kasowac ludziom wspomień..." Cytat roku. Nie wiem czy smiac sie czy plakac.

BW PHOTOGRAPHY pisze...

Jarek - jak wiadomo fotografia nie jest związana z patrzeniem lecz z czuciem, jak jakiegoś rodzaju fotografii nie czujesz, to też dla Ciebie i 20 fotografii byłoby stanowczo za dużo...
Dobrze, że jest wolny rynek - pewnie znajdą się Klienci na 20 fot i na 120 również...
Dla mnie bardziej zastnawiająca jest różnorodnosc w ofertach cenowych foto ślubnych niż w ilości oddawanych fotografii...300zł, 600 zł, 2000zł, 5000 zł, czy 10500 zl...różnica jest kolosalnie większa niż w przypadku ilości zdjęc i to się w niektórych przypadkach nazywa psuciem rynku...

tomaszhorowski pisze...

iczek pisze...
Tomasz - całkowicie sie z Tobą nie zgadzam. Powiedz to Nachtwayowi, który robi reportaż 15 fot z Afryki Środkowej czy Bośni :)
Przesoliłeś :)


moze reszty wstydzi sie pokazac ;)

tomaszhorowski pisze...

w kazdym razie Iczku podkreciles atmosfere do ponad 50 komentarz. Gratuluje :)
A tak na powaznie ta 100 tka zdjec wraz z plenerem to naprawde fajna liczba.
Proponuje Ci zmierzyc sie z rynkiem z tymi 15 zdjeciami :D i jak pisal Marcin zjedz tego kotleta a pozniej zobaczysz...
Trzeba jednakze przyznac, ze to co sie dzieje na rynku fotografii slubnej zakrawa na pomste do nieba. Duzo tu amatorszczyzny, niestety....

Jacek Taran pisze...

Bo 200 zdjęć to rozsądny kompromis pomiędzy tym, czego oczekuje klient, a co ja mogę mu zaproponować w dość równej jakości. 200 zdjęć zawiera zarówno sedno (mniejsze ilościowo) istotne dla mnie, sedno drugie (większe) istotne dla klienta a do tego jeszcze masa tzw. "boków" czyli te wszystkie ciocie, wujki i inne rodzinne wybryki. 200 to ilość, które daje się dość dokładnie obrobić bez znudzenia i zmęczenia materiału. 200 zdjęć na płycie CD - miejmy to na uwadze, nie w albumie. 200 to piękna liczba - z każdej strony! :)

Gosia pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
iczek pisze...

Jezus Jacek, gdybym cie nie znal, to bym puścił to mimo uszu, ale Cie znam i ze zdziwieniem czytam..:)

Ty i 200 zdjęć?

guerilla pisze...

e tam, wybuchnie w końcu wojna w europie to fotografowie ślubni znikną tak szybko jak sie pojawili. To jest dziedzina zupełnie nie potrzebna cywilizacji ludzkiej :-)

kacper kowalski pisze...

20 mega fotek z parą młodą, a ciocie i wujki niech się same fotografują :-)

w czym problem?

Jak ktoś chce mieć wszystkich gości, także tych co tylko do kościoła przyszli, to fotografii musi być dużo. Jak pisze Marcin Rusinowski dla pary młodej liczy się wszystko. Choćby dlatego, że sami "inne rzeczy pamiętają".

Kiedyś pakiety ślubne były mniejsze, z prozaicznego powodu. Liczył się koszt odbitek. Dziś to odpada, bo głównie zdjęcia ogląda się na z komputera, a w ramkę idą tylko te najważniejsze (1-2 foty)

Najważniejsza jest odpowiedź na proste pytanie: po co się zamawia zdjęcia ze ślubu i wesela?

pozdro,
kacper

iczek pisze...

O... witam Pan Jurora konkursu "Na styku dwóch błękitów" :)
Tez robisz śluby..? Bo ja mam wrażenie, że 99% mających aparaty dzisiaj robi śluby :)

kacper kowalski pisze...

nie robię ślubów (nie ma czelności wpychać się księdzu pod pachę z obiektywem) ale za to miałem robiony... Efekt był taki, że poza zamówionymi zdjęciami zebraliśmy wszystkie możliwe od cicio-wujków aby mieć pamiątkę :-)

kacper kowalski pisze...

a właściwie to raz zrobiłem fotografię ślubną. (o tym jest ostatni wpis na moim blogu) ale nie wiem czy ją Tobie polecać... bo to znowu jest ta nieszczęsna plaża ;-)

pozdro,
k

wujek db... pisze...

A pewnie, ze trzeba robic max 20 zdjec - w koncu jak komus strzeli do glowy, ze chce zobaczyc jak sie np. na weselu bawil znajomy kolega Stefan - to fotke strzeli wujek Zdzicho kompakcikiem i bedzie klawo ;) Po co nam ze slubu dobre zdjecia dokumentacyjne, skoro kazdy w rodzinie ma aparat? :D

Marcin Rusinowski pisze...

Iczek/Piotrze - rozszyfrowałeś cały świat posiadaczy/pstrykaczy aparatów i zarazem fenomen fotografii ślubnej.

smutna prawda rynku ślubnego jest taka, że KAŻDY robi śluby. pstrykacz bo ma aparat dwa miesiące bo była promocja w MM, pseudoartysta, bo nikt by nie kupił tych jego przerostów formy nad treścią czy wreszcie wszelcy znawcy fotografii czy tuzy fotografii modowej.

powód jest prosty: to jedyna dziedzina fotografii gdzie klientowi dyletanctwo fotografa nie rzuca się w oczy, to jedyna dziedzina gdzie klient skutkiem wyżu demograficznego musi walczyć o zleceniobiorcę. nieweryfikowalne, pełne ryzyka, braku jakichkolwiek gwarancji stylistycznych, jakościowych. pstryki ślubne.

i to jest ten rynek, ta fotografia ślubna. 95% tej fotografii można się tylko wstydzić. a Ci co mówią że nie robią, że są ponad to, że to kotlet - prawdopodobnie popełnili coś czego należy się bardziej niz wstydzić. kwestia tylko czasu lub prawdy by google jak guerillą :P

Iczku, aparaty powinny być na kartki lub też zostawiane przed wejściem do kościoła razem z telefonami. zanim zacznie ten kraj fotografować to powinien nabyć podstawy KULTURY obycia. o przyzwoitości czy uczciwości narazie możemy zapomnieć. na blogu smoków historyjka jak to pan fotograf dwa dni przed ślubem zrezygnował. napewno artysta :)

Jacek Taran pisze...

Iczek, jaśniej proszę :) że co Cię zadziwia. Pytałeś "dlaczego 200" więc odpowiadam :)