wtorek, 19 maja 2009

Kadr życia...


Ten kadr jest prosty...

Kładziemy się wspólnie. Wciskam się między ścianę a ciało obok. Rozmowa zazwyczaj jest krótka, zmęczenie dniem nie pozwala skupić się na dłuższych zdaniach. Oboje czekamy na nadejście szumu w dnie ucha zwiastującego rychłą hibernację mózgu.
Słowa stają się krótkie. Zdania budowane z półsłówek mają wyrazić to, na co nie ma czasu po powrocie z pracy.

Odwraca się.

Kołdra ląduje między nogami. Tak wygodniej. Ręka przygnieciona głową i uchem rezonuje głuchym odgłosem bicia własnego serca. Jakbym wsłuchiwał się w płytę z nagranym własnym życiem. Ucisk na żyłę sprawia, że głowa staje się igłą adapteru. Czas zwalnia.

Unoszące się obok piersi jeszcze nie zastygły we śnie. Spokojnie kładę rękę na ramieniu. Brak reakcji. Delikatne spięcia nerwów zwiastują rychły koniec. Początek tunelu do snów.
Jeszcze kilka bezwiednych wybuchów neuronów i piersi zaczynają zwalniać. Oddech 'głębieje'. Coraz mniej powietrza zasysają płuca. Rozwarte usta łapią nagrzane powietrze w pokoju.

Unoszę się na łokciu. Uwolniony z mego ciężaru materac oddycha głęboko, jakby chciał zaczerpnąć tlenu. Pościel zagina się pod dłonią.
Pochylam głowę i dotykam czoła. Mokre jeszcze od wody włosy zostawiają z kolei ślad na mym policzku. Całuje.
Śpi. Zasnął ze mną. Jak wszystkie poprzednie 1584 razy swego życia.

Mój syn.

Czy to można sfotografować?


Brak komentarzy: