niedziela, 31 maja 2009

"Śmierć po południu"...


by Ernest Hemingway...








(wizaż: Beata Fryz, mod. Monika)




piątek, 29 maja 2009

Granica...


Zrobiłem zdjęcie mojej babci.
Babcia jest na granicy światów.
94 lata istnienia.
1128 miesięcy snu i jawy.
33840 dni poranków i wieczorów.

Portret zatrzymuje w błysku białka ludzkie istnienie?

Czy to tylko moja zuchwale bałwochwalcza idea fotografii portretowej?
Bluźnię...?




czwartek, 28 maja 2009

Święty Gral portretu znaleziony...?


Wnioskując z notki wydawniczej, kielich ów znalazł autor podręcznika "Fotografia portretowa bez tajemnic" - Bryan Peterson.
Jak bowiem wyjaśnia wpis wydawcy:

"Sztuka portretowania to największe wyzwanie dla fotografa, który robiąc zdjęcia ludziom, musi być zarówno artystą, jak i psychologiem. W swojej najnowszej książce Bryan Peterson pokazuje, jak w tej dziedzinie fotografii odnaleźć radość i przekazać ją innym, a przede wszystkim jak utrwalić te pozytywne emocje na zdjęciu."

No no... w takim razie nie mam już co się sprężać. Wystarczy, że przeczytam taki podręcznik z kolorowymi zapewne fotografiami i będę robił portrety. Cool!

No, ale niestety jest pewien problem. Ja nie wierzę w podręczniki do sztuki. Wierzę w instrukcje obsługi pralki, obcinarki do zdjęć czy nawet młotka, ale w instruktaż dotyczący robienia fotografii, zwłaszcza portretowej to jakoś uwierzyć nie mogę.

Oczywiście zmierzam w do bardziej ogólnej myśli dotyczącej podręczników do fotografii
w ogóle .
Jeśli bowiem zrobimy założenie, że fotografia jest sztuką, a do jej wykonania potrzebny jest zmysł estetyki, psychologiczne podstawy (portret) oraz jako taka ogarnięta sztuka kompozycji, to w sumie jak tego można się nauczyć?
Ano można.
Ale nie z podręczników!

Zdecydowanie lepszym i chyba jedynym źródłem dla "nauki" muszą być ilości oglądniętych prac. Galerii, albumów, stron www i wszelakiej maści wydawnictw.
Po prostu trzeba patrzyć.
Obserwować.
Ale nie omiatać wzrokiem.
Nie klikać jak oszalały.
Trzeba się zatrzymać, skupić się, złapać zamiar, zamysł i wolę twórcy.
Wówczas zostaje to w nas i potem przerobimy to na swój sposób.

Święte Grale odnajdywane w kolejnych edycjach podręczników tłumaczonych na sto języków są warte dokładnie tyle, co twaróg półtłusty kupowany w hipermarkecie.
Sami wiecie, że żaden z tych twarogów nie ma już smaku białego sera kupowanego przez nasze mamy rano w supersamie osiedlowym lub lokalnych sklepiku.
I sam nie wiem dlaczego tak jest..:)?


mod. Kartolina Tojza


środa, 27 maja 2009

Ploty, plotki, ploteczki... Leibovitz bankrutem?


Chmmm... nie żebym żerował na czyimś nieszczęściu, ale wiadomość jest dość ciekawa w sumie.
Oto Annie Leibovitz ma poważne kłopoty finansowe. Jedna z liderek najlepiej zarabiających fotografów musi szukać kasy.

Jak podał "Dziennik" za plotkarskim serwisem "Gawker" Annie naraziła się Disneyowi :) Pamiętna sesja z udziałem wielkich gwiazd Hollywood zaniepokoiła właściciela praw autorskich do wizerunku postaci z bajek.

Zresztą tutaj szczegóły, a tutaj źródło.
Dodatkowo wchodzą w grę problemy z kamienicą, która kupiła. Ech... gdybym napisał, że trzymam kciuki za Anni to zabrzmiałoby śmiesznie, bo ona da sobie rade, ale kwoty o których mowa są równie wielkie, jak jej zdjęcia.



fot.: Annie Leibovitz


Cyfra sucks...!


Słuchajcie no, dzieci cyfrowego świata!
Słuchajcie no, pokolenie matki matrycy i ojca piksela.
Słuchajcie no, lubujący plasticzane twarze bez ziarna.

Wasz Czas Dobiega Końca!!!
Rewolucja nie oszczędzi swoich dzieci i spłoniecie na stosie UNIKALNOŚCI.
Wasz zmultiplikowany świat 'takosamości' zamknięty w miliardach takich samych aparatów z takimi samymi matrycami o takim samym 'niskoszumie' odchodzi do przepaści nazywanej WYJĄTKOWOŚCIĄ!

Oto dziś usłyszałem w radiowej Trojce, że sprzedaż winyli wzrosła w 2008 roku o... no... 350% !!!
Chodzi tutaj o wysokiej jakości winyle gruborżnięte :) O ile to Wam coś mówi :)

Płonie już dla Was stos. Możecie zacząć wygrzebywać z szaf pudełka do tych Waszych cacek plastikowych i pakować ładowarki zaraz obok kart pamięci na których macie zapisane plastikowe obrazki 2D. W których nie ma żadnego życia, żadnej materialnej wartości... poza flashową ułudą istnienia.
To się będzie dopiero palić.
To będzie ognicho jakiego cywilizacja nie pamiętała od czasu spalenia Biblioteki Aleksandryjskiej przez Cezara 48 p.n.e.!

Ceny materiałów analogowych do dużego formatu idą w górę od 3 lat. Jeszcze rok temu paczka Polaroid 55 (20 fiszek) kosztowała 50 dolców, teraz nie trafisz za mniej niż 130 dolców.
Materiały pozytywowe trzymają cenę od kilku lat.
Profesjonalny sprzęt takich firm jak Linhof, Calumet, Sinar osiąga ceny w tysiącach.
Jest dobrze.

Ja już przygotowałem patyki na kiełbaski.
I jest ze mną już spora grupa współbiesiadników.
Cierpliwie czekam..:)



wtorek, 26 maja 2009

Agencja VII i Red Cross...


Wspólna inicjatywa Czerwonego Krzyża i pięciu reporterów agencji VII ma zobrazować (co za słowo!) skutki wojny w ośmiu zapalnych miejscach świata. Temat wydaje się być banalny i pokazywany już setki razy.
Dodatkowo, tematyka zawężona do "skutków" zdaje się być bardzo łatwa do zrobienia, patrząc fotograficznie. Szpitale, urwane nogi, ręce i płaczące matki z dziećmi przy piersiach. Tak mi do głowy od razu przyszły obrazki właśnie w tym stylu.

Jak wygląda to oczami chyba najlepszych fotoreporterów wojennych naszych czasów. Oceńcie sami.
Zdjęcia Morrisa z Liberii kompletnie nie zrobiły wrażenia na mnie... nie wiem, może właśnie dlatego, że wbiłem sobie w głowę te urwane ręce!?
Filipiny Nachtwey'a są niesamowite. Ależ on operuje kolorem i akcentami! Mniód Panie!
Kongo w wykonaniu Haviva jest odrealnione, ale przez to świeży powiew do reporterki. Fajne.

Polecam Wam!



fot.: James Nachtwey (from www.viiphoto.com)



poniedziałek, 25 maja 2009

Lizanie loda...


Zastanawialiście się kiedyś jak liżecie loda?
Od prawej w lewo czy od lewej w prawo?
A może z dołu do góry?

Ja się dzisiaj przyłapałem, że to jest jedna z tych czynności, którą umiem wykonywać tylko i wyłącznie w jeden sposób, a mianowicie od lewej do prawej.
Mówię oczywiście o lodach w wafelku, kręconych takich, czyli jak to się onegdaj mówiło - lodach włoskich z maszyny.


Tak jak umiem lizać tylko w jednym kierunku, bo inaczej mi z języka spada lód na koszulę (dzisiaj sprawdzone, koszula do prania), tak i fotografować potrafię tylko w jeden sposób. Mam bowiem wrażenie, że po tych wszystkich latach nareszcie osiągnąłem stan nirwany procesu tworzenia fotografii.
Uświadomiłem to sobie w niedziele, gdy wokół mnie zebrało się kilka osób, dla których ważniejsze było spędzenie kilku godzin w studio niż: - niańczenie dzieci, - picie piwa, - spacerowanie, - robienie zakupów itd, itp...

I kiedy ta cała ekipa tworzy na moich oczach coś, co ja wyobrażam sobie jedynie wcześniej i staram się przełożyć na język obrazu, to myślę sobie, że to jest jednak to, co stanowi dla mnie esencje tego całego bałaganu na literkę F.

Nie jestem stworzony do samotnego łażenia po ulicach miasta i szukanie tych "momentów", znaczy samotnikiem jestem, ale na krótkie chwile. Zawsze musze mieć kogoś do robienia rzeczy fajnych :)
Przyroda tez mnie nudzi, bo tutaj zawsze twierdziłem, że wysoka specjalizacja sprzętowa i kasa na wyjazdy jest niezbędna. Zrobić kwokacza w locie nie da się Zenitem, ani nawet 5D bez szkła za paręnaście tysia.
Reporterka... oj nie.. współczuje tego latania tym biednym reporterom i to traktowanie w redakcji.. .ech.

Tak więc stanęło na kreacji studyjnej.
I to jest to.
Lizanie loda od lewej do prawej.

Wprawdzie zdarza się nadal, że na "koszulę nakapie", bo czasami trza eksperymentować, ale jednak to jest to.
Chyba już wiem.
I koniecznie w towarzystwie.
Otoczyć się ludźmi twórczymi, pomysłowymi, niespokojnie spokojnymi swoimi galopującymi pomysłami.
Pewnymi.
Ot....
Taka refleksja...






mod. Alicja, wizaż: Beata, projektantka: Agnieszka, asysta: Darek, "kapelusz" na 4 pomysłu Beaty
(Polaroid 59, Graflex)




Fotograf NN... Jean-Christophe Sartoris


Uuułał...

Uwielbiam takie patrzenie przez obiektyw. Jest tu i delikatny street i subtelne czytanie miasta. Jest tęsknota za ludzkimi śladami w łazience i w salonie, a wszystko zamknięte w zmysłowe wprost kadry. Kładzie mnie kompozycyjnie. Piękne.

Polecam z otwartymi oczami - Jean-Christophe Sartoris







fot. Jean-Christophe Sartoris



sobota, 23 maja 2009

Autopromocja fotograficzna...


Ręce mi opadają. Ja wiem, że aby zostać znanym fotografem trzeba pracować w GW, ale myślałem,że jest jakaś granica wstydu.

Oto od lat, dodatek do GW "Wysokie [Feministyczno-Idiotyczne] Obcasy" promują panią Anne B. Nawet robiąc tak słabe zdjęcia jak nagrodzony (o zgrozo! na Grand Press) reportaż o ojcach, Anna B. znajduje miejsce na łamach tego dodatku.

Dzisiaj otwieram GW i widzę na okładce babkę w ciąży.
Ot fota byle jaka, brzuch i pępek. Takich fot miliony na plfoto i to o niebo lepszych.

Patrzę cóż to za autor, a tu zdziwienie, bo na focie jest kto!? No kto!? :)

Anna B. :)

No po prostu nie wierzę.
Ale zaraz przyszła refleksja. Ona świetnie kombinuje, bo nie ma nic lepszego niż umiejętna promocja samego siebie bez względu na talent i umiejętności.

Wymyślony cykl po prostu jest tak szyty grubo, że się zastanawiam jak to możliwe, że uznane nazwiska (Grynberg) dają się wpuścić w takie maliny!?
Oto AnnaB. dała się sfotografować z brzuchem 20 fotografom. I to cała tajemnica. "PROJEKT" :)
No a dodatek do GW, którego czytać już nie sposób, daje jej 4 strony na jej brzuch.
Wspaniale!
Pusty śmiech mnie ogarnia.
Foty są do d... i plfoto bije je na głowę.
Jedynie maziaje Grynberga do mnie gadają. Oczywiście Zorka Project tez tam musi być - leje :)

Cóż Moi Drodzy... przypominam - talent nie jest ważny. Ważne jest podczepienie się pod korporacje, medium i łapanie nośnych tematów.

Kpina z czytelników i kpina z dziennikarstwa, ale chyba to ostatnie słowo jest już nieznane w GW, poza nielicznymi wyjątkami (np.: Wojtek Jagielski).
To był ostatni numer GW, który kupiłem za własne pieniądze.


piątek, 22 maja 2009

Ot fotografie...

.


Magda, Karolina



czwartek, 21 maja 2009

Tam warto... PROLAB w Gdańsku


Pomyślałem sobie, że skoro parę osób czyta tego bloga, to może warto od czasu do czasu zareklamować miejsca związane z fotografią. Od strony technicznej i tej najbardziej przydatnej.

Zaczynam więc od miejsca w Gdańsku, dzięki któremu mam możliwość pracy na wielkim formacie :) Gdyby bowiem nie laboratorium
PROLAB, to nie mógłbym wywoływać swoich szitek.

Gorąco polecam
Andrzeja Sudarę, który prowadzi ten malutki gabarytowo, ale wielki duchem i jakością lab w Domu Towarowym "Jantar" we Wrzeszczu. Ulica może zmylić, bo jest to adres: Politechniczna 7, ale "Jantara" widać ze skrzyżowania Grunwaldzkiej i Do Studzienki. Lab mieści się na piętrze, box nr 40.

Zakres usług to przede wszystkim:
- wołanie materiałów analogowych w procesach C-41 (negatyw) i E-6 (slajd) od 35mm po 4x5 cala. Istnieje szansa zrobienia 8x10 cala, ale to już indywidualne zamówienia.
- materiały czarno-białe wołane są tradycyjnie w koreksie. Również do formatu 4x5 cala.
- Pan Andrzej robi też odbitki powiększalnikowe czarno-białe i kolorowe! Te ostatnie tylko w dużych zleceniach.
- -jeśli masz pliki cyfrowe, może je tam naświetlić na błonę (slajd).

Czy warto?

Ja współpracuje z p. Andrzejem od lat. Robię zasadniczo wołanie średniego oraz 4x5 cala w C-41, E-6 i BW.
Gwarancja jakości i szybkości. Doświadczenie.

Kontakt: 603-651-946

Polecam!


PS
Info zostało umieszczone całkowicie za darmo i wyłącznie z mojej dobrej woli. Powoływanie się na mnie nie daje żadnych zniżek, a jedynie uśmiech ze strony p. Andrzeja :)




wtorek, 19 maja 2009

Na dobrą środę...


"Pstrykowianie"

Ludwik Jerzy Kern


W małym uroczym mieście Pstrykowie
Mieszkają sami fotografowie.

Od niemowlaka aż do piernika
Każdy w Pstrykowie pstryka i pstryka.

Gdzie indziej wrony słychać i kawki.
A w tym Pstrykowie tylko - migawki.

Pstryk - pstryk pejzażyk,
Pstryk, pstryk portrecik,
Wszystko się tutaj pstryka jak leci.

Chmury i rury,
Pierze i wieże,
Wszystko się tutaj na kliszę bierze.
I łeb cielęcia,
I nogi zięcia.
Bo to jest przecież temat do zdjęcia.

Jak oficjalnie stwierdzają dane.
Wszystko w Pstrykowie jest odpstrykane.

W związku z tym
Każdy z pstrykowian
Latem
W Polskę wyrusza z aparatem.

Można ich spotkać na każdym kroku,
Pstrykają z frontu,
Pstrykają z boku.

Błonę przekręcą
I znów od nowa
Pstryk- pstryk pstrykają.
Bo są z Pstrykowa.


Kadr życia...


Ten kadr jest prosty...

Kładziemy się wspólnie. Wciskam się między ścianę a ciało obok. Rozmowa zazwyczaj jest krótka, zmęczenie dniem nie pozwala skupić się na dłuższych zdaniach. Oboje czekamy na nadejście szumu w dnie ucha zwiastującego rychłą hibernację mózgu.
Słowa stają się krótkie. Zdania budowane z półsłówek mają wyrazić to, na co nie ma czasu po powrocie z pracy.

Odwraca się.

Kołdra ląduje między nogami. Tak wygodniej. Ręka przygnieciona głową i uchem rezonuje głuchym odgłosem bicia własnego serca. Jakbym wsłuchiwał się w płytę z nagranym własnym życiem. Ucisk na żyłę sprawia, że głowa staje się igłą adapteru. Czas zwalnia.

Unoszące się obok piersi jeszcze nie zastygły we śnie. Spokojnie kładę rękę na ramieniu. Brak reakcji. Delikatne spięcia nerwów zwiastują rychły koniec. Początek tunelu do snów.
Jeszcze kilka bezwiednych wybuchów neuronów i piersi zaczynają zwalniać. Oddech 'głębieje'. Coraz mniej powietrza zasysają płuca. Rozwarte usta łapią nagrzane powietrze w pokoju.

Unoszę się na łokciu. Uwolniony z mego ciężaru materac oddycha głęboko, jakby chciał zaczerpnąć tlenu. Pościel zagina się pod dłonią.
Pochylam głowę i dotykam czoła. Mokre jeszcze od wody włosy zostawiają z kolei ślad na mym policzku. Całuje.
Śpi. Zasnął ze mną. Jak wszystkie poprzednie 1584 razy swego życia.

Mój syn.

Czy to można sfotografować?


Fotograf NN... Kirill Arsenjev. Wolno zdjąć czapkę!


Ilość obejrzanych już zdjęć i albumów oraz mnogość coraz to bardziej hardcorowych pomysłów sprawia, że człowiek się uodparnia na klękanie przed czyimiś pracami.

Ja klęknąłem przed chwilą, a że od dłuższego czasu nie widziałem CZEGOŚ TAKIEGO więc pozwólcie, że poklęczę parę dni.

Jeśli ktoś chce mi udowodnić, że plastyka tych wielkoformatowych obrazków jest porównywalna z czymkolwiek innym - niech sobie daruje, bo i tak skasuje jego post :)

Kirill Arsenjev - koniecznie!






fot.: Kirill Arsenjev



Odkryj kołderkę...


Przez chwilę było miło, ale teraz czas najwyższy wrócić do normy i do tego, do czego się przyzwyczailiście.
Będzie ostro.


Spotkania z innymi fotografami mają to do siebie, że można zadać każdemu fundamentalne pytanie: Jak fotografujesz?
Piękne.
Bo jakbyśmy się nie zarzekali, że nas to mało interesuje, że wisi nam to jak ktoś inny robi foty, to tkwi w nas czysta ludzka ciekawość podlana też sosem ambicji i zazdrości o konkretne kadry i nie możemy powstrzymać się przed szukaniem 'backstagów', przed ciekawskim dociekaniem - jak też on to zrobił!

Oglądanie zdjęć kolegów rzuconych na kominek, bo to jedyna prosta, jasna ściana w domku nad morzem jest idealną okazją aby zadać takie pytanie.

No i teraz najlepsze. Prawie zawsze takie pytania są traktowane jak atak...!?
Naprawdę, przynajmniej ja tak je odbieram. Tak jakby pytający już w pytaniu sugerował gdzieś głęboko, że on to zrobiłby inaczej. Wiadomo, że każdy fotograf zrobiłby to inaczej i każdy wie jak powinno być dobrze. I nie jest to związane wcale z tym, czy ów fotograf należy do ZPAF czy nie :)

Oto więc pyta się ktoś jak zrobiłeś to zdjęcie lub jak robisz zdjęcia...

I ja za cholerę nie umiem porządnie i fachowo na to odpowiedzieć. Marudzę, opowiadam na około, dłonie mi się pocą, bo chcę coś wymyśle fajnego z jakąś puentą i jakimś głębokim przekazem, ale za cholerę się to nie udaje. I już chyba wiem dlaczego...

Bo w moim przypadku nie ma w tym wszystkim żadnej pieprzonej, uwielbionej przez część fotografów idei.
Pije tutaj konkretnie do tych fotek, gdzie trzeba niby zgrać ze sobą nogę przechodnia, piłkę tenisową chłopca odbijającego ją o ścianę i wzrok staruszki z 11. piętra pobliskiego domu. Do tego dodać akurat (!) przejeżdżający autobus i sikającego psa rasy japońskiej pod pobliskim klonem.

Potem oglądacze przed kominkiem patrzą na ten obraz rzucony na kominek i mówią: jak on to wszystko fajnie zgrał, zobaczcie ten ruch piłki, tego pieska i jego nogę uniesioną do góry, i ten klon, jakie on ma liście! - akurat pasują do fryzury gościa, którego złapaliśmy z nogą w górze.

A ja uważam, że 80% tych detali dostrzega sam fotograf dopiero po zrobieniu zdjęcia, a na ulicy jest w stanie może zgrać ze dwie, trzy rzeczy.

Czytanie zdjęcia w ogóle jest jakby wartością dodaną do zdjęcia. Czasami dopowiadamy już na pozytywie to, czego za chińskiego boga nie udałoby się nam złapać świadomie kadrując.

Trochę inaczej jest w studio może, ale i tutaj te wszystkie niby smaczki najczęściej powstają w wyniku przypadku...

Ja się nie skupiam na zgięciem dłoni, grymasem na końcu ust czy zagięciem bluzki. To mi... powiewa... :)
Ja przekazuje globalne spojrzenie. Nie rozumiem tych wszystkich teorii Bressonowo-Kosickich.
Odkrywam trochę swoje niedołęstwo fotograficzne i może nawet "artystyczne", ale tak jest.
Jeśli ktoś patrząc na zdjęcie modelki ustawionej idealnie i symetrycznie dostrzega nagle wspaniały grymas gdzieś tam, to ja po prostu się śmieje, bo to nie jest zamierzone.
Ale i tak nikt mi nie wierzy... co jest samo w sobie zdumiewające... :) Ludzie chcą wierzyć w swoją intuicje i w to, że mają przed sobą kogoś kto też to widzi.

Ech...

Ja tam pod kołderką mam tylko szalone skotłowane prześcieradła własnych nieugłaskanych pomysłów.


wizaż: Beata Fryz, mod. Magda



poniedziałek, 18 maja 2009

Ja nadal nie rozumiem... pazerności!


Już chyba kiedyś o tym pisałem.
Na kanwie spotkań ze zwycięzcami różnych konkursów, których poznałem osobiście :), pomyślałem, zmobilizowałem się, aby może wziąć jednak udział w jakimś konkursie.

Wiecie... tak dla czystego pazerstwa i wygrania jakiejś kasy czy coś...

I tak widzę, że jedna z gazet ogłosiła konkurs.
Czytam ja ten regulamin.
W jury zasiadają osoby, które wielokrotnie wypowiadały się na temat praw autorskich i tego jak wygląda rynek fotografii, a w tym wspomnianym regulaminie jest napisane oto, że:

(...) Przysłanie zdjęć na Konkurs jest równoznaczne z deklaracją autora tych zdjęć o zgodzie na ich wykorzystanie w wyżej wymienionych celach w okresie
5 lat od dnia ich zgłoszenia do Konkursu, na następujących polach eksploatacji:
- w zakresie utrwalania i zwielokrotniania utworu - wytwarzanie określoną techniką egzemplarzy utworu, w tym techniką drukarską, reprograficzną, zapisu magnetycznego oraz techniką cyfrową;
- w zakresie obrotu oryginałem albo egzemplarzami, na których utwór utrwalono - wprowadzanie do obrotu, użyczenie lub najem oryginału albo egzemplarzy;
- w zakresie rozpowszechniania utworu w sposób inny niż określony w pkt b - publiczne wykonanie, wystawienie, wyświetlenie, odtworzenie oraz nadawanie i reemitowanie, a także publiczne udostępnianie utworu w taki sposób, aby każdy mógł mieć do niego dostęp w miejscu i w czasie przez siebie wybranym.(...)


Czy ja śnię!?
5 lat!?
Czy naprawdę nikt nie ma za grosz wstydu., aby w tak jawny sposób pozbawiać, co by nie napisać kraść! komuś prawa do zdjęcia na okres 5 lat, bo ktoś wziął udział w konkursie!?

Ja wiem..
Możesz nie wysyłać napiszecie.
No mogę, ale do cholery co to za konkursy i co to za mentalność!?

Szlag mnie trafia!

Jest inny wspaniały świat...


Tak. Jest.
Istnieje on poza siecią, poza blogami i poza konkursami na elektroniczne zdjęcia jedynie.
Świat ów stwarzają ludzie, których niejako powołaniem zdaje się być wyszukiwanie ukrytych talentów i kojarzenie ich w pary, w trójki, w grupy ludzkie.
Tam mogą się spotkać, poznać i chłonąć... chłonąć fotografię, która jest nieznana w większości elektronicznie, a nawet jeśli jest to w małym procencie.

Okazuje się, że miałem w ten weekend okazję poznać przede wszystkim tych, którzy kojarzą te grupy i tych kojarzonych. I było to doznanie naprawdę atomowe. Akumulatory naładowane jak bursztyn pocierany o papier. A to wszystko za sprawą nieznanych mi w większości osób i ich prac, ich fotografii i ich podejścia do fotografii. Myślę, że pomimo różnić, praktycznie tożsamego z moim..:)
I aż mi się morda śmieje, że tam miałem okazję być.

Pawłowi 'Kosikowi' za kojarzenie i dar wynajdowania - tak ważny w dzisiejszych czasach. Za zaangażowanie bezinteresowne i kulturę fotograficzną.
Izie za opanowanie przestrzeni miejskiej i harmonię kadrów. Za bycie cichym, ale dobitnym.
Barbarze za małą cząstkę dorosłego świata kobiet.
Maćkowi za wewnętrzny spokój i dynamikę fotograficzną.
Oli za zapał młodości i otwartość oczu, a także za wyczekanie autobusu na moście.
Kasi za dar kobiecego człowieczeństwa i ogłady.
Darkowi za wspólną noc :);)
Witoldowi za inne spojrzenie na świat.
Rafałowi za kadry, których wymowa gasiła ogień w kominku i za to, że uchował się przed siecią.

Dziękuje Wam moi drodzy za czystość fotografii...
Że jesteście po prostu.

~iczek




czwartek, 14 maja 2009

Coś tam, coś tam...


Kup coś tam, coś tam, a życie stanie się łatwiejsze.

Takie hasło reklamowe kiedyś się pojawiło, a wprost definiowało logikę myślenia marketingowego - tego najniższego szczebla. Czyli - twoje życie było do dupy, bo nie miałeś tego i tego. Twoje placki są do dupy, bo nie używasz tego i tego, a twój samochód jest nieładny, bo nie masz takiego i takiego płynu do polerowania.
Itd...

Oczywiście zupełnie identycznie jest w marketingu fotograficznym.

Kup najnowszą lustrzankę "Ka" lub "En", a świat stanie się piękniejszy na Twoich fotografiach. Twoi bliscy nabiorą kolorów i ostrości, i przestaną być "niewyraźni" - ale to już inna reklama :)

W każdym razie, od paru lat trwa wyścig na wciśnięcie coraz większej ilości ludziom, coraz większą ilość aparatów fotograficznych, a wszystko pod przykrywką hasła: kup to, a życie [fotograficzne] stanie się łatwiejsze.

Ja już dawno przestałem rozumieć język marketingu fotograficznego. Ilość danych technicznych i słów, których etymologia jest wymyślana w zaciszach "focusowych roomów" przypomina mi raczej zadeptaną podłogę w studio, niż logiczną całość. Całe to segmentowanie rynku [bo jakoś trzeba uzasadnić pojawienie się następnych modeli] przypomina rojenie się komarów nad jeziorem.

I w tym wszystkim, ci biedni klienci i amatorzy, którzy miotają się między regałami kolejnego marketu chcąc otrzymać od jedynego na powierzchni 100m2 sprzedawcy informacje o tym co, jak, za ile i czemu lepiej niż dwieście pozostałych :)

Ktoś nas chyba tu ogłupia.
Nas - fotografów. Nas - ludzi.

Dlatego jestem za całkowitym zakazem wprowadzania do sprzedaży nowych modeli aparatów przez najbliższe 50 lat. A całą produkcję należy przestawić na produkcję prezerwatyw i środków antykoncepcyjnych. To spowoduje w efekcie zmniejszenie populacji i zmniejszenie popytu jednocześnie, a co za tym idzie ograniczenie zamkniętego wcześniej rynku aparatów fotograficznych. Naturalne wygaszenie popytu.

Innymi słowy.. każdy kupujący aparat powinien otrzymywać darmową paczkę prezerwatyw, a każde użycie aparatu powinno zbiec się z miłą chwilą w gumowym ubranku.

To niewątpliwie spowoduje, że... życie stanie się łatwiejsze.
Dla fotografów zwłaszcza :)

środa, 13 maja 2009

Myśli nieuczesane...


Stasiu Lec popełnił w życiu ponoć ponad 5000 aforyzmów. Ja w życiu go nie dogonię, ale cześć z nich mogłaby spokojnie dotyczyć tylko i wyłącznie fotografii.

Sam łapię się często na tym, że w trakcie zdjęć, kiedy niemiłosiernie dłuży mi się każde pociągnięcie 'ajlajnerem' pod okiem modelki wykonywane przez wizażystkę, bo ja już chce focić... wtedy do głowy przylatują takie właśnie myśli nieuczesane. Wyrwane spomiędzy pyłków kurzu krążącego po studio. Jakby
oderwane taśmą klejącą drobiny piasku z podłogi wraz z końcem tła.

Pisałem już kiedyś, że całe to czekanie na sesji na koniec malowania, na stylizacje, zaczyna mnie przerastać, a moja niecierpliwość rośnie wraz z wiekiem chyba. Zacznę przychodzić na sesję jak Wielcy... na 5 minut z załadowanym aparatem :):)

Ale wracając do aforyzmów...


"Okno na świat można zasłonić gazetą"
Czyż nie piękne?!
Dokładnie tak samo jest z fotografią i internetem... :) Przesłania nam oczy to, co oglądamy w sieci. Świat się nam tam przeniósł. Kiedyś gazeta, dzisiaj sieć.

"Czasem dzwony kołyszą dzwonnikiem"
Cudne! Przecież 90% tych uznanych fotografów jedzie na opinii. Mówię raczej o polskim podwórku. Oni robią to samo od lat. Tylko n nieliczni starają się jakoś ożywić martwą tkankę tej papki magazynowej. Raz wejdziesz w tryby, to już tam osiądziesz i lecisz...

Albo to:
"Można otworzyć usta z zachwyty, by zamknąć je ziewnięciem"
No po prostu esencja niektórych lukrowanych obrazków zachwycających całym tym formalnym pięknem, które pozostaje tylko formą, a pod spodem... szarość.


A teraz moje :)
"Zrobienie zdjęcia, nie zawsze jest wynikiem naciśnięcia migawki"
"Łapanie chwil podobne jest do łapania much. I tu i tu ważna jest łapka"
"Spieprzone zdjęcie jest spieprzone tym bardziej, im więcej ludzi je pieprzyło"


A i jeszcze jedno się mi przypomniało:

"Niektórym czekanie na dobre światło pomyliło się z czekaniem na talent"


Wiem, że nieudolne, ale "nieuczesane" wiec o tak...

A może macie swoje aforyzmy fotograficzne lub wynikające z fotograficznych doświadczeń..?:)






wtorek, 12 maja 2009

Się "[ze]sztukowałem"...


W pogoni za brakiem kontekstu... odwiedziła mnie "Dama Uzbrojona".
Proszę nie doszukiwać się żadnego (broń boże!) kontekstu.

To wynik współpracy: aparatu, pustego tła, dwóch kobiet i jednego fotografa... no i światła wpadającego przez okno... :)

I tylko tyle !





wizaż: Beata Fryz, mod. Malwina
Kumaka Studio, Gdańsk '2009
(prace inspirowane Wielkimi świata fotografii)


PS
Popełniłem niewybaczalny błąd, nie pisząc tego, co poniżej -

Wielkie dzięki anonimowej właścicielce gorseciarni z Gdyni (jednej z dwóch jakie znam w Trójmieście) za to, że po 2 minutach rozmowy wyciągnęła spod lady (z prywatnej kolekcji!!!) gorset z przełomu XIX i XX wieku i dała mi go bez słowa niepewności.

Drugą kobietą do podziękowań jest krawcowa z jednego z teatrów w Gdyni, za bezinteresowną pomoc w realizacji moich pomysłów i dobieranie tego, co nieudolnie staram się jej wyłuszczyć.

Że nie wspomnę o Piotrze - właścicielu i twórcy zbroi z kolekcji Muzeum Narodowego... czapa z głowy!

Dzięki takim ludziom warto zaśiwetlać każdą fiszkę. Każdą!



No to testy jeszcze:



Redukcja do zera...


Współczesna sztuka rządzi się kontekstem.
Okazuje się, że po latach zrozumiałem o co chodzi w sztuce współczesnej...! Naprawdę!

Od kiedy świadomie zacząłem patrzeć na sztukę (te klasyczną najpierw), jąłem się jednocześnie zastanawiać nad maturą bycia artystą.
Immanentną cechą tego stanu umysłu (bo wydaje mi się, że jest to stan umysłu właśnie) od zawsze był talent. Przypisałem go jak drugie imię nadaje się nam na chrzcie, temu właśnie odmiennemu stanowi, który czyni z artystów kastę dla mnie niedoścignioną.
Kastę, która istnieć w społeczeństwie musi i jako jedyna kasta posiada dobra niezbywalne w postaci rzeczonego talentu.

Pozbyć się go nie można bowiem.
Zaniedbać, a i owszem. Ale nie pozbyć!

Natura talentu jest tematem na osobny wpis więc pozostawiam na razie jej zagmatwaną strukturę i wróćmy do artystów i sztuki.

Oto, by być artysta w moim (ułomnym jak się okaże) umyśle, należy mieć talent. Umiejętnie go wykorzystać w myśl błądzących pod czaszką idei i pomysłów. Finalnym dziełem jednak, ma być efekt zaprzęgnięcia do pracy talentu i pomysłu.

I tak, by robić zdjęcia portretowe trzeba było mieć talent do techniki i talent do komponowania, również talent do wczucia się w modela.
By namalować Damę z łasiczką, trzeba było mieć wyczucie światła i perfekcyjnie opanowaną pracę światłocieniem. By wyrzeźbić Wenus, trzeba było w rękach mieć precyzję i siłę godną do przekucia skały w damski powab.
Itd...

Tymczasem, po obejrzeniu najnowszej wystawy (instalacji!?) w Gdańskiej Galerii Fotografii oświeciła mnie jedna myśl.
Talent jest wielką przeszkodą w tworzeniu współczesnej sztuki!
Talent jest rzeczą ograniczającą tych twórców (nie używam słowa artysta - sic!).
Talent jest po prostu czymś, czego Ci twórcy nie mają!

Ale za to mają kontekst, który stał się zamiennikiem i w końcu wypełnił całkowicie przestrzeń talentu i zdolności.

Oto, na kilkunastu metrach kwadratowych dwie gdańskie absolwentki (nie używam słowa artystki - sci!) ASP postanowiły pokazać fotografię zredukowaną. Na białych ścianach, od sufitu po podłogę nakleiły ponad 2000 narożników używanych w albumach do osadzania zdjęć. Nakleiły je obok siebie zostawiając puste miejsca na zdjęcia.

Pierwszym skojarzeniem było dla mnie, że teraz pewnie każdy odwiedzający mógłby umieścić między narożnikami swoje zdjęcie. I wówczas całość wypełniłaby się ludzkimi fotografiami. Tak też pomyślało te 17 osób osób na wernisażu, bo słyszałem rozmowy obok mnie.

Ale nie, absolwentki umieściły dodatkowo niezbędny od kilku lat gadżet wszystkich alternatywnych działań - monitor LCD :)
Zauważyliście to też!? Każda, ale to każda wystawa współczesna musi mieć monitor!! Idiotyzm!
Ale uzasadniony... bo jak brak talentu, to LCD załatwi temat :)

No i na tym monitorze leciał zapętlony film, na którym konserwator konserwował stare fotografie.
Wszystko umieszczone było w kontekście. Ponieważ nie jestem w stanie zrozumieć tego więc przeczytajcie sobie sami TUTAJ.

I teraz pytanie... jaki to ma związek z fotografią?
Jaki to ma związek z byciem artystą? Czy zamontowanie tych narożników wystarcza? Zresztą nawet nie robiły tego same, bo zapewne uznały, że to jest tylko fizyczna praca i w całym tym kontekście nie ma znaczenia.. :)
Gdzie tutaj jest choć odrobina miejsca dla fotografii?
Czy ja tęsknie za tymi wyśmianymi, starymi zdjęciami, które pokazywał poprzedni dyrektor galerii? Tych na barycie, tych namacalnych?

Ech...

Jedno złośliwie pozostaje dla mnie niezmienne.
Na tych wszystkich "wernisażach", tych "uznanych" młodych autorek stawiają się niezmiennie te same konfiguracje ludzkie w osobach rodziny i paru kolegów z roku. I tym razem nie było więcej niż 20 osób.
Tylko do cholery czemu to się dzieje za moją kasę w jedynej galerii fotografii w Gdańsku!!??
Wystarczyłby pokój w akademiku lub mała strona na koreańskim serwerze.


czwartek, 7 maja 2009

Polecane... Daniel Jackson


Ja po prostu Go uwielbiam.
Nawet nie będę pisał nic więcej, poza jednym słowem: światło!
Daniel Jackson i jego najnowsze prace TUTAJ







fot.: Daniel Jackson