czwartek, 30 kwietnia 2009

Paranoja...

.




wizaż, stylisz: Beata Fryz, mod. Agnieszka ::Paranoja::
(techn.: Kodak 127mm, Crown Graphic, Velvia 50, Provia 100F)





środa, 29 kwietnia 2009

Livingston w Pałacu Opatów w Gdańsku-Oliwie


Tym, którzy nie słyszeli, a czas mają, czynię znajomą wystawę prac Jacqueline Livingston, "Album rodzinny. Przestrzenie intymności".

Do zobaczenia w Pałacu Opatów, które stanowi oddział sztuki nowoczesnej Muzeum Narodowego w Gdańsku. Wystawa czynna do 31 maja, wt.-pt. w godz. 9-16, sob.-niedz. 10-17, bilety 10 i 6 zł.

Myślę, że warto, bo po prostu warto :)

Więcej na temat autorki w Gazecie.


PS
Byłem 1 maja i oglądnąłem. W całym Pałacu Opatów nie było żywej duszy. Zdjęcia autorki zajmują parter, dwie sale, 25 obrazków. I niestety słowo "obrazki" jest tutaj w pełni uzasadnione. Nie chcę popaść w jakąś szczeniacka krytykancka manierę, ale kompletne nieporozumienie jak dla mnie. Ani to rzeczywiście sporne i dwuznaczne, ani to prowokacyjne, ani poprawne, ani ciekawe, ani ładnie podane.
90% Was, którzy odwiedzają tego bloga i zostawiają po sobie jakiś ślad do swoich galerii robi lepsze zdjęcia.

Wiem, dla wielu te słowa, to kolejny przejaw mej frustracji, ale tak to widzę.
Zresztą idźcie sami. Najwyżej stracicie 10zł jak ja.




fot.: Jacqueline Livingston



He's bad...



And it's bad, bad Leroy Brown
The baddest man in a whole damned town
Badder than old King Kong
And meaner than a junkyard dog






wtorek, 28 kwietnia 2009

Granice obrazy...


Są takie tematy w fotografii, które łatwo podciągnąć pod obrazę uczuć religijnych lub najlepiej obrazę narodu :)
Wiele do czynienia ma tutaj ów naród, który miałby zostać urażony oraz postawa polityków, którzy uwielbiają wypowiadać się w imieniu owego narodu.
W Polsce mamy jakąś taką skłonność do bycia bardzo... ale to bardzo drażliwymi na tle narodowym i tego, kto i jak chce nas obrazić. Uwielbiamy taplać się w urazach i domysłach jak nas chciano znieważyć.

Nie wiedzieć czemu (!?) jest taki jeden naród, który wywodzi się również z kontynentu europejskiego, ale umiał jakoś tak sobie poradzić ze swoją narodowością, że manifestowanie jej doprowadził do granic prawie absurdu.
Kolorowe pompony, miliardy flag i kolory narodowe są immanentną częścią życia Amerykanów. I oni też potrafią przyjąć nawet najśmielsze wtargnięcie na teren ich patriotyzmu. Słynna już sesja Stevena Meisela nie miała by szans pojawić się w polskiej wersji! A może się mylę? Czy to już obraza flagi, munduru, narodu? Czy gołe piersi obrażają ginących żołnierzy?
A może "Czas Apokalipsy" też ich obrażał?






Steven Meisel for Italian Vogue
(całość tutaj)



poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Małgosia Bela u Paolo Roversi


Nie znałem tych zdjęć więc dzielę się nimi, bo jak zwykle u Paolo są świetne. Wprawdzie mina Małgosi jest praktycznie taka sama, ale pozować Rovers'iemu to już coś :)


Magazine: Vogue IT - Sep 1999
Editorial: In Posa
Model: Malgosia Bela
Photographer: Paolo Roversi





piątek, 24 kwietnia 2009

Stres...


Czytam dzisiaj, że rodzice w jakimś gimnazjum "zaatakowali" szkołę, w której był przeciek i odwołali egzamin. Mówią Ci wściekli rodzice, że dla ich dzieci to mega stres i w ogóle...

Boże!
Świat na głowie staje, bo ja miałem takie stresy w szkole i jakoś żaden rodzic nie protestował!? Nauczyciel lał mnie linijką po łapach albo targał za uszy. Klasówki były z zaskoczenia i zmieniane co godzinę i jakoś nie stresowałem się tak, by matka chodziła do szkoły. A teraz te dzieci to jakieś delikatnie, zniewieściałe głupki, nie mówiąc już o rodzicach, którzy chyba zupełnie zgłupieli w tej demokracji i wolności.

A stres jest podstawą tworzenia.
Nie wyobrażam sobie ani jednego mojego zdjęcia, w które nie byłaby zaangażowana potężna (!!!) dawka stresu.
Tego twórczego i tego paraliżującego zarazem. Stres powoduje szybsze krążenie, to powoduje wzrost ilości tlenu w mózgu... same korzyści.. :)

Macie stres jak robicie zdjęcia?
Jak się u Was objawia stres fotograficzny?
Działa deprymująco czy raczej stymuluje Was?


Ja pamiętam, że zawsze jak miałem 35mm to cała tylna ścianka była mokra od pocącej się dłoni. A czasami aparat ściskałem tak mocno, ze mi palce drętwiały.
Ja w czasie sesji nie jem, nie pije i przez to zawsze, ale to zawsze mam po sesji 5 dni spierzchnięte wargi... :) Normalnie zawsze...

Kiedyś dobry znajomy zagadnął mnie:
- Czemu nie mówiłeś , ze miałeś sesję w weekend?
- A skąd wiesz?!
- No jak, nie masz lustra?

Faktycznie. Spierzchnięte wargi mówiły same za siebie :)

Stres mnie nagania. Rzadko zabiera mi myślenie. To raczej szczupłość czasu mnie ogranicza. Stres nigdy.


czwartek, 23 kwietnia 2009

Za wygraną...


Dajecie czasami za wygraną?
Oczywiście pytam o fotografię, która pewnie dla części z Was stanowi prawie 90% życia... jak dla mnie.

Czy poddajecie się przeciwnościom i po prostu oddajecie pole, nie robiąc zdjęcia, które siedzi wam w głowie, jak pestka tkwi uparcie w owocni...?

Brakuje Wam czasu, pieniędzy, sprzętu, a może talentu...? Czym łatwiej usprawiedliwiacie niezrobienie jakiegoś zdjęcia. Mam na myśli rzeczy raczej pozostające w zasięgu, a nie fotografię lodowca na Antarktydzie..:)

Ja niestety coraz częściej odpuszczam. Odkładam aparat i mówię sobie, że lepiej aby to zdjęcie nie powstało. Rzucam ręcznik jeszcze zanim wyszedłem na ring.

Na ten przykład... od wielu miesięcy planuje zrobić cykl fotografii podczas podróży służbowych. Taki wiecie "projekt"... przez duże P. I tak się zabieram do tego jak do jeża. Nie wymaga to wcale ode mnie jakiejś wielkiej pracy, ot trza pomyśleć, wziąć aparat i pokombinować z napotkanymi ludźmi. I wiecie co... wole w tym cholernym pociągu, który jedzie już dłużej do Warszawy niż leci się na Księżyc, po prostu posiedzieć, oglądnąć film o tych, co umieją robić zdjęcia i ....

Właśnie... i nie wyjmuje nawet aparatu.
Ba, ja go nawet nie zabieram!

I nie zależne to jest od nastrojów, pór roku czy innych sentymentalnych pierdół... ot po zwyczajnemu mi się nie chce i jakoś nie mogę się przekonać.

W czym rzecz...?
Wiek?
Nie straszcie mnie.... :(

Czym zmuszacie się do myślenia twórczego..?
Zioło jakieś ?:)

Mam wrażenie, że czasami trzeba nam samotnikom jednak jakiegoś wsparcia.
Kopa w dupsko konkretnego.
Celu określonego i poganiacza z batogiem.

Szukam poganiacza!
Płacę wiedzą.
Gwarantuje system premiowy i miłą atmosferę pracy.
Płeć nieistotna.
Oczekuje zaangażowania i inteligencji...



poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Paolo Roversi...


Jeśli wśród "czarnobielowców" liderem w fotografii modowej, ale nie do końca modowej, czyli takiej
quasi modowej jest Peter Lindbergh, o tyle w wersji kolorowej, takim lindberghiem jest dla mnie Paolo Roversi.

Jego zdjęcia są tak 'niemodowe', jak tylko mogą być, a jednocześnie są tak 'kobieco-modowej', jak rzadko kto potrafi. Lubię tę część jego zdjęć, w której nie ma tej nadętej pomponady techniki i oświetlenia, nie ma galopujących w nicość póz i wygibasów. Jest za to zwiewność i delikatność ubrana w ciuchy, które nadają całokształtowi delikatny szlif.


Tutaj Jego strona.







fot.: Paolo Roversi




piątek, 17 kwietnia 2009

Nieoswojona technika...


Dyskusja bez końca.
Czy technika ma znaczenia dla sztuki czy też sztuka obywa się bez techniki?

Dzisiaj w "Rzepie" czytam ciekawy artykuł, który mnie po raz kolejny natchnął na przemyślenie ile tak naprawdę, w fotografii zależy od mojej wiedzy technicznej, a ile od estetycznego wyczucia...?

"Rzepa" opisuje technikę sal operowych w materiale: "Co słychać w operze".
Naprawdę polecam Wam przeczytanie tego... To świetny przyczynek do tego samego problemu w fotografii.

Ja znowu wszedłem w etap sprzętowego poszukiwania. Pisałem o tym też tutaj.

Wiadomo wszystkim, że opanowanie techniki jest podstawą dalszego rozwoju w określonej dziedzinie.
Jeśli nie nauczysz się trzymać pędzla to nie namalujesz "Ukrzyżowania...", jeśli nie nauczysz się zadąć porządnie, to żadna trąbka nie zagra jak chcesz... jeśli aparat i pomiar światła stanowi dla Ciebie barierę, to guzik będzie i z największego talentu.

Kiedyś stwierdziłem, że zmiana sprzętu i nowe medium w moich rękach powoduje (w mojej jaźni) polepszenie wyników. Jakoś tak jakby nowy aparat dawał mi kopa. Mobilizował i dawał jakąś elastyczność myśli.
Coś w tym jest. Tak samo jak w myśli Brassai'a w nagłówku bloga. Muzyk kupuje flet za 10 tys. zł, a ja aparaty po tyle samo. I każdy uważa, że dzięki temu lepiej grai robi lepsze zdjęcia... :) No i tak jest...!:)

Ale jedno jest pewne... nie uciekniemy od techniki. Czy jesteśmy śpiewakami w operze, czy fotografami z Pcimia Dolnego.

Ot... nierozłączna para.

Most Expensive Violin, "The Lady Tennant," Stradivarius violin
$2.03 million
It was sold by Christie's New York in April 2005.


Called "Daguerreotype," it is a wooden sliding box camera
produced by the Paris company Susse Freres in 1839.

$1,329,000


czwartek, 16 kwietnia 2009

"Artysto" - pokaż kalekę...!


Od lat męczy mnie coś.
To coś, ukrywa się pod słowem: wykorzystywanie.

A dokładniej - czy artysta ma prawo wykorzystywać innych ludzi i ich ułomności do osiągnięcia jakiegoś celu mniej lub bardziej artystycznego. By zaspokoić swoje ego!?

Kurcze fundamentalne pytanie, które rodzi się za każdym razem gdy widzę banalny portrecik jakiegoś ćpuna pod dworcem lub pijaka lub słynne już zwycięskie zdjęcia narkomanki z WPP kilka lat temu.

Tym razem poruszył mnie (negatywnie) materiał omawiany na SO autorstwa Oiko Petersena, pt.: "DOWNTOWN Collection", w którym gość przebrał ludzi chorych na Zespół Downa w śmieszne stroje i ustawił ich w śmiesznych pozach.
Jednocześnie czytając uzasadnienie autora krew mnie zalewa:

"W obiegowej opinii zespół Downa kojarzy się z nieszczęściem i smutkiem, jednak w rzeczywistości może być całkiem inaczej. Jeżeli tylko nie będziemy patrzyli na osoby z zespołem Downa przez pryzmat naszej normalności szybko okaże się, że zespół Downa wcale nie musi być smutny i nieszczęśliwy. Odkryjemy, że wewnętrzny świat osób z zespołem Downa może być zaskakujący, śmieszny i wzruszający."

Czy tylko ja obieram to zdecydowanie jako ośmieszanie ich, bo czy oni zdają sobie sprawę w jakim to niby wspaniałym kontekście ich usadowił autor!?
Dla nich to jest faktycznie zabawa, ale nie rozumieją, że stają się parodią, bo jak znowu pisze autor:

"Korzystając przy tym projekcie z języka reklamy całkowicie będę stosował się do jego reguł. Udając kampanię reklamową nowej kolekcji ubrań, stworzę w rzeczywistości kampanię reklamową dla pewnej idei. Podobnie jak w reklamach komercyjnych będzie to wizja selektywna i przeestetyzowana, mająca na celu zachęcić oglądających do zdecydowanego jej kupna."


No wkurzyłem się! A może jestem jednak głupi i nie kumam tego, co to ma mi pokazać!?
Ja tego zupełnie nie odbieram, tak jak autor chce mi to wmówić.
Dla mnie to łatwizna.
Pokaż kalekę przebranego w strój batmana - będzie śmiesznie!!
Wow!!!!
Albo gościa grającego w karty bez rąk!!
Żenada!
Normalnie poziom TVN i Faktu...
Ale aby było "artystycznie" podlane to sosem jakiegoś pomysłu, wątek normalności, widzenia świata ma zbudować obraz wielkiego dzieła... ech.



PS
Cytaty zaczerpnięte z materiału na Świat Obrazu.


środa, 15 kwietnia 2009

Artysta niszowy...


To miano wielu chciałoby uzyskać. Weszło do języka kilka lat temu w dobie szaleństwa marketingowego, kiedy to reklamodawcy i agencje poszukiwały niszowych odbiorców dla produktów swoich klientów.

Wpasować się w nisze, to jak znaleźć Grala. Zapewnić to ma wyjątkowość i pewny rynek odbioru. Dodatkowo w teoriach marketingowych istnieje pojęcie lojalności, a grupy niszowe mają najwyższy współczynnik lojalnościowy. Bo są to ludzie oddani jakiejś wąskiej idei, zakochani w tym, sekta taka trochę.

Fotograf niszowy robi zdjęcia odpadków pod blokami, krawężników zakręcających tylko w prawo, obsikanych przez psy kół samochodowych lub zachody słońca widziane z parkingów podziemnych hipermarketów.
Ważne aby nikt inny lub grupa niewielka, nie robiła takich samych zdjęć. No i ważne jest ujęcie tego w tzw.: kontekście, bo dzięki temu artysta niszowy może udowodnić, że to jest w ogóle coś warte.

Zakres niszy można też poszerzyć. Niszowe jest np.: fotografowanie na starych materiałach Polaroid i (koniecznie!) opisywanie tego w podpisie pod zdjęciem. Są tacy, którzy już z samego opisu czynią wartość dodaną. Tak jakby to miało jakieś znaczenie... Cóż... może ma ;)?

Niszowi fotografowie kupują materiały o rozmiarze 8x10 cali i udowadniają sami sobie, że mając za tylna soczewką taki materiał inaczej się myśli i inaczej się kadruje. Niż np.: eosem 5D.
Cóż... może racja ;)?

W końcu są też tacy, co robią jedynie dalmierzem i koniecznie prawym okiem, bez względu na to, że w procesie lateralizacji uzyskali nieklejorodną jej formę i mają lewe oko sprawniejsze. Ci twierdzą, że tylko dalmierz pozwala robić zdjęcie z oboma oczyma otwartymi i wtedy panują pełniej nad kadrem.
Cóż... może panują ;)?

Fakt faktem, że wszystkie te śmiesznostki budują pewną przestrzeń, w której łatwiej jest się nam poruszać, bo łatwiej poukładać te klocki. A że mamy wrodzoną konieczność systematyzowania świata wokół nas wiec gdyby wszyscy używali jedynie eosów 5D, to byśmy chyba zwariowali.


Może więc warto być niszowym?
Nawet jeśli grupa docelowa jest wąska?
A może właśnie tym bardziej?

Tylko co zrobić jak nasza nisza ograniczy się do jednej osoby - nas!?






wtorek, 14 kwietnia 2009

Czy szanować Sztukę w Internecie....?


Jeden z moich Internetowych znajomych - bosz!, co za określenie - robi świetne zdjęcia.
Ba! On robi w mojej opinii fotografię przez duże 'F' i naprawdę daleko wybiega poza klasyczne fotografie portretu czy mody. On po prostu robi Sztukę!

Pytam się go więc, po jaka cholerę wystawiasz te działa sztuki na Plfoto!? I on odpowiedział mi dokładnie tak, jak sam bym sobie odpowiedział, bo ja też wystawiam swoje zdjęcia na Plfoto!
Nie to, żebym przyrównywał swoje zdjęcia do sztuki, ale po prostu zastanawiać się zacząłem czy jest w polskim Internecie jakieś miejsce, gdzie można zobaczyć wystawiane naprawdę wysokiej klasy zdjęcia artystyczne?

Pytania pomocnicze - czy jest w ogóle sens istnienia takiego miejsca i czy jest to wykonalne?
Kto miałby tym kierować, kto moderować, kto decydować o zamieszczeniu prac?
Jaki zakres, jaka tematyka...?
Itp, itd....


Pytałem kolegę o to, bo zastanawiam się czy takie "deprecjonowanie" swojej sztuki, która obcuje "ramie w ramię" z fotką krzaczka z malinami i roweru opartego o ścianę, nie niszczy jeszcze bardziej fotografii artystycznej!?
Czy czasami jedynym dobrym miejscem i dobra formą nie jest wystawa odbitek w galerii!?

Już sam Internet "spowszechnia" dostęp do sztuki, a jeśli mamy tworzyć sztukę wysoką, to siłą rzeczy MUSI być ona reglamentowana.
No niestety - ja to tak widzę!

Takie Plfoto (skąd inąd fenomenalny pomysł i realizacja) zjadło własny ogon. Stało się areną dla wszystkich, a co za tym idzie dla wszystkiego... :)
Łuskanie ziarenek maku spośród ton piasku jest żmudne i w końcu i tak prowadzi do pomylenia jednego z drugim.

Może więc jest jakiś przepis na pokazanie prac artystycznych, z wyższej półki, ambitnych w warstwie przekazu i treści. Czyżby słowo mecenat było tutaj ważne?

Wiem... mnogość wątków i tematów.
Ale temat mnie wwiercił się w trzewia. Czy tego typu portale w sumie nie doprowadziły do odwrotnego skutku - miała być promocja dobrych zdjęć, a wyszła promocja wszelakich zdjęć.



niedziela, 12 kwietnia 2009

Polecane... Anna Tomczak (polaroid woman)


Polaroid był nie tylko ciekawym materiałem sam w sobie i ciekawym pomysłem chemiczno-technicznym.
Był to przede wszystkim materiał, który otwierał nowe możliwości kreacyjne dla pomysłowych ludzi. Jego podstawowe funkcjonalności dawały nową przestrzeń dla eksperymentatorów, a gama barwna i sposób odwzorowania kolorów był niepowtarzalny.

Nie dziwi więc, że pojawiło się mnóstwo eksperymentatorów i artystów, którzy odnaleźli się w tej metodzie. Jedną nich jest Anna Tomczak... Świetnie znana w Stanach, u nas raczej niezbyt rozpowszechniona. Może właśnie dlatego, że Polaroid stanowi jednak niszę.
No i format! Pani pracuje na 20x24 Polaroid i robi kombinowane transfery. Jakieś magie... :)

Z tym większą atencją polecam... Anna Tomczak




fot.: Anna Tomczak (x3)



sobota, 11 kwietnia 2009

Otwarte do....


Kiedyś miałem dzień wolny. Postanowiłem wcześniej sprawdzić, co fotograficznego mogę zobaczyć w Gdańsku w ten dzień.

Wybrałem trzy wystawy. Nieważne jakie, bo nie chodziło tutaj o ich recenzje. Rano przeszedłem się na kawę, potem na rekonesans po starych zakamarkach Głównego Miasta [pamiętajcie, w Gdańsku Główne Miasto to stare miasto...:), a Stare Miasto nie jest tym, czym wszędzie indziej jest Stare Miasto].

Mijały godziny, słoneczko grzało więc przed wstąpieniem w progi wybranych trzech instytucji kulturalnych wypiłem jeszcze kawę w PIkawie (obleśne zdjęcia tam ktoś powiesił - pewnie właściciel!) i mijała już 16:00 kiedy skierowałem kroki ku Ratuszowi Starego Miasta.
Środek tygodnia... sala galerii czynna to 17:00. Ledwo zdążyłem oglądnąć zdjęcia.
Szybki przemarsz na drugi koniec tej części Gdańska i ... spóźniłem się do wystawy w kościele Św. Jana (dumnie nazwany Centrum Kultury). Tym razem zdjęcia pani Lendzion mogłem zobaczyć do 16:00!
Ostatniemu miejscu nie poświeciłem już nawet paru kroków, bo przekonany byłem, że jest zamknięte. Sprawdziłem w sieci - oczywiście wystawa otwarta była do 17:00.

W ostatnim Newsweeku czytam świetny artykuł na temat polskiej kultury i jednemu z aspektów tak słabej kondycji polskiej kultury, zwłaszcza tej wystawienniczej - godzinom otwarcia tych lokali. Wszystko jest zamykane dokładnie wtedy, kiedy normalny człowiek wychodzi z biura.
Co jest!!??

Czy naprawdę nikt przez ostatnie 20 lat nie zauważył że zmienił się styl życia Polaków i klasy średniej, która chyba w największym procencie nawiedza wystawy...!?
Jak mamy promować fotografię, skoro włodarze takich placówek, to w większości urzędnicy wychowani na zasadzie: "o 15:00 do domu!".

Kiedy byłem w Madrycie to szokiem było dla mnie zwiedzanie Prado o 20:00...



czwartek, 9 kwietnia 2009

Time out...


Kochani,


Czuję trochę, że zamknąłem bez słowa drzwi przed odwiedzającymi mnie codziennie przyjaciółmi....:(
Jak to było w tym dialogu Małego Księcia i lisa...?

- Co to znaczy oswoić?
- Oswoić to znaczy stworzyć więzy. Jeśli mnie oswoisz będziemy za siebie odpowiedzialni - lis odpowiedział wprost.
- Rozumiem - odpowiedział Mały Książe. - Jest taka jedna róża, która mnie chyba oswoiła...?!
Lis zamyślił się.
- Jeślibyś mnie oswoił, moje życie nabrałoby blasku. Z daleka będę rozpoznawał twoje kroki - tak różne od innych. Na dźwięk cudzych kroków chowam się pod ziemię. Twoje kroki wywabią mnie z jamy jak dźwięki muzyki.

I chyba tak jest trochę z blogiem... jakoś tak oswoiłem sobie Was.
Więc wyjaśniam: czasami los, fatum, przypadek, bóg, stwórca czy jak tam wolicie TO nazwać zwala na nas dość niespodziewanie pewne sprawy i niewiele od Was w sumie zależy.

Ponieważ żal byłoby mi tych więzów więc postaram się jak najszybciej z tym Czymś uporać i mam nadzieję, że uda mi się nie pobić milczenia jakie czasami serwuje nam Rudolf :) Poza tym, liczę na jakiś album od niego.

Gdyby się jednak okazało, że zając przykica wcześniej niż ja się odezwę, to życzę Wam w te Święta jak najwięcej takich lisów, co to chcą byście je oswoili.

Do usłyszenia...


Piotr



PS
Torunianom obiecuje, że pojawię się jeśli nadal będą chcieli ;)

piątek, 3 kwietnia 2009

Od pierwszego razu...jednak doświadczenie


Nie wiem czy część z Was ma tak samo jak ja, ale ja mam tak, że
lubię od pierwszego razu.
Lubię kiedy naciśnięcie migawki poprzedzone jest myśleniem, dzięki któremu klatka będzie dobrze naświetlona, dobrze skomponowana i będzie miała to, co ja w głowie.
Od pierwszego razu.
Bez żadnych prób, testów, poprawiania...

- Ale chłopie! Ja po to zapłaciłem za aparat 8000zł żeby właśnie móc od ręki potestować, porobić setki wersji, a potem nawet soft mi pozwala połączyć 5 klatek w jedną... I słońce mam niewyjarane i cień w bramie pięknie doświetlony.

Tak mniej więcej zareaguje 90% fotografów...
I ja to w sumie rozumiem, skoro jest jakaś scena, którą można spaprać i trudno potem powtórzyć, to takie podejście jest niewątpliwie pasem bezpieczeństwa.

Ale ja powtórzę za, kiedyś znanym, politykiem "Korwinusem Mikkim":
- Dlaczego ktoś mnie zmusza abym się zabezpieczał we własnym aucie pasami bezpieczeństwa!? To nie służy bezpieczeństwu ludzi wokół mnie więc ja pasów zapinał nie będę i to moja sprawa!

Ja mam podobnie jeśli chodzi o pierwsze zdjęcie i każde następne w sumie. Ja chce dać czas sobie i pomysłowi. Ja chce poznać mój aparat i techniczne zawiłości pasji, którą uprawiam i dlatego mierzę światło, zliczam kontrasty, szacuje zafarb na slajdzie w określonym świetle - po prostu myślę.
Tak, technikalia odgrywają bardzo ważną rolę w procesie powstania zdjęcia u mnie. Te podstawowe. Te, które czynią pasję pewnym misterium. Msza taka... (a może już przesadzam).

Zdjęcie pod światło przy użyciu cyfry to bułka z masłem :)
Cyk... zielony program i co.. niedoświetlone, bo aparat zaliczył całe odbite od chodnika słońce... no to kręcimy kółkiem i szukamy prawidłowej ekspozycji... na karcie już zapisuje się 23. zdjęcie. A ponieważ to "nowy 5D" więc 480MB już zajęte :)

A wystarczy poświęcić 10 minut i światłomierzem za 60zł wyciągniętym nad głową zmierzyć padające światło. Proste. Potem z doświadczenia wyciągnąć korekcję...

Bo czemu służy ta cała zabawa w ręczne liczenie i w myślenie!?
Tylko jednemu - zdobywaniu doświadczenia!!

Jak chcesz amatorze cyfry zdobyć doświadczenie skoro pozwalasz aby twoja cudna maszyna za 8000zł wszystko zrobiła za Ciebie i nawet się nie zastanowisz dlaczego do cholery musiałem kręcić kółkiem w lewo, a nie w prawo!?

Doświadczenie zebrane na błędach, ale przede wszystkim na własnym myśleniu daje Ci przewagę i uczy przewidywania. Tak brakuje tego dzieciakom teraz, którym podaje się wszystko pod nos.
Tak samo i brakuje tego fotoamatorom, którym zapycha się mózg gotowymi analizatorami.. :(


Ech...

środa, 1 kwietnia 2009

Walka o modela....


Tak, dziś postąpiłem nierozsądnie. Dziś zawalczyłem o modela i....

Ale było tak...


Godzina 17:40. Stoję jak zwykle w korku na wysokości Orlenu na Grunwaldzkiej. Włodarze miasta zafundowali mieszkańcom Galerię Bałtycką, ale jak zwykle nikt nie pomyślał o natężeniu ruchu i samochody zjeżdżające z Kościuszki na Słowackiego nie uciekając ze skrzyżowania blokują ruch główną arterią Trójmiasta. Ja stoję 3km dalej w korku, bo jakiś pan, który kupił właśnie gajer zablokował dwa pasy...

Nic to. Muza na full. Klepię drążek zmiany biegów i obserwuję świat. W lusterku widzę granatowego Matiza, a w nim... dwóch panów. Ten na siedzeniu pasażera rudziutki jak młody lis. Długie włosy, broda, młoda szczupła twarz. Taka twarz, co to wystarczy postawić przed obiektywem i gotowe! Rewelacyjny!

Szybka decyzja, wizytówka wyjęta z portfela i ....

...ruchem robaczkowym posuwam się do przodu, ale ni jak nie mogę zjechać na prawy pas, co by puścić Matiza przed siebie i zagadać. W końcu udaje się przeskoczyć na prawy pas. Puszczam Matiza, ale ruszył z kopyta i nie zauważyli...
Kurde!
Wskakuje znów na lewy pas, ale jestem już 5-7 samochodów za nimi. Światła i... poszli.

Ale wreszcie korek się rozluźnia. Za Galerią ruszam i gnam po pasach jak żaba. Wreszcie granatowy Matiz - są,... znaczy jest, bo został tylko kierowca. Rudzielec wysiadł. Kurde...!:(

No, ale mogę zagadać z kolegą przecież. Skręcam za Matizem i jadę na Morenę. Skubany zasuwa ostro... wyrywa jakby widział, że go gonię. Po 10 minutach parkuje przed jakimś blokiem. Staję za nim, wysiadam...

- ?
- Przepraszam, że tak zaczepiam, ale wiózł Pan przed chwilą rudego kolegę...
- Nie, nie wiozłem...
- !!??

Mina tego faceta była wspaniała. Wracał do domu, a tu napada go ktoś pod domem i pyta o ryżego gościa, który nigdy z nim nie jechał...! Żebyście widzieli jego minę... :)!!


Ja chyba mam narąbane... :)

Koooonkurs, kaaaaartofle....!


Pocztówka z Sosnowca, Kartka z Węgorzewa, Warszawa na eksport, Biennale Fotografii BW, Antytechnika w PRL, Moje Pomorze, Moja ulica, Power of Łódź, Las w moim obiektywie, Zmiana klimatu w moim obiektywie (o! - to ciekawe) czy Foto Wędkarskie.

To tylko wybrane tytuły konkursów fotograficznych, od ilości których uginają się łamy internetowych portali. W życiu nie widziałem tylu konkursów fotograficznych, co w ostatnich 2 latach, może roku...!

Jasne, nic tylko się cieszyć. W sumie to w prostej drodze prowadzi do popularyzacji fotografii. Tylko czy ja nadal chcę popularyzować taką fotografię...?! Konkursową?
Znam ludzi, którzy wysyłają zdjęcia na 80% tego typu konkursów. Etatowo niejako :)

Ale mnie ciekawi coraz bardziej mały skrawek całości zagadnienia... a mianowicie:
kto do ciężkiej anielki zasiada w tych wszystkich konkursowych 'jury' :)?
No kto?

Członkowie ZPAF nie obskoczą wszystkiego, bo zapewne posiadanie legitymacji ZPAF jest jakąś formą legalizacji "znania się na fotografii". Urzędasy z dziką rozkoszą się tam znajdą, zwłaszcza jeśli konkurs dotyczy piękna ich miasta, gminy, powiatu czy wsi. To logiczne.
Ale to nadal pewnie jakiś ułamek... wszystkich jurorów...
Spora część imprez kulturalnych okraszona jest teraz konkursem foto. Już prawie mam wrażenie, że audiotele zostaje w tyle...

Więc kto ocenia prace na tych setkach, a może już tysiącach konkursów fotograficznych?
Co warte są te wszystkie konkursy!?
Bo ja rozumiem, że waga konkursu jest wprost proporcjonalna do jury, które ocenia te prace i im więcej głośniejszych nazwisk z danej dziedziny, tym konkurs ma teoretycznie większy prestiż. Mylę się?

I tutaj docieramy do części technicznej.... oto bowiem pewnie w 60% tych konkursów w ogóle nie podany jest skład jury :)! A przynajmniej nie z nazwiska. Najczęściej skrywa się to pod piękną nazwą "Kapituła Konkursu".

A może jak ktoś sugerował w komentarzach - konkurs to najlepsze miejsce do szukania prawdziwych fotografii...?