wtorek, 17 marca 2009

"Zakaz fotografowania"... już blisko


Wiecie, że wraz ze wzrostem adrenaliny w moich żyłach, staje się skrajnym radykałem w kwestii dostępności aparatów dla wszystkich :)
Jakby wyczuwając moją nerwicę związaną z głupimi pomysłami fotograficznymi, sąd w Gdyni przestąpił Rubikon.

Oto czytam, że jakaś "mądra" sędzina lub sędzia zakazał gry na klarnecie studentce gdańskiej AM we własnym domu :)

Czyli już jesteśmy o jeden krok bliżej ku zakazowi fotografowania w ogóle albo zakazowi kupowania aparatów i wprowadzenia limitów na licencje. Bosz... widzisz, a nie grzmisz.

Wyobrażacie sobie wyrok dla iczka za zrobienie portretu...:) na ulicy.
Dobre, dobre...

Nie wiem czemu paranoja dotyka najczęściej instytucji, które mają stać na straży porządku? To jakaś reguła?


Ja przez całe życie znosiłem dzielnie wprawki i palcowania mojego sąsiada z góry, który w bloku miał oczywiście pokój nade mną i ćwiczył zapamiętale na... akordeonie!
Sobota, 7.30 rano i pierwsze dźwięki budził mnie miarowo. A wszyscy, którzy znają dźwięk akordeonu wiedzą jak potrafi to wybrzmiewać...!
Z tego miejsca pozdrawiam Pawła Nowaka !:)
Stary to dzięki mojej cierpliwości jesteś teraz jednym z najlepszych młodych akordeonistów w Polsce :)!!!
Mogłem Cię wszak pozwać:)


Ludziska... starajcie się być normalni rzesz by jego.. :)


PS
A co z głośnym seksem...?


13 komentarzy:

filhalandilas pisze...

Polityka prorodzinna na to nie pozwoli ;)

Zadora pisze...

zakazać polityki pro-rodzinnej!

Natalia M. pisze...

zakazac zakazywania...eeee...zakazów!! ;)))

Kraftsman pisze...

Instytucję immisji w prawie sąsiedzkim i związane z tym roszczenia znali już starożytni Rzymianie :-) Mówiąc prostymi słowy: jeśli ktoś zatruwa Ci życie swoim klarnetem i talentem możesz domagać zaprzestania takich działań. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.

pjolo pisze...

Popadasz Iczku w paranoje, moze przez to ze cale zycie sluchales akordeonu, nie majac sily zaprotestowac?
A gdyby na dole sasiad z "Garbatych Aniołkow" młocił na perkusji, a z boku wprawiala sie pierwszoklasistka z muzyka na skrzypcach?
WSZYSTKO NADAL BYLOBY OK?

Prawo prasowe dokladnie opisuje kiedy i jak mozesz robic zdjecia, poki co nie zapowiadaja sie zmiany.

Anonimowy pisze...

Hmmm...Temat muzyczny na fotograficznym blogu?...No cóż...jako muzyk czuję się więc zobligowana do zabrania głosu w sprawie...W sprawie, która (na szczęście) nie jest czarno-biała...jak to w życiu. Jako muzykowi, od dziecka przyzwyczajonemu do wysłuchiwania czyjegoś rzępolenia za ścianą zasadniczo taka klarnecistka chybaby nie przeszkadzała...Podkreślam-chyba...Zasadniczo wszystko zależy...Ja na ten przykład w domu nie ćwiczę, bo wychodzę z założenia, że dom jest do mieszkania, a od ćwiczenia są sale na uczelni...Takie ćwiczenie na instrumentach, dochodzenie do perfekcji w technice-to nie jest koncert, to nie jest odgrywanie od początku do końca pięknych nut, melodii, fraz...Często gęsto to odgrywanie dźwięków urody wątpliwej!...Więc argument w stylu „jakiż to ten naród otępiały na muzykę klasyczną, nie potrafi jej docenić” uważam za lekko niedorzeczny w tej konkretnej sytuacji...Bo to, że tak jest to już inna para kaloszy...To żmudne i długotrwałe ćwiczenia, które wszystkich, poza samym zainteresowanym (a czasami i samego zainteresowanego) potrafią doprowadzić do szału...Bez znaczenia uważam też fakt czyjegoś stopnia zaawansowania w technice (na każdym etapie może to być męczące dla otoczenia)...My, muzycy, mamy na szczęście w większości tę umiejętność „wyłączenia dźwięku”...Skupiamy się na swoim, a to, że ktoś męczy kota za ścianą traktujemy jak szumy uliczne...Ale są i ci „normalni” ludzie, którzy tej umiejętności nie mają...Za to pragną ciszy po 8 godzinach harówy w stoczni...BTW-cisza jest równie piękna jak muzyka!...Wszystko ma swoje granice, na Boga! Gdy miałam tę wątpliwą przyjemność nocowania w akademiku, a za ścianą przez 3 godziny jakaś skrzypaczka pracowała nad barwą dźwięku na 2 nutach...O północy i ja dostałam nerwicy...Nie znam dokładnie wszystkich detali tej sprawy...ale myślę, że skoro sąsiedzi byli już tak zdesperowani, że walczyli o swój spokój (który im się należy!) w sądzie, jakieś granice dobrego smaku i zwykłej przyzwoitości zostały przekroczone! Może zwykłe prośby i groźby do w/w klarnecistki nie skutkowały. Jeśli dziewczyna grała dajmy na to po 8 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, wszystkie święta...nie zważając na ciszę nocną (która obowiązuję w każdym bloku), nie zważając na cienkość ścian (choć tu rodzice zaprzeczają, jak widzę)...I ja miałabym desperację w oczach...Wolność Tomku w swoim domku...o ile ten domek jest jednorodzinny i w środku lasu, a laska ćwiczy w piwnicy...Niestety szara polska rzeczywistość budowlana wygląda tak, że słyszę absolutnie każdą awanturę moich patologicznych sąsiadów, szczekanie ich psów o 5 nad ranem, że o wierceniu w także moją ścianę o 9 rano w niedzielę nie wspomnę. Konkludując...Mój skromny apel—po prostu się szanujmy! Pozdrawiam! Agata.

iczek pisze...

Kraftsman, Agata - z moze sobie zadacie wysiłek i przeczytacie ten artykuł cały... :)?
Agata - tam są wszelkie odpowiedzi na Twoje wątpliwości... :)\

Ewa grała w weekendy w wyciszonym specjalnie pokoju...:) Zresztą nie jestem jej adwokatem, ot mnie to śmieszy, co Wy uważacie za upierdliwe. Mnie bardziej przeszkadzają psie kupy na trawniku gdzie bawi się mój syn...
Ale jakoś k... mac żaden sędzia takiego właściciela nie skaże...?!



Ot i paranoja!:)


Cały pic polega na tym, ze nic nie jest B or W... i dlatego możecie tutaj o tym pisac :)

Anonimowy pisze...

"Mnie bardziej przeszkadzają psie kupy na trawniku gdzie bawi się mój syn...
Ale jakoś k... mac żaden sędzia takiego właściciela nie skaże...?!"


Może skazał, tylko Ty, Iczek o tym nie czytałeś. :) Jeśli nie skazał--Ty, Iczek, możesz iść do sądu i dobiegać swoich praw estetycznych, obywatelskich. :) Możesz również zabrać syna na inny, nieco bardziej zadbany trawnik...O ile takowy znajdziesz. :) ZAWSZE Masz wybór, masz prawa, masz obowiązki...
Agata.

Anonimowy pisze...

P.S. Nie wiem jak Kraftsman, ale ja uprzejmię donoszę iż artykuł przeczytałam jak najbardziej w całości ze zrozumieniem. :) To, że pokój jest wyciszony twierdzi strona pozwana...Nie zostało to sprawdzone. Błąd! Ale nie jest to fakt! Tylko zdanie jednej ze stron...Prawda jak zwykle leży pewnie gdzieś po środku...Czy sąsiadom przeszkadzałoby coś czego nie słychać? Tyle wysiłku, łażenia po sądach wyssane z palca?...Ot i cały teatr absurdu...
Agata.

iczek pisze...

Agata... wymyslasz juz teraz... zostawmy to.

Anonimowy pisze...

Tak się przeważnie mówi jak brak już argumentów. :) A już w starożytności uczyli polemiki, retoryki...Bosz...gdzie te czasy...gdzie ci mężczyźni...Ooo, no teraz to mnie ponosi! :))) Agata

iczek pisze...

Agata - chodzilo mi o to, ze dopowiadasz do calego zdarzenia swoje juz zupelnie nie oparte na faktach interpretacja.

I dyskusja staje się bezprzedmiotowa...
Tylko tyle, nie ucinam dyskusji... ale mam wrażenie, że format tego bloga nie umozliwi nam dojścia do porozumienia... o ile My sie w ogole roznimy :)?

Anonimowy pisze...

Tacy sami...a ściana między nami...:)...Tylko ciekawe czy to taka ściana, jaka dzieli mnie od moich sąsiadów, czy ta już sławetna z wytłumionego pokoju klarnecistki? :)
Ależ ja mam fakty na poparcie moich tez i interpetacji. Merytoryczne przygotowanie do dyskusji to wszak podstawa...ale już schowam je pokornie do kieszeni...bo jeszcze właściciel bloga spojrzy i na mnie groźnie i jak ja się potem pozbieram? :)
Pozdro! Agata.