poniedziałek, 23 marca 2009

Szekspir według Leibovitz... Italian Vanity Fair


Tak się za każdym razem łapię na tym, że Annie jest osoba dość wszechstronną fotograficznie. I tylko mnie trochę martwi to, że Jej wszechstronność ma jakoś wiele wspólnego z pieniędzmi.
No bo KTO, pytam KTO jest w stanie wyłożyć kasę na TAKĄ sesję jeśli nie wielki koncern wydawniczy? Romeo i Julia we włoskim Vanity Fair.

Tym razem Annie zapytała się: "Być albo nie być...?"
Czy wyszło jej 'być'...? No sam nie wiem.

Mieszane odczucia mam z tej sesji...
Koniecznie zobaczcie ją papierowo, bo papier jednak dodaje jej tego dymku papierosowego, który znaczy dobrą knajpę, jak baryt daje fakturę.




fot.: Annie Laibovitz (Vanity Fair, marzec 2009)

PS
Jest jedna rzecz, której nie kumam. Oto znajduje info, że ta sama sesja była już publikowana w grudniowym Vogue...
O co chodzi?


7 komentarzy:

Malwina de Brade pisze...

ooooo...Leibovitz lubi męskie posladki? :-P

Jurek Plieth pisze...

Ależ one są właśnie bardzo kobiece ;-)

Malwina de Brade pisze...

no jednak do faceta przyczepione. ja mysle ze jednak stylista co najmniej LUBIŁ pewien typ facetów....:-P

iczek pisze...

Kochani, mówicie o pośladkach Roberto Bolle - solisty, tancerza z La Scali między innymi.
Jego pośladki to chyba jednak nie ciągoty Ani ani jej stylistów :)

Po prostu facet tańczy.... to mówi wszystko...

Zresztą na okładce tego VF jest jego zdjęcie, autorstwa Bruca Weber'a... na florydzkiej plaży...

Wow... wrrr..:)

wujek db... pisze...

ogladanie tego w obecnej postaci w necie niewiele mi mowi. Takie mieszane uczucia, ale chyba jestem blizszy pozytywnych wrazen. Mysle ze na papierze moze byc interesujaco. A moze sie myle. Ale napewno Annie jest wszechstronna. Nawet jesli nie wszystko jest takie, jakbysmy tego oczekiwali.

Jurek Plieth pisze...

Malwina de Brade pisze...
...no jednak do faceta przyczepione.
---
No cóż, nikt nie jest doskonały :-)))

krzychu pisze...

Mnie w tych zdjęciach nic nie dziwi. Jasne jest, iż musiały kosztować małą fortunę. Ale w końcu to też jest biznes. Co do zdjęć: zabawnie pokazują w kontekście romansu rolę zmysłowości, zwykle pomijaną. Ponadto sprawa skojarzeń ze środowiskami homoseksualnymi też jest oczywista. No big deal, jak mawiają najstarsi górale. ;>