wtorek, 17 marca 2009

Oryginalność jest do dupy... Johnson Girls :)


Chciałbym na chwilę wrócić do wspomnianego parę postów niżej spotkania z Jackiem Piotrowskim. W czasie jednego z monologów, Jacek powiedział coś, co utkwiło mi w głowie, bo to była jedyna rozsądna rzecz jaką powiedział.

Mianowicie, na sztubackie pytanie sztubackiego studenta, jaką drogę musi obecnie przejść młody fotograf by robić fashion i stać się kimś, Jacek słusznie zauważył:
- Kiedy ja zaczynałem, nikt nie wiedział w Polsce co to jest to fashion. Co to jest fotografia mody. Wszyscy wtedy byliśmy na starcie i cokolwiek nie zrobiliśmy było to po prostu pierwsze w Polsce więc odniesienia nie było. Parliśmy do przodu.

No tak... dzisiaj młody adept może mieć nie tylko do dyspozycji pełne wyposażenie studia za kwotę mniejszą niż średnia krajowa, ale przede wszystkim jest w stanie dwoma kliknięciami zapisać na dysku miliony najlepszych na świecie sesji, zdjęć, kompozycji.
Może ogarnąć rynek w minutę.

To sprawia, że, z jednej strony, widzi ile musi zrobić by się wybić, ale z drugiej oznacza, że ma podpowiedzi więcej niż talentu.

Jacek kontynuował mówiąc, że wtedy po prostu było łatwiej. Zresztą podobny ton wypowiedzi (o ile to można nazwać wypowiedzią) utrzymywał Krzysztof Miller opowiadając o początkach Gazety i poszukiwaniu w Polsce fotoreporterów. Zawodowców nielicznych nie interesowała praca w gazecie bez przyszłości, a amatorzy po prostu zaczynali od zera - co zresztą świetnie było widać na jego zdjęciach (czapka z głowy, że nie wstydził się ich pokazać).


To jak to jest...?
Łatwiej zrobić dobrą fotografię generalnie teraz czy właśnie dostęp do wszelakich już eksperymentów wymusza raczej coraz śmielsze i bardziej dzikie poszukiwania?
Wiem, że niejaki "talent" ma znaczenie, ale tak obiektywnie patrząc... !?
Łatwiej zrobić dobre zdjęcia w erze Internetu?
A może łatwiej zrobić po prostu kopię?

Wielu z Was pisało ostatnio, że trzeba iść swoją drogą, nie oglądać się na innych i nie schlebiać gustom jakiś tam plfoto czy innych środowiskowych portali etatowych oceniaczy.
To chyba Celinka śpiewa: "There is only one road I'm walking".

Tylko jeśli idziemy swoją drogą, to czy nie zajdziemy jedynie do drugiego pokoju?
Jedynie do rozumianego przez nas świata..?
Czy nie zgubimy kodu, który pozwala innym nas zrozumieć...?

Każde dzieło musi zachować pewną uniwersalność by było odebrane w ogóle.
Kultura stworzyła takie ramy... Ci, którzy je przekraczają lądują zazwyczaj w rzece idąc pod prąd.

Może więc trza iść nam z nurtem spływać...? Z modą...? Z trendami...?
Oj... nie wiem... dziwny dzień dziś.

Mgła, deszcz, smuta Panie... nic tylko pętać się po plaży z aparatem.
Idę...


PS
Zdałem sobie sprawę, że na blogu żeglarza dotychczas nie pojawiła się żadna szanta.
Naprawiam to.
Od razu z grubej rury.
Świńska, chamska i angielska chyba :)
Osoby wstydliwe niech nie klikają... dziurki, sosy, moczenie itp :)

Mechanicy - Johnson girls




3 komentarze:

Hasek pisze...

Jakis czas temu sam sie nad tym zastanawialem. Z jednej strony mnie mlodemu jest latwiej bo w krotszym czasie moge zdobyc wiedze jaka kiedys trzeba bylo studiowac latami. Jednak z drugiej strony wlasnie problemem jest ta powtarzalnosc motywow. Ciezko jest stworzyc cos co jeszcze nigdy sie nie pojawilo. Dzis jest tylu fotogrfow... i wlasnie jak napisales w pare minut mozna zobaczyc ich zdjecia. Ciezko jest byc oryginalnym. I tez zauwazam jak ludzie poddaj sie wlasnie trendom i schematom, zreszta sam tez pewnie w nie popadam, gdy widze zdjecia, ktore mi sie podobaja i w glowie rodzi mi sie pomysl by moze samemu sprobowac czegos takiego. Ale w ten sposob nie robie nic nowego tylko powtarzam schematy, motywy etc. W sumie moze to nie jest glupie najpierw poznac rozne techniki, probowac wszystkiego po trochu, a po jakims czasie wyciagnac z tego wnioski i z calej tej papki infromacji stworzyc cos wlasnego, nowego... I wydaje mi sie ze najwiekszym problemem dzis jest czas, poprostu trzeba sie spieszyc z tym co sie robi, trzeba coraz szybciej sie uczyc, i rozwijac swoj talent, zamilowanie. Ta swiadomosc, ze kiedys juz cos takie sie widziala patrzac na wlasne zdjecie jest najgorsza i chyba tego moge pozazdroscic ludziom, ktorzy zyli w dobie gdzie nie bylo internetu, a masmedia dopiero sie rozwijaly... Czasami brak swiadomosci jest znacznie lepszy...

wujek db... pisze...

Depresje masz?
Na calkowicie wlasna droge moze pozwolic sobie tylko ten, ktory fotografuje dla wlasnej idei. I wtedy wlasnie pod warunkiem jakiegostam "talentu". Pomimo, ze kopiowanie jest ogolnie w modzie i zdobywa wielkie ochy i achy wsrod ogolu odbiorcow, to wlasna droga ma sens, chocby dla spokoju sumienia.
Natomiast utrzymujac sie z fotografii - trzeba balansowac pomiedzy plynieciem z pradem i pod prad - a w wiekszosci wypadkow ten prad i tak Cie porwie ;)
Ale nie uprawiaj tu czarnowidztwa, ze jest jakas ogolna tragedia... Nudno by bylo bez netu i tego zalewu fotografii w nim ;) Chociaz fakt, ze czasem mogloby byc mniej nijakosci...

Natalia M. pisze...

Dzisiaj jest po prostu wszystko "bardziej, więcej, szybciej". Wszystko jest podane pod nos, o nic nie trzeba tak rzeczywiście zabiegać, o nic powalczyć.

Mówię: "chcę być fotografem". Klik klik - już znam teorię. Kilk kilk - poznałam klasykę, przerzuciłam wszystkie najważniejsze dzieła. Klik klik - zamówiłam aparat. Przyprawię to odrobiną pomysłu - fotograf jak się patrzy. Reszte dorobi/ obrobi technika

To już się zaczyna bardzo wcześnie. Dzieciaki jednego dnia ida grać w nogę, drugiego na skrzypcach, a trzeciego uczą się, jak dobrze pisać scenariusze albo malowac obrazy. Wszystko na raz, wmawia im się, że to fajne, dobre, z korzyscia dla nich itp. Są rozmieniane na drobne, są do wszystkiego i do niczego. Nie wiedzą, co je naprawde fascynuje, interesuje, co po prostu "czują".

O oryginały dziś trudno w każdej chyba dziedzinie. Weźmy chociażby dziennikarzy - cięzko o autorytet, wszystko to już było, wszystko się powtarza. Flaki z olejem. Warto w takim momencie sięgnąć do klasyków. Prześledzić dzieje i prace ludzi, którzy żyli swoja pasją i poświęcali jej każdą chwilę. Owszem można pstrykać po godzinach w pracy, można nawet robić to dobrze. Ale czy będzie to wybitne? Wątpie.

Dobrze powiedziane - szeroki odbiór wiąże się z uniwersalnością. To ta solidna podstawa. A długowieczność, a nawet nieśmiertelnośc to chyba ten odcisk palca, który trzeba zostawić; podszywac swoje prace własnymi liniami papilarnymi. Brak oryginalności to próba posłużenia się czyimś kciukiem, albo nieświadomość posiadania własnego i sprawnego ;)

Podsumowują: nie sprintem, tylko krok po kroku + uniwersalność + własne "coś"...

A chciałam krótko... ;)