środa, 11 lutego 2009

Precyzja....


...ki diabeł ?

A że ponoć tkwi w szczegółach więc wychodzi, że precyzja to diabeł.

Ale czy na pewno?

Czy precyzja jest aż tak bardzo istotna w fotografii...?

Kiedy niedoświetlasz negatyw o 2, a nawet 3 działki przysłony, mówisz, że to nie ma znaczenia i rzeczywiście, osoby pamiętające negatyw i jego właściwości doskonale wiedzą, że w wypadku tego podłoża to norma.

Zawsze śmieszyło mnie (przepraszam purystów) całe to tańcowanie po mieszkaniu z koreksem i podskakiwanie z nim w miarę przepisów, które znaleźć można po sieci, traktujących o kręceniu tymże co 30 sekund w lewo i potem co 15 sekund w prawo i kolejny cykl... i znowu...
Zresztą szczegółowe opisy sposobu płukania negatywu są równie zabawne... te sposoby na równomierne rozchodzenie się wody w koreksie... te wężyki gastroskopowe...uch... :)

Zapewne Ci, którzy przywiązują do tego wagę już unoszą palce nad klawiaturę by napisać, że to iż jestem niedbały nie znaczy, ze powinno się tak robić jak ja i olewać dokładność.
Że różnice w dobrze wstrząśniętym koreksie (nie mieszanym) dostrzeże jedynie ten, kto docenia precyzję.
Cóż... ja tam mocze wszystko w myśl słów jednego z bohaterów serii "Genius of Photography" - wojna - dwa hełmy i narożnik okopów. I jakoś 50 lat przetrwały te negatywy :)

No dobrze, a co z kadrowaniem i kompozycją...?
Czy tutaj też można zdać się na niedbałość i wyjdzie?

Wiec odpowiadam, to zależy...
Cha - szczwana bestia... powiecie...

No tak, bo moim zdaniem zasada jest prosta. Jeśli to, co fotografujesz samo w sobie jest już "piękne" (cudzysłów bardzo istotny - sic!), to reszta dopełniająca kadr ma małe znaczenie.

Przykład z życia - stylistka i wizażystka stworzyły coś pięknego. Owo dzieło siedziało sobie i patrzyło i to wystarczyło, bo po prostu obojętnie co bym Owemu stworowi dał do ręki, obojętnie czym bym Go zastawił w tle białym, czarnym, różowym - to i tak nie miało znaczenia. Dzieło było skończone i precyzja samego kadrowania i kompozycji nie miała już znaczenia. Nawet jeśli skrzywię kadr i niedoświetle. Ba..! Pogarszające jakość zabiegi nawet dodałyby temu czemuś większej rangi. Ucieczka od precyzji zaczyna nabierać wartości...!

Kolega z sieci robi świetne portrety kobiece. Wykorzystuje naturalne piękno twarzy i dodaje od siebie umiejętne łapanie światła i spojrzenia. Czysto, schludnie... detal nie ma znaczenia. Ale uparł się i postanowił coś zmienić - dodać precyzyjny detal. No i się zesrało... (sorry). Wyszło coś banalnie przećpanego detalami (owocami w tym wypadku) i totalnie rozproszonego. A miało być z precyzją i dokładnością. Zagubił jednak walor czystości. Skupił się na nic nie znaczącej w skali całości precyzji...

Ansel Adams uchodzi za mistrza precyzji. Słynne strefy to podstawa dla wielu fotografów w rozumieniu rozkładu światła i zależności kontrastów. Mistrz robił jednak po kilkaset odbitek tego samego kadru i kombinował z wysłanianiem. A i tak nie ma to teraz znaczenia, bo zależnie od tego jak wstaliśmy podobają się nam raz brunetki, a raz blondynki. Tak samo słynna góra Half Dome z Yosemite zmieniała swoje ciemne i jasne partie zależnie od widzimisię Mistrza. Precyzja... a co to?:) Bo przecież powinno być zawsze tak samo... no bo te strefy, te latanie po polu ze światłomierzem...


fot. Ansel Adams, Yosemite, Half Dome

No to jak to jest...? Czy zbytnie przykładanie znaczenia do precyzji nie jest jedynie sztuką dla sztuki?
Czy nie daje to jedynie pola do popisu dla tych wszystkich, którzy twierdzą, że są w stanie dostrzec różnice w wywołaniu negatywów wołanych 8 minut i 8,5 minuty?
Czy palec modelki przesunięty o dwa centymetry w kadrze obejmującym cała sylwetkę ma jakiekolwiek znaczenie?
Czy fotograf, który pół godziny tłumaczy pozę swojej modelce jest po prostu pajacem?

Precyzja.. ki diabeł?


20 komentarzy:

jarek pisze...

3 dzialki za malo i nie ma znaczenia? Co ty za negatywy uzywasz? :-P

iczek pisze...

fuji 800 za 5zl rolka :)

Jarek pisze...

Nie wierze. Pokaz. 3 dzialki za duzo jak najbardziej, ale 3 za malo to jednak nie bardzo

jacektaran pisze...

Dobrze napisane. Wiele rzeczy rozjaśnia mi się na Twoim blogu. I okazuje się, że w pewnych aspektach mojej niepewności fotograficznej nie jestem osamotniony. Np. nigdy nie rozumiałem skąd się bierze taka wiedza w różnego rodzaju komentarzach czy opiniach "zdjęcie niedoświetlone/prześwietlone o jakieś 0.3 EV" - no jak to potrafią stwierdzić gapiąc się w pixele na monitorze? :)

heyahero pisze...

Ten fotograf na placu boju to zapewne Tony Vaccaro:
http://en.wikipedia.org/wiki/Tony_Vaccaro

;)

guerilla pisze...

@jacektaran - da się pi razy drzwi okreslić o ile jest niedoświetlone dane zdjęcie, to nic trudnego jeśli masz odpowiednio dużo doświadczenia z histogramem. Tak samo ocenianie ekspozycji na oko jest proste jeśli zrobisz odpowiednio dużo zdjęć patrząc na światłomierz.

A co do całego wpisu - znalazłem bląd logiczny w tym wszystkim. Z jednej strony stawiasz pytanie czy warto zajmować się szczegółem, a z drugiej dajesz przykład gdzie szczegół zepsuł zdjęcie właśnie :-) Robienie wszystkiego z mniejszą precyzją wcale a wcale nie zmieni faktu, że szczegóły są i będą różne zawsze/ Tzn ignorowanie szczegółu nie sprawi że on zniknie.


Ps. skąd masz superie 800set za 5 pln rolka ???

Rudolf pisze...

Oj, nie wiem, czy rzeczywiście chodzi o precyzję;
Według mnie bardziej chodzi o dbałość tego, co się robi - precyzja wchodzi do gry poziom niżej;

Ale ogólnie rzecz biorą taka dbałość o szczegóły w kadrze to też nie to samo, co ilość napakowanych w nim rzeczy - w sensie dodatkowe detale nie sprawią, że kadr będzie bardziej zadbany; i w drugą stronę - kadr może być cholernie minimalistyczny, z dbałością wycyzelowany, a wręcz precyzyjnie zaprojektowany i zrealizowany - a wciąż będzie minimalistyczny i bez zbędnych elementów, przez które obraz się zesra, jak to ładnie określiłeś, Iczku.

Według mnie cała rzecz znowu opiera się o osobowość - jeśli wychodzi ci, gdy robisz coś w twórczym nieładzie i bez przykładania linijki - i czujesz się wtedy dobrze - rób tak!
Jeśli najlepiej idą Ci zdjęcia z linijką i ekierką - widać, taki z ciebie człowiek, więc wypracuj dobrą metodę na fotografie nie zmieniając podejścia i nie odrzucając ekierki!

ana pisze...

"Według mnie cała rzecz znowu opiera się o osobowość - jeśli wychodzi ci, gdy robisz coś w twórczym nieładzie i bez przykładania linijki - i czujesz się wtedy dobrze - rób tak!
Jeśli najlepiej idą Ci zdjęcia z linijką i ekierką - widać, taki z ciebie człowiek, więc wypracuj dobrą metodę na fotografie nie zmieniając podejścia i nie odrzucając ekierki!"
- pięknie powiedziane, zgadzam się w 100%

iczek pisze...

Rudolfie - cały problem leży w jednym kawałku Twej wypowiedzi: jeśli dobrze Ci idzie...!?:)

A co to do cholery znaczy? :) Ha!?

iczek pisze...

@Jarek - to tylko kwestia skanera :)

iczek pisze...

@guerilla -ale ten przykład miał jedynie obrazować to, że nawet Król Perfekcji i Precyzji Technicznej (za jakiego ogólnie uznaje się Adamsa) też się miotał i tak naprawdę powstało kilkanaście wersji tonalnych tego zdjęcia... zależnie od tego jak chciał Adams lub jak mu wyszło..:)

Rosomak pisze...

całościowo mam wrażenie, że to kolejna próba wybrania złotego środka dla zbioru ludzi fotografujących, a to, wg mnie, pomyłka. więc traktując to jako okazję do przedstawienia własnego podejścia i nie wtykania paluchów w czyjeś powiedziałbym, że precyzja to coś do czego dążę. do maksymalnej dostępnej mi precyzji nie przekreślającej jeszcze efektywności samego fotografowania. wynika to z prostego szacunku dla czasu poświęcanego przez modelkę, a i swojego własnego bez wątpienia.
część z nas [nie wyłączając mojej skromnej osoby] dała się wmanipulować na początkowym etapie rozwoju w wiarę, że najlepsi to Ci, którzy podchodzą do aparatu, coś tam poustawiają w zależności od tego czym robią, pogrzebią nawet w scenie, wyzwalają migawkę, a potem druk/pozytyw i jest arcydzieło [albo przynajmniej zadowalająca autora fotka]. obecnie między bajki bym to włożył [z naciskiem na obecnie]. niemniej tak długo zmagałem się z emocjami podczas samego fotografowania żeby wprowadzić jakiś ład w proces pozyskania klatki, że wykształcił mi się szacunek do zdjęć, których siła wynika właśnie z precyzji [rzemieślniczych, co nie znaczy, że wypranych z emocji].
W teorii więc nastawiam się na kontrolę tego co mam w kadrze [co pchnęło mnie do zdjęć pozowanych tudzież pejzażyków], i tylko kiedy pracuję z żywym człowiekiem cała ta "dbałość o precyzję" przecieka mi przez palce. Zwyczajnie brakuje mi "mocy obliczeniowej", albo daję się porwać chwili i gdzieś nagle kończy się niespodziewanie rolka, a notes ciągle wskazuje parametry pierwszej klatki, albo skupiam się na kontroli i niewiele z tego jest.
Inaczej jest z krajobrazem, tu mogę sobie pozwolić na dopieszczanie. zazwyczaj.
podsumowując, wierzę że żeby móc wyjść ponad drobiazgowość, kontrolę i precyzję trzeba ją najpierw opanować. trzeba zrozumieć co i dlaczego dzieje się podczas prowadzenia samochodu żeby móc potem go prowadzić swobodnie bez myślenia o poszczególnych drobiazgach jak naciśnięcie sprzęgła przy zmianie biegu, nie?

iczek pisze...

piknie napisałeś... ja bym wyłuskał zwłaszcza te część o pracy z człowiekiem, bo tam faktycznie precyzja ucieka pod wpływem emocji... mi zwłaszcza...

no powtórzę - piknie napisałeś...

jarek pisze...

iczek, nie odpuszcze Ci :-P Poprosze o przyklad niedoswietlonej 3 dzialki Superii 800. A jak mi nie dasz, to specjalnie dla Ciebie zrobie rolke 800'ki na 100. Moj skaner moze demonem ostrosci nie jest, ale Dmax daje rade. Zeby nie bylo tak latwo, to wezmiesz potem te wszystkie zdjecia i wstawisz do wpisu Fotograf NN - Niedoswietlona Superia :-P

guerilla pisze...

@jarek - 800@100 to jest trzy działki,ale prześwietlone a nie niedoświetlone. Zrób 800 na 6400 i wtedy Iczek zobaczy jak brak precyzji o 3ev nie robi różnicy :)

Rudolf pisze...

cały problem leży w jednym kawałku Twej wypowiedzi: jeśli dobrze Ci idzie...!?:)

A co to do cholery znaczy?


Znaczy tyle, że masz się czuć dobrze z procesem tworzenia fotografii oraz z efektem końcowym. To dlatego Adams, na którego się powołujesz robił kilka wersji - żeby poczuć się dobrze z efektem.
Kwestia subiektywnego odbioru, i wydaje mi się przede wszystkim nie oglądania się na to, co inni chcą czasem narzucić.

jarek pisze...

guerilla, oczywiscie. Zawsze mi sie to myli, jak musze to napisac :-)

jarek pisze...

A z tymi odbitkami Adamsa, to nie do konca bylo tak jak piszesz. Adams dzieki swojej precyzji i skrupulatnosci, po wielu latach mial o wiele wieksza wiedze i wracal do starych negatywow. I na przyklad wczesny Half Dome, ktorego pokazales, wyglada duzo slabiej niz pozny. Mimo to, ten wczesny jest duzo drozszy. Wiadomo dlaczego :-)

iczek pisze...

Ja już mam Jarek za duże łapy aby dotykać kamer 35mm :) wiec nie będę nic robił... :)

Ale skoro żeś się uczepił, to obawiam się , że wygram jeśli chcesz stracić kasę na ten film :)

Pawel pisze...

Iczek, myślę że gdybyś przeczytał choć jedną z książek AA to trochę inaczej byś podchodził choćby do tego jak to nazwałeś "widzimisię Mistrza". Z wykształcenia był pianistą i często porównywał negatyw do nut, a odbitki do występu.
Half Dome to pierwsze zdjęcie gdzie świadomie zwizualizował jak chciałby by wyglądała odbitka.
Ale gusta i umiejętności się zmieniają z czasem wiec nic dziwnego ze próbował inaczej wykonać odbitkę.

Co do reszty się zgadzam :) szczególnie z wypowiedzią Rosomaka :>