sobota, 24 stycznia 2009

Róg obfitości...?


Zauważyliście zapewne, że obecnie prawie każde miasto, prawie każdy powiat, ba! - prawie każda dzielnica i wioska mają swój własny, autorski i oryginalny konkurs fotograficzny.

Mnogość tych wydarzeń w ostatnich latach przyprawiała mnie o uśmiech szczęścia... nareszcie fotografia znajduje należne jej miejsce.
Jednak z biegiem czasu, a właściwie z biegiem oglądanych na wystawach pokonkursowych zdjęć, zaczyna zamieniać się mój uśmiech w grymas. Grymas rozczarowania i bólu.

To, co oglądam na tych ogłaszanych najczęściej w Internecie konkursach i poziom nagradzanych tamże zdjęć, po prostu mnie rozkłada. I wcale nie chodzi tutaj o uczestników. Chodzi raczej o jurorów i ich widzenie piękna. Być może jest to wynikiem poziomu wszystkich zdjęć, ale generalnie jakość przeszła w ilość.

I się zastanawiam... czy my zatoczyliśmy już koło?
Czy dotarliśmy już do miejsca, w którym należy powiedzieć - basta!
W którym po prostu powinniśmy żałować rozwoju i popularyzacji fotografii?

Czy w ogóle takie pytanie jest uzasadnione, czy ja tylko znowu mam jakieś omamy..?

Czy każda forma sztuki, której uprawianie techniczne zostaje sprowadzone do ogólnie dostępnego narzędzia, musi zginąć śmiercią powszechności?
Przekombinowałem...?

23 komentarze:

Anonimowy pisze...

czy zdjęcie które się komuś podoba jest złe?

Mi się nie podoba wiele zdjęć "mistrzów fotografii" ale przez to ich zdjęcia wcale nie są gorsze.

Ktoś trafi w gusta jurorów i wygra "gniotem" a ktoś wysyłając na ten sam konkurs jakieś "dobre zdjęcie" przegra.

Takie życie.

Rosomak pisze...

Są ludzie, którzy uważają, że nie ma złych zdjęć. Nie należę do takich ludzi. Za to mam świadomość gustów związanych z odbiorem fotografii i tego, że te potworki naprawdę się komuś podobają :| Zwykle przytaczam wtedy argument o zerowym poziomie edukacji estetycznej w edukacji obowiązkowej, ale zamiast tego próbuję swój własny lokalny światek małomiasteczkowych fotoamatorów wyprowadzić z etapu pieluch, kiedy to popuszcza się na widok każdej banalnej fotki zachodu słońca. Jestem zaskoczony, że to działanie ma jakieś znamiona powodzenia i skupiam się na tym.

Nie wiem skąd ten wysyp konkursów, ale podejrzewam w tym tanią reklamę miasta/firmy/burmistrza etc. Niestety trudno zdecydować kto miałby oceniać nadesłane prace, zakładając że jest co oceniać. Sam też jakoś nie przekonałem się nigdy do wysłania czegokolwiek, zazwyczaj spłoszony regulaminem odbierającym mi prawa do ochrony własnej pracy. Myślę, że dopóki samemu nie zacznie się w tym działać, współtworząc/uczestnicząc można tylko narzekać.

Pawel Kosicki pisze...

Typowa "polska mentalność" ...
To jest be, tamto to banał, generalnie narzekanie ...
Jeżeli Wam się nie podoba to spróbujcie to zmienić ...
Zorganizujcuie konkurs/przegląd na miarę Waszych wyobrażeń.
Poznałem kilka osób, które są organizatorami i wiem jakie to trudne, ile pracy trzeba w to włożyć. Większość konkursów ma na celu promocje młodych zdolnych, a nie burmistrzów. Nie podobają Wam sie zachody słońca, pokażcie swoje prace i podnieście poziom.
Paweł

Kobbal pisze...

No i jest konkretny wpis, który wyznacza jedną z możliwych ścieżek działania. Zbierzmy się w kilku (autorów blogów) i zorganizujmy konkurs z prawdziwego zdarzenia. Ja się na to piszę, zorganizowałem już 2 konkursy o innej tematyce (rysunek żurnalowy, ponad 700 nadesłanych prac) ale jako takie doświadczenie mam. Pozdrawiam

marcinpietraszek pisze...

"I wcale nie chodzi tutaj o uczestników. Chodzi raczej o jurorów i ich widzenie piękna."

a ja myślę, że jednak chodzi w dużej mierze o uczestników. jeśli konkursów jest 5 w kraju, na pewno jurorzy będą mieli z czego wybierać. jeśli jest ich 50, nie na każdy konkurs trafią dobre prace. a nagrodzić kogoś trzeba...

[rK] pisze...

Przede wszystkim ludzie nie chca uczestniczyc w konkursach. U konkurencji-Rudolfa jest jeden na najbardziej kwadratowe zdjecie i co? Odzew minimalny.

wojtek lucki pisze...

Kilku Kolegów w różnej formie podniosło ten sam argument - braku elementarnej (na poziomie szkoły, rodziny, grupy rówieśniczej) kultury plastycznej. Zarówno u potencjalnych odbiorców, jak i jurorów w tego typu regionalnych przedsięwzięciach.
Nie sposób się z nimi nie zgodzić.

Zresztą ten brak kultury (czy szerzej rozumianego obycia) jest dotkliwy w wielu innych dziedzinach. Kilkanaście dni temu "Teleexpress" podał informację o chybionej inicjatywie wrocławskich tramwai. Otóż dyrekcja postanowiła umilić ludziom podróżującym tym środkiem lokomocji czas (a chyba w zamyśle też trochę ich edukować muzycznie), poprzez emitowanie z głośników klasycznych utworów Mozarta, Beethovena, Vivaldiego. Najbardziej znanych. Hitów wręcz. Okazało się jednak, że to odstraszyło podróżujących.

Przykro, podobnie jak przyglądanie się zachwytom nad skadrowanym centralnie (z całkowitą ignorancją dla kompozycji, zasady złotego podziału itp., itd) nadmorskim "sunsetem".

Dopóki się to nie zmieni (a nie zanosi się, gdyż edukacja w tym zakresie nie podejmuje starań, technologia też "zabija" jakąkolwiek refleksję u użytkowników "samowystarczalnych" aparatów, a media wizualne kreują nowy wzorzec fotografii artystycznej - tzw. "ostentacyjnie niedbałej"), raczej ciężko będzie doczekać się wzrostu wrażliwości plastycznej, rosnącej w tempie geometrycznym rzeszy "fotoamatorów" (cudzysłów nieprzypadkowy).

Czytelnicy tego i zaprzyjaźnionych blogów, to nisza, która stanowi - mam nadzieję - niewymierającą kastę (lożę) par excellence fotoamatorów. Z naciskiem na słownikową definicję terminu "amator".

Natomiast na pytanie Iczka, czy to już ściana, czy źle się stało, że popularyzacja fotografii poszła tak daleko - odpowiem: nie. Niech się rozwija dla dobra tych, którzy kochają fotografię i dla wygody tych, którzy ją beznamiętnie i bezrefleksyjnie eksploatują.

A wrażliwcom niech ta mierna i miałka "pstrykanina" służy za punkt odniesienia, do szukania tego co w fotografii dobre, piękne i mądre.

Amen.

Kikur pisze...

O ile zgadzam się z poglądem na temat stanu edukacji plastycznej Polaków, to już odnośnie inicjatywy wrocławskich tramwaJÓW mam zupełnie inne zdanie. Sam lubię muzykę klasyczną ale uważam, że narzucanie JAKIEGOKOLWIEK rodzaju muzyki w miejscach publicznych z których ludzie są zmuszeni korzystać, jest absolutnym nieporozumieniem. Podobnie można by było ogłosić, że na wszystkich wystawach fotograficznych będziemy pokazywać tylko piktorializm. Co innego dobór muzyki w kawiarni czy pubie do którego idę z wyboru i właśnie często dlatego, że grają tam to co grają, a co innego tramwaj do którego muszę wsiąść żeby dojechać do pracy.

wojtek lucki pisze...

Co do "tramwajów" (he, he... no, właśnie miałem wątpliwość jak napisać), to przykład być może niezbyt odpowiedni (bo podzielam Twój opór do narzuconej muzyki w miejscu publicznym), ale co do zasady pewnie się zgodzisz, że gusta muzyczne Polaków in gremio wykazują pewne niedoskonałości :p.

Pozdrawiam.

iczek pisze...

@wojtek lucki, kikur - podnieśliście wątek, przy którym zatrzymałby się chwilę...
Edukacja plastyczna i związana z tym edukacji muzyczna. Ta obowiązkowa. Gdzie to się do jasnej cholery podziało!

Ja wiem i pamiętam, jak traktowane byly lekcje muzyki i plastyki w szkole.

Ale to, co dzieje się teraz to już naprawdę jaskinia kulturalna.

A winię za to rodziców! Głupich najczęściej! Którzy pozalekcyjne łyzwy, balet, tańce i wygibance... przedkładają nad edukację dziecka na poziomie podstawowym.
Żeby nuty znać! Żeby dadaizm odróżnić!

Potem wprost przekłada się to, na widzenie świata przez tak wychowanego dorosłego.

Ech... ja tam bym jednak ludzi zmuszał Panowie! Niestety. Nie jestem liberałem. uważam, że społeczeństwo potrzebuje kierunku i nadania mu pędu. Zazwyczaj musi się to odbywac nakazami. Inaczej nie dotrzesz.

Anonimowy pisze...

Mam wrażenie, że prawie wszystko już powiedziano, jedynie chciałbym dorzucić do tej dostępności i powszechności narzędzi, która odbija się na zalewie owej "miałkości" fotograficznej, ignorancji i pójścia na łatwiznę. Nabyta przez wszech akceptowalną konsumpcyjność łatwizna, pójście po najmniejszej linii oporu, powoduje iż 99% uczestniczących w takich lokalnych konkursach przysyła prace "odtwórcze". Miałem ostatnio "przyjemność" dostrzeżenia tabunów fotografujących (nie jestem pewien czy tak ich powinienem określić) w jednym miejscu miasta. Tematem był historyczny detal architektoniczny, wiec wszyscy rzucili się na wzgórze zamkowe, bo przecież jak historia i detal to tylko tam. Abstrahuję już od techniki czy sposobu postrzegania powstałych prac, ale sam fakt braku ochoty odnalezienia w mieście "ukrytych" czy zapomnianych miejsc by odsłonić je późniejszemu odbiorcy, przyprawia mnie o zgrozę.
Więc nie tylko brak edukacji odbijający się na jakości: fotografujących, odbiorców czy jurorów, ale i owy brak ambicji zaangażowania się w to co się robi wpływa na to czym jesteśmy epatowani na co dzień wokół nas, w mediach czy przywołanych konkursach.
KrystianB

asmo pisze...

iczku, edukacja kulturalna zawsze była przywilejem klasy wyższej, a my od lat uczestniczymy w zbiorowej terapii antyklasowej "każdy może, bo ma dostęp"

no może
no z różnym skutkiem
no i co z tego?

na podobnej zasadzie można się zżymać, że wraz z likwidacją analfabetyzmu wzrósł drastycznie odsetek grafomanów - no wzrósł, ale co z tego? dalej można znaleźć i przeczytać cudowne, poruszające książki, może tylko trudniej je znaleźć w nawale chłamu, ale czy to zmniejsza przyjemność z czytania?

na koniec zaś - prawo do produkowania i wystawiania na widok publiczny gniotów, jak rownież prawo do publicznego oceniania tych gniotów to jest to samo prawo wolności wypowiedzi, które pozwala ci na twoim blogu bezlitośnie zjechać tego i owego i to po nazwisku :) czy rzeczywiście chciałbyś się tego prawa pozbawić? ja tam będę go broniła do zdechu, również we własnym interesie

Filu pisze...

Ja natomiast w pełni się zgadzam z tym co napisał Paweł Kosicki, wszyscy narzekacie na poziom konkursowych prac, pokażcie swoje. Zdumiewająco łatwo jest krytykować, jakże trudno poddać się krytyce.

Kikur pisze...

Jak już się tak wymądrzamy, to przynajmniej poprawnie po polsku czyli: "wszechakceptowalną" (jeśli w ogóle) i "linii najmniejszego oporu". Pozdrawiam i nie myślcie o mnie źle ;-).

Filu pisze...

Pod komentarzem @asmo również podpisuję się wszystkimi końcynami :)

iczek pisze...

@Filu - kompletnie nietrafiony ten Twój komentarz odnośnie krytyki w tych kręgach akurat :)
Przejrzyj kto tu zagląda i kto, co pokazuje...:)
Nie szedłby tą drogą...

@asmo - z prawem do wolności związane jest tyle problemów, że czasami (pomimo idiotyczności tych myśli) zastanawiam się gdzie powinna być granica tej wolności, bo jakaś MUSI być :)
Jednak w sferze, w której znajduje się powyższa dyskusja, takie granice są oczywiście niewskazane.

Ja nie bronię ludziom robienia zdjęć i wysylania ich na konkursy... ja się zastanawiam czy nagradzanie publiczne słabych zdjęć powoduje, że postrzeganie fotografii jako sztuki zacznie być dewaluowane...

Zobacxcie... jakoś z malarstwem tak nie jest...
Z rzeźbą tez nie...
Tam się nie da wziąć sztalugi i bohomazy napaprać i dostać nagrodę :)...

Inna forma.

asmo pisze...

zboczenie zawodowe przeze mnie przemówi, ale niech tam - granicą twojej wolności jest zawsze obszar wolności drugiego człowieka :)

w innych dziedzinach sztuk wizualnych niby gniotomanii nie ma? no niech cię, iczek :))) Oskary zbliżają się wielkimi krokami - a tam wszak oceniają najlepsi z najlepszych, wyselekcjonowani, z dorobkiem, przy którym dorobek każdego z nas w jakiejkolwiek dziedzinie jest (excusez le mot) bąkiem puszczonym przez muchę ;) a tu jeden z najznakomitszych hollywoodzkich operatorów namawia do kręcenia filmów komórką, "którą przecież każdy ma"

zaryzykuję stwierdzenie, że w amatorskim malarstwie jest podobnie jak w fotografii - blejtram z zagruntowanym płótnem w dowolnym rozmiarze można nabyć niemalże w supermarkecie, to samo z farbami, nic tylko malować, konkursów dla amatorów jest tyle samo, o ile nie więcej niż fotograficznych - fakt, ubrudzić się trzeba, ale jaki to poblem walnąć kolorową abstrakcję, do której nie są potrzebne ani perspektywa, ani światłocień, ani proporcje? jeśli czytasz synowi Misia Paddingtona, to zapewne pamiętasz opowieść o konkursie malarskim dla amatorów, jeśli nie - to gorąco polecam :)

(w tym miejscu skasowałam trzy akapity dalszych wywodów, bo mnie dzisiaj gadulstwo ponosi jakoś dziwnie)

iczku, nie zdewaluuje
nadal będą istniały tzw. poważne i prestiżowe konkursy oraz masa konkursów popularnych
a nawet jeśli w konkursach prestiżowych zaczną główne nagrody brać tzw. pstryki, to nie będzie to oznaczało dewaluacji fotografii jako sztuki, a jedynie zmianę podejścia do fotografii jako sztuki

pierwsze publiczne wystawy impresjonistów też były postrzegane jako upadek sztuki, zaś van Gogh podobno do śmierci nie nauczył się dobrze rysować ludzkich postaci wedle klasycznych reguł :)

iczek pisze...

Tak asmo.... mądrze piszesz

asmo pisze...

...mądrze piszesz, ale idź już spać ;)
no to idę :)

zby001 pisze...

jak zwykle, wszystko sprowadza sie do edukacji. I tych, ktorzy nadsylaja prace na konkurs, i tych, ktorzy te prace oceniaja.
A ze lepszy pieniadz jest wypierany przez gorszy, to juz nawet jeden proboszcz z Fromborka glosil onegdaj.

guerilla pisze...

@ Asmo - Van Gogh REWELACYJNIE potrafił robić studium ludzkiej sylwetki. Był w tym świetny. Proszę się dowiedzieć wpierw, a nie tworzyć argumenty na "podobno" :_)

asmo pisze...

rewelacyjnie - ale dla nas, dla których ta estetyka jest już estetyką klasyczną, dla jego współczesnych i dla niego samego nie była, a dla akademików była jedynie dowodem braku warsztatowych umiejetności

maciejewski pisze...

Widzisz Iczku - ja mam czasem w drugą stronę - przeglądam RSS'y, w których mam od groma bardzo dobrych fotografów i tak się czasem zastnawiam jaki to ma sens - jest tam tyle dobrych fot, że aż nie mam czasem czasu przejrzeć wszystkich. I tu pojawia się odwrotna refleksja - skoro tak wiele osób robi to tak dobrze, to jakiż jest sens się starać, skoro i tak będę co najwyżej lepszy od zaledwie niektórych?

Odpowiedź jest prosta - robię to dla siebie i jak ktoś chce to oglądać, to zapraszam na blog, jak ktoś zechce to nagrodzić, to może kiedyś będzie miał okazję, bo na razie na konkursy nie wysyłam.

Do czego dążę - może czasem po prostu lepiej nie rozglądać się za bardzo dookoła, albo nie zastanawiać się zbytnio nad tym co się widzi. Internet to takie wielkie może, że zawsze widać tam ogrom tego, co się chce zobaczyć. Można w tym utonąć. Dlatego czasem lepiej po prostu robić swoje i tyle. Jak się zacznie zastanawiać nad wszystkim dookoła za bardzo, to można źle skończyć.