piątek, 30 stycznia 2009

Czy ludzie lubią się fotografować...?


Dzisiaj zupełnie banalne pytanie... jak w temacie.

W jednym z małych miast w Polsce (poniżej 100tys) przeprowadzono akcję społeczną, która miała na celu integrację mieszkańców wokół swojego miasta, dzielnicy, powiatu.

Władze gminy zorganizowały konkurs prosząc mieszkańców o przesłanie swoich zgłoszeń, z krótką historią swego życia w mieście. Wybrane kilkanaście osób miało znaleźć się na reklamach rozwieszonych w całym mieście, z jakimś krótki tekstem określającym ich "miejsce" w społeczności.

Pomimo zakrojonej na bardzo szeroką skalę akcji reklamowo-marketingowej całego przedsięwzięcia (praktycznie w mieście nie było tablicy i przystanku, na którym nie wisiałyby komunikaty i zaproszenia) odzew ze strony mieszkańców był bardzo nikły. Nie zrażając się, organizatorzy postanowili brnąć w temat...

Wybrali wybrańców i rozpoczęło się...:)
Z grupy finalnej na publikację zdjęcia w takiej skali (całe miasto) zdecydowało się tylko nieco ponad 60% osób. Kiedy okazało się, że ma być tam nazwisko osoby, zrezygnowało kolejne 40%...
W efekcie, nie było praktycznie z czego robić akcji...:)

Czy My nie lubimy już robić sobie zdjęć..?
Bo ja nie lubię... , ale ja jestem pstrykaczem i tu się usprawiedliwiam.
Ale tak generalnie, to jakoś niefajnie z tą fotografią...

A może to efekt Globalnej Wioski..? Mamy dość wszędobylskiej inwigilacji i permanentnego bycia znanym!?
Internet pozbawia nas unikatowości, wyjątkowości. Wszystko można wygrzebać o każdym...


Czyżby Globalny Kryzys Osobowości...?
Zresztą chęć ludzi do sfotografowania się na ulicy, też maleje... odczuwam to boleśnie... :(
Za to na "Naszej Srasie" każdy wywala swoje foty... co jest!?



17 komentarzy:

Hoppke pisze...

Ludzie chętnie zamieszczają w sieci zdjęcia, którymi (w ich opinii) mogą pochwalić się znajomym. Tzn. zdjęcie musi być upozowane, przedstawiać człowieka korzystnie (czyli ładniej/zgrabniej/młodziej niż w rzeczywistości wygląda) itp.

Myślę, że ludzie uciekają od zdjęć, które mogą być "niekorzystne" -- reportażowe, bez retuszu. Oraz które mogą dostać się przed oczy przypadkowych osób (pojęcia nie wiem czemu się tego obawiają -- ja tam bym bardziej obawiał się oczu niektórych znajomych, nieznajomi są mi obojętni, bo nie połączą mojej twarzy z moją osobą).

Ludzie też trochę boją się nieanimowości. Zwykle nie wiedzą dlaczego, ale zachowawczo wolą się nie wychylać. Może to jakaś pozostałość po poprzedniej epoce, gdzie faktycznie często lepiej było się nie wychylać i pozostawać szarym i anonimowym.

Tu NK jest paradoksem, ale autentycznie ludzie umieszczają tam "fotki" dla kręgu swoich znajomych, liczą na to, że nikt inny ich oglądać nie będzie. Efekt skali -- NK to ileś-tam milionów kont, więc giniesz w tłumie i tylko znajomi cię wyłowią. Zdjęcia lokalnej społeczności zawierają z punktu widzenia odbiorcy dużo mniej anonimowych osób.

Powyższa opinia bazuje na rozmowach z ludźmi, którzy prosili mnie o zrobienie im właśnie "fotki do wrzucenia na NK" :)

iczek pisze...

Właśnie... też się z tym spotkałem "zrób mi fotkę na NK"... to jakiś fenomen... :)

guerilla pisze...

Odpowiedź jest prosta - nadal żyjemy w biednym kraju, właściwie to jeszcze. Strach o własny wygląd, wstyd, i nadmierne przejmowanie się wyglądem jest charakterystyczne dla krajów rozwijających się (choć w tzw 3 cim świecie wygląda to diametralnie inaczej, ale to zupełnie inne kultury).

Wystarczy porównać Czechy czy Słowację - robiłem tam dowolne zdjęcia dowolnym ludziom w dowolnych sytuacjach na ulicy, jedyny efekt to było marszczenie brwi czasami.

Znajduję też inny aspekt tego problemu. Skrajny indywidualizm promowany od lat 60 tych, doprowadza w końcu do tego, że ludzie uważają swój wizerunek, swój wygląd w oczach innych za przedmiot którym można handlować, który może zostać skradziony lub nadużyty. Czyli cywilizacja zatoczyła koło,i wracamy do myślenia magicznego :_)

mtq pisze...

A mi się wydaje, że ludzie generalnie lubią się fotografować, tylko może nie każdy chce potem to zdjęcie wszystkim pokazywać?
Pierwsze nie zakłada automatycznie drugiego :-)

iczek pisze...

mtq - tyż fakt...

ana pisze...

a może chodzi o nieufność, o brak swobody i dystansu samych siebie, do krytyki/samokrytyki, będąc anonimowym nie jest się narażonym na negatywne bodźce/emocje, wydaje mi się że w dużej mierze "u nas czy nasza" krytyka opiera się na złośliwościach, jest mało obiektywna, zresztą "my" często rzeczy odbieramy personalnie, a stawić czoło takim emocją w małych miasteczkach to trzeba mieć dużo odwagi.

iczek pisze...

niewątpliwie trudniej jest fotografować w mniejszych społecznosciach. Chyba, że przejdzie się już etap poznania itd...

Choć wiem, że niektóremiasta bardzo łatwo, chętnie i ludzi w nich otwierają się na fotografów. Nawet ostatnio mam taki przykłąd z południa Polski.

Grupa fotografów zrobila warsztaty, łaziłą po mieście i spotykała się z bardzo życzliwym przyjeciem...

No nie wiem...

asmo pisze...

bo dając się obfotografować komuś obcemu, mamy poczucie, że tracimy kontrolę nad swoim wizerunkiem (jak złudna jest to kontrola w przypadku obfotografowania przez kogoś znajomego, to inna sprawa)

nie lubię być fotografowana, przez nikogo
i zaczepiona na ulicy, z pewnością bym się sfotografować nie dała

pjolo pisze...

A w Czestochowie (250 tys mieszkancow) taka akcja odniosla duzy sukces.

Rosomak pisze...

Mam wrażenie, że zapominacie trochę o elemencie strachu. Takiego zwykłego przed zostaniem skrzywdzonym, zaatakowanym. Może to specyfika okolicy, ale widzę, że ludzie mający jakiś poziom samoświadomości większy niż rzucający butelkami po ulicy podlotek w kolanach w kroku [nie chodzi mi tu akurat o jeden typ młodzieży], taka osoba stara się wtopić w tło. Ładowanie się na afisz, z nazwiskiem jeszcze to proszenie się o wybitą szybę, "graffiti" na drzwiach czy skopanie na ulicy przez znudzonych wyrostków. Anonimowość daje [złudne] poczucie bezpieczeństwa. Ogólnie w mniejszych miejscowościach łatwiej wytłumaczalny wydaje mi się element agresji na ulicy wobec kogoś kto wystaje, niemniej mniej lub bardziej instynktownie, ludzie reagują na to chowaniem głowy w ramiona. Takie spostrzeżenie, z mojej perspektywy oczywiście.

Rosomak pisze...

*z kolanami w kroku [sorry]

jarek pisze...

To ja z perspektywy inicjatywy w niewielkim miescie na poludniu Polski. Nie ma regul. Ludzie pozowali bez wiekszych problemow, na spotkaniu z fotografami sala byla pelna, pol roku potem, na wernisazu trzeba bylo sie przeciskac do zdjec, a odludne na codzien BWA, od tygodnia przezywa swoje zlote dni. Wystawa sklada sie w 80% z portretow spotkanych na ulicach ludzi.

Spotkanych, a nie "zaczepionych". Nigdy nie pojme tej niecheci i agresji wobec fotografii robionych z otwarta przylbica - "obfotografowana", "zaczepiona", moze jeszcze "napadnieta"?

asmo pisze...

ejże, nie przesadzaj z niechęcią i agresją, nikogo jeszcze nie zdzieliłam parasolką za próby zrobienia mi zdjęcia ;)

spotykam na ulicy znajomych, nieznajomy może mnie najwyżej zaczepić, bez względu na zbożność celu i moją dla tego celu przychylność

Kikur pisze...

@Rosomak
Przepraszam, ale nie mogę się powstrzymać. Co to jest "podlotek w kolanach w kroku"? Ja rozumiem, że chodziło Ci o podrostka (bo podlotek wydaje się być określeniem dla młodego dziewczęcia), ale cała ta konstrukcja jest co najmniej karkołomnie dwuznaczna. ;-)

Kikur pisze...

@Rosomak
Teraz zauważyłem, że poprawiałeś - ale przeczytaj dokładnie poprawkę - chyba na niewiele się zdała. Oni mają "krok w kolanach" z tego co zaobserwowałem. Sorry, ale chory jestem i mi się trochę nudzi. :-)

Rosomak pisze...

rany.. muszę przestać pić własne wynalazki :| przynajmniej zanim coś napisze. dzięki Kikur, masz oczywiście rację, zdrowia życzę.

Anonimowy pisze...

Wiele odpowiedzi na padające tu pytania znajdziecie w esseju Susan Sontag "O fotografii".

Paweł k