piątek, 2 stycznia 2009

40 lat... w Gdańsku... szukam!


Wiem, że blog to nie słup ogłoszeniowy, a tym bardziej anonsowa gazeta, ale za pośrednictwem tego medium, chciałbym poszukać gdańszczan...

A oto ogłoszenie:


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Poszukuje małżeństw - mieszkańców Gdańska.
Muszą zamieszkiwać w tym pięknym mieście od minimum 40 lat (im dłużej, tym lepiej).
Parom, które się zgłoszą proponuje portretową sesję fotograficzną.

Ale nie za darmo...:)
Oddam swoją pracę i zdjęcie wykonane aparatem pamiętającym Chicago z 1954 roku w zamian za.... historię.
Historię opowiedzianą w czasie sesji. O życiu w Gdańsku.
Nagraną przeze mnie na magnetofon.
Nie musi to być nic wielce wybitnego... nie poszukuję tylko bohaterów wojny czy wybitnych społeczników.
Interesuje mnie każda historia związana z miastem.

Jeśli znacie takie osoby (bliskich, dalekich) - spytajcie czy są zainteresowani i dajcie mi namiary na nich. Zadzwonię.
pb(małpa)piotrbiegaj.com
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


Będę wdzięczny za wszelką pomoc...



8 komentarzy:

guerilla pisze...

tak nie na temat trochę, ale pewnie znasz reportaż Prószyńskiego z lat 30-tych z jego podróży do Gdańska ? (jesli nie znasz to polecam, ciekawy całkiem:)

guerilla pisze...

Ups. Pruszyńskiego oczywiście :)

Kasia pisze...

Iczku drogi,
jako że powyższy wpis wywołał w moim domu dyskusję, stwierdziłam, że napiszę, i zapytam (i będę wdzięczna za odpowiedź) – po co?
Po co fotografia i historia? Bo fotografia to fotografia, i przynajmniej w moim mniemaniu, powinna mówić sama za siebie. Bez podpisu i dodatkowego wyjaśnienia. A historia to historia – w książce, w przewodniku.
Czy to nie jest przerost formy nad treścią, albo treści nad formą? Konieczność wyjaśnienia, dopowiedzenia? I jak to ma się do fotografii i jej, indywidualnej przecież, interpretacji? Bo jak interpretować fotografię, skoro ta opatrzona jest już historią?

Pytam więc ‘po co?’, ot tak, z ciekawości, bo dyskutowaliśmy dziś o tym wchodząc po schodach :)

iczek pisze...

@Kasia - odpowiedz jest bardzo prosta. Każdy z elementów (obraz, dzwiek itp) ma stanowic fragment spójnej calości.

To nie ma być zdjęcie samo w sobie, ona ma współistnieć z resztą. Nie chcę tutaj przedstawiać szczegółów - właśnie po to kontakt i zaproszenie do rozmowy. Wówczas wyjaśnię szczegóły.

Uwierz - czasami fotografia musi istnieć z opisem. Po prostu musi.
Zwłaszcza ta portretowa.... ciasna... zduszona jakby w samym wizerunku twarzy, ramion... spojrzeniu.
Czasami po prostu aż otwieramy uszu, by dosłyszeć co mówią twarze ujęte w jeden kadr.

iczek pisze...

@guerilla - niestety nie znam, znaczy nie pamietam juz tego, choc slyszalem, ze cos takiego napisal. Śmieszne jest to, ze moja rodzina w czasie wojny ukrywala kogos z rodziny Pruszynskich..:)
To tak na marginesie :)

Dobi pisze...

Super, generalnie godne poparcia ale jak juz to zrobisz to gdzieś opublikujesz? Przy takiej akcji absolutnie nie warto kisić cudzych wspomnień dla siebie. śmiem twierdzić że własnie te wspomnienia będą miały o wiele większą wartość niż współczesne portrety ich bohaterów.
A daleko nie szukając,zrobil taki projekt Piotr Wittman http://miastozapomniane.wordpress.com/

iczek pisze...

Dobi - wszystko ma swoją kolejność :)
Na razie szukam bohaterów...
Dzięki za link... moj pomysl nie jest zadną nowościa. Rożnić będzie się szczegółami i formą ostateczną... :)

Dobi pisze...

We Wrzeszczu całkiem niedawno (tzn. tak naprawde zbieranie materiałów zaczęło się daawno ale dopiero teraz efekty są oglądalne) wystartował projekt Ślad-Opowieści Wrzeszczan (http://www.slad.wrzeszcz.info.pl/). Trochę inny charakter ma ta akcja, z naciskiem na zbieranie historii wspomnieniowych.
W każdym razie myśle sobie, że gdybyś startował już z zaplanowaną formą prezentacji większą niż własna szuflada, łatwiej byłoby ludzi przekonać do projektu:)
Powodzenia!