poniedziałek, 29 grudnia 2008

Fotoindex się ukazał...


Pojawił się właśnie w mojej skrzynce mailowej kolejny link do nowego magazynu Fotoindex. Zwyczajem poprzednim pozwolę sobie jedynie skreślić kilka słów krytyki pod adresem autorów. Może nie wszystkich, ale części...

Wojtek Gepner chciałby pokazać mi Polskę przez pryzmat szkoły amerykańskiej. Te rozwalone domy, puste ulice, stare, opuszczone budynki, autobus w polu, tablice reklamowe w szczerym polu. Niestety mam wrażenie, że to jednak nie działa w naszych realiach. Po pierwsze w amerykańskiej wersji takiego reportażu, te same ujęcia są po prostu ciekawe bo inne, nieznane... tutaj magia tajemnicy ucieka i obrazki są zwykłe poprzez swoją swojskość. Wolałbym zobaczyć jakieś bardziej oryginalne ujęcie tego tematu. Poza tym, mnie bardzo razi maskowanie kolorowych zdjęć... jakoś toleruje to jedynie w BW.

"Za Blokiem"
Michała Kyci już na wstępie złości mnie brakiem konsekwencji. Tak jakby autor chciał za razem zrobić zdjęcia w klimacie dokumentu Brasseia i portret uliczny. Ciasne portrety mieszkają się z szeroko kadrowanymi portretami, a te z pustymi kadrami architektury najczęściej pod światło. Jako, że poziome kadrowanie portretów bardzo mi ostatnio leży i w tym kontekście fajnie, że twarze niejako oddychają przestrzenią (w myśl tytułu). Kadrowanie pionowe wymusiłoby skupienie się na osobach, czego autor chyba jednak starał się świadomie unikać. Tematem głównym miało być to wspomniane w przedmowie podwórko, ale nie do końca moim zdaniem całość trzyma się ryzów tematu. Michał się miota trochę...

Anna Bystrowska wzięła się za temat, który chodził za mną od wielu lat. I chyba mi go skutecznie skradła - "Działkowicze". Chociaż spotykane przeze mnie typy ludzkie na działkach są nieskończenie interesujące i za każdym razem można odkryć coś nowego, to jednak cykl Ani jest ładnie domknięty w sumie. Sięgnęła Anka do studni i wyciągnęła prawie całą wodę. Oj długo przyjdzie nam czekać na coś bardziej odkrywczego w tym temacie. A kto wie czy jeszcze coś zobaczymy, bo czasy dla działkowców idą nieciekawe.. Gratulacje Aniu!

Dyptyki uwielbiam z samego założenia i forma ich podania i konsekwencja znamionuje świadomego fotografa. Niby proste, niby banalne, ale już nie raz udowadniano, że najtrudniej zrobić rzecz najprostszą. Jeśli miałbym cię czepiać, to jedynie większego skupienia na samych portretowanych. Jakiegoś ustawienia konsekwentnego bardziej. Czasami mam wrażenie, że zdjęcia są zbyt przypadkowe. Czasami aż nadto wystudiowane. To zgrzyta. No i trochę pracy nad światłem się by przydało. Jeśli już robimy zdjęcie, to zapanujmy nad nim... tutaj bywa różnie.

Michał Grocholski i jego "Efekt tornada" pozostawię bez komentarza. Nie chcę bowiem oceniać człowieka po jednych zdjęciach w temacie, który jest samograjem. Na równi z Indianami pozującymi za 2 dolary w skansenie w USA. Nie są to prace na wysokim poziomie reporterskim, nie widzę tutaj jakiś szczególnych emocji, a samo fotografowanie wywalonych drzew, butelek i zerwanych dachów jest raczej formą rejestracji niż świadomym reportażem.


Fotografowanie Podlasia powinno zostać zakazane na co najmniej dwa, trzy lata. Tak dalece "zeksplorowanego fotograficznie" regionu w Polsce chyba innego nie ma. To już chyba 5-6 cykl, który oglądam z portretami mieszkańców Podlasia, którzy zawsze podani są w tym samym sosie: starzy wieśniacy z swoich regionalnie cudownych domach sprzed 150 lat. Czasami przemycony aspekt nowoczesności, ale zawsze babulinki i dziaduniowie w wiejskim przyodziewku.
Mam pomału wrażenie, że tego typu zdjęcia ich poniżają. Wiem... ostre słowa, ale chwytanie się tematu wiochy i regionów tego typu trąci mi z lekka hipokryzją fotograficzną.
Na dodatek
Rafał Bielawa nazwał swój cykl "Tam gdzie życie jest prawdziwe...".
A życie gdzie indziej nie jest prawdziwe...!? Nie rozumiem!
Oczywiście kwadrat być musi.. :) Ze światłem bywa różnie. Czasami jak widać światło zastane potrafi sprawić wiele kłopotów (str. 78, 80).
Podpis pod zdjęciami mówi, że Rafał jest portrecistą... O kurcze - a ja szukałem w Polsce portrecistów... :)


Byłem na pieszej pielgrzymce do Częstochowy (z Gdańska) 5 razy. Wszystkie etapy znałem na pamięć. Byłem "zwykłym" uczestnikiem, byłem tez porządkowym... Śmiem twierdzić, ze wiem co to pielgrzymka i czym jest cała idea pielgrzymowania. Przez te pięć lat nie śmiałem zrobić ani jednego zdjęcia z tego marszu. Przez dwa tygodnie szedłem. Nie umiem pokazać prawdziwości pielgrzymki w fotografii. Nikt nie umie. A widziałem dziesiątki pseudo reportaży z pielgrzymki. To, co pokazuje
Renata Dąbrowska to jakiś fragment tej rzeczywistości. Malutki. Bardzo symboliczny i, jak sama Renata mówi, taki miała zamiar. Efekt jest dla mnie bardzo przeciętny. Równie dobrze cykl można nazwać - "Samochodem przez wieś..." Nie ma tutaj nic z klimatu pielgrzymki, nic z miasta (pielgrzymka idzie też w miastach!?)... po prostu pustka. Machający ludzie nie robią z tego materiału niczego wielce ciekawego.

Tomek Łapiński chciał pokazać drugą stronę pielgrzymki. Te wewnętrzną. Te żołądkową. Treść tejże. Użył BW i dużego ziarna, co za każdym razem (od ręki niejako) zwiększa dramaturgię i moc obrazu. Jednocześnie podsycając płomień tajemniczości i wyjątkowości materiału.
No cóż... zapyta ktoś - A czego się iczek spodziewałbyś po takim reportażu?
Odpowiem, że nie wiem. :)
Ale zdjęcia Tomka nie powodują tego samego odczucia jakie towarzyszy wejściu na kolanach na Górkę Przeprośną (pielgrzymkowicze wiedzą , co to!). Emocji w nich jest dokładnie tyle ile nadać im potrafiło wspomniane ziarno i skala szarości. Jest jednak kilka kadrów, które stają się samo istniejącymi obrazami i te do mnie gadają (str. 110) pomimo, że banalne może dla części. Ja lubię symbolikę zgrabnie podaną.
Jako całość uważam, że zdjęcia są też źle ułożone.
Czepiam się pewnie, ale jako uczestnik nie odczuwam ducha.. .:)


Tym samym polecam nowy Fotoindex... :)