piątek, 19 grudnia 2008

Sprzętowo... obyczajowo...


Unikam pisania o sprzęcie cyfrowym, a przynajmniej staram się, bo nie znam się już na tym. Wszystko, co się dzieje wokół aratów cyfrowych przegoniło mnie już trzy razy i głupio mi wyłuszczać się nad wyższością X nad Z, bo za cholerę nie przyswajam treści ukrytych za kolejnymi danymi technicznymi...

Po prawej stronie tych specyfikacji są zazwyczaj cyferki, które się zmieniają w górę i na ich podstawie koncern X zarabia o 15 milionów dolarów netto więcej niż koncern Z, który umieścił w jednej rubryce gorsze (niższe) wyniki.

Niemniej trafiają czasem do mnie, przesyłane przez życzliwe osoby informację na temat tego, co się dzieje, i że właśnie wyszło coś nowego, fajnego z zakresu profi. Nie żebym czuł się profi, ale po prostu tylko ta półka może ew. wzbudzić we mnie jakieś emocje.

I tak najpopularniejszym słowem obecnie w świecie digital photography stało się złożenie "czarne punkty". Bosz... jakiś tam następca 5D okazał się na tyle "zły" i "felerny", że przy jakiś tam granicznych warunkach wywala na ekran widoczne w powiększeniu 1:1 jakieś czarne kropy wokół prześwietleń.

Chm... siedzę ja więc i czytam i przestaje rozumieć w czym jest rzecz.
Czy w tym, że aparat kosztuje 8000 zł i że powinien działać bez zarzutu !?
Czy może w tym, że te czarne kropy nie pozwalają wykonywać zdjęć !?


Przecież jeśli nie czarne kropy, to jakiś "cyfrofil" i tak przyczepi się, że ziarno przy 12400ISO nadal jest dla niego za duże, bo przy powiększeniu dwa na jeden metr widać je zbyt nachalnie.
Lub inny sportsshooter stwierdzi, że trudno złapać mu komara w locie w trybie AF-C lewym skrajnym punktem, który nie wiedzieć czemu nie jest jeszcze podwójnie krzyżowy!?

Ludzie!

Skamlę o rozsądek i walkę z tym obłędem, który nas ogarnia i który nam serwują znajomi, koledzy, media, koncerny. Zatrzymajmy się, bo skończy się to wszystko czymś, co jeszcze nawet nie zostało zdefiniowane w nauce socjologicznej dotyczącej grup społecznych. A ja nazwałbym to: "hiperinfantylizmem wpojonym".

Sprowadzenie wszystkiego co wokół fotografii się dzieje do "czarnych kropek" czy szumów ISO jest drogą donikąd.


Tak mi się skojarzyło, że w tym co piszę jest pewna analogia do ostatnich wydarzeń w świecie dziennikarskim.
Oto miesięcznik PRESS daje od paru lat tytuły dziennikarza roku. W tym roku nagrodę tę dostał Bogdan Rymanowski. W Gazecie Wyborczej, Piotr Pacewicz umieścił felieton na ten temat krytykując niemożliwie cały pomysł wręczenie takiej nagrody (dziennikarz roku!!) właśnie temu człowiekowi. I ja się z panem Piotrem zgadzam w 100%.
Bo z Rymanowskiego jest taki dziennikarz, jak z czarnych kropek problem w fotografowaniu.
I tu, i tu ktoś wmawia nam, że coś jest takie jak stara się ktoś aby było.
Prowadzenie średnio inteligentnych rozmów z głupimi politykami jest nagradzane nagrodą Dziennikarza Roku.
Czarne kropki w fotografii stają się tematem głównym połowy fotografów na świecie.


Hiperinfantylizm wpojony!