poniedziałek, 15 grudnia 2008

Jestem niefotogeniczny....


Dziecinne wprost stwierdzenie, ale ileż można wyciągnąć z tego filozoficznych rozważań!

Oto staje przed Tobą i kołaczę... zrób mi zdjęcie. Ale pamiętaj, że jestem niefotogeniczny. Więc ułóż mnie jakoś lub po prostu zamaskuj mą niefotogeniczność.

Staram się więc rozstawić statyw tak, by niefotogeniczność znalazła się w cieniu, po ciemnej stronie księżyca. Przymierzam się długo i wytrwale. Zmieniam strony, staram się odgonić niefotogeniczność na drugą stronę twarzy, gdzieś za ramię, potem za kark, za plecy, wreszcie udaje mi się przeciągnąć siłą niefotogeniczność za tło rozstawione na statywach. No wreszcie. Jest czas na chwile spokojnej pracy.

Jesteś pierwszym fotografem, który zrobił mi udane i ładne zdjęcie. Czy możesz mi wysłać mailem dzisiaj? Bardzo się sobie podobam.

Skanuje więc negatyw. Poprawiam delikatnie zmarszczki na dłoniach i plamkuje niedoskonałości materiału odkryte między pikselami.

Wychodząc, ściska w dłoni płytę ze swoimi zdjęciami. Ostatnie spojrzenie w drzwiach i głuchy stukot butów na korytarzu zamyka kolejny etap. W studio panuje cisza. Zmęczone tło i rozgrzana oglądanymi scenami lampa marzą o wytchnieniu. Szczotka delikatnie zrzuca resztki piasku z kartonu zwijanego na rolę.

Nagle.
Potwornie głośny w tej ciszy szmer.
Coś delikatnie popiskuje między ściana a tłem.

Jeszcze tylko krok w stronę okna i będę mógł włożyć głowę między statywy. Wolno.

Mgnienie i falowanie powietrza było niezauważalne. Tylko lekki szmerek chichotu zagrał mi na skórze twarzy. Coś wpasowało się między moje oczy, nos a usta....

Od dzisiaj to ja jestem niefotogeniczny...