wtorek, 18 listopada 2008

Żal mego miasta...


Nawet nie będę się unosił, ale żal mi miasta mojego patrząc na wyniki konkursu fotograficznego zorganizowanego przez Gdańską Galerię Fotografii - Album dla Gdańska - a który to konkurs patronatem objął ŚO.

Te zdjęcia mają pokazywać miasto... moje miasto.
Naprawdę mi smutno...

TUTAJ zwycięskie zdjęcia...


W założeniu konkursu organizatorzy napisali:

Celem było zgromadzenie fotografii będących współczesnym spojrzeniem artysty na Gdańsk w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Potraktujmy substancję miejską – ludzi, domy, ulice, zjawiska społeczne – jako paletę dla własnych odkryć artystycznych. Spójrzmy w oczy domom i ich mieszkańcom. Zajrzyjmy do szkół, klubów, parków, warsztatów pracy, kościołów, na ulice i stadiony. Motywy znane pokażmy inaczej, odkryjmy mniej znane. Pokażmy ludzi i miejsca pachnące młodością lub obarczone historią.

Zachęcaliśmy autorów do odstąpienia od wizualnych stereotypów w fotografowaniu miasta, stworzenia prac intrygujących, prowokujących do poznania tajemnicy zawartej w obrazie. Oczekiwaliśmy także na autorskie komentarze wzbogacające fotografie.



Mam wrażenie, że UDAŁO SIĘ - ja nic nie kumam z takiej fotografii. Jako gdańszczanin boleje nad wynikami!


Powrót do źródeł....!!??


Głowa mnie rozbolała i postanowiłem poczytać tak dawno zaniedbane newsy ze świata sprzętu fotograficznego cyfrowego.

Zatrzymałem się w swojej fascynacji cyfrą gdzieś na body Canona 5D. Potem już tylko wlatywały mi kolejne modele do ucha i wylatywał. Czym się różnią pojęcia nie mam, ale jedna zmienna pozostawała zawsze jakimś tam wyznacznikiem rozwoju i pozwalała mi zlokalizować siebie w tym wyścigu.

Ową zmienną jest i pewnie pozostanie wielkość matrycy. I oto czytam gdzieś, że najnowszy 5D będzie miał 24mln pikseli. Wertuje stare pliki i widzę, że najwyższy model stajni C ma "tylko" 21mln...!? O co więc biega...? Firma sama kopie doły pod sobą...?

Nic to brnę dalej i nagle czytam ze zdumieniem, że jakaś firma RED, której nie znałem do tej pory praktycznie wcale (a ponoć markowa w filmie) robi jakieś śmieszne "składaki" i szaleje z informacjami o matrycy 260mln pikseli.

A ja się pytam, jakie szkła obsłużą taką rozdzielczość!?
Z tego co wiem i czym kiedyś się interesowałem (śpiąc z katalogiem szkieł Nikona pod poduszką) od lat '80 nie zmienił się system wytwarzania soczewek do obiektywów i skład chemiczny mieszanek piasku jest dokładnie taki sam w ostatnich dwóch dekadach.

Czy nie brniemy w ten sposób do granic możliwości obiektywów szklanych...? Po co mi matryca, której zalet nie będzie w stanie przekazać żadne produkowane szkło....!? Czy ktoś o tym myśli?

W całym tym galimatiasie cyfryzacji i coraz większych matryc, jedno mnie cieszy. Uważam bowiem, że jeszcze długo żadna matryca nie przeskoczy efektów wizualnych jakie daje poczciwy Schneider-Kreuznach i diapozytyw 4x5 cala. Zwróćcie uwagę, że te dwa narzędzia są idealnie spasowane ze sobą (szklane soczewki i srebrowy materiał światłoczuły) i oba w 100% przenoszą swoje maksymalne możliwości...


Czy źle rozumuje?
Czy nie jest tak, że obiektywy "stoją" w miejscu, a nośnik szaleje...
A może trwają prace nad wymyśleniem innych urządzeń umożliwiających rzutowanie obrazu widzianych obiektów...?