poniedziałek, 17 listopada 2008

Fotografia jak francuska...


Mijałem dzisiaj plakat na ociekającym starymi ogłoszeniami słupie...
Słup zdawał się płakać nadmiarem niezdzieranych od lat plakatów, które jakby wydrapywały się warstwami spod świeżych informacji.

Na plakacie widniał slogan reklamujący chyba jakieś przedstawienie teatralne. Brzmiał on:
"Mężczyzna powinien być jak francuska bagietka: sprężysty, ale niezbyt twardy".

A ponieważ, jak głosi info mego bloga, wszystko przekładam na fotografię więc od razu pomyślałem, że fotografia ma jednak jakiś pierwiastek męski, pomimo moich utyskiwań, że jest wybredną kobietą.

Czyż bowiem nie jest tak, że elastyczność i gibkość fotografii pozwala zaistnieć w niej mnóstwu różnorodnych odłamów, technik, metod i artystycznych eksperymentów...?
Czyż fotografia nie zaakceptowała przez wieki swojego istnienia autorów, którzy nie mogli się odnaleźć w tak statycznym i czasochłonnym malarstwie...?
Czyż wreszcie fotografia nie rozwinęła się aż poza kres swojej podstawowej definicji, jaką jest utrwalanie drobinek srebra, które nasączone niejako światłem zaczynają żyć własnym życiem utajonym, a dzięki zabiegom chemicznym mamy szansę uczestniczyć w ich życiu...?

Tak.

Filozoficznie się zrobiło, ale z biegiem lat, z biegiem wręcz miesięcy staje się coraz mniej elastyczny, a coraz bardziej twardnieje.
Hardy się wręcz staje.
Hardy w stosunku do tego, co można zrobić z fotografią. "Francuska bagietka fotografii" jest u mnie bardziej twarda niż elastyczna.
A że tendencja światowa jest wręcz odwrotna, takoż czuję jakby fizycznie, że ze swoją fotografią zapada się gdzieś w mrok. W niszę jakowąś, która dostępna jest coraz rzadziej, w coraz mniejszej ilości miejsc.

Moje Ulubione w "przeglądarce z lisią kitą" nie coraz rzadziej powiększają się o nowych artystów, a coraz częściej trzebię dotychczasowe wpisy.

Zaczynam się bać, czy czasami nie pochłonie mnie jakaś maniera i kult klasyki, która w prostej linii doprowadzi mnie do samotnego łażenia po ulicy i cieszenia się zdjęciami we własnym domu. Oczywiście na na wołanym samotnie negatywie i papierze naświetlanym.


Jest ta fotografia bagietką we francuski charakterze czy nie jest?
Być otwarty czy twardo stawiać warunki...?

Ech...