piątek, 24 października 2008

Gierałtowski... i już


W fotografii zasada matematyczna "minus i minus daje plus" - nie sprawdza się! Jeśli zrobimy gówniane zdjęcie i publicznie je prezentując powiemy, że ono jest gówniane i nam się nie podoba, to zdjęcie nie będzie mniej gówniane, a my nie będziemy lepszymi fotografami.

Gdybym napisał, że Gierałtowskiemu chyba się tak wydaje, to bym obraził tego skądinąd inteligentnego człowieka. Ale stosując ten prosty zabieg erystyczny - Gierałtowski jednak próbuje mi wmówić, że tak jest.

Można lubić słuchać Gierałtowskiego lub nie.
Ja nie lubię!

Można lubić zdjęcia Gierałtowskiego lub nie.
Ja nie lubię!

Można wreszcie przymknąć oko na każde słowo Gierałtowskiego lub nie.
Ja zamykam oczy całkowicie.

Maska Błazna, za którą zresztą uwielbia się skryć, jest jednak jedynie formą dorobioną na potrzeby realizacji swoich pomysłów i wkrótce stało się to stylem życia. Na ile prawdziwym?
Całkowicie nieprawdziwym i całkowicie do mnie nie przemawiające to przebranie. Im starszy przebieraniec, tym bardziej żałosne się to wydaje.


Na spotkaniu w Sopocie zobaczyłem 106 zdjęć i wysłuchałem 106 bez mała historyjek.
Fotografie, które skrywały te historyjki nie są dla mnie dziełami fotograficznymi. Nie klękam przed twórczością Gierałtowskiego.

- Jasne iczek! Obraź go! Opluj i nazwij palantem! - to każdy potrafi...
Moje drugie JA (kolega dziś mi powiedział, że mam rozdwojenie jaźni) zdecydowanie stara się bronić "Mistrza Portretu".

Doszukiwanie się głębi w pomalowanej w PS twarzy na czerwono (zielono, złoto, niebiesko) czy głęboka analiza zdjęcia, które jest oświetlone jak wprawka studyjna jest dla mnie ciut zbyt infantylne, nawet jak na Błazna.
Bez osobowości modeli, które same w sobie stanowią klasę, te zdjęcia by umarły, tak jak to się dzieje w przypadku anonimowych ryjków. Te jednak szybko otrzymują backup w postaci jakiejś kolorowej historyjki (bankier) i opowiadane z werwą i swadą przez Błazna od razu tchną życie w fotografię. Pozostawione same sobie, zdjęcia są już tylko tandetną zabawą.

- Ale on odziera z patetyczności i z wielkości te znane twarze. Kpi z nich!
Darek usilnie stara się przekonać mnie choć trochę do tych fotografii i tego autora. Sopotnia noc w okolicy Kościuszki nie sprzyja jednak mej percepcji. Prawie żadna z tych fotografii nie oddaje tego, o czym musi gadać autor żeby zdjęcie ożyło.

Takie trochę mumie porobił - martwe w ciemnym i kiepskim świetle - i teraz je zaklina opowieściami, aby ożyły.
Ech.... trup w szafie... i już.


PS
Bardzo ciekawa inicjatywa TSF zapraszania Mistrzów. Czekam na następne i zalecam standardową procedurę informatyczną: przed wysłaniem do użytku - zrób test! Nie ma to jak półgodzinna walka z brakującymi kodekami do filmu, bo nikt wcześniej nie sprawdził płyty !:)
Na szczęście talent "gadomóstwa" Gierałtowskiego uratował sytuację :)

PS2
A te ideologie na temat fotografii cyfrowej... chmmm nie będę komentował, bo to temat rzeka.




Czego można się nauczyć....

... a czego nie można!?


Jakby na zawołanie, po moim wpisie na temat poszukiwania warsztatów i szkoleń fotograficznych - na portalach foto pojawiło się mnóstwo ogłoszeń o takowych zajęciach.

Jedno z nich przyprawiło mnie o zawrót głowy, a następnie wprowadziło w totalną konsternację.

Oto bowiem, ktoś chce nauczyć mnie robić zdjęcia aktów...!!!


Znaczy (się zastanawiam), jak nauczyć? Czy w ogóle można nauczyć kogoś robienia aktów??
Rozumiem, że można nauczyć pomiaru światła w studio. Że można nauczyć zwijać tło. Że można w końcu nauczyć jak równo nasmarować nagą modelkę wazeliną i zwilżyć ją potem spryskiwaczem do kwiatów...
Ale do jasnej cholery, jak nauczyć kogoś robić akty!? I to za kasę!


Czy artyzmu i widzenia światła można się nauczyć? Jezu ile pytań dziś!
Gdzie jest granica między nauczeniem się warsztatu a byciem zdolnym z natury?

Jak nauczyć fotografii street? A jak nauczyć fotografii fashion?


Tak sobie pomyślałem, że ja mogę równie dobrze nauczyć kogoś wyginania kciuka do tyłu, bo natura nie obdarzyła mnie jedną z kości, ale za cholerę tego nie zrobi nikt inny. Tak mnie stworzono. Tak samo stworzyciel albo dał wrażliwość potrzebną do robienia zdjęć pięknych, albo jej nie dał.

Ech... nie wierzcie. Aktu nikt nie nauczy. Lepiej od razu poderwać jakąś dziołchę i na kawkę zaprosić.... ;)