czwartek, 25 września 2008

Komu zależy na fotografii


Czy większą dbałość o fotografię przejawia etatowy gadacz i teoretyk czy też może łażący po ulicy "naćpany fotograficznie" amator?

Nie, wcale to nie jest retoryczne pytanie. Oto przeczytałem gdzieś, że szykuje się jakaś kolejna "dyskusja" na temat współczesnej polskiej fotografii. I jak zobaczyłem listę "dyskutantów", to pomyślałem sobie, że to cudownie iż takie "dyskusje" odbywają się w zaciszu małych knajpek lub redakcji jakiegoś portalu i relacja z nich ujrzy świat jedynie na stronach promującej owo spotkanie strony w sieci. I za 5 minut przykryje tego newsa kolejne 50 newsów z rodzaju: Sony wypuszcza matryce 4545mln, a zaraz potem sprostowanie, że to będzie jednak 4546mln :)


Po czym udaje się na spotkanie z 3 ćpunami fotograficznymi w Ferberze w Gdańsku i po trzech zdaniach wiem, że rozmawiam o prawdziwej fotografii z prawdziwymi znawcami! Czapki z głów chłopaki. To MY, a nie te napuszone, teoretyczne, gadające autorytety wiemy co to fotografia. MY ją tworzymy swoimi amatorskimi fotami i MY wraz z setkami nam podobnych pchamy ten wózek w przód pamiętając o tym co już za nami.

Patetycznie cholernie to brzmi, ale mam dziś wojowniczy nastrój i widzę przyszłość jasną i wielką!
Ale tylko jeśli udział w niej wezmą tacy sami wariaci jak moi koledzy. Więc trzymam łapki zaciśnięte na resztkach Polaroida co mi w szafie leży i liczę na Was Koleżanki i Koledzy spod znaku "Amatorów Co Się Zowią".

A tym wszystkim specom, co analizują zdjęcia, które nawet zdjęciami nie są, proponuje aby spojrzeli tak czasami na fotografię bez tego wyuczonego zadęcia. Ot, może tak jak patrzy Shannon Richardson -

fot.: Shannon Richardson




Deprecha...


Dużo ostatnio malkontentów się pojawiło wśród znajomych.
JEDEN narzeka, że weny nie ma, DRUGI zamyka bloga...

Wszyscy wiemy i nie muszę chyba tego podkreślać, że to klasyczny efekt jesiennej deprechy. Nie wiem czemu, na mnie takie klimaty nie działają. Jestem meteopatą z pewnością, ale jakoś bardziej fizycznie mnie to dopada. A Ci się wzięli i marudzą.

Żeby ich trochę dobić, a jednocześnie aby uczynić zadość moim fascynacjom w kierunku "kiślu" i minimalizmu, o których Rudolf też pisał proponuje Wam Josef'a Hoflehner'a.

Mniam...


fot.: Josef Hoflehner, Oigawa River - Japan



PS
Acha - kolega z pracy zakupił wielki format :)
To się roznosi.... zaraza się poszerza :)