piątek, 19 września 2008

Keep smiling...


W rzeczy samej.

"Łikend" zapowiada się wspaniale. Ładunku spakowane, kasety załadowane, Polaroidy gotowe i zwarte, woda demineralizowana zakupiona w piwnicy tylko czeka aby wypłukać łikendowe efekty.

Pozostaje jedynie przykleić uśmiech do twarzy i rozpocząć polowanie na ciekawe twarze.

No właśnie - przyklejony uśmiech czy naturalna radość z fotografowania?


Dwa tygodnie temu robiłem zdjęcia na terenie Pracowniczych Ogródków Działkowych. Inne świat. I tak jak dotychczas byłem przeciwnikiem tego typu miejsc w mieście, tak obecnie jestem ich gorącym zwolennikiem!
Pewnie wszystko zależy od typu działek i ich wyglądu, ale tam gdzie byłem po prostu wchodzi się jak do Czarodziejskiego Ogrodu pośród ciszy i pięknych jesiennych zapachów dojrzewających jabłek i ciężko nasączonych miąższem jeżyn.

Powolne duchy działkowiczów przesuwają się alejkami z bukłakami wody i w szmerze sączącej się ze starych tranzystorów muzyki. Starsi ludzie. Inaczej obcujący z naturą i inaczej odbierający kontakty ludzkie. Z jednej strony ciekawi nowego, z drugiej nieufni wobec młodych.

Człowiek z wielką kamerą na plecach budzi oba te doznania. Krótka rozmowa i pierwszy model już pyta jak się ustawić i czy nie lepiej będzie na tle tej gruszy, bo śliwka zmarzła tego roku.

Celebrowanie zdjęcia, zmiana miejsca, kolejna osoba. Wynik? 5 osób na 7 zapytanych.
Ale efekt zdjęciowy mniej ważny...

Oto odprowadza mnie do bramki energiczna kobieta w wieku mojej mamy +20 lat i na odchodnym rzuca od niechcenia:
- Ma Pan uśmiech, który otwiera tych ludzi i dlatego się zgadzają. W ogóle się Pan uśmiecha. To ważne.

Konsternacja. Jaki uśmiech? Przecież staram się być poważny, skupiony. Czyżby morda mi się mimowolnie śmiała?


Śmiejcie się do ludzisk. Po prostu. O tak.