piątek, 12 września 2008

Kiedy patrzę hen...

... za siebie, W tamte lata co minęły...

To z łezką w oku wspominam moje pierwsze świadome kroki ku kadrowaniu, kojarzeniu rozkładu światła na klatce. Ech... dreszczyk pojawi się kiedy otwieram pudełka ze slajdami sprzed 5-8 lat. Tymi pierwszymi, tymi, które były wołane z niecierpliwością, która na szczęście nadal ze mną została. Tak sama drepcze przy biurku czekając na info SMS, że fiszka już sucha.
Ale te pierwsze małe obrazki pocięte nierówno na 6 sztuk i zapakowane w folię mają dziwną siłę.


Kiedy myślę co przegrałem, I co diabli wzięli
Co straciłem z własnej woli, A co przeciw sobie...


To zaczynam myśleć, że trochę przerżnąłem ciekawych spraw. Zaczynam kalkulować z ołówkiem w ręku, że mogłem do tego czasu zrobić kilka wystaw, zadzwonić do kilku redakcji i przygotować swoje portfolio na papierze, czego nie zrobiłem do dzisiaj w sposób systematyczny. Że trzeba było zainwestować w coś przemyślanego i ciągnąć nawet pod górkę...


Co wyliczę, to wyliczę,
Ale zawsze wtedy powiem,
Że najbardziej mi żal...


Wówczas nachodzi mnie taka dziecinna chęć sprawienia sobie przyjemności. Małej. Prostej. Takiej, przy której cukierek wręczany dziecku jest równie cenny, co pocałunek na dobranoc.
I kiedy w głowie poruszam sektory odpowiedzialne, za doznania przyjemne i staram się znaleźć takie coś, co przywróci mi równowagę i wyrwie ze wspomnień - okazuje się, że jest tylko jedna taka rzecz...

FOTOGRAFIA

Banalne... wiem :)