wtorek, 2 września 2008

LF - brama do świata...


Dzisiaj po raz pierwszy ktoś zaczepił mnie i spytał mnie o zdjęcie.

Popołudnie zapowiadało się cudnie dla fotografa. Zachmurzenie, ciepełko, po prostu idealny czas aby się wybrać po pracy nad morze.
Rozstawiony nad brzegiem Graphic Crawn wygląda dość dziwnie. Wielki, pokraczny ze zwisającym wężykiem.

Pierwsza była nastolatka, na pierwszy rzut oka widać, że z tych artystycznych dusz.
- A co to za firma? Co to za "maszin"?
- A jak to się patrzy?
- Mogę?

Okazało się, że w plecaku ma średni format. Zgadaliśmy się, że kwadrat to dobry kadr :) Poszła do swoich kwadratów.

I nagle zza pleców głos:
- Czy ja też mogę spojrzeć?
Starsza Pani w wieku mojej babci niecierpliwie zaglądała przez ramię. W oczach, które widziały tysiące wchodów więcej niż ja czaiła się dziecięca chciwość poznania i ciekawość.
- Proszę, musi Pani spojrzeć tutaj, ale niech się Pani nie zdziwi, bo to do góry nogami.
- Nic nie widzę?!
Okulary autochromy nie pozwalały jej zobaczyć nic na matówce.
- Sprawdzę bez okularów. O! Lepiej! - starsza pani zachwycała się jak brzdąc obdarowany cukierkiem.
- Pan zarabia na tym?
- Pasja....

Pani już odchodziła, ale odwracając głowę powiedziała to zdanie:
- Szkoda, że nie mam pieniędzy, bo bym zrobiła sobie zdjęcie u Pana.

.... ech.... warto żyć dla tych wszystkich ciekawych spotkań z fotografią i przez fotografię.
Oj warto!




Komu sztuka, komu...?


.. bo idę do domu - chciałoby się powiedzieć.

W sumie to rzeczywiście jak oglądam współczesne wystawy, współczesnych autorów, prezentujące współczesne widzenie świata przez obiektyw, to chce mi się iść do domu....!

W Gdańsku ostatnio wysyp wystaw. Trwa Transfotografia, niedługo rusza przegląd wileńskich fotografów.

Odwiedzam te miejsca, gdzie gości Trans i ... ręce mi pomału opadają. Po raz kolejny bowiem zdaję sobie sprawę, że sztuka w moim rozumieniu albo nie istnieje, albo istnieje w galeriach w Luwrze.

Patrzę oto na zdjęcie samochodu na parkingu. Zdjęcie zrobione gdzieś może w latach 70 - 80. TO mercedes beczka. Stoi. Nic na tym zdjęciu nie ma. Stoi auto. Gdyby to był internet, to bym kliknął zanim minęłaby sekunda. Ale tutaj wisi. Tak z 1,5x1,5 metra. Sztuka!

I teraz pytanie... jak dużo trzeba wymyślić tła ideologicznego do takiego zdjęcia żeby ono urosło do rangi sztuki wartej wydania i wystawienia w postaci galerii? Jak się okazuje niedużo. Coraz mniej wręcz.

A ja stoję i uwierzyć nie mogę, że to jest sztuka fotograficzna. Wiem, wiem... zaczynam dyskusję, do której zapewne nie mam kompetencji naukowych i edukacyjnych. Nie uczyłem się historii sztuki i nie skończyłem żadnego kursu ani szkoły fotograficznej. No, ale póki co mam jeszcze prawo ocenić, że większość tych "sztuk" w ramach Transfotografii to po prostu silenie się na coś...

Ani to technicznie poprawne, ani to zachwycające kompozycją. Ot... zamiast samochodu może być psia kupa - byle tylko ujęta w jakiś metafizyczny kontekst kulturowy. Powiększona do rozmiarów opony od tira - kupa zyska wymiar metafizycznej alegorii naszego psiego życia. Potem tylko znaleźć odpowiedni "festiwal" i dawaj... jestem artystą.

Albo inaczej - postawić przebranego człeka na tle Stoczni i koniecznie musi on stać w płaszczyźnie nieostrości. Wówczas staje się on "urealnionym lękiem i personifikacją naszych bojaźni".

Noż kurde balans...!


A ja prosty jestem. Jak prosty jest sposób naciskania migawki. Bez mega ideologii. Bez silenia się na te wszystkie "metafizyczne kupy".

Ech... to jest dla mnie sztuka: