wtorek, 26 sierpnia 2008

Spotkałem zawodowca...


- Może jutro? Będę między dwoma sesjami. Możemy gdzieś przy plaży się spotkać - niecierpliwy głos w słuchawce dawał do zrozumienia, że każde wypowiedziane słowo jest już nadwyrężaniem czasu rozmówcy.
-OK. Więc koło 11:00. Będę. - musiałem odpowiedzieć wojskowym stylem, bo czułem, że tak wypada. Jak mógłbym zabierać czas.

Znacie ten typ rozmówcy telefonicznego? Bardzo popularny w korporacjach. Dzwonisz i za każdym razem masz wrażenie, że odrywasz rozmówcę od niezwykle ważnej pracy. I tak jest zawsze. Chociażbyś pracował z nim 10 lat, to on zawsze jest obłożony robotą. Beka.

Tym razem zależało mi, bo miałem spotkać się z zawodowym fotografem. Takim co to robi sesje dla firm sieciowych i ma zlecenia, przy których pracuje cały sztab ludzi. Kasa wylewa się z tych sesji, no i... jest katering!:)

- Podać coś zimnego? - widać musiałem wyglądać na zdenerwowanego i spoconego, bo kelnerka nie miała wątpliwości, że kawa mogłaby mnie zabić.
Cola zrobiła swoje, szczypanie na języku na chwilę dało wytchnąć szczękom, które zaciskały się nerwowo.

- Cześć! Co za dzień....! - wyrwał mnie z krzesła głos za plecami i od razu wyczułem tę nutę pospiechu i zarobienia... jakby między słowami było sprzężone: "Ale zarobiony jestem!"

Gadka nie kleiła się jakoś wybitnie. Raczej przerzucanie się informacjami. Na temat modelek, które nie umieją się ruszać, na temat producentów, którzy się nie znają, na temat nowego Hassela 50mln, który w leasingu jest nawet tani i oczywiście na temat wspaniałych zdjęć wykonywanych ciągle w pośpiechu.

- Zobacz.... widziałeś ten album - położony na stole świeżutki album jednego z klasyków fotografii mody omieciony został jedynie przez Zawodowca.
- Stary. Kto ma na to czas! Oni żyją w innym świecie.... - Zawodowiec ociężale sięga po książkę i otwiera na pierwszych zdjęciach.

Dopiero po kilku dłuższych chwilach zdaję sobie sprawę, że Zawodowiec przestał mówić. Dzwoniąca cichutko dźwiękami starego telefonu komórka nie może doczekać się dotyku dłoni właściciela, tak niecierpliwego jeszcze kilka minut temu.

- Pięknie układa się ten kadr, nie sądzisz? - pytanie Zawodowca przerywa ciszę. Jego głos jest spokojny. Wolny. Zadbany. - Niesamowity klimat zbudował ten gość. Tak banalny... - fotograf zawodowy delikatnie badał strukturę papieru.
- On to robił bez lamp. Miał starego Hasselblada 500 i jedno szkło - dumnie demonstruje swoją wiedzę zaczerpniętą z Googla.
- Żartujesz! Toż teraz takie Hassy chodzą po 1800zł. Poważnie...!? Niemożliwe!

Zawodowiec tonie w albumie. Staram się zadawać pytania o sesje, o technikę, o to jak organizuje zdjęcia, gdzie szuka modelek, ile można zarobić na sesji opakowań do jogurtów i jak ustawia lampy w portrecie. Odpowiada półgębkiem nieodrywając oczu od zdjęć. Zaczynam żałować, że wziąłem ten album!
- Wiesz... - spokojnie odłożył książkę.
- No...
- Zazdroszczę ci...
- ?
Stary dźwięk telefonu brzęczy prawie bez przerwy. Zawodowiec sięga po komórkę. Spokojna dotąd twarz ponownie napina się.
- Tak, k.... mówiłem, że ma być chuda z dużymi cyckami. Tak...! Ile k... razy mam powtarzać!? Ja pier....!

Zupełnie nieświadomie, mokry od piwa kufel ląduje na niedomkniętym albumie. Okrągły ślad znaczy obecność Zawodowca na długie lata.
Pożegnanie było krótkie, czekała już ekipa na sesję ślubną na molo. Kasa leci...