poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Mój Ojciec miał łopatę...


Łopata jaka jest każdy widzi. Do konia niepodobna, ale tak samo łatwa do rozpoznania. Wiem, wiem... cóż tam łopata na ścianie zawieszona...
Ale to nie jest zwykła łopata... jak wiele niby nieważnych rzeczy w naszym życia, tak i ta łopata ma swoją historię.

Ona wykonała pierwszy kop... pod dom. Dom stoi. Łopata wisi.

Co to ma wspólnego z fotografią? Ano tyle jedynie, że tak jak rzeczy chowają w sobie jakąś cząstkę nas, cząstkę potu, cząstkę rodzinnej tajemnicy i przeszłości, tak i fotografia zatrzymuje chwile nam drogie i pozwala do nich wrócić.

Proponuje więc dbać o przedmioty. Chować je, chronić i pakować w pergamin naszych wspomnień, jak negatywy w segregatorach. Nigdy nie wiadomo bowiem kiedy mogą stać się ważne dla potomnych.

Swoją droga wczoraj oglądałem świetny film "Kroniki portowe" (The Shipping News) z Kevinem Spacey. Rzecz dzieje się na Nowej Funlandii w małym porcie. Żyją tam twardzi rybacy. Jest tam scena, w której redaktor lokalnej gazety czyta swój artykuł o tym, że na ścianie wielkiego domu wisi obraz z pięknymi żaglowcami, a wokół wyspy pływają już tylko wielkie tankowce, ale jakoś nikt do cholery nie chce wieszać na ścianie obrazów z wielkimi tankowcami, które rdzewieją i wylewają ropę w ocean.

Piękna paralela. Nikt nie wiesza na ścianie koparki, łopatę natomiast jak widać - wieszają. Nawet zardzewiałą.
:)