niedziela, 3 sierpnia 2008

AD2234...


Wszystkie hologramy w podmiejskim pociągu poduszkowym pokazywały tego newsa. Wbudowane w kołnierzyki odbiorniki radiowe huczały od komentarzy przesyłanych z forów na całym świecie. Elektroniczne wydania dotykalnych gazet umieszczały na każdej podstronie aktywny link do tej samej i jedynej w tym dniu wiadomości dnia.

Głośnik ustawione w bezchodnikowych tunelach komunikacyjnych nadawały na zmianę komunikat od odkryciu i relacje specjalistów prosto z laboratorium.

Nawet wbudowane w okulary rzutniki medialne przestały informować o temperaturze za kopułą i skupiły się na niewiarygodnym znalezisku.

- Jeśli to prawda, to wszystko może się zmienić. Wszystko może ulec rewaloryzacji! Szeptał przejęty Y do mojego ucha.
- Przestań. Wszystko, co było zostało wymazane. Wszystko , co przedstawiało tamte czasy nie istnieje - starałem się uspokoić sam siebie. - Zresztą, po co to nam. Nawet jeśli coś uda się im odczytać.
- A jak zobaczą obraz?
- Eeee tam...


Wieczorny powrót do domu wydawał się wiecznością. Bezpośrednia relacja miała dotrzeć do 97% populacji żyjącej pod kopułą nr 3. Ruch w całej sferze miał zostać zatrzymany. To nie zdarzyło się wcześniej nigdy. Ochrona nie przewidywała nawet takiej procedury.

Ściana zamieniła się posłusznie w trójwymiarowy ekran. Dotykowy panel wynurzył się spod stolika w tym samym momencie, w którym sensor wyczuł mój ciężar na kanapie.
Zaczynało się.
Cena reklamy liczona była w tym dniu w miliardach dolarów za pół sekundy oraz krotności tej kwoty za zgodę na przesyłanie reklamy podprogowej.

Automaty przygotowały tłumaczenie na wszystkie miliony języków powstałe w wyniku podziału.
Ekran płynnie przeniósł widzów w głąb jedynego wzorcowego laboratorium wszelkich miar i głównego działu rozwoju cywilizacji.


- Za chwilę Waszym oczom ukaże się obraz tego, co w dniu dzisiejszym odkopały nasze głębinowe sondy. Wszyscy, którzy znajdują się obecnie pod kopułą nr 3 zobaczą to równocześnie - postać w szarym kitlu wydawała się sztuczna. - My też nie mieliśmy okazji oglądać znaleziska wcześniej. Nasza sonda nadal tkwi w wykopie na 567 kilometrze. Do jej powrotu zostało około 20 sekund.

Delikatnie mrowienie było sygnałem, że ciało odzwyczajone od stresu przypomniało sobie swoje podstawowe reakcje. Mokra koszula od wieków nie lepiła się do pleców tylu milionom ludzi.

- Pozostało 10 sekund... - głos prowadzącego drżał.

Miliardy ludzi wlepiało zmęczone noszeniem soczewek oczy w ekrany świetlne swoich ścian.
W słabym świetle podziemnego reflektora, na końcu sondy, tkwił cienki skrawek długiego elastycznego materiału, który wyginał się pod wpływem prądu powietrza wydobywającego się z czeluści.

Jedynie kilka osób pod cała kopułą zdawało sobie sprawę, jak ważne znalezisko widzą na ekranie.
Tylko Ci wybrańcy, wertujący całe życie zachowane dokumenty rozumieli niekompletny napis, który można było odczytać na krawędzi materiału:

...... DAK 400TX


Cisza....