środa, 2 lipca 2008

Pojedynczo czy seriami...

Hasselblad Xpan, wrzesień 2005, Jelitkowo

Urlopu dzień wtóry, a ja odkrywam właśnie, że od wielu lat nie byłem nad morzem jako turysta czy też tłusty mors smażący się na piachu. Ale, że nie cierpię opalać się na plaży więc wytrwale eksploruje znane miejsca, które na przestrzeni paru lat zmieniły się tak bardzo, że ich nie poznaje! Bawię się w obserwatora ludzi, którzy depczą ten sam piach, który ja znam od ponad 30 lat :)

Staram się też robić zdjęcia, a ponieważ zasobnik mojego magazynku zmienił pojemność z 12 na 36 klatek więc z początku miałem poważny problem z kończeniem filmów. To się jednak szybko zmieniło... moje obawy okazały się płonne. Szybko sobie bowiem przypomniałem czasy cyfrówek i niekończące się karty pamięci.
Pojawił się nowy problem/zagadnienie - pojedynczo robić czy seriami?

Szczęściem, nie mam 8kl/s, ale zawsze jednak mogę trzymać spust i leci samo...
I tak się zacząłem zastanawiać kiedy uzasadnione jest coś takiego... w sumie sportu nie robię, ale czasami ułamek sekundy zmienia całą scenę...

Dziś na ten przykład, zagadany z Szymonem śledziłem wizjerem wchodząca na plażę parę. Ona zdejmowała buty w biegu i gdyby nie ciągła seria pewnie bym nie złapał tego jedynego momentu, gdy ciało śmiesznie wygina się przy ściąganiu butów idąc.

Czy Wy też odpalacie motory...?
Kiedy?