sobota, 14 czerwca 2008

Fotografa szukam...


Żabianka.
Osiedle na granicy Gdańska i Sopotu.
Jedno z bardziej przyjaznych miejsc w moim życiu. Pomimo czysto prl-owskiego pochodzenia i 10-piętrowych bloków zachowało się tam tyle zieleni, że obecni developerzy jeszcze wcisnęliby tam ze 30 bloków :)

Tu się wychowałem i tutaj pierwszy raz zanosiłem film do wywołania u lokalnego fotografa "na piętrze", który miał studio z prawdziwego zdarzenia i ciemnie, i robił wszystko na miejscu. I dawał takie wyrwane z zeszytu wąskie paski z zamówieniem....

Na osiedlu mieszka ok 25.000 ludzi. Śpią tam, jak w wiekszości tego typu osiedli z lat 70 i dojeżdżają rano do pracy.

I między tymi dziesiątkami tysięcy mieszkańców nie znajduje się w chwili obecnej ŻADEN zakład fotograficzny. Czemu?
Ja nie mam pojęcia....

Odwiedziłem dzisiaj rodzinne osiedle z synem idąc na konkurs skoków CSI w Sopocie. Chciałem po drodze kupić film. Jest to prawie niewykonalne... Fotografa nie ma. A to co znalazłem to jakieś badziewne "chińskie" filmy, które nawet czułości nie mają.
- To gdzie wołacie filmy - pytam ojca.
- No jest taki punkt przyjęć. Box 2 - spodnie prowadzi generalnie.

I tak się zastanawiam czy naprawdę nie opłaca się już prowadzić zakładu fotograficznego?
Czy ludzie nie robią sobie zdjęć do dowodu, rodzinnych, komunijnych?
Czy jeden zakład na pół miasta wystarcza...? No... może dwa :)

Nie mówię już o zakładzie, w którym mógłbym kupić film z serii TMAX czy TRIX. To już w ogóle są białe kruki. W Trójmieście chyba tylko w 2 miejscach można je dostać i to w dodatku zaraz po dostawie, która z kolei jest raz na miesiąc lub dwa :)

I wiecie co... ten Internet zaczyna mnie denerwować... :) Cała ta komputeryzacjo-digitalizacja. Ja doszukuje się tutaj źródła mojej frustracji.

Bo jak dzisiaj włożyłem głowę w to charakterystyczne okienko kiosku z prasą, który stoi na deptaku mojego rodzinnego osiedla i rozpoznałem za ladą tego samego Pana, który mi, jako dzieciakowi sprzedawał odłożone dla ojca gazety - to pomyślałem, że świat jednak prędzej czy później zatęskni za kontaktem i za ludźmi.
Że opamięta się i powróci do kontaktów interpersonalnych (fatalne słowo).
Że jeszcze będę mógł porozmawiać o fotografii w zakładzie fotograficznym pachnącym wywoływaczem.
Ech...