czwartek, 5 czerwca 2008

Jurecki... gadał...


Długo się już nad klawiaturą zastanawiam jak to napisać. I nadal nie wiem, więc będzie bardzo chaotycznie...

Byłem w tym "Lalala-Bistro".
Był Jurecki.
Były lody z pieprzem i octem (nie zjadłem, ale atrakcyjne).
Było fatalnie.

Powiem tak, Jurecki nie gadał o fotografii. Jurecki nawet nie jest w stanie powiedzieć niczego ciekawego dla mnie o fotografii. Jurecki nawet na prześcieradle przyczepionym do framugi drzwi, bokiem do odbiorców nie pokazywał z laptopa fotografii, bo była to plama jedynie. Rzeczą, której z pewnością można się nauczyć od Jureckiego to... jak nie mówić o fotografii i jak nie organizować spotkań autorskich.
To był koszmar.

Wytrzymałem około godziny, nie wliczając spóźnienia w rozpoczęciu gadania, które nie wiedzieć czemu stało sie jaką idiotyczną tradycją na takich spotkaniach. Jakby długość czasu oczekiwania na pierwsze słowo prelegenta miało już na wstepie zwiększać jego wyjątkowośc. G... prawda.


Bez ogródek powiem, że ja nie dorosłem i chyba nie rozwinąłem swojego mózgu na tyle aby zrozumieć takie pseudo naukowe dywagacje i próby omawiania jakiegoś tam zjawiska (w tym wypadku fotografii) w takim stylu. Silenie sie na naukowe analizy i oplatanie co drugiego zdania w sztuczne formuły rodem z doktoratów pisanych 50 lat temu jest dla mnie śmieszne. A już na pewno mało poważne.
Audytorium stanowili w połowie ludzie młodzi, a druga połowa to tzw. "starsze pokolenie" lokalnych "twórców", których znam od lat i widuje wyłącznie na tego typu spotkaniach.
Wiek może nie jest tutaj ważny, ale mam wrażenie, że prelegent trafiał do nich skuteczniej...

Z poglądami wyrażanymi już podczas samego wstępu Jureckiego nie będę polemizował, bo fajnie i sprawnie opisał to Sarniak. A tak na marginesie, Sarniak - naprawdę nic nie straciłeś i nie było czego nagrywać :) Jurecki nie omieszkał wspomnieć, że Gudzowaty to cienias.. :)

W sumie, gdyby nie te lody z octem, to byłby wieczór stracony, a tak Darek i Joasia wyszli szybko razem ze mną i obalili butelczynę wina. Teraz myślę, że powinniśmy wypić je przed spotkaniem :)





Dzień bez wpisu....

... dniem straconym.

Prawda głęboka w tym jest, bo jak Was opuszczę na dzień lub nie daj boże na półtora, to czuję się jak zdrajca. Dlatego staram się jak mogę, aby Was zatrzymać przy mnie i proponować dyskusje na każdy temat fotograficzny, bo okazuje się, że wielu z nas ma te same przemyślenia, problemy i pomysły jeśli chodzi o fotografię.
Po tym małym wstępie... a nawiązując do tytułu... chciałbym zwrócić Waszą uwagę na wpis Rudolfa o braku weny.

Poniżej zamieszczam anty-wpis:

Od wielu lat wiem, że coś ze mną nie tak jest. Od tygodni znajduję w necie same dobre zdjęcia, nie mówiąc już o wystawach, które odwiedziłem, a kilka dni temu zauważyłem w czasie spaceru po Starówce, że patrze podobnymi kadrami jak te widziane fotografie - wszystko warte rejestracji.
Nawet nie ma znaczenia, że jestem dziś malinowy, ostatnie dwa dni zapierdalam w firmie jak mały motorek!


Nie interesuje sie kryzysem wieku średniego, który powinien mnie już dopaść, po prostu chłonę te wszystkie wspaniałe rzeczy wokół mnie we wszystkich odwiedzanych miejscach.

W każdym razie nie chce zmieniać tego nastawienia do świata, w szczególności nastawienia mojego do fotografii. Na szczęście nie korci mnie aby kupić jakąś beznadziejną cyfróweczkę. Bo potem zaraz przyszłoby mi do głowy zmajstrować jakiś myk, aby kadrować w kwadracie, a to już paranoja jest, a nie pasja :) Niektórzy przyklejają czarny plaster na LCD... Koszmar :(