piątek, 30 maja 2008

Zwinęła sie i poszła...


- Słyszałaś co się wczoraj stało!? Ej, obudź się!
Błogi sen nie pozwalał 'Ostatniej' przetrzeć oczu. Ciemność nadal kusiła do snu.
- No przestań, dajże pospać jeszcze.
- Zwariowałaś! W-S-T-A-W-A-J ! Wszystkie media o tym mówią. Cały Internet pęka od zdjęć i newsów. 'Pierwsza' odeszła!

Jeśli jadący IC uderzyłby w stojącego na torach człowieka, chyba skutek uderzenia nie zdziwiłby tak bardzo jak wreszcie poczęta świadomość w głowie zaspanej.

- Jak to odeszła?! Przecież to niemożliwe!
Sytuacja przerosła wszystkich. Cała grupa ściśnięta wokół siebie dyskutowała zażarcie.
- No wczoraj jeszcze razem żeśmy rozmawiały,że to już prawie dwa miesiące tkwimy w tym samym miejscu i że w sumie jest fajnie.
- A pamiętacie jak mówiła: "Nie ruszę się stąd! Nikt mnie siłą nie przesunie z tego miejsca!" - gadanie..
Dyskutujące nie za bardzo mogły w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie je dziwnego zachowania.
- To jeszcze raz. Jak to było? - spytała 'Ostatnia', która była najdalej i zupełnie nie widziała i nie słyszała zamieszania.

- 'Następna' po raz setny w tym dniu rozpoczęła opowieść:
Obudziłam się jak zwykle. Nadal było ciemno i panował zwyczajowy spokój. Dzień jak co dzień. Mało miejsca, ścisk, ale te same znajome twarze więc spokojnie jeszcze przecierałam oczy, gdy nagle TO się stało... Dziwny szelest i trzask dochodził gdzieś spod nas. Pierwsza jeszcze spała. Delikatnie ją szurnęłam i pytam:
- Słyszysz to co ja?
- Niby te szelesty?
- No...
- Eee tam. Śpij. Ciemno jest jeszcze...
I to były jej ostatnie słowa! O-S-T-A-T-N-I-E ! Potem to już potoczyło się szybko.

Trzask...
Ziiiiuuup...
... i koniec. Już jej nie było.
Po prostu zwinęła się i poszła. Tak ot.


- Ale jak to zwinęła się i poszła?! Przecież nie żyjemy w pustce. Gdzieś musi być! 'Środkowa' nie dawała wiary wydarzeniom.
- Dziewczyny! Nie ma co się czarować, ktoś w tym ma swój udział i tylko razem mu damy radę. W imię ojczyzny naszej i boga na czarnym niebie przyrzekam że go znajdę!

Zaleciało amerykańskim filmem, ale okazało się, że to działa. Porwane wiarą i nadzieją, 'Ostatnia', 'Następna' i kolejne wspólnie uniosły ręce w geście solidarności z 'Pierwszą' i zanuciły:
- Tam tam ta tam, tam ta tam....


~~~~~~~~
Andrzej czuł, że to właśnie to wyczekiwane tak długo spełnienie. Wiele miesięcy nic nie zrobił. W końcu znalazł czas, miejsce i światło.
Tylko jeden strzał.
Klik.
Jednak klatka.
Zwinął ją. Poszło.