czwartek, 22 maja 2008

Forma łaknienia wiedzy...


Jaka forma zdobywania wiedzy fotograficznej jest dla Was najbardziej efektywna i najbardziej skuteczna?

Dzerry przypomniał mi kilka moich pomysłów, które zostały jedynie w głowie lub na rozpisanej elektronicznej kartce w formacie - *.doc. Dotyczyły właśnie tych form przekazania wiedzy fotograficznej i zdobywania jej przy pomocy kolegów i ew. uznanych autorytetów.
Czy lepsze są plenery, na których po pierwszym dniu picia, drugi dzień przemienia się w próbę odzyskania równowagi psychicznej, a w trzecim trzeba już wracać i praktycznie nie pogadało się o czymś ważnym [:)], a może lepiej organizować stacjonarne prelekcje z jakiejś dziedziny i np. wynająć studio z instruktorem (kolegą) i łyknąć trochę praktyki?
Właściwie odpowiedź niby jasna, bo zawsze lepiej połączyć przyjemne z pożytecznym, ale może są inne, sprawdzone formy wyciągnięcia od kolegów wiedzy. Tej czysto technicznej, jak i głęboko filozoficznej...:) O wyższości Adamsa nad Olafem.

Jedna forma:
Uwielbiam te kameralne spotkania w chłopakami. Wczorajszy wieczór na Długiej i kolejne knajpki, rodzące sie pomysły na "najwspanialsze" przedsięwzięcie fotograficzne, opowieści o tych niezdobytych klatkach i próba przypomnienia sobie po jaka cholerę mamy w torbach aparaty.... to jest taka mała fusowa esencja kawy nazwanej fotografią. Darek zapładniający nas kolejnymi pomysłami... Mega rdzeń pasji.

Druga forma:
Już kiedyś pisałem o klasycznych plenerach, na których wszyscy mają aparaty na szyi i robią zdjęcia. Znaczy naciskają migawkę, bo zazwyczaj z takich plenerowych pstrykań, to g... wychodzi. Ale nie o to przecież chodzi na plenerach. W każdym razie mnie już jakoś do tego nie ciągnie, choć decydującym czynnikiem jest tutaj chyba ilość uczestników.

Trzecia forma:
Moja niespełniona właśnie. Ta, w której obok sympatycznej gadki na temat jakości zdjęć Gudzowatego i miękkości Mug Shotów, pojawi się wątek praktyczny. Jakaś zaaranżowana sesja w plenerze, jakieś sztuczki streetowców, chociaż oni akurat to zawsze najmniej do powiedzenia mają... :)*, albo właśnie wynajęte studio z lampami i nauka mierzenia kontrastów itd...

To co? Kto robi coś takiego? :)

*
Streetowcy maja mało do powiedzenia, bo dla nich cała ta fotografia to feeling i timing raczej... :)