piątek, 9 maja 2008

Przemyślenia uliczne...


Ostatnio dużo czasu poświęcam "fotografii ulicznej". Znaczy oglądam ją, bo samemu robić to jakoś juz tak mnie mniej ciągnie. Ale wędrując po naszych rodzimych linkach (jak można użyć słowa rodzimy w Internecie?!) wydaje mi się, że zaczynam powolutku rozumieć dlaczego niektórzy robią dobre zdjęcia street, a niektórzy złe.
Spędziłem dwa popołudnia na spacerach miastem. Nie swoim, ale to nie ma znaczenia. Nie spieszyłem się, nie załatwiałem żadnych bardzo pilnych spraw i nie gnałem na "ważne" spotkania. Włóczyłem się (piękne słowo). Po prostu... noga za nogą.
I myślałem. Tak, zdarza mi się :)

Otóż mam wrażenie, że naprawdę dobre zdjęcia, w szerokiej dość kategorii street photo, mogą zrobić jedynie ludzie, którzy ze swojej natury kochają innych ludzi. Wiem, wiem... wielkie słowo. Ale pod nim kryje się bardzo banalna prawda. Jeśli nie jesteś w głębi duszy humanistą (w tym kontekście kimś skierowanym na człowieka), to niezwykle trudno Ci patrząc dodatkowo przez obiektyw, pokazać ludzi wokół Ciebie.

Nie mając aparatu (zaraz znowu ktoś mi wypomni ten fakt), zachowywałem się jak na pasjonata przystało, czyli patrzyłem kadrami. Zmieniałem pozycje, zachodziłem upatrzone obiekty od innych stron. Planowałem akcje. Ot, po prostu szukałem kadrów. I za każdym razem, czułem wielką sympatię do tych ludzi. Obserwując ich zachowania, ich ubiór, mimikę... po prostu byli mi bliscy. Bliskością ulicy. Razem staliśmy na tym samym skrawku chodnika i razem tę sama kałużę pokonywaliśmy. Taka dziwna łączność miejsca.

Więc jak chcesz robić zdjęcia ludziom i robić to dobrze, to postaraj się polubić ludzi wokół siebie. To ułatwia... To podstawa. Nie traktuj ich jak znaki drogowe.

Wsyscy sie ciesimy... gratulasie...