poniedziałek, 5 maja 2008

Człowiek... polecane.


Po dość długiej fascynacji przestrzenią i czasem, a co za tym idzie filtrami redukującymi światło o 12-15 przysłon, wróciła do mnie tęsknota za człowiekiem. Prostym, sfotografowanym w swoich warunkach, w przestrzeni codziennej, nieupiększonej światłem dodanym. Ot, aparat, model i ja. To, co chce zaproponować na wszelki wypadek jest akurat odwrotnością tego rodzaju fotografii. Masa światła i modelowania. Ale tak samo urzekające...

Sięgając do mistrzów i wzorów przerzucam katalog Ulubione i ze zdziwieniem stwierdzam, że ilość linków sięga już paruset. Jak to ogarnąć....? Nie uda się. Ale to bogactwo dobra więc niech spoczywa.
Na dzisiejszy wieczór proponuje coś z klasą... Dan Winters



fot.: Dan Winters (Helen Mirren, Los Angeles CA, New York Times Magazine)

PS
Zwróćcie proszę uwagę, jak on tnie kadr. Gdyby puścił takie fotki na jakimś "naszym" lokalnym portalu, to zaraz by go zjechali za brak złotego podziału i pusta przestrzeń nad głowami, zbyt duża...:)

Smok reseller...


Ano jak wiecie planowałem i kupiłem sobie przenośnie oświetlenie. Fajnie. Wybrałem firmę "niechińską". Kupa kasy. Za to samo mogłem mieć dwa albo trzy takie zestawy zza Żółtej Rzeki. Ale co tam. Wybrałem dostawcę i pojawiałem się u resellera - to takie określenie kogoś, kto jest na tyle cwany, że sprzedaje wszystko co sie uda i ma resztę w nosie. Super interes,bo:

- reseller nie musi i nie zna sie na tym co sprzedaje i to kompletnie!
- reseller nie odpowiada za serwis sprzętu, bo i dlaczego skoro sie nie zna!
- reseller uwielbia działać anonimowo (w Internecie), bo klient to nasz największy wróg!

Trzy podstawowe zasady. W moim wypadku sprawdziły się w 100%.

Raz - pojawiam się osobiście u resellera... błąd! Nie wolno tego robić. Personel jest wnerwiony już w momencie otwarcia drzwi, bo jako klient ja im PRZESZKADZAM! Dają mi to odczuć pomimo przylepionych uśmiechów.
- Bowens, Bowens... a jak to się pisze? - i już wszystko wiadomo.
Nie wiem, nie znam sie, sprawdzę, zadzwonię. Zero informacji. Zero wiedzy. Zdobywanie wiedzy odbywa się na zapleczu. Szepty, szmery, ściszone rozmowy za drzwiami... jak w czeskim filmie. W sumie świetny scenariusz. Pomimo kamer internetowych zamontowanych w sklepie (zbyt to szumne, bo to jednorodzinny dom z pokojem podzielonym na 500 pomieszczeń :)), sprzedawca podaje przez drzwi kartki do skserowania aby nie zostawiać klienta na pokuszenie wystawionych toreb foto :)

Dwa - okazało się, że chińszczyzna może jednak konkurować z Made in England. Otrzymany sprzęt jest wadliwy*. Zwrot u resellera to NAJWIĘKSZY błąd! Nie popełnijcie go. Towar przyjmuje oczywiście kto inny niż sprzedawał.
-
Bowens, Bowens... a jak to się pisze? - I ręce opadają.
Sugestia, że się spieszy mi i czy można już dzisiaj to wysłać do dystrybutora spotyka się z chłodną informacją podaną językiem zamęczanego przez klientów sprzedawcy (żującego gumę oczywiście):
- Proszę Pana, mamy 14 dni na realizację serwisu! - Błogi uśmiech na twarzy ma mi pokazać szczęście jakim jest możliwość podania klientowi tej sprawdzonej, pewnej i wyuczonej na pamięć informacji. To nic, że nie o to pytałem. To nic.

Trzy - już chyba wspomniałem. Za każdym razem kiedy zmuszony byłem odwiedzić tego resellera odczuwam, że wchodzę na teren starego zamczyska, w którym zamknięta jest w najwyższej wierzy księżniczka (synonim mojego sprzętu), a dostępu strzeże smok. Muszę go pokonać, bo smok jest nieoswojony i każdy rycerz (klient) jest potencjalnym wrogiem i niepotrzebnie zakłóca błogi spokój drzemiących nad klawiaturami smoków-sprzedawców.

Czy pokonałem smoka...?
Nie.
Czuję się przegrany.
Zresztą to akurat przykład z mojego podwórka, ale tak jest wszędzie. Brak kompetencji. Brak wiedzy. Brak logicznego myślenia i brak życzliwości. Za to jest kasa od miliona anonimowych adresów mailowych, które każdego dnia kupują właśnie przetestowany przez jakiegoś "szpeca od kartkowych testów"obiektyw, którego nazwa składa się z co najmniej 24 znaków i wcale nie jest to ogniskowa i światło. Te podane są w nawiasie na ostatniej stronie instrukcji :)

*
Wygrałem gdzie indziej. Po wyjściu, ucieczce z zamczyska i otrzepaniu się z bitewnego pyłu, zadzwoniłem do dystrybutora. Pełne zaskoczenie (już po raz drugi). Życzliwość, profesjonalizm i (nawet jeśli sztuczne) zapewnienie o załatwieniu sprawy przez kurierów w ciągu 3 dni, łącznie z wysłaniem dzisiaj kuriera do resellera w celu odebrania zostawionego towaru. Do tego słyszalna troska w głosie o zaistniałą sytuację. No serce rośnie i może "księżniczkę" uratuje.... :)

Cała sprawa naprawdę ma miejsce i toczy się nadal... cdn.

Prawda li to...?


... czy już wszystko jest ułudą? Oto taka ciekawostka.

Ładne zdjęcie prawda? I lokalizacja :)



fot.: Bill Simone

A oto wyjaśnienie...
Taka mała wrzutka odnośnie tego czym jest fotografia w XXI wieku.
No, ale Wy oczywiście to wiecie...