wtorek, 22 kwietnia 2008

To se ne wrati...


Było ciepłe lato. Sklep fotograficzny. Południe. Upał. Delikatny szmer wentylatora i, jak w reklamówkach, krople potu zatrzymujące się na brwiach. Dłonie napuchnięte i wilgotne zawieszone na pasku od torby.
Drzwi otwarte. Zapach filmów to od zawsze pierwsze wrażenie po wejściu do sklepu z chemią i filmami.

Gabloty leniwie skrywały poukładane z wprost chirurgiczną precyzją filtry, których nikt od kilku lat nawet nie przetarł z kurzu. Półki aż uginały się od nadmiaru towaru, a upał potęgował wrażenie, że uginają się i rozciągają w myśl fizycznej zasady temperaturowej rozciągliwości ciał stałych.

Minuta w ciszy tego sklepu wydawała się godziną. Personel nawet nie zarejestrował wejścia fotografa. Nic. Cisza. Posuwisty szelest przesuwanych nóg między ladą a kącikiem do fotografii legitymacyjnej. Odłożony długopis, którym zapisano ostatnie zlecenie na długim i wąskim pasku wyrywanym z zeszytu A4 jeszcze bujał się w te i wewte sugerując, że to jednak nie miasto duchów, ale ktoś jednak jest w czeluściach sklepu, za szmatą, kurtyną zasłaniającą zascenium.

- Słucham?!
Jakby grzmot uderzył w tej ciszy zupełnie nie pasujący do całości sytuacji.
- Szukam trixa 400 120...
- Ile?
- Dziesięć rolek poproszę.
- Coś jeszcze?
Szybkość pytania zaskoczyła fotografa, bo była to kolejna rzecz, która wyłamywała się z tego sennego aktu, w którym się znalazł po przekroczeniu progu sklepu.
- No... może ma pan APX25...? Skończył mi się wczoraj.
- Jest, ile?
- Też dziesięć. Najwyżej dokupię.
- Nie ma problemu, mam spory zapas... i sporą lodówkę. - grymas niby-uśmiechu pojawił się na twarzy sprzedawcy. I znów to uczucie, że coś tu nie gra. Że coś zgrzyta w tej skomponowanej przez temperaturę i słońce operze.
- Dobra. Acha... jeszcze wezmę trochę barytu 30x40, tego po lewej i... może... ma pan wyciągarki do filmów? Moja się ułamała.
- Są, są...

Rachunek zdawał się zamykać tę część przedstawienia. Stukot kasy wybijał sekundy, które pozostały do zejścia ze sceny. Długopis już dawno przestał się bujać. Banknot 1000 złotowy z Kopernikiem i reszta w bilonie.
Drzwi nawet nie zwróciły uwagi na wychodzącego... Twarz fotografa po spotkaniu z rozżarzonym powietrzem wygięła się jak rolka suszonego nad wanną filmu...


* To działo się naprawdę. Wiele lat temu, gdy w sklepach były filmy trix i sprzedawca znał się na tym, co sprzedaje. Były to piękne czasy. Szkoda, że nie powrócą. Opisywany sprzedawca istniał naprawdę. Fotograf kupujący trix'y żyje do dzisiaj. Robi na filmach. Nie potrafi jednak w żadnym znanym sobie sklepie fotograficznym odnaleźć już zapachu z tamtych lat...