czwartek, 3 kwietnia 2008

Święta prawda, tysz prawda i...


...gówno prawda!

Widzę, że staje sie coraz bardziej radykalny w moim odczuciu czym jest fotografia, a czym jest żenująca imitacja fotografii. Jak słyszę, że fotografię można uprawiać komórką, to mówię wszystkim - gówno prawda!

Parę miesięcy temu, jeden z największych na świecie magazynów promujących kiedyś dobrą fotografię (nazwy ze złości nie wymienię, ale dodam, że publikował tam pośmiertnie Arkady Fiedler) ogłosił konkurs fotograficzny. Jakież było moje osłupienie, gdy na mega billboardzie koło mojego domu zobaczyłem reklamę tego konkursu i słowa... "zrób zdjęcia komórką". Aż sprawdzić musiałem w sieci czy to prawda. No i to była święta prawda.

W dobie tych cholernych telefonów z aparatami, ludzie zdają się zapominać czym w ogóle jest specjalizacja w jakiejś dziedzinie. Ludziom, poprzez kretyński marketing, wmawia się, że da im się narzędzia do tego aby byli: filmowcami, fotografami, baristami, DJ'ami, aktorami. A tak naprawdę ludzie są coraz głupsi. Wiem, okropne...
Ale niestety ogłupianie marketingowe, tak jak każda propaganda działa bardzo podstępnie i niezauważalnie.

Konkurs na fotografię wykonaną aparatem komórkowym w piśmie, które od wieków kojarzone jest z ostoją najlepszych reporterów i wspaniałych długookresowych projektów fotograficznych nie ma prawa sprzedać swojego dorobku dla zwiększenia czytelnictwa o promil czy dwa. To skandal.

Fotografii nie da się uprawiać telefonem, to absurd. Po prostu to nie jest fotografia. Żadne niby-zdjęcie wykonane telefonem nie jest fotografią. Nie jest! To jakaś wmówiona użytkownikowi kolejna funkcjonalność, która kosztuje go dodatkowe 150zl plus VAT. A najgorsze jest, że Ci ludzi w to wierzą. Oni uważają, że jak wezmą udział w tym konkursie to są już fotografami. I to się rozciąga na inne sfery życia. Praktycznie na wszystkie. Straszne. Wiara w siebie, wsparta dostarczanymi przez rzesze specjalistów, gadżetami robi z nas mimowolnie i 'mimoświadomie' speców od wszystkiego. Z drugiej strony, lubimy to. Tysz prawda. Niestety lubimy jak się nas łechcze wizją doskonałości. Jak każdy.

Mam nadzieję, że uda się wyodrębnić w tym wyścigu do unifikacji tę pewną warstwę sztuki, pasji, stwarzania, która będzie zawsze ściśle związana z DAREM. Tą minimalną iskierką daną przez opatrzność, boga, ufoludków.... nieważne przez kogo. Ale ważne, że rzadką, wprost elitarną. Zachowana dla wybranych. Zdolnych. Dla... artystów obiektywu. Artystów kadrowania. Artystów emocji. Mistrzów fotografii.


PS
Tytuł zaczerpnięty z myśli ks. Tischnera:
"Są w życiu tylko trzy prawdy: święta prawda, tysz prawda i gówno prawda."


Dzieci Guntera Grassa...


O!, pan z aparatem...


Gdańsk, stary Wrzeszcz, kwiecień 2008

Oceanarium Morskie Gdynia...


Ot, tak bekowo :)



Gdynia, Skwer Kościuszki, marzec 2008

Siła przyzwyczajeń... psuje fotki


Fotografując nie uciekniemy od techniki. Takie małe spostrzeżenie z dzisiejszego deszczowego ranka mi w głowie zostało.
Przez ostatni rok fotografowałem aparatem z wewnętrznym pomiarem światła skądinąd świetnym. Najczęściej na A, a właściwie to wyłącznie na A lub czasami M. W związku z tym nauczyłem się dokładnie jak mój pomiar mierzy światło i jakie korekcje w programie A muszę wprowadzać robiąc pod światło i w cienie. Obecnie robię aparatem bez pomiaru, mam światłomierz. I zaczęło się...

Pani z mopsem (wreszcie, pierwszy raz w życiu dowiaduję się co to pies-mops) w delikatnym deszczu wygląda fajnie. Stonowane trawniki, jeszcze nierozwinięte bluszcze, wszystko miło maślane.
- Mogę zrobić zdjęcie? - tak wprost, bez opowiastek.
- Tak. Proszę. - Zaskoczyła mnie tak bardzo, że zgłupiałem... Tak bez ale i po co?

Światłomierz na padające. Piesek wędruje na ręce. Mierzymy. Cofamy się. Kadrujemy. Czas, przysłona. I nagle świadomość, że za panią jest masa jasnego deszczowego nieba... więc z automatu zaczynam kręcić przysłoną otwierając oko obiektywu. Trzask. Poszło. Błysk w głowie. Zaraza, zaraz... ale ja zmierzyłem światło padające, po co więc wprowadziłem korekcję...? Czy Provia 400 wyciągnie 1 działkę... Uch.... Siła przyzwyczajeń.