niedziela, 16 marca 2008

Kiedy brakuje pomysłu...


Piasek koło pasa wydm jest bardzo miękki. Zdecydowanie łatwiej idzie się koło samej wody, gdzie zwilżona ziemia nie poddaje się tak łatwo ciężarowi człowieka z torbą fotograficzną na plecach.
Moja koleżanka wybiera w mieście trasy samochodem, które dają jej możliwość skrętu wyłącznie w prawą stronę lub prawie wyłącznie. Cóż...
Szukamy więc w życiu uproszczeń. Na każdym kroku. Również w fotografii.

Ja przyłapuję sie coraz częściej, że kadrując nową klatkę, nową scenę w wizjerze, zaczynam niepokojąco często szukać skrótów. I to nie tych perspektywicznych, wynikających z zastosowanej ogniskowej i niskiego położenia aparatu, ale tych kompozycyjnych. Po prostu idę na łatwiznę.
Wiem, że mocne punkty załatwią za mnie kompozycyjny elementarz, że ostrość pierwszego planu lub jego nieostrość powiedzie odbiorcę tą ścieżką kadru, którą ja obrałem.
Wszystko zaczynam robić mechanicznie. Jakbym zapomniał, że można łamać zasady. Że centralnie nie znaczy źle. Że wszystko nieostre też może być piękne.

Brakuje mi pomysłów.

Zaczynam panikować przed każdym kolejnym kadrem, bo jak już zakręcę blokady statywu, pomierzę światło, sprawdzę kadr przed wkręceniem filtrów, to przed naciśnięciem spustu mam wrażenie, że.... to już było! I to nie raz, ale wiele razy.

O rany. Naprawdę zaczynam się bać braku pomysłów. Braku weny. Wizji.
Brrrr....