środa, 12 marca 2008

Stosunek fotograficzny....


Nie ma to jak zatytułować wpis/artykuł w sposób na tyle intrygujący, aby sięgnęło do niego więcej osób. Jak mawiała moja pierwsza redaktorka prowadząca w życiu, a było to dawno, dawno temu w nieistniejącej już gazecie "Głos Wybrzeża" (tak, z tej piosenki) - najbardziej intrygującym tematem świata jest... seks :) I wszystko co wokół niego zawsze będzie chwytało.
Więc piszę dzisiaj o stosunku fotograficznym, bo jest to najważniejsza rzecz w fotografii w ogóle.

Trochę karkołomny ten wstęp, ale mam nadzieje, że warto było go przejść.
A wiec...

Chciałbym oficjalnie podziękować opatrzności boskiej
(dowolnie proszę wstawić bóstwo, w które wierzycie) za to, że dane mi było urodzić się w cudownych latach '70, epoce Gierka i wspaniałego: "Pomożecie?!".
Wprawdzie wydawać się może, że niewiele w tym zasługi samej opatrzności, ile moich rodziców raczej, niemniej coś ich tknęło, aby nie czekać i załatwić temat "stosunku" od reki :)
Za tą przyczyną bowiem, ja, obecnie osiągnąwszy wiek średni, wiem co to jest
"podstawowy stosunek w fotografii". Stosunek czasu i przysłony. Okazuje się bowiem, że coś, co dla mnie jest tak elementarną wiedzą, praktycznie zespoloną z moją jaźnią, dla wielu młodych ludzi jest nie do ogarnięcia umysłem.
Sam nie mogę uwierzyć, jaką wielką trudność sprawia mi wyjaśnienie nastolatkowi piszącemu do mnie na priv, czym jest zależność między ilością wpadającego do obiektywu światła a czasem na jaki ustawiamy migawkę.
To trochę tak jakby starać się dziecku wyjaśnić dlaczego słońce świeci. Przecież jak powiem o wybuchach jądrowych na powierzchni słońca, to kompromitacja. Tak samo tutaj... wchodzenie w aspekty techniczne dezorientuje odbiorcę.

Ale czemu się dziwić, skoro pierwszym aparatem mojego rozmówcy jest EOS 400D posiadający wszelkie możliwe programy (ogłupiacze) dla amatorów i adept fotografii nie wie, że istnieje coś takiego jak: przysłona, listki przysłony, lamelki migawki, czas, EV itp... Że istnieje w końcu podstawowy stosunek: czas-przysłona. Ci biedni (wiedzą) młodzi ludzie są jak niepełnosprawni ruchowo. Miotają się pomiędzy tym, co każe im robić aparat i instrukcją obsługi, a pragnieniem zrozumienia istoty.

Ja tę istotę połknąłem i przyswoiłem, jak krew wchłania alkohol, wraz z moim pierwszym w pełni manualnym aparatem i książką: "Fotografowanie nie jest trudne" Jerzego Płażewskiego. Zostało to już we mnie i tkwi podskórnie. I dziękuje opatrzności za czas w jakim dotknąłem pierwszy raz aparatu. Jak dobrze, że to nie jest teraz. Uff...

A wracając do stosunku. Jak w każdym stosunku, tak i tutaj trwa odwieczna walka między dwoma stronami. Czas trawi światło, a przysłona zmusza czas do odwrotu. Tańczą ze sobą od zarania fotografii i zmuszają człowieka do wyborów. Jednocześnie sami dyktują zasady, stawiają wymagania i pragną przechylić szalę w swoją stronę.

Jeśli chcesz wiedzieć czym jest fotografia, musisz wziąć udział w tej walce. W tym stosunku.
Nie szkodzi, że będziesz trzeci przy stoliku. Oswój sobie czas i przysłonę. Odbyj stosunek.
Może coś się urodzi...
Może... :)