poniedziałek, 10 marca 2008

Zdjęcia rodzinne....albumowe


Jakże pogardzana kategoria wśród tzw. ambitnych fotografów robiących na srebrze :) Czyli takich, co to na 90% wiedzę kim był Steichen i Erwitt...

Niemniej okazuje się, że są tacy, którzy potrafią zrobić zdjęcie w swoim bliskim: psom, kotom, rybkom, a nawet szczurom. Szczytem natomiast zdolności są dla mnie koledzy, którzy potrafią sfotografować własne dziecko, mamę, teściową, a wybrańcy potrafią uwiecznić własną żonę!

Zazdroszczę! Bez ironii i bez megalomanii. Po prostu zazdroszczę, aż mi kichy grają, bo ja ... NIE UMIEM!
Staram się. Wysilam. Planuje i układam całe wycieczki: nad morze, w las, do parku. Wszystko po to, by zrobić choć jedno zdjęcie rodzinne, które bez żenady pokaże sam sobie. I nie udaje mi się....
Naświetliłem w życiu więcej filmów niż jestem w stanie sobie przypomnieć. Wywołałem tyle filmów, że Krokus się przetarł, a i tak nie potrafię sprawić radości własnej żonie i dziecku.

Dlaczego taki Gąsiorowski lub Chudy potrafią!? Czy oni są z innej gliny niż ja? Czy maja jakiś magiczny sekret, dzięki któremu te same ładunki srebrowe inaczej rejestrują padające na nie światło? Ki czort powoduje, że ich zdjęcia aż proszą się by załadować je w ramki i w formacie 50x50 wywalić na każda ścianę w domu. Aż do zapełnienia wszystkich pokoi. A potem w łazience.
No ki czort!?

Wiem odpowiedzą "życzliwi": "Talent kolego, talent!"
A może to po prostu jakaś wewnętrzna blokada? Bo własna rodzina, bo żona, bo to nie modelka, bo dziecko własne...?
Nie wiem i wiem, że się nie dowiem... nie umiem i już :(