poniedziałek, 25 lutego 2008

Klasyczna Strona Mocy...


Czy zastanawialiście się kiedyś jak bardzo Waszą fotografię warunkuje sprzęt?

Są miliony artykułów i opinii na temat 'cyfryzacji' fotografii i jej wpływu na upowszechnienie fotografii jako medium w XXI wieku. Są setki analiz, co komu i w jakiej jakości jest potrzebne do robienia zdjęć. Są wreszcie automaty na stronach WWW, gdzie możemy wybrać dla siebie aparat podając jedynie rozmiar kołnierzyka i drugie imię matki lub jej nazwisko panieńskie.

A ja chciałbym podziękować w tym miejscu opatrzności (lub innemu medium poza realnemu), dzięki któremu urodziłem sie w "czasach PRL" (lata '70), i dzięki której to okoliczności losowej dane mi było przejść całą drogę rozwoju fotografa.

Ujmując temat w telegraficznym skrócie (czyli: "MTV Clip Style") droga owa wyglądała tak:

DRUH (taty) >> Smiena (brata) >> Zenit (wujka marynarza) >> Canon 50E (pierwszy zakup AF, giełda Stodoła) >> Nikon F90x (pierwszy Nikon, Stodoła) >> Contax RX >> Nikon FM2 (klasyk) >> Nikon F4 (zwięczenie marzeń, Stodoła) >> Bessa R (pierwszy dalmierz) >> Leica M6 TTL (orgazm sprzętowy) >> Hasselblad 500C (drugi w życiu średniak po Druh) >> EOS 10D (pierwsza cyfra) >> EOS 1dMkII (pierwszy profi cyfra) >> Nikon D2H >> Mamiya 6 (pierwszy średni dalmierz) >> Rollei 6008i

Być może pominąłem jakieś epizody w stylu Nikon F801, ale tak by to wyglądało.

I jaki z tego morał?

Ano taki, że wpisuje sie (w mojej subiektywnej ocenie) w pewien standard rozwoju fotograficznego, jako osoby. Nazwijmy ten rodzaj osoby:
"fotograf wtórnie poszukujący".
Wielu z moich przyjaciół przeszło dokładnie te samą drogę. Od nauki o dwóch podstawowych zależnościach w fotografii: świetle i czasie (okazuje się , że dzisiejsi adepci fotografii nie rozumieją jak działa ta zależność) do zachłyśnięcia się szybkim i łatwym światem cyfry i nazad - do cenienie każdej klatki i do szanowania czasu, który ustawiam w aparacie, i który pożytkuje na twórczość.

Ta droga zazwyczaj prowadzi nas w efekcie ku średniemu i wielkiemu formatowi. W poszukiwaniu jakości i sterylności. W poszukiwaniu
szacunku. Tak, to chyba dobre słowo. Szacunku dla kadru, motywu, obiektu, modela... dla samego siebie.

Są wśród Was tacy, którzy przechodzą też taką drogę? A może gdzieś sie zatrzymaliście? Dlaczego? Z powodów ekonomicznych? Te są zawsze mi powtarzane przez kolegów, którzy nie rozumieją, jak mogąc mieć za darmo tysiąc zdjęć na jednej karcie CF, ja wybieram film na 12 klatek za 25zł rolka. Plus wołanie po 17zł rolka. Plus skanowanie po 8zł klatka.

No cóż, jestem jak widać po Klasycznej Stronie Mocy...