niedziela, 24 lutego 2008

Myślę więc... kadruje


Hestia >> Bar Przystań >> Hestia

To nie trasa autobusowa w Gdańsku. To mój weekendowy szlak plażowych spacerów z Młodym. Zaczynamy przy budynku/siedzibie Hestii w Sopocie, idąc plażą dochodzimy do Baru Przystań, pijemy ciepłą herbatkę i powrót tą sama trasą. Dziś Młody zażyczył sobie jeszcze ciastko. Po drodze karmienie łabędzi i włażenie do wody; szczególnie zimą jest to idiotyczne dla 3-latka, ale cóż... tradycja. Buty wodoodporne. Niech łazi.

Niemniej najbardziej nie mogę sie nadziwić sobie, bo chodzę tamtędy od urodzenia, a za każdym razem patrzę na ten kawałek plaży gotowymi kadrami. Zresztą tę przypadłość mam generalnie głęboko w czaszce, niemniej ten rejon jakoś najmocniej każe mojej głowie łapać w kwadrat obrazy.
I choć nie biorę aparatu, by nie tracić cennych minut z Młodym, to za każdym razem wynoszę gotowe kompozycję złożone z tych samych przecież obrazków. Ta plaża nie zmieniła się od 30 lat. No prawie... :)

Czy Wy też tak macie....?

Czy fotograf patrzy kadrami nawet na poranną kawę w świetle ostrego wschodzącego słońca wpadającego przez brudną szybę i ocierającego się o blat kuchenny, jakby nabierając poślizgu by uderzyć w krawędź kubka....? No właśnie... gotowy kadr. Ta mgiełka pary, blat, poplamiony nóż od masła, okruszki tosta...

Jakiś obłęd...