środa, 31 grudnia 2008

C'est Si Bon...


Trochę poza fotograficznie na koniec roku...

Parę dni temu wyczytałem krótką notkę w GW - zmarła Eartha Kitt.
Niewielu zapewne z Was (tak młodych, jak i starych) wie kto to był i jaki dar miała od Boga.

Była połowa lat '80 chyba kiedy w dużym pokoju (nie było kiedyś salonów) moich rodziców w M4 z wielkiej płyty otwierając szafkę w poszukiwaniu cukierków znalazłem poustawiane tytułami płyty winylowe mojego ojca. Adapter Fiszer pozwalał je uruchomić... :)

Między płytami była piękna okładka z czarną kobietą... piosenka nr 1 to "C'est Si Bon". Włączyłem.
Usiadłem. Szelest dźwigni i skrzek rysującej po płycie igły już odprężał i nagle...


Dzwon w głowie. Piskliwy i ostry dźwięk wpisany w aranżacje orkiestrową... i ten głos. Ten dar od boga!
Zakochałem się. Eartha Kitt była wielka. Jej wykonanie tej piosenki przeszło do legendy. Polecam Wam tę wokalistkę. Szkoda, ze już odeszła.

Miłego Nowego 2009!!





A to jest przesłodkie!:)




PS
A Youtube uwielbiam za to, że są tam wariaci zgrywający muzę z adapterów :)
Tutaj więcej o samej boskiej Ercie...


wtorek, 30 grudnia 2008

Fotograficzne kochones...


Cha!
A wcale nie!


Tym, co pomyśleli, że teraz będzie o jakiś twardzielach fotografach, co to jeżdżą na wojny lub fotografują zakopani po szyje w bagnie.... od razu wyjaśniam.
Będzie krótka seria spostrzeżeń na temat... fotografii mody męskiej.

To jest dla mnie fascynujący temat. Dlatego zapewne, że nie rozumiem jak można fotografować mężczyzn w modzie i każda, nawet najbardziej "niby męska" poza jest przeze mnie niestety od razu odbierana jako zniewieściała. Wiem - strasznie żenujące. Ale tak mam.


Przykład 1
fot.: David Armstrong

No i jak tutaj mówić o męskości i kochones...? Ja rozumiem, że to może już wielka sztuka, że te "stroje" to nie stroje, a jedynie jakieś kreacje... Że model ten ma za zadanie być "brzydkim".
I z podobnej bajki tego samego autora:

Przykład 2
fot.: David Armstrong


Jasne. Przykłady są skrajne, bo zapewne wielu z Was zna takie zdjęcia, które na sam widok od razu przywodzą na myśl klasycznego kowboja Marlboro o zachodzie słońca. Czy aby jednak na pewno...?:)

Przykład 3
fot.: Matthias Vrens


Co jest więc z tym pojęciem męskiej mody i mężczyzny na owych zdjęciach...?
Po jaka cholerę robi się z nich lalki, zniewieściałe wieszaki i modowe manekiny wysmarowane wazeliną...?

Przykład 4
fot.: Matthias Vrens


A może to efekt emancypacji kobiet? One tego oczekują myślicie? Może fotografia będąc rodzaju żeńskiego sama zażądała dla siebie nowego wzoru faceta?! Mięciutkiego, myjącego się trzy razy dziennie, smarującego dłonie kremem po każdym uściśnięciu reki i pachnącego na 25 metrów...
Może...

"A mnie się marzy kurna chata, zwyczajna izba zbita z prostych desek" - można te słowa przypisać pierwowzorom męskim w fotografii. Takim, którzy są macho i mają kochones... nie tylko na zdjęciach...





fot.: Luis Sinco/AP




Pomożecie!?

.


Znalazłem zdjęcie...

Czy ktoś z Was może mi pomóc określić rok, w którym zostało ono prawdopodobnie wykonane?
Może uda się nam zgadnąć kto jest na tym zdjęciu?
A może z tego prostego obrazu uda się nam jakąś metodą detektywistyczną odpowiedzieć na inne pytania...?

Mam nawet niespodziankę noworoczną... ufunduje nagrodę w postaci albumu fotograficznego temu, kto poda najwięcej, najciekawszych informacji.

Jest jeden warunek - każda informacja musi być poparta jakimś uzasadnieniem i nie może to być zgadywanie...
Jeśli ktoś stwierdzi, że film szeroki przeglądany przez chłopaka w drugim planie ma odstępu między klatkami łudząco podobne do tych, które robił aparat Start, to proszę to jakoś uzasadnić :) I podać lata produkcji tego aparatu, co by uzasadnić podanie daty zrobienia zdjęcia.. :)

Zastrzegam sobie nieprzyznanie nagrody jeśli danych będzie za mało... :)
Bo nagroda nie byle jaka i pracy wymaga jej zdobycie....
Jeśli zwycięzca posiadać będzie już taki album, to przechodzi on na następny konkurs...:)


Na koniec powiem 10 słów:
Nagrodą jest album Roberta Franka "The Americans" w jubileuszowym wydaniu Steidl.



poniedziałek, 29 grudnia 2008

Fotoindex się ukazał...


Pojawił się właśnie w mojej skrzynce mailowej kolejny link do nowego magazynu Fotoindex. Zwyczajem poprzednim pozwolę sobie jedynie skreślić kilka słów krytyki pod adresem autorów. Może nie wszystkich, ale części...

Wojtek Gepner chciałby pokazać mi Polskę przez pryzmat szkoły amerykańskiej. Te rozwalone domy, puste ulice, stare, opuszczone budynki, autobus w polu, tablice reklamowe w szczerym polu. Niestety mam wrażenie, że to jednak nie działa w naszych realiach. Po pierwsze w amerykańskiej wersji takiego reportażu, te same ujęcia są po prostu ciekawe bo inne, nieznane... tutaj magia tajemnicy ucieka i obrazki są zwykłe poprzez swoją swojskość. Wolałbym zobaczyć jakieś bardziej oryginalne ujęcie tego tematu. Poza tym, mnie bardzo razi maskowanie kolorowych zdjęć... jakoś toleruje to jedynie w BW.

"Za Blokiem"
Michała Kyci już na wstępie złości mnie brakiem konsekwencji. Tak jakby autor chciał za razem zrobić zdjęcia w klimacie dokumentu Brasseia i portret uliczny. Ciasne portrety mieszkają się z szeroko kadrowanymi portretami, a te z pustymi kadrami architektury najczęściej pod światło. Jako, że poziome kadrowanie portretów bardzo mi ostatnio leży i w tym kontekście fajnie, że twarze niejako oddychają przestrzenią (w myśl tytułu). Kadrowanie pionowe wymusiłoby skupienie się na osobach, czego autor chyba jednak starał się świadomie unikać. Tematem głównym miało być to wspomniane w przedmowie podwórko, ale nie do końca moim zdaniem całość trzyma się ryzów tematu. Michał się miota trochę...

Anna Bystrowska wzięła się za temat, który chodził za mną od wielu lat. I chyba mi go skutecznie skradła - "Działkowicze". Chociaż spotykane przeze mnie typy ludzkie na działkach są nieskończenie interesujące i za każdym razem można odkryć coś nowego, to jednak cykl Ani jest ładnie domknięty w sumie. Sięgnęła Anka do studni i wyciągnęła prawie całą wodę. Oj długo przyjdzie nam czekać na coś bardziej odkrywczego w tym temacie. A kto wie czy jeszcze coś zobaczymy, bo czasy dla działkowców idą nieciekawe.. Gratulacje Aniu!

Dyptyki uwielbiam z samego założenia i forma ich podania i konsekwencja znamionuje świadomego fotografa. Niby proste, niby banalne, ale już nie raz udowadniano, że najtrudniej zrobić rzecz najprostszą. Jeśli miałbym cię czepiać, to jedynie większego skupienia na samych portretowanych. Jakiegoś ustawienia konsekwentnego bardziej. Czasami mam wrażenie, że zdjęcia są zbyt przypadkowe. Czasami aż nadto wystudiowane. To zgrzyta. No i trochę pracy nad światłem się by przydało. Jeśli już robimy zdjęcie, to zapanujmy nad nim... tutaj bywa różnie.

Michał Grocholski i jego "Efekt tornada" pozostawię bez komentarza. Nie chcę bowiem oceniać człowieka po jednych zdjęciach w temacie, który jest samograjem. Na równi z Indianami pozującymi za 2 dolary w skansenie w USA. Nie są to prace na wysokim poziomie reporterskim, nie widzę tutaj jakiś szczególnych emocji, a samo fotografowanie wywalonych drzew, butelek i zerwanych dachów jest raczej formą rejestracji niż świadomym reportażem.


Fotografowanie Podlasia powinno zostać zakazane na co najmniej dwa, trzy lata. Tak dalece "zeksplorowanego fotograficznie" regionu w Polsce chyba innego nie ma. To już chyba 5-6 cykl, który oglądam z portretami mieszkańców Podlasia, którzy zawsze podani są w tym samym sosie: starzy wieśniacy z swoich regionalnie cudownych domach sprzed 150 lat. Czasami przemycony aspekt nowoczesności, ale zawsze babulinki i dziaduniowie w wiejskim przyodziewku.
Mam pomału wrażenie, że tego typu zdjęcia ich poniżają. Wiem... ostre słowa, ale chwytanie się tematu wiochy i regionów tego typu trąci mi z lekka hipokryzją fotograficzną.
Na dodatek
Rafał Bielawa nazwał swój cykl "Tam gdzie życie jest prawdziwe...".
A życie gdzie indziej nie jest prawdziwe...!? Nie rozumiem!
Oczywiście kwadrat być musi.. :) Ze światłem bywa różnie. Czasami jak widać światło zastane potrafi sprawić wiele kłopotów (str. 78, 80).
Podpis pod zdjęciami mówi, że Rafał jest portrecistą... O kurcze - a ja szukałem w Polsce portrecistów... :)


Byłem na pieszej pielgrzymce do Częstochowy (z Gdańska) 5 razy. Wszystkie etapy znałem na pamięć. Byłem "zwykłym" uczestnikiem, byłem tez porządkowym... Śmiem twierdzić, ze wiem co to pielgrzymka i czym jest cała idea pielgrzymowania. Przez te pięć lat nie śmiałem zrobić ani jednego zdjęcia z tego marszu. Przez dwa tygodnie szedłem. Nie umiem pokazać prawdziwości pielgrzymki w fotografii. Nikt nie umie. A widziałem dziesiątki pseudo reportaży z pielgrzymki. To, co pokazuje
Renata Dąbrowska to jakiś fragment tej rzeczywistości. Malutki. Bardzo symboliczny i, jak sama Renata mówi, taki miała zamiar. Efekt jest dla mnie bardzo przeciętny. Równie dobrze cykl można nazwać - "Samochodem przez wieś..." Nie ma tutaj nic z klimatu pielgrzymki, nic z miasta (pielgrzymka idzie też w miastach!?)... po prostu pustka. Machający ludzie nie robią z tego materiału niczego wielce ciekawego.

Tomek Łapiński chciał pokazać drugą stronę pielgrzymki. Te wewnętrzną. Te żołądkową. Treść tejże. Użył BW i dużego ziarna, co za każdym razem (od ręki niejako) zwiększa dramaturgię i moc obrazu. Jednocześnie podsycając płomień tajemniczości i wyjątkowości materiału.
No cóż... zapyta ktoś - A czego się iczek spodziewałbyś po takim reportażu?
Odpowiem, że nie wiem. :)
Ale zdjęcia Tomka nie powodują tego samego odczucia jakie towarzyszy wejściu na kolanach na Górkę Przeprośną (pielgrzymkowicze wiedzą , co to!). Emocji w nich jest dokładnie tyle ile nadać im potrafiło wspomniane ziarno i skala szarości. Jest jednak kilka kadrów, które stają się samo istniejącymi obrazami i te do mnie gadają (str. 110) pomimo, że banalne może dla części. Ja lubię symbolikę zgrabnie podaną.
Jako całość uważam, że zdjęcia są też źle ułożone.
Czepiam się pewnie, ale jako uczestnik nie odczuwam ducha.. .:)


Tym samym polecam nowy Fotoindex... :)




sobota, 27 grudnia 2008

Kłamliwy portret...


Co jest najbardziej socjalną częścią naszego ciała?
Twarz.

To ją najczęściej wystawiamy na widok publiczny i to ona odgrywa kluczową rolę w naszych relacjach społecznych. A jak wiadomo, nasze role odgrywamy zależnie od sytuacji i uzależniamy naszej twarz wygląd od stanów emocjonalnych i od warunków w jakich się znaleźliśmy. To okoliczności warunkują w 100% to jak wygląda nasza twarz, co pokazuje i jak chcemy się zaprezentować innym.

Portret fotograficzny, tak czy inaczej robiony, zawsze ma jedno podstawowe zadanie - pokazać twarz portretowanego. Inaczej nie jest już portretem.

Jeśli więc tak jest i jeśli założymy, że pierwsze zdania są też prawdziwe, to z łatwością wywiedziemy taką oto konkluzję, bazując na własnych doświadczeniach i udokumentowanych już wielokrotnie badaniach - że oto portretowanie to nic innego jak pokazywanie światu najbardziej zakłamanej i dostosowanej do okoliczności części ludzkiego ciała.
Innymi słowy - szczytem hipokryzji człowieka jest jego własna twarz... a więc i portret jest po prostu kłamstwem na jakie zdobędzie się w danej chwili portretowany.

Skąd ten wywód? Ano nie będę zabierał czci i pomysłowości innym i od razu powiem, że wysnułem te tezy ze wspaniałych myśli okołofotograficznych Jeanloupa Sieff'a.

I Sieff poszedł dalej....

Skoro tak jest to... zacznę fotografować dupę!
Okazuje się bowiem, że tyłek (pozwólcie, że złagodzę) jest najbardziej intymną częścią ludzkiego ciała. Więc pokażmy coś prawdziwego, nie skrywanego pod maskami społecznymi, nie coś, co możemy sami kształtować za każdym razem inaczej - tyłek jest prawdziwy do bólu.

Tak oto wygląda ścieżka portrecisty do akcisty... :)


PS
A oto kilku z moich ulubionych portrecistów:













.


czwartek, 25 grudnia 2008

Dostałem album...


Wydawać by się mogło, że sam album, jak i jego treść jest banalna. Że, ponieważ nie jest to sztuka, nie jest to jakieś wymyślne fotografowanie - to album ten po prostu będzie tylko prezentem. Ot fotografowi damy album... ciocia pomyślała.

No i ja nie pozostając z początku cioci dłużny, też tak pomyślałem. Oto bowiem trzymałem w rekach album pt.: "Fot. Kosycarz - Niezwykłe zwykłe zdjęcia III".

Świece dopalały się na stole, płyta w odtwarzaczu rodziców robiła już trzecia pętlę, a dzieciaki powoli przecierały oczy w kącie sofy przytulając - a to Pana Bulwę, a to Tomka, a to Marka Maruchę.
Czas był więc na przeglądnięcie albumu w cieniu drzewka, które się jeszcze nie sypało na karty książki.

No i stało się... poczułem tą cudowną magię fotografii na odbitce, w albumie. Przeniosłem się całym sobą w lata powojenne. W lata, kiedy Zbyszek Kosycarz szalał ze swoim Rolleiflexem czy inną dwuobiektywową maszynką 6x6 i dokumentował co mógł. Bo dla mnie Zbyszek Kosycarz to dokumentalista. Pomimo, że gdańskie środowisko nazywa go "latającym reporterem", to dla mnie fotografie jego spełniają wszystko, co w temacie dokument można zrobić.
Poznawałem więc Gdańsk, którego już nie ma, który udało mi się częsciowo zapamiętać jeszcze ze swojego życia.

Jestem rocznikiem połowy lat '70. Dzięki bogu udało mi się jeszcze skończyć szkoły peerelowskie i chwalę za to wszystkich moich nauczycieli, których szanowałem i którym mówiłem: Proszę Pani, Proszę Pana. Żaden z nich nie zmuszał mnie do traktowania ich jak kolegów, bo kolegami nie byli....! Całe szczęście! Pamiętam więc tamte lata... pamiętam powstające osiedla, pamiętam pochody pierwszomajowe z mamą... pamiętam.
Ale zagalopowałem się...

Fotografie w albumie pokazują mi świat, którego unikatowość zachowała się dziś jedynie dzięki tym zdjęciom. Wspaniale. Niby nic. Albumów takich od groma. A jednak - Zbyszek Kosycarz dodawał do nich coś swojego: humor, dystans i szerszy plan.

Dlaczego tak na mnie działa ten akurat album...?

Los sprawił, że w czasach studiów łaziłem z aparatem na wszystkie imprezy polityczne i kulturalne w Gdańsku. Ot, maniak fotografowania wpychał się gdzie popadnie. Przy jakiejś kolejnej okazji, pod restauracją Crystal w Gdańsku Wrzeszczu, odbywało się jakiś kolejny solidarnościowy jubel zorganizowany przez właściciela knajpy Kokoszkę ("restaurator Wałęsy"). Oczywiście stałem przed wejściem z moim EOS 50e chyba wtedy i małej grupce reporterów podszedł do mnie facet z długimi włosami.
- A może wpadniesz do mnie i popracujesz dla mnie jako fotograf?
Cóż więcej może chcieć młody chłopak... Facetem w długich włosach był... Maciej Kosycarz, syn Zbyszka. Po prostu na skrzydłach leciałem do Domu Prasy, gdzie w jednym małym pomieszczeniu mieściła się agencja Macieja, a w niej.... skarb tysiąca, tysięcy negatywów jego ojca. Półki po sufit.
Praca u Maćka to był krótki epizod i pierwsze próby jako reporter-fotografa. Oj słabo mi to wychodziło... :) Ale to fantastycznie doświadczenie, które pamiętam doskonale...
Potem wylądowałem w Głosie Wybrzeża - już tylko pisałem. Kolejna szkoła prawdziwego dziennikarstwa... ech.

Stąd pewnie sentyment do rodziny Kosycarzy...
Do tej ich pasji... cudownie odziedziczonej...
A co za tym idzie, do fotografii, tej papierowej, pachnącej wywoływaczem i obrazu, które można dotknąć fizycznie.
Wziąć rolkę między palce i przepuścić obraz pod żarówką...




środa, 24 grudnia 2008

List do K....


Kochani Komentatorzy,


Się rodzi w nas wiele rzeczy.
Rodzi się miłość z pierwszym spojrzeniem - czy wytrzymam.
Rodzi się strach z pierwszym dzieckiem - czy podołam.
Rodzi się szaleństwo pasji - czy mam zdolności.

Wiele się rodzi w czasie naszych lat 20, 30 czy 60. Za każdym razem rodzi się to wszystko w naszej głowie i sercu.

Tak samo rodzi się w nas każdy kolejny kadr, którego stajemy się ojcem, matką.
Tak samo zadajemy sobie pytania:
- czy wytrzymam w pasji
- czy podołam wyzwaniom
- czy mam zdolności do fotografowania.
Tak samo.

Trzymajcie się swojego czasu i przysłony ustawionej na aparatach Waszych serc, dusz i oczu.
Trzymajcie się światłocieni Waszych marzeń.
Trzymajcie się....


Łączę wyrazy szacunku i wdzięczności za wszelkie komentarze,

Wasz Iczek.

Boże Narodzenie, Gdańsk 2008

wtorek, 23 grudnia 2008

Gdańska Galeria Fotografii.... kobieta mnie bije...!


Na szczęście!

Tak, mam wrażenie, że to szczęście iż nową szefową Gdańskiej Galerii fotografii została Małgorzata Zwolicka. I wcale nie chodzi o to, że ją znam. Bo jej kompletnie nie znam. Wiem tylko, ze kończąc liceum plastyczne w Orłowie zrobiła dyplom fotograficzny pt.: "Łóżko".

Niemniej z perspektywy ostatnich 5 lat, mam wrażenie, że wszystko co ulegnie zmianie wokół Galerii będzie na plus. Po latach niepodzielnych rządów Stefana Figlarowicza, galeria ma szansę wreszcie wrócić z przeszłości... to będzie długa podróż.

Mam nadzieję, że zapowiadane zmiany, które Małgośka wypowiedziała w artykule w Gazecie Trójmiasto okażą się prawdziwe, i że należy ona do kręgu silnych i pewnych kobiet z ligii.
Bo... "Liga broni, liga radzi, liga nidgdy cię nie zdradzi!" ;)

Trzymam kciuki i czekam na pierwszą wystawę...

A już mam pierwszy postulat, aby galeria wyszła z tego jednego małego pomieszczenia na jakiś wiekszy metraż...!

poniedziałek, 22 grudnia 2008

Zdjecie Roku... mam i ja....


Ponieważ na koniec roku wszystkie agencje i serwisy internetowe robią istny festiwal "najlepszych" w ich ocenie zdjęć z mijającego roku, proponuje abyście i Wy - Ci, którzy czytają tego bloga - mieli takie poletko.

Z jedną różnicą!


Prosiłbym Was o podawanie w komentarzu jednego linka do JEDNEGO zdjęcia, które znaleźliście w tym roku i wywarło na Was największe wrażenie. Zakochaliście się w nim lub popłakaliście się patrząc na nie. A może nawet znienawidziliście medium jakim jest fotografia patrząc na nie.

Nie musi to być zdjęcie zrobione w tym roku, chodzi o takie, które Wy zobaczyliście pierwszy raz w 2008 roku.

Zapraszam do wspólnego wspominania. Zdjęcia z linków będę przyklejał do treści posta wraz z podpisem linkującego. A więc jeszcze raz:
- podajecie jeden link w komentarzu do zdjęcia (jednego)
- zdjęcie najważniejsze dla Was w 2008 roku
- niekoniecznie zrobione w 2008 roku, ale odkryte przez Was w tymże
- można dodać krótki opis (max 2 zdania)
- koniecznie podać autora!

Wbrew pozorom to fajna zabawa, bo chciałbym delikatnie przeanalizować to, czym się interesujecie... :)
Ja zaczynam:


od iczka
(patrząc na nie wiem ile jeszcze brakuje mi wyobraźni aby robić portrety)

fot.: Marco Grob


***
od Dobi


***
od Rosomak
(ten człowiek wywarł na mnie największe wrażenie w tym roku. a to zdjęcie wyjątkowo mocno we mnie wrosło)



***
od Hasek
Nigdy nie mogę oderwać wzroku od tego zdjęcia. I chyba jeszcze niesamowite dla mnie jest to ile godzin pracy Halsman musiał poświecić, żeby w końcu osiągnąć swój cel i to tylko dla jednego zdjęcia, chciałbym mieć tyle pasji i cierpliwości w sobie co on mial (mam nadzieje, ze w końcu do tego dojdę ).

fot.: Philippe Halsman

***
od Stachu
fot.: Louisa Goulimakia/AFP

***
od Kuba

Zdjęcie popełnione przez fotografa mody Toni'ego Frisell'a opublikowane w 1947 w Harpers Bazaar. Esencja piękna a jednocześnie w pewien sposób niepokojące i intrygujące. Po prostu magiczne.
fot.: Toni Frisell


***
od bawgaj

fot.: alkos


***
od meewosh

(Zanim zobaczyłem je po raz pierwszy, nawet nie pomyślałem, że można by "uprawiać street photography" w 6x17. Okazuje się jednak, że można. I to po mistrzowsku)
fot.: Arifa Asci


***
od pjolo


fot.: Jacenty Dędek


***
od Jacek

fot.: Paweł Jaruzalski


***
od Kefas

(Po obejrzeniu tego zdjecia stwierdziłem, to jest dla mnie fotoreportaż)
fot.: Robert Kowalewski


***
od wojtek lucki
(To zdjęcie jest emanacją umiejętności posługiwania się przez Autora kolorem dla wydobywania niesamowitej atmosfery fotografowanych przez siebie scen. Dobra uliczna fotografia. Perfekcyjne wyczucie koloru (również na innych zdjęciach Saula Leitera). Moje tegoroczne odkrycie fotograficzne)
fot.: Saul Leiter


***
od Przemek Kończak

fot.: Albert Watson


***
od Alkos

fot.: Saul Leiter


***
od karmazyniello

fot.: Jarosław Orłowski


***
od Kamil Pawlik
(Za całokształt oraz za to że dzięki jego zdjęciom sięgnąłem w ogóle po aparat. I bez jego zdjęć i bez aparatu w ręku na co dzień, fotografia straciła by dla mnie sens)

fot.: Aleksander Nowak


***
od Grisza
(Ulubione bo zwyczajny codzienny widok nie jest taki zwyczajny na tym zdjęciu i oddaje częsty stan w jakim znajduję się rano jadąc do pracy - nie wiem czy to wciąż sen czy jawa)

fot.: Kuba Dąbrowski


***
od szerm

fot.: Polly Chandler


***
od RJ

fot.: Mark Skorj


***
od sepelowicz

fot.: Paweł Chara
...

niedziela, 21 grudnia 2008

Mierz zamiary na siły....


Dokładnie tak, a nie odwrotnie.
Nie do końca wiem, czy ja dobrze odczytałem całe to przedsięwzięcie mojego Guru fotograficznego - Eugenio Recuenco, ale zobaczcie jak robi się teledysk za pomocą Canona 1ds... :)

Tutaj backstage:




A tutaj efekt końcowy:



O ile dobrze widzę, to są to sklejone zdjęcia seryjne... nie jest to kręcone kamerą... !!!
Zobaczcie jakie środki angażuje się w tego tylu sesję foto... nie wiem tylko czy to nadal sesja foto..?

piątek, 19 grudnia 2008

Sprzętowo... obyczajowo...


Unikam pisania o sprzęcie cyfrowym, a przynajmniej staram się, bo nie znam się już na tym. Wszystko, co się dzieje wokół aratów cyfrowych przegoniło mnie już trzy razy i głupio mi wyłuszczać się nad wyższością X nad Z, bo za cholerę nie przyswajam treści ukrytych za kolejnymi danymi technicznymi...

Po prawej stronie tych specyfikacji są zazwyczaj cyferki, które się zmieniają w górę i na ich podstawie koncern X zarabia o 15 milionów dolarów netto więcej niż koncern Z, który umieścił w jednej rubryce gorsze (niższe) wyniki.

Niemniej trafiają czasem do mnie, przesyłane przez życzliwe osoby informację na temat tego, co się dzieje, i że właśnie wyszło coś nowego, fajnego z zakresu profi. Nie żebym czuł się profi, ale po prostu tylko ta półka może ew. wzbudzić we mnie jakieś emocje.

I tak najpopularniejszym słowem obecnie w świecie digital photography stało się złożenie "czarne punkty". Bosz... jakiś tam następca 5D okazał się na tyle "zły" i "felerny", że przy jakiś tam granicznych warunkach wywala na ekran widoczne w powiększeniu 1:1 jakieś czarne kropy wokół prześwietleń.

Chm... siedzę ja więc i czytam i przestaje rozumieć w czym jest rzecz.
Czy w tym, że aparat kosztuje 8000 zł i że powinien działać bez zarzutu !?
Czy może w tym, że te czarne kropy nie pozwalają wykonywać zdjęć !?


Przecież jeśli nie czarne kropy, to jakiś "cyfrofil" i tak przyczepi się, że ziarno przy 12400ISO nadal jest dla niego za duże, bo przy powiększeniu dwa na jeden metr widać je zbyt nachalnie.
Lub inny sportsshooter stwierdzi, że trudno złapać mu komara w locie w trybie AF-C lewym skrajnym punktem, który nie wiedzieć czemu nie jest jeszcze podwójnie krzyżowy!?

Ludzie!

Skamlę o rozsądek i walkę z tym obłędem, który nas ogarnia i który nam serwują znajomi, koledzy, media, koncerny. Zatrzymajmy się, bo skończy się to wszystko czymś, co jeszcze nawet nie zostało zdefiniowane w nauce socjologicznej dotyczącej grup społecznych. A ja nazwałbym to: "hiperinfantylizmem wpojonym".

Sprowadzenie wszystkiego co wokół fotografii się dzieje do "czarnych kropek" czy szumów ISO jest drogą donikąd.


Tak mi się skojarzyło, że w tym co piszę jest pewna analogia do ostatnich wydarzeń w świecie dziennikarskim.
Oto miesięcznik PRESS daje od paru lat tytuły dziennikarza roku. W tym roku nagrodę tę dostał Bogdan Rymanowski. W Gazecie Wyborczej, Piotr Pacewicz umieścił felieton na ten temat krytykując niemożliwie cały pomysł wręczenie takiej nagrody (dziennikarz roku!!) właśnie temu człowiekowi. I ja się z panem Piotrem zgadzam w 100%.
Bo z Rymanowskiego jest taki dziennikarz, jak z czarnych kropek problem w fotografowaniu.
I tu, i tu ktoś wmawia nam, że coś jest takie jak stara się ktoś aby było.
Prowadzenie średnio inteligentnych rozmów z głupimi politykami jest nagradzane nagrodą Dziennikarza Roku.
Czarne kropki w fotografii stają się tematem głównym połowy fotografów na świecie.


Hiperinfantylizm wpojony!


czwartek, 18 grudnia 2008

Fotografowie NN... Magda Lipiejko


Wszyscy, którzy choć trochę interesują się fotografią modową czy też fashion, zapewne znają Magdę Lipiejko vel June Miller (blog). Jeśli jej nie znają to tak naprawdę nie interesują się fotografią mody czy też fashion :)

Estetyka Magdy jest usytuowana gdzieś pomiędzy miękkim, jeszcze ciepłym naleśnikiem polanym sosem klonowym a wilgotną i zimną napoleonką z bitą śmietaną, której ugryzienie powoduje delikatne wylanie się zawartości na usta uruchamiając odruch oblizywania się. Ciągłego...

Jest zdjęcia są smaczne. Wysmakowane rzecz można swobodnie. Danie podane z przyprawami, które wzbogacają każdy kęs i nie drażnią zbytnio kubków smakowych. Tak podana fotografia staje się wartością samą w sobie. Przyłapałem się na tym, że odbieram jej zdjęcia jakby przez kawałek jedwabiu, który zbiera na sobie całą tą część użytkową i rzemieślniczą (w końcu to moda), a przepuszcza do mojego mózgu jedynie warstwę odczuć i wrażeń. Lubię tak...

Gubi się w tym cała otoczka fotografii technicznej, jakby nieważne było to, co robi ze swoimi zdjęciami, które zapewne można nazwać czasami kolażem bardziej, a ważniejszym stawało się samo obcowanie z obrazem, kolorem, kadrem, spojrzeniem modelek.

Chylę czoła... takich prac potrzebuje... by uwierzyć, że chłam nie zalał polskiej fotografii...!






fot.: Magda Lipiejko (x4)


środa, 17 grudnia 2008

A imię jej... 666


Fotografia niejedno ma imię i dzięki koledze FUGAZZI mam okazję się przekonać, że moje poprzednie utyskiwania na wypięte tyłki w czapce mikołaja są niczym w porównaniu z pomysłowością właścicieli fabryki trumien Cafanifunebri.
Ich kalendarz nie ma sobie równych...
Niesamowite!




Czy ja śnię?:)


"Tfu Zawodowiec"...


Boję się bardzo tego co chce napisać, ale niestety świerzbi mnie jęzor niewymownie. Oto bowiem idę ja sobie ulicą mego pięknego onegdaj miasta i widzę ja ci billboardy rozwieszone wszędzie gdzie się da.

A na tych billboardach szczerzą się do mnie panie w czerwonych majtkach z białą koronką z wypchniętym biodrem w mym kierunku. Zimno jak diabli, a te świcą gołym dupskiem i pobielone w PS zęby aż wyłażą im z tych naklejonych pasków papieru źle połączonych, czego efektem jest rozjechanie się górnej wargi i dolnej.

Gapie się w to zupełnie bez emocji, już nie mówiąc o tym, że mam dreszcze z zimna i wzgardą obiegam całość tego "pomysłu" reklamowego, za który jakiś durny klient (tak robię sobie pod górę) zapłacił pewnie z 10.000zł i jest przekonany, że cyce i dupa w zimie ubrana za mikołaja polepszy mu sprzedaż.
ŻAŁOSNE

Żałosne w warstwie reklamowej, ale przede wszystkim te billboardy są żałosne w warstwie fotograficznej.
Patrzę na rozdziawione gęby panienek trzymających prezenty na różnych częściach swojego ciała i zrozumieć nie mogę czy estetyka ludzi i grup fokusowych zeszła tak nisko....!? Czy po prostu już nikogo (w tym fotografa) nie interesuje jakość, pomysł, idea....

Skoro klient zapłaci za wypięte biodro i białe zęby to jazda...


Reklama Galerii Bałtyckiej w Gdańsku.... mój panie na niebiesiech. Co to ma być!?
Nie wiem kto robił to zdjęcie. Nie wiem jaki grafik składał to w całość, ale.... na wszystkie św. Mikołaje latające teraz po niebie - jak można!

Nie wiem czemu akurat teraz mnie to tak zdrażniło, ale po prostu nie mogę przyjąć do wiadomości, że samokrytycyzm, wyczucie smaku i elementarne zasady estetyki obrazu poszły zupełnie w odstawkę.
Ja rozumiem, że na billboardzie nie ma miejsca na sztukę rodem z Alain Ethepare czy Steen Doessing , ale chyba można pokazać majtki, kobietę i porę roku w jakiś w miarę (!!) zjadliwy sposób.

- Tato, czemu ta Pani leży w majtkach w zimie?
Rozbrajająca logika dziecka powinna być stosowana zarówno w fotografii, jak i marketingu wizualnym.
- Nie wiem synku, też tego nie rozumiem.
- A może ta pani dopiero wstała i nie ubrała się do pracy?
- Nie sądzę synku... ale Twoje zdziwienie jest jak najbardziej na miejscu. Nie wszystkie zdjęcia na reklamach są mądre.
- Tak tato, twoje też nie wszystkie....

Tia...
Nowa kategoria zawodowców i marketingowców: "Tfu Zawodowiec" i "Tfu Marketingowiec"


poniedziałek, 15 grudnia 2008

Jestem niefotogeniczny....


Dziecinne wprost stwierdzenie, ale ileż można wyciągnąć z tego filozoficznych rozważań!

Oto staje przed Tobą i kołaczę... zrób mi zdjęcie. Ale pamiętaj, że jestem niefotogeniczny. Więc ułóż mnie jakoś lub po prostu zamaskuj mą niefotogeniczność.

Staram się więc rozstawić statyw tak, by niefotogeniczność znalazła się w cieniu, po ciemnej stronie księżyca. Przymierzam się długo i wytrwale. Zmieniam strony, staram się odgonić niefotogeniczność na drugą stronę twarzy, gdzieś za ramię, potem za kark, za plecy, wreszcie udaje mi się przeciągnąć siłą niefotogeniczność za tło rozstawione na statywach. No wreszcie. Jest czas na chwile spokojnej pracy.

Jesteś pierwszym fotografem, który zrobił mi udane i ładne zdjęcie. Czy możesz mi wysłać mailem dzisiaj? Bardzo się sobie podobam.

Skanuje więc negatyw. Poprawiam delikatnie zmarszczki na dłoniach i plamkuje niedoskonałości materiału odkryte między pikselami.

Wychodząc, ściska w dłoni płytę ze swoimi zdjęciami. Ostatnie spojrzenie w drzwiach i głuchy stukot butów na korytarzu zamyka kolejny etap. W studio panuje cisza. Zmęczone tło i rozgrzana oglądanymi scenami lampa marzą o wytchnieniu. Szczotka delikatnie zrzuca resztki piasku z kartonu zwijanego na rolę.

Nagle.
Potwornie głośny w tej ciszy szmer.
Coś delikatnie popiskuje między ściana a tłem.

Jeszcze tylko krok w stronę okna i będę mógł włożyć głowę między statywy. Wolno.

Mgnienie i falowanie powietrza było niezauważalne. Tylko lekki szmerek chichotu zagrał mi na skórze twarzy. Coś wpasowało się między moje oczy, nos a usta....

Od dzisiaj to ja jestem niefotogeniczny...


niedziela, 14 grudnia 2008

Fotografowie nierozumiani*.... Kuba Dąbrowski


Tym materiałem zamierzam otworzyć cykl prezentacji fotografów, których twórczości nie lubię i często nie rozumiem. Nie znaczy przecież to jednak, że nie powinniśmy znać zdjęć, które są inne od tych naszych ulubionych.
Znać je warto, a nawet trzeba.
Poza tym... szanuje prace innych.

Na pierwszy ogień idzie Kuba Dąbrowski....
Mówi się, że jeśli zdjęcia wywołują skrajne emocje, to znaczy, że coś w nich jest. Oczywista oczywistość. Nic tak nie przyciąga, jak kontrowersja.
Znam stronę Kuby od paru lat i z początku kibicowałem taki fotografiom. Z biegiem czasu nastąpił u mnie odwrót o 180%. Nie mogę znaleźć prawie nic, co powodowałoby u mnie jakąkolwiek pozytywną reakcję na tego typu zdjęcia, bo wpisują się one w ten nurt niedbałości, "przypadkowości", strzałowości, który nie może odnaleźć we mnie swojej estetyki.

Ja wiem, że to nowy nurt, że nowe spojrzenie na portret, że chwytliwe to w gazetach i ciasne portrety przywalone mocną żarówką są jak haczyki bo z zasady nie robi się tak zdjeć (niby). Ale mnie, te łamanie zasad jakoś razi.

Dość na tym... oceniajcie sami. Kuba ma stronę i bloga...




fot. Kuba Dąbrowski x 3



* Wyjaśnienie

Pierwotnie tytuł tego posta brzmiał: "Fotografowie nielubiani... Kuba Dąbrowski"
W wyniku dyskusji w komentarzach i uznania części racji oponentów - postanowiłem go zmienić, aby nie wartościował prac Kuby.



piątek, 12 grudnia 2008

To, co najważniejsze....?


Bardzo ciekawą rozmowę przeprowadziła ze mną Moja Wizażystka. Oficjalnie jakoś to brzmi... ale i temat okazał się istotny.

Moja Wizażystka lubi mnie zaskoczyć... oto bowiem zadaje mi pytanie i czeka aż odpowiem.
Nie wiem czy wiecie, ale w obecnych czasach u 90% ludzi występuje zjawisko, które ja roboczo nazywam: "bo u mnie...".

Polega ono na tym w skrócie, że ktoś zadaje Ci pytanie i nawet nie czekając na odpowiedź (ust nie zdążysz otworzyć) sam mówi: "Bo u mnie to....." i następuje tyrada w temacie, o który było pytanie. Potem temat się rozwadnia i tak naprawdę rozmówca nie daje Ci żadnej szansy na odpowiedź. Bo go to gówno obchodzi. Zauważam, że to staje się normą...
Moja Wizażystka zaskoczyła mnie więc, bo zadała pytanie i czekała w ciszy... dobrych parę minut.

A brzmiało ono:

- Co w fotografii jest dla Ciebie najważniejsze?

Szelma jedna, no! Naszło ją jakoś i starego lisa w kąt szopy zagnała. No bo jak odpowiedzieć na to pytanie...?! Zwłaszcza, że ja sobie to pytanie zadaje już dobre parę lat...

Fotografia to etapy.
Pomysł. Środki. Przygotowanie. Realizacja. Efekt. Obróbka.


- Bo ja uważam...
Po kilku dobrych chwilach zaczęła Moja Wizażystka przerywając moje milczenie skryte za głupią miną.
- ...że Ty nie czekasz na efekt końcowy, nie chłoniesz swego dzieła, nie pochłania Cię oczekiwanie na zachwyty nad efektem końcowym.
Twarz mi się wydłużyła, a ona podsumowała.

- Ty napawasz się chwilą robienia zdjęcia. Całym tym anturażem, który towarzyszy wykonywanej fotografii. Misterium.

No i łyk kawy utkwił mi w przełyku.

To ja się męczę tyle lat nad rozwiązaniem tajemnicy spełnienia się fotograficznego, a Moja Wizażystka wali mi prosto w oczy, o co biega. Tak po prostu przy jakiejś tam latte macchiato i espresso.


Ech...
Pewnie dla każdego czym innym jest treść żołądkowa fotografii. Gdzieś indziej są trzewia i serce tego zjawiska. Ale warto czasami, by sobie uświadomić gdzie dokładnie... są rzeczy najważniejsze w życiu.
Warto...


Dla Napoleona to było Waterloo




Go away!....


Dziś nie będzie o fotografowaniu.
Dziś będzie personalnie, bo to w końcu blog osobisty... :)
Dziś za pośrednictwem tego bloga właśnie zwracam się do tego bezosobowego bytu, jakim jest Fotografia, tymi oto słowami...

Fotografio ma:



Go away, Give me a chance to miss you

Say goodbye, It'll make me want to kiss you
I love you so, Much more when you're not here
Watchin all the bad shows, Drinking all of my beer

I don't believe Adam and Eve
Spent every goddamn day together
If you give me some room there will be room enough for two

Tonight - Leave me alone I'm lonely
Alone I'm lonely, I'm tired
Leave me alone I'm lonely
Alone I'm lonely tonight

I don't wanna wake up with another
But I don't wanna always wake up with you either
No you can't hop into my shower
All I ask for is one fuckin' hour

You taste so sweet, But I can't eat the same thing every day
Cuttin off the phone, Leave me the fuck alone
Tomorrow I'll be beggin' you to come home

Go away, Give me a chance to miss you
Say goodbye, It'll make me want to kiss you
I love you so, Much more when you're not here
Watchin all the bad shows, Drinking all of my beer





A tak brzmi to w wykonaniu autorki tego mądrego fotograficznego tekstu...:)

środa, 10 grudnia 2008

Ciepełko....


Każdy lubi ciepełko. W mniejszym lub większym stopniu, ale każdy. Ciepełko stóp, ciepełko rąk, ciepełko herbaty parzącej w język czy ciepełko termoforu. Ciepełko kojarzy się z kolorami. Jest nawet taka teoria kolorów, co twierdzi, że kolory opisują nie tylko temperaturę, ale także dźwięki. Ale to inny temat.

Ja pamiętam świetnie wystawę Mug Shot i ciepłe zdjęcia w kolorze sepii. One były ciepłe też miękkością podania i formatem, ale generalnie sepia piknie ociepla nam fotografię i wprowadza taki jakiś tajemniczości dźwięk.

Dlaczego mi się podoba sepia, sam do końca nie wiem, ale zawsze robię sobie po zeskanowaniu trzy katalogi. TIFF - tutaj umieszczam surowiznę ze skanera, JPG800BW - tu umieszczam fotki obrobione, zmniejszone i w BW oraz JPG800SEP - tutaj wrzucam fotki z poprzedniego katalogu, ale zsepiowane.

I zawsze mam ten sam problem, co pokazać i co mi się bardziej podoba...
Sepia gra rolę drugiego aktora dopełniającego przedstawienie jakim jest zdjęcie, a czysty BW jest zimny i surowy. Coraz bardziej skłaniam się ku sepii.
Chmm....




wtorek, 9 grudnia 2008

Gdańscy fotografowie... do boju!


Będzie regionalnie i patriotycznie wręcz...

Słuchajcie koledzy zza miedzy trójmiejskiej. Namawiam Was gorąco, abyście przyszli na spotkanie w ramach konsultacji w sprawie Gdańska jako Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Wiem, że w opinii fachowców szans nie mamy, a już szczególnie z takim logo, co to je wybrali nasi zdziadziali radni miasta. Niemniej warto powalczyć i zaangażować środowisko fotografów do działań na rzecz tej inicjatywy. Wprawdzie przetarg na pomysł poprowadzenia całości prac wygrał torunianin i warszawianka, ale cóż... może im się uda zrobić tutaj coś więcej niż kolejny Jarmark Dominikański.

A więc przyjdźcie na spotkanie konsultacyjne NGO 11 grudnia, godz. 18.00. Może warto posłuchać co maja do powiedzenia przedstawiciele ESK. Ja jestem bardzo ciekaw czy widzą miejsce dla fotografii w tych przygotowaniach i jakie miejsce...?!


Spotkanie konsultacyjne z NGO

Zapraszamy metropolitarne organizacje pozarządowe (stowarzyszenia, fundacje, grupy nieformalne i inne) zajmujące animacją i poprawą warunków społeczności lokalnych na spotkanie konsultacyjne. Odbędą się one w czwartek 11 grudnia o godz. 18.00 w siedzibie Regionalnego Centrum Informacji i Wspomagania Organizacji Pozarządowych, al. Grunwaldzka 5, 80-236 Gdańsk.

Przewidywany plan spotkania:

1.Przedstawienie idei ESK,
2.Przedstawienie założeń projektu Gdańsk i Metropolia Gdańska 2016,
3.Rola biura Gdańsk i Metropolia Gdańska 2016,
4.Dyskusja,
5.Wolne wnioski
Szczegółowe informacje: Anna Urbańczyk, tel. 0 58 323 67 04, tel. 0 58 323 67 36, tel. kom. 0 663 87 2016,
e-mail: anna.urbanczyk@gdansk2016.eu.

Więcej na wciąż (!!??) stronie testowej (jak to możliwe skoro przetarg zakończono w kwietniu i do tego czasu nie ma strony z porządnego zdarzenia)!?
Ech... kiepsko się zaczyna..


http://www.gdansk2016.eu/pl_PL/aktualnosci/wiadomosci.html

poniedziałek, 8 grudnia 2008

Obława...


...Skulony w jakiejś ciemnej jamie, smaczniem sobie spał...


Wydawało się, że 8 minut już minęło, ale inteligentna kuchenka elektryczno-gazowa nadal nie dawała znaku z kuchni, że już. Łazienka mała więc wtopiłem się w róg obudowy wanny i poruszam rytmicznie kuwetą. Uparta cisza w mieszkaniu sprawia, że już wiem na czym polega tortura zamykania ludzi w ciemnym, dźwiękoszczelnym pomieszczeniu. Dla mnie te 8 minut to męka... ale twardo bujam kuwetę.

... Poczułem nagle wokół siebie nienawistną woń...

Wywoływacz ma te właściwość, że wysusza dłonie i śmierdzą palce specyficznym i niepowtarzalnym odorem chemii laboratoryjnej. Kwasowość utrwalacza dopełnia klimatu, który panuje w łazience... Wszytko delikatnie paruje i temperatura zaczyna wspinać się po słupkach termometru.

... Wypadłem na otwartą przestrzeń, pianę z pyska tocząc...


Wreszcie sygnał z kuchenki pozwala mi delikatnie, pazurem zadzierzgnąć rant fiszki i powoli wyciągnąć ją z kuwety prosto pod kran z bieżącą wodą. Wszelkie zasady niedotykania negatywu i delikatnego obchodzenia się z nim, idą w kąt, bo nie da się wypłukać srebrowego kartonika o wymiarach 10x13 cm nie muskając go palcami. Kładę więc go spokojnie na dłoni i zmywam resztki pożywki dla fotonów. Minuta i fiszka ląduje w drugiej kąpieli, a ja już mogę wyparować z szybkością błyskawicy z łazienki i odpalić światło... Świeże powietrze wprost smaga mnie po pysku...


...I wtedy pada pierwszy strzał, co kark mi rozszarpuje...

Zamiast ciemnego kartonika, widzę różowawą czysta powierzchnię. moczącą się w środkowej kuwecie. Rzut oka na kasety leżące na desce i ... zimno... strasznie jakoś... Po ciemku wyjąłem nie te fiszkę. Ta naświetlona nadal tkwi zasłonięta szyberkiem, który prawidłowo odwrócony jest do mnie czarnym rantem. Kropelki potu po 10 minutowym pobycie w piekarniku (akurat pranie się suszy na ściennym kaloryferze więc ten odkręcony
na maksa), zamarzają na karku.
Wkraczam więc do kuchni, nakręcam błyszczący na zielono zegar diodowy mojej kuchenki na kolejne 8 i pół minuty i wracam. Mam 30 sekund na wyjecie fiszki i wpakowanie do wywoływacza. Potem znowu zacznie się męczarnia czekania, aż kuchenka się zlituje i zacznie bipać.

...I giną ciągle wilki młode na całym wielkim świecie...


Czy kiedyś się nauczę przestrzegać podstawowych zasad i nie będę wołał czystych fiszek...? Cieszę się tylko, że inni mają tak samo...

.. O bracia wilcy, brońcie się nim wszyscy wyginiecie...



PS
Obiecane. Wprawdzie to nie to z łazienki, ale kadr ten sam :)




piątek, 5 grudnia 2008

Fotograf NN... Miłosz Wozaczyński


No... długo jakoś nie mogłem trafić na Jego stronę, ale dzisiaj wreszcie się udało i polecam z otwartą głową na te pomysły. Znany może bardziej jako Wujek Długabroda na plFoto - Miłosz Wozaczyński.

Wszedłem i zostałem dłużej. Oczywiście dział portret mnie przyciągnął i urzekł miejscami. Być może w wielu przypadkach przydałaby się mocniejsza selekcja, bo niektóre ujęcia psują to folio, ale można znaleźć takie perełki, że aż mnie łapki świerzbią co by lecieć do studia i robić, robić, robić....

Miłosz - proszę zrób selekcję... dla mnie :)

Dział Moda jest nawet bardziej miodna od ulubionego portretu... tak myślę, że nawet chyba bardziej mi się podoba... Choć i tutaj naciskałbym autora wycięcie kilku fot.

I tak marudząc przechodzimy do mojej ulubionej części - sesje studyjne ślubne.... Oj tak... Miłosz osiągnął tutaj klasę... wyznacznik takich sesji dla mnie. Dokładnie tak wyobrażam sobie to, co sam chciałbym mieć z mojego śluby, gdyby nie to, że już go miałem... choć sesję można zrobić zawsze przeca...:)

Polecam Wam Miłosza ślubne ustawianki! Pikne!





fot x 3: Miłosz Wozaczyński