poniedziałek, 24 listopada 2008

Ma znaczenie....


Napisała do mnie dzisiaj niejaka Sara Wong. Nie znam osobiście Sary, ale jej propozycja na wstępie wydająca się nieco nazbyt bezpośrednia, po kilku chwilach zaczęła być niesamowicie kusząca.

Oto bowiem, Sara proponuje mi usługę powiększenia penisa (z angielska: 'penis enlargement'). Przeglądając folder pt.: Blokowane Maile w mojej skrzynce odkryłem, że Sara pisała już do mnie wcześniej, ale do tej pory złośliwy automat nie pozwalał mi zapoznać się z ofertą pani Wong.

Dlaczego piszę o tym na blogu traktującym o fotografii...?
Ano jak zwykle takie drobne wydarzenie staje się przyczynkiem prawdziwej lawiny myśli w mej głowie. Niekoniecznie myśli o tym jak wielki mógłby być organ, którym chce się zająć pani Wong, ale przekładam to jak wszystko na fotografię i....

... muszę stwierdzić kategorycznie, wbrew feministycznemu deprecjonowaniu tego faktu, że WIELKOŚĆ MA ZNACZENIE (jak wiecie feministki uwielbiają twierdzić, że znaczenie ma zupełnie co innego - dusza, inteligencja.... czy coś tam..).


Wielkość fotografii, ta mierzona w centymetrach, ma olbrzymie znaczenia dla odbioru tejże. Jej gabaryty mogą wprost zmienić o 180 stopni odbiór danego zdjęcia czy nawet cyklu.

Przypominam sobie oto zdjęcia mojego ulubieńca Petera Lindenbergha wystawiane w ramach Transfotografii w tym roku w Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance. Prawie dwumetrowe powiększenia, oprawione perfekcyjnie i podane w kiepskim świetle kuluarów filharmonii sprawiały, że skądinąd dobre zdjęcia urosły do rangi arcydzieł.

Zdjęcia młodej polskiej, nowatorskiej zapewne, autorki widziane przeze mnie w CSW parę dni temu, pokazujące jedynie jej głowę, zrobione jakimś głuptakiem z pikselozą widzianą z metra, ale za to w rozmiarze 1,5 metra w podstawie - stawały się nagle z dużej odległości naprawdę imponujące. Nawet bym się nie zatrzymał przy nich, gdyby nie ich wielkość.

Dlatego postanowiłem, że jeśli zupełnie mi już odpali i wystawię kiedyś jakieś jedno swoje zdjęcie gdziekolwiek to będzie to monstrum... :) Może niektórzy z Was zauważyli , że po znajomych forach szukać zacząłem możliwości wykonania takiej mega ODBITKI. To ważne słowo - odbitki!
Bo wydruk jakoś mnie nie podnieca. No i się okazuje, że jest taka maszyna, co robi 250cm odbitkę. Normalnie maczaną w wywoływaczu... och... chyba się skuszę.


Ale wracając do rozmiaru, to za jednym zamachem załatwię sobie wyjątkowe wydruki, a z drugiej strony nawet jak te swoje wypociny powieszę, to wielkość przygniecie malkontentów, którzy tylko czekają (jak ja na nich), aby mi przywalić ..:)


Podsumowując:
Chcesz zaimponować - powiększ sobie swoje narzędzie i swój produkt.
Narzędzie już powiększyłem (Graflex), teraz czas na produkt.

Z tym optymistycznym akcentem, zostawiam Was na progu nowego tygodnia szukając warsztatu, który mi zmieni moje wielkie 17calowe fele..:)
Czuwaj!

11 komentarzy:

alkos pisze...

Czy chcesz powiedzieć, że każda, bezwzglednie kazda fotografia bedzie wygladac lepiej powiekszona do 3m^2?

iczek pisze...

tak

Pawel Kosicki pisze...

Uwielbiam, "duże" 30x40 paspartou, a w nim małą, kameralną, niekrzyczącą, piekną, niepozorną fotografię formatu 9x13cm ...
Iczku, są mężczyźni, którzy gustuja w niewielkich fotografiach ;-)) pozdrawiam

iczek pisze...

Eee tam - marnowanie kartonu i lasów... :)

Duża fota być musi... :)

Rudolf pisze...

Iczek, nie znasz się.
Fotografie czasem potrzebują małego rozmiaru, by nawiązać z obrazem więź - podejść bliżej, wyizolować je z tła bliskością, itd.

iczek pisze...

Słyszałem nawet, że niektórzy noszą swoje zdjęcia za bielizną. To dopiero izolacja...

No i gabaryty pewnie są małe, chyba, że zwiną w rulon...

cafeedo pisze...

Mnie nurtuje inne pytanie. Też o wielkości. SKĄD SARA WIEDZIAŁA, KOMU PRZESŁAĆ SWOJĄ PROPOZYCJĘ????.... ;-)))))

alkos pisze...

rzeczywiscie jest cos z tym przedluzaniem; pistolety, samochody, odbitki...

iczek pisze...

cafeedo - słuchaj no! :)
Śmiejesz się z ułomnych...! Oż Ty! ::):)

wojtek lucki pisze...

Czytałem kiedyś wspomnienia jakiegoś znanego polskiego fotografika (nie pomnę już nazwiska), który z przynależnym jego pozycji na fotograficznym panteonie dystansem do siebie i swoich prac, tak oto wspominał swoje pierwsze fotograficzne sukcesy (niezbyt dosłowny cytat, bo z głowy odtwarzam , czyli z niczego):

"w owym czasie byłem jednym z nielicznych, jeśli nie jedynym fotografem, który dysponował ciemnią, umożliwiającą wykonywanie odbitek niebagatelnych rozmiarów 70 x 100 cm. Dawało mi to znaczną przewagę prezentacyjną nad kolegami i w tym upatrywałem swoje fotograficzne laury. Zatem zawsze - pytany przez konkurentów jak ja to robię, że ciągle konkursy wygrywam, odpowiadałem niezmiennie:
- formatem, panie kolego, f o r m a t e m ..."

iczek pisze...

No i chociażby dlatego warto mieć duży.... format.