sobota, 29 listopada 2008

Cykl mości Panowie, cykl....


Galeria Fotografii na ul. Grobla. Przez szybę widzę jakby znajome zdjęcia. Po chwili uosobienie bóstwa w postaci siedzącej figurki podpowiada mi coś na temat dni buddyzmu w Gdańsku. Plakat wyjaśnia: Sikora - portrety - buddyzm.

W środku wystawa, o której już pisałem pytając Tomka Sikorę - dokąd idziesz?

Wszedłem. Na ścianach ze 20 zdjęć. Rozmazanych. Po prostu twarze. Wisza słuchawki, coś tam można pod każdym zdjęciem posłuchać. Nie pozostanę więc po raz drugi gołosłowny i po raz wtóry (jak z Tomaszewskim) moje odczucia internetowe pokryły się z realiami wystawienniczymi.

Patrzę, patrzę i już wiem, że zaraz zadzwonię do kumpla i zaproponuje mu "artystyczne przedsięwzięcie".

- Ja będę fotografował gołą lewą stopę z góry, a Ty rób prawą stopę z dołu - drę się do słuchawki. - Pamiętaj tylko - codziennie trzy foty! A potem musisz znaleźć co najmniej 5 osób, którym wyślemy te zdjęcia prosząc ich o nagranie swoich odczuć po minucie wpatrywania się w nasze gołe końcówki nóg - emocjonuję się wspaniałym cyklem, który rodzi się w mej chorej głowie.

CYKL - słowo, które zrobiło furorę.
PROJEKT - kolejne w kolejce.

Uważam, że w tych dwóch słowach zawiera się cała współczesna fotografia wystawowa - czyli niby ta artystyczna.
Bez cyklu ani rusz. Jak masz cykl, to masz temat, a to znaczy, że jest konieczność tego wystawienia. Więc róbmy gołe stopy seriami, gołe klaty (ogolone) co rano i zestawiajmy to w cykle i projekty fotograficzne. Z pewnością ktoś to wystawi.

W zdjęciach Tomka nie ma NIC! A podlanie tego sosem buddyzmu (powtarzam to) jest żenujące!

Ponieważ jednak, jak zwykle w GGF nie było kompletnie nikogo więc niewiele osób w ogóle to zobaczy. Ta galeria wydaje mi się martwa, ale to już zupełnie inny temat...

piątek, 28 listopada 2008

6kl./h i max 2GB....


Tak, nie pomyliłem się. Jestem coraz większym zwolennikiem wprowadzenia zakazów i nakazów dla fotografów.

Pamiętam z jakim oburzeniem Dzerry podesłał mi kiedyś ten słynny plakat o zakazie fotografowania w miastach, bo terroryści się czają wszędzie.
Potem słynna dyskusja na forum jakimś po artykule, w którym ambitny dziennikarz stwierdził, że każdy fotografujący dzieci na placu zabaw to pedofil (dziennikarze to jednak idioci w 80% - sorry pozostałych 20%).

Wszystko przeciw biednym fotografom...


Ale jednak im dłużej obserwuje poczynania lokalnych i krajowych rzekomo zawodowców i ich dzieła powstałe w wyniku wywalenia w kosmos pięciu kart o pojemności 8GB w ciągu godzinnej sesji, czego efektem są totalne badziewne knoty - to jak to widzę, aż chce mi się wprowadzić ograniczenia w pojemności kart lub w częstotliwości wyzwalania migawki (zamiast iść w górę, trzeba ograniczać szybkostrzelność). Nie chcę kusić losu, ale zakaz generalnie fotografowania też by się jakiś przydał. Na przykład - trzeba zdać egzamin, jak na prawo jazdy. Czyż wiszące na billboardach knoty nie są zagrożeniem dla ruchu...!?

A poważniejąc na koniec... przeraża mnie nieograniczona wolność i dostęp do praktycznie już wszystkiego. Fotografia przestała być wyjątkowa, stała się popowa.
Inne dziedziny życia poszły jeszcze dalej... sklepy z używkami stymulującymi są legalne, bo na opakowaniu nie napisano, że to narkotyk...
No kurde balans. Co ja mam powiedzieć synowi...?!



.

COŚ pozytywnego...


Naprawdę chciałem. Zaczynałem kilka razy. Jeszcze wczoraj w nocy się starałem.
Próbowałem napisać COŚ pozytywnego.

Już trzecia osoba zwróciła mi uwagę, że marudzę jak stara baba i czytanie bloga zamienia się w jakieś cierpienie.. .:(

No, ale za żadne skarby świata nie wpadł mi do głowy żaden pozytywny pomysł na coś pozytywnego.
Włączyłem więc Planet i od razu zapomniałem o tym, że mam napisać COŚ pozytywnego, bo oto właśnie zaczynał się film o Davidzie Lachapellu. Kiedyś widziałem końcówkę, teraz całość pochłonąłem. I wiecie co... tak jak miałem Davida za króla kiczu... tak nadal go mam.
Ale on ten kicz wstawił na wyższą półkę, a na dodatek w wypowiedziach do kamery okazuje się, że David (o ile nie gra) jest naprawdę pozytywnie nastawionym do życia człowiekiem z olbrzymim dystansem do swoich "dzieł".

Znalazł jakąś niszę w fotografii i wypełnił ją szczelnie swoimi kolorowymi bajkami.

Więc może to jest COŚ pozytywnego, że taki człek okazuje się zwyczajnym facetem, któremu się udało, bo: miał talent, wierzył w siebie, miał szczęście.

Może więc każdy z ma ma szansę za karierę Lachapella...?
Może...

Czy to jest COŚ pozytywnego..?:)





fot.: David Lachapelle (x3)


środa, 26 listopada 2008

Orły, sokoły, herosy...?


Gdzie Ci fotografowie, prawdziwi tacy...!?

Chce się parafrazować słowa śpiewane przez Dankę Rinn, poszukując "wodzikiem" myszki na ekranie jakiś informacji o dobrych polskich fotografach uznanych za mistrzów w świecie. Takich, co to uznanie zdobyli na świecie nie pół wieku temu, ale teraz. Dekadę chociaż temu. Mam na myśli profesjonalistów, a nie artystów, bo tutaj weryfikacja tego czym jest sukces artystyczny jest ulotna.
W branży profesjonalistów, wyznacznik jest jeden. Kasa i głośne nazwisko.
Więc gdzie są nasze tuzy...!?

Jasne, wiem że powodów jest milion (od braku tradycji, po kiepski rynek), ale brakuje mi choć jednego wielkiego polskiego fotografa mody, reklamy czy portrecisty w światowej czołówce. No po prostu czarna dziura i nawet jak zapycham to rodzimymi nazwiskami, to nadal są one znane ale na lokalnych balach Playboy lub innej Vivy... O tak - tam oni królują i brylują... Tyszki, Poremby, Wolańskie...

Nie aby ich obrażać, bo są naprawdę niektórzy z nich świetni i czapa z głowy, ale lokalesy takie, że nie wiem w czym rzecz iż nie mogą się przebić...

Szkoda.
Chciałbym wiedzieć, że jest gdzieś taki polski Toscani, Lachapelle lub Lindbergh....
Ech....

http://www.jacekporemba.com/

http://www.marcintyszka.com/
http://www.robertwolanski.com/



wtorek, 25 listopada 2008

Pirelli... srelli...duperlli... 2009


Korci mnie aby używać wyłącznie takich szczeniackich określeń i przekręceń w stosunku do tego, co widzę patrząc na produkt Pirelli w tym roku..

Oglądnąłem poniższy film na Dziennik.pl i żenada mnie zjada... tak do rymu.

Czy to jest coś naprawdę wartego wydania takiej masy kasy na produkcję czegoś tak potwornie kiczowatego!? Czy ja już naprawdę nie rozróżniam czegoś, co niesie za sobą jakąkolwiek wartość artystyczną i ESTETYCZNĄ czy po prostu gołe laski na drzewie trącane trąbami dwóch słoni są szczytem możliwości tych twórców...!? I to wszystko koniecznie w delcie Okavango....

Fotografował Peter Beard, nazywany w materiale mistrzem... och!


Fotograf NN... Sandra Muequin


Sandra robi zdjęcia, od których można albo zupełnie zgłupieć, albo je polubić. A że ja lubię eksperymentatorów w dobrym stylu to ją serdecznie Wam polecam...

Sandra Muequin









fot.: Sandra Muequin (x3)
.

poniedziałek, 24 listopada 2008

Warszawskie klimaty,,,


Narzekałem ostatnio na poziom zdjęć, które otrzymały nagrody w konkursie organizowanym przez pewne gdańskie gremium zrzeszone wokół GGF.
Dzisiaj mam okazję porównać zdjęcia gdańskich fotografów, z tymi fotografów warszawskich.

No i kurcze, pomimo mojego patriotyzmu regionalnego i niezwykłego przywiązania do najodowanego powietrza mojego miasta, składam czapeczkę w kwadracik i zwijam niewinnie w prawej ręce kołysząco obniżając głowę w ukłonie przed tymi z Warszawy...

Poziom wyższy osiągnęli stołeczni pasjonaci fotografii, a wybór dokonany przez portal F jest moim zdaniem najlepszą przedstawioną propozycją pośród laureatów.
Może nie są to dzieła wybitne, ale lepsze od gdańskich...

fot.: Artur Wojciechowski (wyróżnienie Fotopolis)

Nagrodzone prace TUTAJ.

Ja tylko dodam, że pierwsze miejsce jest dobre bardzo, ale już przejadły mi się trochę te niby streetowo, urbanistyczne widoczki wyalienowanych ludzików i ręce poobcinane kadrem. Sztampa i ograne klimaty. Ładnie, ale bez uniesień.


Ma znaczenie....


Napisała do mnie dzisiaj niejaka Sara Wong. Nie znam osobiście Sary, ale jej propozycja na wstępie wydająca się nieco nazbyt bezpośrednia, po kilku chwilach zaczęła być niesamowicie kusząca.

Oto bowiem, Sara proponuje mi usługę powiększenia penisa (z angielska: 'penis enlargement'). Przeglądając folder pt.: Blokowane Maile w mojej skrzynce odkryłem, że Sara pisała już do mnie wcześniej, ale do tej pory złośliwy automat nie pozwalał mi zapoznać się z ofertą pani Wong.

Dlaczego piszę o tym na blogu traktującym o fotografii...?
Ano jak zwykle takie drobne wydarzenie staje się przyczynkiem prawdziwej lawiny myśli w mej głowie. Niekoniecznie myśli o tym jak wielki mógłby być organ, którym chce się zająć pani Wong, ale przekładam to jak wszystko na fotografię i....

... muszę stwierdzić kategorycznie, wbrew feministycznemu deprecjonowaniu tego faktu, że WIELKOŚĆ MA ZNACZENIE (jak wiecie feministki uwielbiają twierdzić, że znaczenie ma zupełnie co innego - dusza, inteligencja.... czy coś tam..).


Wielkość fotografii, ta mierzona w centymetrach, ma olbrzymie znaczenia dla odbioru tejże. Jej gabaryty mogą wprost zmienić o 180 stopni odbiór danego zdjęcia czy nawet cyklu.

Przypominam sobie oto zdjęcia mojego ulubieńca Petera Lindenbergha wystawiane w ramach Transfotografii w tym roku w Filharmonii Bałtyckiej na Ołowiance. Prawie dwumetrowe powiększenia, oprawione perfekcyjnie i podane w kiepskim świetle kuluarów filharmonii sprawiały, że skądinąd dobre zdjęcia urosły do rangi arcydzieł.

Zdjęcia młodej polskiej, nowatorskiej zapewne, autorki widziane przeze mnie w CSW parę dni temu, pokazujące jedynie jej głowę, zrobione jakimś głuptakiem z pikselozą widzianą z metra, ale za to w rozmiarze 1,5 metra w podstawie - stawały się nagle z dużej odległości naprawdę imponujące. Nawet bym się nie zatrzymał przy nich, gdyby nie ich wielkość.

Dlatego postanowiłem, że jeśli zupełnie mi już odpali i wystawię kiedyś jakieś jedno swoje zdjęcie gdziekolwiek to będzie to monstrum... :) Może niektórzy z Was zauważyli , że po znajomych forach szukać zacząłem możliwości wykonania takiej mega ODBITKI. To ważne słowo - odbitki!
Bo wydruk jakoś mnie nie podnieca. No i się okazuje, że jest taka maszyna, co robi 250cm odbitkę. Normalnie maczaną w wywoływaczu... och... chyba się skuszę.


Ale wracając do rozmiaru, to za jednym zamachem załatwię sobie wyjątkowe wydruki, a z drugiej strony nawet jak te swoje wypociny powieszę, to wielkość przygniecie malkontentów, którzy tylko czekają (jak ja na nich), aby mi przywalić ..:)


Podsumowując:
Chcesz zaimponować - powiększ sobie swoje narzędzie i swój produkt.
Narzędzie już powiększyłem (Graflex), teraz czas na produkt.

Z tym optymistycznym akcentem, zostawiam Was na progu nowego tygodnia szukając warsztatu, który mi zmieni moje wielkie 17calowe fele..:)
Czuwaj!

sobota, 22 listopada 2008

Klasycznie, filmowo...


Znany reżyser amerykański li tylko kolega...?
Jak fotografia zmienia człowieka...
Czy ktoś z Was poznaje tego pana?


W Warszawie odwiedziłem jedno świetne miejsce... Traffic Club... taki wielopiętrowy store z gazetami i książkami. W Gdańsku nie ma czegoś takiego, a ogrom zgromadzonych albumów naprawdę robi wrażenie.
Wziąłem przeto w ręce jeden z największych - "platon's republic"... och!!!

Moi drodzy. Te zdjęcia nie byłyby tyle warte gdyby nie było tam połowy najwybitniejszych ludzi na świecie, ale i tak robią na mnie wielkie wrażenie portretowe zdolności Platona. Czapa z głowy... choć nadal tkwi gdzieś w głowie, że znane twarze łatwiej się fotografuje.


To co, znacie człowieka powyżej...?


piątek, 21 listopada 2008

Tomaszewski na bis...


Warszawa postanowiła pożegnać mnie śniegiem. Właśnie zaczął padać. Nowy Świat w śnieżnej łunie jest fajny nawet.
Niestety nie da się tego powiedzieć o zdjęciach, które oglądnąłem parę godzin temu w CSW. Zagoniony niejako przez materiał Rudolfa, pofatygowałem się do Warszawy aby zobaczyć na żywo te niby-fajne w realu zdjęcia.

No i stało się...


Jestem w chwili obecnej na etapie całkowitej negacji "wielkich twórców polskich", którzy wciskają mi gówno aż się kopułą wylewa.

To, co pokazał Tomaszewski woła o pomstę do nieba. Wydruki jakości TRAGICZNEJ. Obróbka cyfrowa polegająca na rozjaśnianiu pomidorów w koszyku, zapominając o pomidorach na krzaczkach i niszczeniu faktur wszelakich, połączone to wszystko z żałosnym wprost wydrukiem czarno i białym, w którym nie ma WCALE szarości - rodzi we mnie odruch obrzydzenia.

Ale wiecie co... pomimo to, jedna scena w galerii bardzo mnie ucieszyła. Oto para, która ze mną oglądała te zdjęcia (nikogo więcej) zatrzymała się przy tym zdjęciu pomidorów. Dziewczyna (bystra bestia) pyta się partnera dlaczego pomidory w koszyku są prawie białe, a te obok na krzaku są czarne prawie...
Człek nie wiedział co odpowiedzieć, ale jak obnażające to musi być dla autora, skoro laik zauważa te kardynalne błędy.

Nie mogąc uwierzyć, że jestem tak krytyczny, dzwonię więc do 'dzerrego' i mowie, że gówno przed chwilą widziałem w wydaniu gościa, który pozerem jest super fotografa i kasę od sponsorów wywalił w błoto.
Dzerry jeszcze mnie zdołował, bo kilka tygodni temu można było porównać te zdjęcia ze zdjęciami Cartiera... to był dopiero ponoć szok.

Zapytuję się więc... a wręcz zamierzam napisać do Tomaszewskiego list wyrażający moje oburzenie na totalny brak dbałości o widza i odwalanie fuszerki.

O samych zdjęciach już pisałem. Dla mnie nic się nie zmieniło po obejrzeniu ich na żywca.. Ze cztery są bardzo dobre, reszta .... szkoda kasy sponsorów. Na tyle miesięcy projektu... ech...


czwartek, 20 listopada 2008

Tomek, Tomek - quo vadis...?


...chciałoby się zakrzyknąć patrząc na kolejne zmagania Tomka Sikory z fotografią. Tak po prawdzie to musiałbym użyć aż dwóch cudzysłowów w tym zdaniu.

W jeden włożyć słowo 'zmagania', a w drugi 'fotografią'.


Czytam oto, że Tomek robi kolejną wystawę swoich dzieł. Tym razem, po rozmytych plenerach robionych przez szybę samochodu, uznany fotograf robi rozmyte głowy. Na wszelki wypadek całość okrasza wątkiem duchowym, bo te głowy to nie są jakieś zwyczajne głowy. To są głowy nadzwyczajne... głowy buddystów.

I dzięki temu stają się one niejako ważniejsze od głów nie-buddystów. Na dodatek portal opisując to "wydarzenie" na wszelki wypadek używa sformułowania: "niekonwencjonalne portrety". To pozwala tak naprawdę (umówmy się) wszystko uznać za sztukę.


I tak patrzę ja ci, na te "fotografię" i uwierzyć nie mogę, że tego skądinąd kiedyś bardzo dobrego fotografa jeszcze ktoś chce promować. Magia nazwiska działa.
Równie zniesmaczony byłem po "wykładzie" Gierałtowskiego w Sopocie i jego nieuzasadnionego uwielbienia dla samego siebie i oszukanego dystansu dla samego siebie.


Tomku, Tomku.... dokąd idziesz. Dokąd prowadzisz swoją fotografię...?
Tam nie ma nic. Wracaj!

fot. Tomek Sikora (źródło: Świat Obrazu)



Tribute to... Beata


Już nie raz pisałem, że moje zdjęcia są wynikową pracy kilku osób. Pomysłów kilku osób i zaangażowania w pracę kilku osób. Jednak jedna osoba jest mi szczególnie bliska i śmiem... gdzież tam... pewien jestem, że 90% moich zdjęć, w tym te moim zdaniem najlepsze nie powstałyby bez tej osoby.

Tak więc dzisiaj nie będzie o wielkich fotografach i wielkich filozoficznych dywagacji nie będzie.
Dzisiaj składam hołd Beacie... mojej wizażystce.
Mam nadzieję, że nie obrazi się za to "mojej", ale tyle lat Beato.... ech....

Beatko, wrzucam kilka zdjęć z naszych sesji... :) Łeb mi pewnie urwiesz kobieto, ale musiałem Ci jakoś podziękować. Jednocześnie zdałem sobie sprawę wertując megabajty dysku, że najlepiej znam Twój prawy tylni profil :) Ot tak, raczej zawsze przy pracy Cie "łapię" :)

Ale pierwsze zdjęcie dedykuje Nam.... tak na dobrą przyszłość :)!!!


Beato - danke, thanks, merci bien, gracias, grazie, большое спасибо !!!



backstage... latka płyną... śmy tych sesji trochę zrobili....


bywało ciężko..:)



wiatr i słońce w oczy...


zimno aż podkład zamarzał...


dziwnie też bywało...



PS
Każdy z nas ma chyba osobę, które zawdzięcza jakieś zdjęcie. Pamiętajcie o tych ludziach, którzy pozwalają Wam realizować swoje pasje fotograficzne. Czasami to dzięki nim robicie dobre, najlepsze zdjęcia.



PS2
Poprzedni wpis to naturalnie żart, gdyby ktoś nie daj boże przesłał Lindberghowi "jego" zdjęcie ;)

środa, 19 listopada 2008

Lindbergh niepublikowany...


Kiedyś pisałem o tym, że gdybym miał budżet tysięcy dolarów i mógł wynająć samolot, który przewiózł by mi cały sprzęt na środek pustyni Mojave w Nevadzie, to też byłbym w stanie zrobić świetne zdjęcia.

Kolega właśnie podesłał mi "niepublikowane zdjęcie Lindbergha" z jednej pustynnej sesji....
Jak Wam się podoba...?


;)

Na zdjęciu modelka zarabiająca tysiące dolarów za godzinę pracy. Odpoczywa....


wtorek, 18 listopada 2008

Żal mego miasta...


Nawet nie będę się unosił, ale żal mi miasta mojego patrząc na wyniki konkursu fotograficznego zorganizowanego przez Gdańską Galerię Fotografii - Album dla Gdańska - a który to konkurs patronatem objął ŚO.

Te zdjęcia mają pokazywać miasto... moje miasto.
Naprawdę mi smutno...

TUTAJ zwycięskie zdjęcia...


W założeniu konkursu organizatorzy napisali:

Celem było zgromadzenie fotografii będących współczesnym spojrzeniem artysty na Gdańsk w najszerszym tego słowa znaczeniu.
Potraktujmy substancję miejską – ludzi, domy, ulice, zjawiska społeczne – jako paletę dla własnych odkryć artystycznych. Spójrzmy w oczy domom i ich mieszkańcom. Zajrzyjmy do szkół, klubów, parków, warsztatów pracy, kościołów, na ulice i stadiony. Motywy znane pokażmy inaczej, odkryjmy mniej znane. Pokażmy ludzi i miejsca pachnące młodością lub obarczone historią.

Zachęcaliśmy autorów do odstąpienia od wizualnych stereotypów w fotografowaniu miasta, stworzenia prac intrygujących, prowokujących do poznania tajemnicy zawartej w obrazie. Oczekiwaliśmy także na autorskie komentarze wzbogacające fotografie.



Mam wrażenie, że UDAŁO SIĘ - ja nic nie kumam z takiej fotografii. Jako gdańszczanin boleje nad wynikami!


Powrót do źródeł....!!??


Głowa mnie rozbolała i postanowiłem poczytać tak dawno zaniedbane newsy ze świata sprzętu fotograficznego cyfrowego.

Zatrzymałem się w swojej fascynacji cyfrą gdzieś na body Canona 5D. Potem już tylko wlatywały mi kolejne modele do ucha i wylatywał. Czym się różnią pojęcia nie mam, ale jedna zmienna pozostawała zawsze jakimś tam wyznacznikiem rozwoju i pozwalała mi zlokalizować siebie w tym wyścigu.

Ową zmienną jest i pewnie pozostanie wielkość matrycy. I oto czytam gdzieś, że najnowszy 5D będzie miał 24mln pikseli. Wertuje stare pliki i widzę, że najwyższy model stajni C ma "tylko" 21mln...!? O co więc biega...? Firma sama kopie doły pod sobą...?

Nic to brnę dalej i nagle czytam ze zdumieniem, że jakaś firma RED, której nie znałem do tej pory praktycznie wcale (a ponoć markowa w filmie) robi jakieś śmieszne "składaki" i szaleje z informacjami o matrycy 260mln pikseli.

A ja się pytam, jakie szkła obsłużą taką rozdzielczość!?
Z tego co wiem i czym kiedyś się interesowałem (śpiąc z katalogiem szkieł Nikona pod poduszką) od lat '80 nie zmienił się system wytwarzania soczewek do obiektywów i skład chemiczny mieszanek piasku jest dokładnie taki sam w ostatnich dwóch dekadach.

Czy nie brniemy w ten sposób do granic możliwości obiektywów szklanych...? Po co mi matryca, której zalet nie będzie w stanie przekazać żadne produkowane szkło....!? Czy ktoś o tym myśli?

W całym tym galimatiasie cyfryzacji i coraz większych matryc, jedno mnie cieszy. Uważam bowiem, że jeszcze długo żadna matryca nie przeskoczy efektów wizualnych jakie daje poczciwy Schneider-Kreuznach i diapozytyw 4x5 cala. Zwróćcie uwagę, że te dwa narzędzia są idealnie spasowane ze sobą (szklane soczewki i srebrowy materiał światłoczuły) i oba w 100% przenoszą swoje maksymalne możliwości...


Czy źle rozumuje?
Czy nie jest tak, że obiektywy "stoją" w miejscu, a nośnik szaleje...
A może trwają prace nad wymyśleniem innych urządzeń umożliwiających rzutowanie obrazu widzianych obiektów...?


poniedziałek, 17 listopada 2008

Fotografia jak francuska...


Mijałem dzisiaj plakat na ociekającym starymi ogłoszeniami słupie...
Słup zdawał się płakać nadmiarem niezdzieranych od lat plakatów, które jakby wydrapywały się warstwami spod świeżych informacji.

Na plakacie widniał slogan reklamujący chyba jakieś przedstawienie teatralne. Brzmiał on:
"Mężczyzna powinien być jak francuska bagietka: sprężysty, ale niezbyt twardy".

A ponieważ, jak głosi info mego bloga, wszystko przekładam na fotografię więc od razu pomyślałem, że fotografia ma jednak jakiś pierwiastek męski, pomimo moich utyskiwań, że jest wybredną kobietą.

Czyż bowiem nie jest tak, że elastyczność i gibkość fotografii pozwala zaistnieć w niej mnóstwu różnorodnych odłamów, technik, metod i artystycznych eksperymentów...?
Czyż fotografia nie zaakceptowała przez wieki swojego istnienia autorów, którzy nie mogli się odnaleźć w tak statycznym i czasochłonnym malarstwie...?
Czyż wreszcie fotografia nie rozwinęła się aż poza kres swojej podstawowej definicji, jaką jest utrwalanie drobinek srebra, które nasączone niejako światłem zaczynają żyć własnym życiem utajonym, a dzięki zabiegom chemicznym mamy szansę uczestniczyć w ich życiu...?

Tak.

Filozoficznie się zrobiło, ale z biegiem lat, z biegiem wręcz miesięcy staje się coraz mniej elastyczny, a coraz bardziej twardnieje.
Hardy się wręcz staje.
Hardy w stosunku do tego, co można zrobić z fotografią. "Francuska bagietka fotografii" jest u mnie bardziej twarda niż elastyczna.
A że tendencja światowa jest wręcz odwrotna, takoż czuję jakby fizycznie, że ze swoją fotografią zapada się gdzieś w mrok. W niszę jakowąś, która dostępna jest coraz rzadziej, w coraz mniejszej ilości miejsc.

Moje Ulubione w "przeglądarce z lisią kitą" nie coraz rzadziej powiększają się o nowych artystów, a coraz częściej trzebię dotychczasowe wpisy.

Zaczynam się bać, czy czasami nie pochłonie mnie jakaś maniera i kult klasyki, która w prostej linii doprowadzi mnie do samotnego łażenia po ulicy i cieszenia się zdjęciami we własnym domu. Oczywiście na na wołanym samotnie negatywie i papierze naświetlanym.


Jest ta fotografia bagietką we francuski charakterze czy nie jest?
Być otwarty czy twardo stawiać warunki...?

Ech...

niedziela, 16 listopada 2008

Fotograf znany... Eolo Perfido


Chce tylko części z Was przypomnieć czym jest dobra fotografia...

Warto poświecić kilka minut... Eolo Perfido



fot.: Eolo Perfido (x3)



piątek, 14 listopada 2008

Kadrowanie jak....


Ja widzę w moim aparacie wszystko do góry nogami, ale ostatnio zdałem sobie sprawę, że to jest i może lanserskie, ale niepraktyczne jak jasna cholera!
Przekręcam więc głowę jak wariat, który chce wyzuć swoją łepetynę na druga stronę i wyczyniam ekwilibrystyczne sztuki aby zobaczyć "normalnie" co tam widać na końcu miecha.

Od kiedy otaczający mnie świat zamykam w kadrze odwróconym do góry nogami, bardzo zmieniło się moje widzenie świata. Zalecam każdemu... :)
Taki mały test, stańcie na głowie i skadrujcie coś... strony się mylą.. niebo staje się ziemią... oczy na brodzie ma modelka... :)


Kadrowanie samo w sobie jest sztuką dość złożoną i pomimo lat praktyki i wprawy w łapaniu najbardziej banalnych rozwiązań (złoty podział, mocny punkt, równowaga planów) zawsze każda sytuacja mnie zaskakuje.

Staram się więc stosować metodę, która wprowadziłem wraz zakupem "grando formato" - czyli liczę do dwudziestu już po ustawieniu kadru z wężykiem w dłoni i patrzę w kadr. Jeśli po wypowiedzianej dwudziestce, kadr nadal mi się podoba, wciskam wężyk.



Ale to uczy. Niesamowicie uczy kontroli i estetyki kadru. Ostatnio przeglądałem folio młodej, prężnej (w sensie artystycznym) autorki z moich okolic i wiecie co.... bez znania jej wcześniej mogłem od razu stwierdzić, że jest to osoba bardzo młoda, krótko pracująca aparatem i ma dość nerwowy charakter, a może raczej - jest żywiołowa. Stało się tak, że miesiąc później miałem z nią kontakt (też w sensie artystycznym) i wszystko się potwierdziło.


Dość "bałaganiarskie" kadry, przeładowane elementami i słabo wyodrębniające plany zlewały się w tych nadal bardzo dobrych ujęciach. Wszystko podane jakby zbyt szybko, niedogotowane i zbyt intensywnie przyprawione. A przecież ogólnie wiadomo, że danie przesolone jest nie do uratowania, a niedosolone można łatwo poprawić wedle gustu.


Dlatego niezmiennie od paru lat dążę do czystości kadru i budowania sterylnych scen. Przydała się mi bardzo przerwa w portretowaniu i zajęcie się długimi czasami. Wiecie... płynące wody na długim czasie i słupek w morzu... to naprawdę uczy jak inaczej można pokazać coś, co chowa się w tle sfotografowane czasem 1/125.
I teraz zadanie, aby pokazać to samo, ale w portrecie przy 1/50, max 1/25.

Jak złapać elegancję dwóch przedmiotów: modela i tła.

Kadrowanie jest jak gotowanie. Bogactwo smaków może ogłuszyć i zafałszować odbiór. Szukajmy więc prostych dań w naszych kadrach...



.

czwartek, 13 listopada 2008

Fotograf NN... Maria Zhikhareva


Oj tak... teoria, że kobiety potrafią pokazać ciało kobiety jak żaden facet ma coś w sobie....
Nie da się ukryć, że postrzeganie cielesności i erotyki w wydaniu kobiecym jest dokładnie tak delikatna jak zdjęcia Marii. Prawie jak lekkość polaroida 55 :)

Uwielbiam Jej fotografię...



fot.: Maria Zhikhareva (x2)

Więcej znajdziecie też TUTAJ


środa, 12 listopada 2008

Vive la Polaroid 55...!


Oto on, materiał, który łączy - Polaroid 55.
Patrząc na zdjęcia Alexandre Lafaurie na jego blogu, po prostu gęba się mi śmieje...-:)

Zresztą co tu gadać.
Proste portrety, na nieprostym do obróbki materiale...


fot.: Alexandre Lafaurie (x2)


A te "sitiskejpy" - no delikatnie kolana się ugięły:


fot.: Alexandre Lafaurie (x2)




wtorek, 11 listopada 2008

Fotograf NN... Alyz Tale


Oj... nie wiem co można napisać o tym.

W każdym razie rozpływam się oglądając uosobienia fotograficzne czyjejś jaźni...
Tutaj jest to chyba oddane idealnie. Pomysły mnie onieśmielają i wpędzają w bezkres mojej płytkości. Ktoś z tak rozwiniętą wyobraźnią musi jednak cierpieć w naszym świecie, chyba że.... sam zbuduje sobie świat.
Świat z fotografii!!

Warto zwiedzić świat.... Alyz Tale!





fot.: Alyz Tale (x4)



Im więcej Ciebie, tym mniej....


Słowa znanej piosenki wpisały się ostatnio w moje fotograficzne kręcenie się w miejscu. Czasu dużo, jak zauważa Rudolf, na łażenie i kadrowanie i cedzenie fotografii, ale u mnie przeradza się to w marne efekty.

Bo niby więcej tej fotografii czasowo, ale jakoś tak mniej efektywnie do tego podchodzę. Zaczynam się zastanawiać czy nie dochodzę do granicy kombinowania z kadrem. Że w miejscu, w którym powinna nastąpić chwila wyzwolenia migawki i otwarcia wrót listków przysłony dla światła z zewnątrz, ja nadal prowadzę grę wstępną i drażnię się sam ze sobą... aż następuje jakaś magiczna chwila, granica przekroczona, która nie pozwala już nic zrobić.

Tak miałem i dzisiaj. Rozmowa z Jurkiem toczyła się pomiędzy kamieniczkami i tłumami ludzi manifestującymi swoją biało-czerwoną miłość, ale jakoś oko nie mogło skupić się na jakimkolwiek kadrze pomimo, że tematów mnogość aż przytłaczała.

Cykl "Patrioci" urodził się w głowie kiedy szukałem miejsca do zaparkowania między historycznymi pojazdami z I Wojny Światowej a końmi lekkiej kawalerii, które czekały na swoją kolej w defiladzie.
Portrety ludzi z barwami narodowymi w czasie manifestacji miały pokazać różnorodność postaw i sposobów manifestowania "bycia polakiem". Cykl nie powstał, bo.... marudziłem i pieściłem zmysły kadrami, które nie powstały ostatecznie. Bo za każdym razem cieszyłem się, że mam czas, że jeszcze chwila, że....

Tak więc ponownie stwierdzam, że fotografia jest kobietą... jak tańczysz wokół niej za dużo to "głupiego rozumu dostaje" i odchodzi... :)
Wtenczas mój post zakończyłem tymi słowami:

Fotografia podła jest.
Ale ma ładny biust.


sobota, 8 listopada 2008

Półkula fotografa...


Dzisiaj będzie niby naukowo. Oto pojawia się na etapie dziecięctwa zjawisko lateralizacji w naszym życiu. Lateralizacja czyli "stronność" funkcji czynnościowych prawej i lewej strony naszego ciała. I idąca za tym asymetria tychże funkcji.

Pewnie wiecie, że za działanie lewej strony naszego ciała odpowiada prawa półkula mózgu, a za prawą lewa. Jednak mniej istotnym jest sam aspekt ruchowy i to, czy czeszemy się lewą czy prawą ręką.
Nas bardziej będzie interesował aspekt charakteru obu półkul.
I tak oto - lewa półkula odpowiada za nasze logiczne działania, liczenie, pisanie, mowę... prawa zaś jest ostoja dla wyobraźni, wizualizacji, kolorów i rytmu.

Jąłem tedy się zastanawiać, która półkula ma wpływ na fotografię i jaką fotografię obsługuje która półkula.
Z założenia, fotografia jest procesem twórczym opartym na wyobraźni i poczuciu estetyki (prawa półkula) czy więc wśród fotografów przeważają artyści z urodzenia?


No okazuje się, że nie do końca. Przecież są wśród nas świetni inżynierowie, informatycy i matematycy. Zapewne jest ich tyle samo, co i humanistów, poetów i malarzy.

A jednak fotografia ma też w sobie coś z matematyki... te wszystkie złote podziały, zasady kompozycji, dzielenie kadru, umiejętność wyważenia planów... okazuje się, że takie kadrowanie zdjęcia to prawie matematyczna łamigłówka. Więc ci z aktywną lewą półkulą powinni mieć jednak łatwiej.


Chciałbym kiedyś nakłonić kogoś do wykonania encefalogramu mózgu podczas wykonywania zdjęcia, kadrowania.


Kolega wrócił właśnie z konferencji poświęconej sponsoringowi sportowemu i między innymi prezentowane były wynikiem badań mózgu kibiców podczas akcji kończącej się strzeleniem gola. Przykładem była bramka jaka Smolarek wbił Portugalczykom i podczas badania okazało się, że słynna scena, w której Smolarek unosi ręce jak skrzydła orła zaliczyła nagły i gwałtowny sekundowy spadek fal mózgowych u podnieconych kibiców. Długo szukano rozwiązania dlaczego. Wreszcie okazało się, że badaniem objęto większość kobiet i one zrozumiały, że ten krótki gest Smolarka oznacza rozpacz zawodnika z powodu nieuznania bramki. Trwało to sekundę, potem wróciło wszystko na wyżyny uniesienia.

Ciekawe, czy robiąc zdjęcie plaży, jak to poniżej, mój mózg był w uniesieniu...?
Sądząc po mokrych dłoniach, które pocą mi się straszliwie przy kadrowaniu, mój mózg szczytował.. :)



.

piątek, 7 listopada 2008

Fotograf NN... Piotr Zastróżny


Zastanawiam się czasami czy tytułowanie tych ludzi przedimkiem NN nie jest dla nich obraźliwe, ale po prostu traktuje ich jak osoby, które nie błyszczą na pierwszych stronach magazynów fotograficznych, a nawet nie pojawiają się w newsach na portalach fotograficznych.


Na kanwie ożywionej dyskusji w poprzednich dwóch wątkach, proponuje zostać w klimacie poprzednich prac. Dzerry przypomniał mi o nim.

Piotr Zastróżny skończył gdańską ASP. Nie znamy się wprawdzie, niewątpliwie jednak gada on do mnie fotograficznie. Dlatego zachęcam abyście spojrzeli na te prace.

W materiale God Bless USA możecie bezpośrednie porównać te zdjęcia i ich charakter z pracami Martina.
Oczywiście totalnie rożne podejście, ale... no właśnie... różne?

fot. Piotr Zastróżny

Portrety cyklu Made in Poland są tak głeboko w moim klimacie, że czuje iż sam je zrobiłem... :) Proste, schludne, czyste, bez pomponady...

Są też zdjęcia z Kuby Socialismo o Muerte... z tego wyjazdu mi jednak najbardziej utkwił w głowie portret strażaka (dział Portraits)... uwielbiam go.

fot. Piotr Zastróżny

Polecam Piotra...!



czwartek, 6 listopada 2008

Fotograf NN...... Martin Gorczakowski


No właśnie, jakby na zawołanie i jakby wpisując się w poprzednie dywagacja dotyczące autorów w Fotoindex, napisał do mnie Martin Gorczakowski.

Miałem jego zdjęcia przejrzeć w drodze do Wawy jutro, ale... zerknąłem na szybko i zatrzymałem się na dłużej :) Nie można czekać z upublicznieniem takich fotografii.

Jest tutaj to COŚ, co dzerry starał się przypisać autorowi "reportażu" z Krymu. Ja nie uwierzyłem Jarkowi i jego odbiorowi tamtej serii, ale za to Martinowi wierzę.
Nie podejrzewałem, że tak szybko uda mi się znaleźć zdjęcia ze Stanów, które dla mnie wprost nawiązują do uwielbianej przeze mnie podświadomie stylistyki pustych miast w nocy, portretów domów, prawie dokumentalnym kadrów z hotelików i barów małomiasteczkowych. Wszystko zgrabnie podane w mgiełce spranych barw i stylistyce negatywu
kolorowego - już prawie zapomnianego! I nadal nie popada to w trend "łomo" - zamazanych obrazów i zabrudzonych negatywów. Czysto, schludnie, idealnie, jakoś tak bajkowo...

Serdecznie Was zapraszam do tego klimatu... jestem pod wrażeniem i chłonę klimat tych miejsc.

Można by to spokojnie wrzucić w ten projekt lansowany przez koleżankę z GW - InSight America. Tamci mogą pozazdrościć oka Polakowi, który musiał prosić urzędnika w ambasadzie o zgodę na wyjazd i zrobienie tych zdjęć...



fot x3.: Martin Gorczakowski

Całość TUTAJ




środa, 5 listopada 2008

Jak NIE robić street... Fotoindex relacja


W sumie to nie wiem czy dobrze użyłem słowa 'street' w tym kontekście, bo chce napisać o zdjęciach, które właśnie oglądnąłem w nowym numerze magazynu Fotoindex.

Po ściągnięciu rozparłem się na biurowym zydelku i... z lekka pobladłem. Pierwsza galeria i widzę nieznane mi wprawdzie nazwisko, ale podparte znanym mi tytułem prasowym zaczynającym się od dwóch liter: GW.

I patrzę ja na te zdjęcia z Krymu i nie mogę uwierzyć, że promuje się takie reportaże czy też street, bo właśnie mam tutaj dylemat... Co to jest to jasnej ciasnej koziej Wólki!?

Ja rozumiem współczesną fotografię pustych boisk, psich fekaliów i poruszonych huśtawek, które zaznaczają niewidoczną obecność człowieka... ale za chińskiego boga nie rozumiem, co niby jest w "reportażu" Tomasza Wiecha!? Możecie mnie oświecić?


No dobra, idę dalej i mijam wzrokiem Bollywood, który ukazał mi się za sprawą operatora kamery Piotra Potępy. Jakiś delikatny zgrzyt, że już widziałem takie zdjęcia. Nie to nie zgrzyt!, to dzwon dzwoni mi w czaszce - ja to widziałem setki razy więc czym prędzej wciskam strzałkę w dół, by minąć obrazki slamsów i portrety szczerbatych biedaków. Już mnie to nie ciekawi. Powiecie znieczulica - pewnie tak.

Trafiam wreszcie na Dorotę Wróblewską...
Pierwsze zdjęcie i... przypisana wcześniej mojemu rollerowi w myszce "funkcja przeskok o akapit" okazuje się bardzo przydatna. Holgo- i łomografia przyprawia mnie bowiem już o niesmak...


Rozpędzony roller trafia wreszcie na obrazek szaro-biało-czarny i już wiem, że zatrzymam się tutaj dłużej. Oto Jerzy Łapiński serwuje mi podobne w treść i styl uliczny obrazy co łomograficzna Dorota, ale jakaż różnica! Naprawdę piękne spojrzenie. No, ale to klasyk prawie. Nieładnie jest porównywać go do Doroty... wiem... Inna liga.


Na koniec Damian Chrobak i Londyn... no i mimowolne szamoczące się w głowie zestawienie: Damian-Alkos. Wynik do przewidzenia, bo trudno dogonić Jednego z Najlepszych. Damian przegrywa, ale naprawdę niewielką różnicą...


Polecam jednak Fotoindex...




Fotograf NN... Tomek Jankowski


Aż głupio mi pisać, że on jest NN, bo dla mnie od zawsze to był Mondo, twórca stron flash, które parę lat temu były ewenementem na rynku. Zdobywca wielu nagród w tej dziedzinie, ale również świetny fotograf! Części z Was jest to człowiek dobrze znany... warto poświęcić parę chwil.

Jego prace znajdziecie na ALTphoto i plFoto


Jedno z bardziej znanych zdjęć Tomka z "paryskiego cyklu"...
fot.: Tomasz Jankowski

Widzę, że autor szykuje coś nowego... czekam z niecierpliwością...




wtorek, 4 listopada 2008

Rempex sprzedaje strajk....


Prowokacyjny trochę tytuł, ale szybko wyjaśniam, bo zaraz mi się dostanie znowu :)

Oto rusza 4. Aukcja Polskiej Fotografii Kolekcjonerskiej...
Chwała organizatorom i wszystkim zaangażowanym w to dzieło. Cieszę się, że nie umarła ta forma promocji polskiej fotografii.

Pełen spis prac wraz z cenami wywoławczymi znajdziecie TUTAJ, a ja się skupie na tym strajku czy też dokładniej na starciach z ZOMO w Gdańsku, bo na aukcji jest akcent gdański w osobie Bogusława Nieznalskiego


fot. Bogusław Nieznalski



poniedziałek, 3 listopada 2008

Fotograf NN... Alina Lebedeva


Kobieco i zmysłowo. TUTAJ to znajdziecie.
Alina wie co robić, by miało to tajemniczy sznyt....


fot.: Alina Lebedeva



"Honorowy Ambasador S"... poczuł się..


.. urażony :)


I napisał, co napisał TUTAJ.

Wiecie co, tak sobie myślę, że nie ma nawet co komentować, po prostu nie wierzę, że można tak zaśmiecać ludziom głowę swoimi prawdami sponsorowanymi przez firmę S.

Czy naprawdę świat stanął na głowie i czy ten "tester" nie rozumie, że będą tym kim jest, nie jest w stanie przeprowadzić żadnego testu, bo z samego założenia jest ułomny poprzez swoje zaangażowanie po jednej z "testowanych" stron...!?

1. "Honorowy Ambasador S" pisze:

"Wykorzystuję swoją wiedzę i doświadczenie, moja aktywność jest wprost proporcjonalna do bajek wciskanych na forach. Udowadniam, że w rękach doświadczonego fotografa można zrobić wg misiów coś niemożliwego – aparatem Sony Alpha dobre zdjęcie. Obalam mity wynikające z niewiedzy, ignorancji, uprzedzeń. Nie niszczę konkurencji, tylko udowadniam, że miejsce Systemu Sony Alpha jest tuż obok nich lub lekko z przodu."

Wow - ale jazda.... :)


2. Czytam dalej. Teraz troszkę ironii w dziele "Honorowego Ambasadora S":

"Podobno Elvis sfingował swoją śmierć i mieszka w Argentynie. Lądowanie człowieka na Księżycu to hollywoodzki spektakl. Rząd USA współpracuje z istotami pozaziemskimi w celu zdobywania technologii. Stonkę ziemniaczaną zrzucano z amerykańskich samolotów, by zagłodzić naród polski. "Titanic" zatonął, bo nie umiał pływać. Sony Alpha 900 to ukradziony projekt firmy X, dlatego jest taki dobry. Przed testem impulsem elektromagnetycznym popsuliśmy konkurencyjne aparaty, by Sony wypadło lepiej. Jest wiele ciekawych teorii. Są tacy, co dadzą się pokroić za to, że to prawda. Cudownie jest żyć w wolnym kraju."

Mmmm... parafrazując: Tu jest pięknie, cudownie wręcz, ty wiesz, że masz talent? Taki efekt przy tak skromnym budżecie! (Osioł do Shreka)


Ech... miałem nic nie pisać... ale ręce i aparaty opadają. Teraz czytam jego psychologiczne wynurzenia i myślę, że powinien zając się ambasadorowaniem Stowarzyszeniu Psychiatrycznemu... najlepiej gdzieś na Madagaskarze.

I koniecznie na spotkania powinien zabierać aparat firmy S....!
Mój boże, co za poziom.... :)

Koniecznie napiszcie do ambasadora, że Was przekonał.
Oj! - Honorowego Ambasadora!


PS
I kurna kto to są te "misie"....? ;)
Ale i tak ten fragment o Titanicu jest najlepszy...



Polaroid 55 i długie czasy....


Korzystając z "kiślowej pogody", postanowiłem sprawdzić na paczce mocno przeterminowanych Polaroidów 55 (styczeń 2003) na ile ten materiał jest podatny na długie naświetlania.

Okazuje się, że efekt Swarzschilda prawie się nie ima tego materiału i ja osobiście nie zalecam wprowadzania jakiś korekcji, może 1,1 lub 1,2 dla spokoju sumienia... :)

Poniżej przykłady dwa. Pierwszy naświetlany 2 minuty z filtrem NDx400 Hoya, drugi 90 sekund z tym samym filtrem.

Dziękuje dzerremu i Rudolfowi za telefoniczne podania czasów naświetlania, bo nie wziąłem światłomierza, a obaj podali podobne czasy, które sobie przeliczyłem na czułość 25ISO :)



Zapomniałem dodać backstagu :)




.

niedziela, 2 listopada 2008

Polecane zza oceanu... Shannon Richardson


Autor tego bloga pochodzi z Amarillo w Texasie.
Znam to miasto jedynie ze słynnego przeboju "Route 66". Teraz jednak będę wiedział, że mieszka tam Shannon Richardson, którego znałem wcześniej z jego strony i chyba już tutaj polecałem. Teraz zapraszam również na jego BLOG.


fot.: Shannon Richardson



sobota, 1 listopada 2008

Fotograficzne Zaduszki...


Nie uważacie, że jazz i fotografia świetnie ze sobą współgrają. Jakby dopełnieniem dźwięków jazzu jest nastrojowa, piękna i kontrastowa fotografia muzyków w klimacie pubowym i klubowym...

Tradycją są Zaduszki Jazzowe.
Wprowadźmy więc nową świecką tradycję Zaduszek Fotograficznych wspominając co roku, tych spośród nas, którzy odeszli w krainę, gdzie tylko dobre kadry wychodzą.

Nie mówię tylko o tych sławnych, ale o naszych kolegach, znajomych, dla których aparat był czymś więcej niż skrzynką.
Wpiszcie Waszych znajomych... warto pamiętać o nich.

Ja zacznę od tych znanych:

- Dith Pran, 30 marca (fotoreporter z Kambodży, pierwowzór słynnego bohatera z filmu "Pola Śmierci", pisałem o nim TUTAJ)
- Cornell Capa, 23 maja (brat "tego Capy", członek Magnum)
- Jerzy Szandomirski, 4 marca (polski artysta fotografik)
- Piotr Stasik, 30 stycznia (polski fotografik, członek ZPAF)
- Ireneusz Zjeżdżałka, 25 lipca (po prostu wielki człowiek fotografii)
- William Claxton, 18 października (słynny fotograf gwiazd)
- Francoise Demulder, 5 września (pierwsza kobieta zwycięzca World Press Photo of The Year)
- David Gahr, 29 maja (fotograf muzyczny)
- .....

A niech towarzyszy nam w tym muzyka jazzowa, Herbie Hancok w klasycznym "Canteloupe Island"


Herbie Hancock - Canteloupe Island

.