poniedziałek, 27 października 2008

Po co nam ZPAF...?


Na kanwie dyskusji, która toczy się na pewnym forum zawodowych fotoreporterów, jąłem (jak ja uwielbiam to słowo) zastanawiać się po co fotografom organizacja w stylu ZPAF?

Mówię o formie, którą obecnie prezentuje ZPAF. Zarówno formie organizacyjnej, jak i formie kondycyjnej.

Umówmy się od razu, że ZPAF nie jest organizacją dla zawodowych fotografów...! To ważne, bo powinno się stać punktem wyjścia do ew. zmian - o ile uznajecie, że takie są potrzebne!?

Mam oto Stowarzyszenie, którego cele statutowe ujęto w 8 punktów (Statut ZPAF, 2004):

  1. Wszechstronny rozwój twórczości fotograficznej, uwzględniający także postęp
    naukowo - techniczny w zapisie obrazu.
  2. Współuczestnictwo w kształtowaniu polityki kulturalnej.
  3. Ochrona swobody wypowiedzi twórczej.
  4. Kształtowanie zasad etyki zawodowej.
  5. Ochrona dorobku fotografii polskiej, a także upowszechnianie jej w kraju i zagranica.
  6. Inicjowanie systemowych rozwiązań prawnych, zapewniających warunki do wykonywania
    zawodu artysty fotografika w oparciu o status twórcy.
  7. Zarządzanie i ochrona powierzonych praw autorskich.
  8. Zabieganie o rozwój mecenatu artystycznego.

Komu więc i jak służy ZPAF?

Moim skromnym zdaniem nie służy prawie niczemu, a jak już służy to w sposób, który przestał być efektywny jakieś 20-30 lat temu. Kalać własnego gniazda nie będę, bo wstąpić w szeregi ZPAF nie zamierzam, ale byłem na chyba dwóch lub trzech spotkaniach takowego gremium w Gdańsku.
Nie chce nikogo obrażać, ale widok tych panów i ich "fotografowanie" jest dla mnie jakimś skansenem peerelowskim, który w prosty sposób prowadzi do niszczenia fotografii artystycznej poprzez podpisywania tej "twórczości" - "członek ZPAF".

Mocne słowa, wiem.

Jako człowiek fotografujący od wielu lat, obserwujący lokalne środowisko artystyczne Gdańska, z naciskiem na fotografię - więcej zaangażowania, pomysłów i przede wszystkim talentu dostrzegam w ludziach, którzy nie mają nawet pojęcia, że jest ZPAF, a jeśli już wiedzą to traktują to jako ostoję dla dinozaurów i starszych panów chodzących po Gdańsku od 50 lat. Te jowialne spotkania z jowialnymi panami w ich jowialnych "studiach" są w sumie pięknym zjawiskiem socjologicznym, ale co mają wspólnego z fotografią i z tymi ośmioma punktami? Nic!

Po co więc ZPAF?

Aby łatwiej wystawić swoje prace w jakiejś galerii...?
Aby móc popisać się legitymacją...?

No po co!?




4 komentarze:

Jarek pisze...

W czasie pewnej zakrapianej rozmowy z "kolegami ze zwiazku" zapytalem, dlaczego nie stworza przegladowej strony www prezentujacej dorobek polskich fotografowo po 45 roku. Przeciez nikt nie ma takiego dostepu do zbiorow jak oni. A zegar tyka. Spytalem tez dlaczego prawie zaden z kolegow ze zwiazku nie publikuje nigdzie swoich prac - chociazby w internecie. Koledzy odpowiedzieli: "Ty wiesz ile kosztuje utrzymanie strony?!?!?" Odpowiedzialem, ze wiem, ale to nie zrobilo wielkiego wrazenia. Potem koledzy dodali, ze prawdziwa fotografia to odbitki, a internet jest dla pstrykaczy amatorow. Naciskalem jednak na ten aspekt popularyzacji i w odpowiedzi w koncu uslyszalem, ze sie nie da. Bo nie.

Rudolf pisze...

Po pierwsze - statu chwalebny, a jakże.
Wszystko rozbija się o ludzi.
Wg mnie ludzie, którzy tworzą ten ZPAF, o którym piszesz, zostali po prostu z poprzedniej epoki, do której zresztą doskonale pasowali. Teraz musi się zejść, bo przecież nie przyjdzie nowa kadra, która miałaby rozstawić po kątach dotychczasowe grube ryby.
Jednak wydaje mi się, że lada moment ZPAF się będzie zmieniał, bo będą wchodzić młodzi (a widzę, że już wchodzą) - tacy, którzy słuchają między innymi takich opinii jak Twoja i jej podobne.
Ja myślę, że jeśli Ci zależy, powinieneś właśnie się zapisać, i zakasawszy rękawy wziąć się do roboty. :)

Adam pisze...

Hmm..
Ciekawy tekst, miałem okazję być na jednym spotkaniu ZPAFu w Gdańsku i powiem, że również wyobrażałem sobie to całkiem inaczej. Pytasz po co ZPAF? Nie wiem, mi może pozwoli zdobyć jakieś fondusze na dalszą działalność, może otworzy drzwi przed kilkoma galeriami, a może przede wszystkim chodziło o otwarcie oczu na to, że tytuły i organizacje nie mają w ogóle znaczenia? Wiem dokładnie czego od ZPAFu oczekuję, wiem jednak że musiałby wyglądać zupełnie inaczej niż teraz, by spełnić te oczekiwania.

21din pisze...

a ja sie kiedys zapisze, serio.