czwartek, 16 października 2008

Dotyk...


Dziś o dotyku. Można wszak dotykać różnie.
Delikatnie, czule, tkliwie, szybko, subtelnie, drażniąco, przelotnie, mokro, źle....


Trzymam w ręku fiszkę w rozmiarach mniej więcej 10x13cm. Podnoszę ją do oka na jasnym tle okna. Blok z drugiej strony tak przeszkadza, ze zadzieram głowę wyżej i wyżej, aby tylko nic nie zakrywało czystego nieba.
Dotykam stworzonego dzieła.

Delikatnie, wręcz czule, czubkiem kciuka i palca wskazującego ściskam mocno, aby nie wymsknęło się na podłogę...
Rękawiczka bawełniane znaleziona gdzieś w hurtowej ilości na Alledrogo leży na stole. Jakoś nie mam chęci pozbawiać się tego jeszcze mokrego dotyku błony wyjętej z kuwety.

Tkliwie obracam stronami szukając najlepszej perspektywy dla oczu. Zapach utrwalacza skapującego z dolnego rogu na koszulę wreszcie odrywa mnie od magicznego obrazu.

Szybko chwytam w rozwarte palce brzegi materiału i ponownie zanurzam w wodzie. Subtelnie, aby nie drażnić powierzchni światła załapanego między sreberka. Płukanie.

Przelotnie muskam mokrymi od wody opuszkami powierzchnię negatywu aby poruszyć go. Cały czas kadruje w głowie i doszukuje się błędów naświetlenia.

Źle byłoby zbyt długo machać w powietrzu tym "kawałkiem mnie" więc otwieram niedojedzoną paczkę czipsów i plastikową klamerką zaczepiam fiszkę wynosząc ją wysoko, wysoko, aż do karnisza.
Uchylam okno.
Materiał faluje lekko.


Ech... magia.


6 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Magaia....Magia...a pózniej chemia do kibla

Karolina pisze...

Prawdziwa fotoerotyka...

Rudolf pisze...

Iczek, jesteś nienormalny.

Matth pisze...

Za Rudolfem.. :)

Robert pisze...

Tyle uczuć nie mieści się zwykle w jednym fotografie...

Rosomak pisze...

przyznam, że też jestem fanem mokrej, aksamitnej błony fotograficznej, napęczniałej w chemii. delikatności.